Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:

Wysunął zza pasa nóż, chwycił go odwrotnie i dźgnął rękojeścią w szybę. Uderzenie, od którego zadrżał mu nadgarstek, rozległo się deprymująco głośno, ale twarda szyba pozostała nietknięta. Ponowił próbę i tym razem nóż omal nie wypadł mu ze zdrętwiałej dłoni. Atena przytknęła drżące palce do ust i zerknęła na drzwi pokoju. Skonsternowany odpornością szyby Carewe odłożył nóż i sięgnął po siekierkę, zanim przypomniał sobie, że mu wypadła na ziemię. Dał nieokreślony znak Atenie, podbiegł do okapu i zwiesił nogi. Nie mógł stopami odszukać rynny, ale nie było czasu na ostrożność. Zsunął się z dachu, młócąc w powietrzu rękami i nogami, żeby złapać równowagę, wylądował ciężko na ziemi i od razu zaczął po omacku szukać siekierki. Rynna, po której się wspiął, znajdowała się niecały metr dalej. Ale po siekierce nie zostało ani śladu. Przeklinając złośliwość przedmiotów martwych, rozszerzył pole poszukiwań.

— Jest tutaj, Willy — odezwał się zimny, ironiczny głos, jakim mógł przemówić tylko dwustuletni nieśmiertelny.

Słaniając się i dysząc chrapliwie, Carewe zerwał się na nogi i nie bez trudu wytężył wzrok.

Korpulentny, modnie odziany Barenboim wyglądał absurdalnie na tle ponurego ogrodzenia. Spoglądał na niego oczami czającymi się w głębi oczodołów, a w prawej ręce trzymał latarkę w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że jest to broń.

— Barenboim — przemówił Carewe. — Miałem przeczucie, że się pokażesz.

— I nawzajem, mój drogi — odparł Barenboim i skinął latarką. — Wejdź do środka.

— Chwileczkę, potłukłem się skacząc z dachu.

Carewe skrzywił się i wsunął rękę za pazuchę. Jego dłoń spoczęła na rękojeści noża.

— Trzeba było się nie silić na bohaterskie wyczyny, które tak żałośnie się dla ciebie kończą — wycedził Barenboim. — A teraz ruszaj.

— Czemu nie zabijesz mnie tutaj? Za bardzo na widoku? Carewe ostrożnie wysuwał nóż, aż spoczął w jego dłoni.

— Gdzie dokładnie rozstaniesz się z tym światem, to mało ważne — odparł chłodno Barenboim. Zapalił latarkę i oświetlił snopem światła twarz Carewe’a.

— Moje oczy! — jęknął Carewe.

Odwrócił głowę, jednocześnie dobywając spod tuniki nóż. Barenboim stęknął, kiedy Carewe, wykorzystując jedyną szansę, z całej wspomaganej strachem siły cisnął ciężkim nożem. Nóż trafił Barenboima prosto w gardło, ale rękojeścią, i stary ostudzeniec zatoczył się na ścianę, nie wypuszczając latarki z rąk. Carewe dopadł go, zanim tamten zdążył skierować na niego laserowy miecz. Chwycił Barenboima za przegub prawej ręki zmuszając do wypuszczenia latarki, i rąbnął go pięścią w pękaty brzuch raz, drugi, trzeci…

Ochłonął, kiedy spostrzegł, że chcąc dalej bić Barenboima, musi go podtrzymywać. Puścił go, a gdy tamten upadł, cofnął się, uprzytamniając sobie nagle, że robił wszystko, żeby go zabić. Widząc, że nóż trafił niewłaściwym końcem, poczuł dziki żal i gniew. Wydawało mu się, że powinien być bardziej wstrząśnięty, ale upodobanie do autoanalizy opuściło go gdzieś na trasie długiej podróży przez Nouvelle Anvers i Idaho Falls do Drumheller.

Ukląkł przy nieprzytomnym Barenboimie, podniósł latarkę o dwóch zastosowaniach, a potem otworzył jego sakwę i wyjął z niej wszystkie klucze. Pobiegł wąską betonową ścieżką przed front laboratorium. Na placyku przed wejściem stał samochód, na pewno ten, którym przyjechał Barenboim, a brama była otwarta. Podbiegł do drzwi budynku, ale okazało się, że są zamknięte, skąd płynął wniosek, że oprócz Ateny nie ma w środku nikogo. Wypróbował kilka kluczy, zanim otworzył drzwi. W hallu nie było żywej duszy, ale zawahał się przed wejściem, bo przecież nie miał pewności, że Barenboim nie ma w laboratorium żadnych pomocników.

Zbadał palącą się cały czas latarkę. Cofając wyłącznik gasiło się ją, a pchając do przodu zapalało. Wycelował latarkę w ziemię i przesunął wyłącznik dalej w przód. Poczuł sprężysty opór i w następnej sekundzie powierzchnia betonu trysnęła lawą. Przez chwilę z szacunkiem ważył latarkę w dłoni, a potem wbiegł do budynku, nie obawiając się już, że natknie się na przeciwników. Po obu stronach hallu znajdowały się schody, ale do Ateny mogły go zaprowadzić najpewniej te na prawo. Wspiął się po nich pędem i pobiegł korytarzem ciągnącym się przez cały budynek. Na przeciwległym jego końcu natrafił na drugi poprzeczny korytarz z sześcioma drzwiami w szczytowej ścianie. Oceniwszy z grubsza, w którym z pokoi może być Atena, nacisnął klamkę. Drzwi nie ustąpiły, ale wyczuwał za nimi jej obecność.

— Ateno! — zawołał.

— Will! — odpowiedziała słabym głosem. — Och, Will, to naprawdę ty?!

— A któż by inny! — krzyknął. Czwarty z wypróbowanych kluczy otworzył zamek i w tej samej chwili Atena znalazła się w jego ramionach. — Cicho, cicho, cicho — szeptał, próbując uspokoić jej drżące ciało przy pomocy tej siły, którą odkrył w swoim.

— Will — powiedziała, odpychając go na krok. — Musimy stąd uciekać. Nie masz pojęcia, jacy naprawdę są ci dwaj…

Wpatrywała się w niego rozbieganymi oczami. Ścisnęło go w gardle, gdy zobaczył, że lewa powieka niemal całkiem jej opadła, co — jak dobrze wiedział — oznaczało wielkie zdenerwowanie.

— Po to tu przyszedłem, kochanie. Chodźmy — odparł.

Chwycił ją za rękę i pobiegli. Miał wrażenie, że unosi go potężny wiatr, czuł, że stopami ledwie dotyka podłogi. Pospieszyli w dół po schodach i wypadli przez drzwi na świeże nocne powietrze.

— Pojedziemy samochodem Barenboima — poinformował ją krótko. Wgramolili się do pojazdu i zamknęli drzwi. Przez chwilę, kiedy jeden po drugim próbował klucze w stacyjce, ogarnął go popłoch, ale wreszcie znalazł właściwy. Turbina zawirowała natychmiast. Bez świateł zawrócił gwałtownie samochodem na placyku i jak rakieta wystrzelił przez otwartą bramę. W ciemnościach z przeciwka sunęło coś dużego. W oka mgnieniu rozpoznał, że to nadjeżdżający samochód, a potem nastąpiło straszliwe zderzenie. Carewe poczuł, że jego pojazd staje dęba, i przez moment liczył niemądrze na to, że przejedzie przez drugi samochód o opływowych kształtach. Świat przechylił się na bok, Atena krzyknęła, a jej głos utonął w ogłuszającym huku, z jakim ich samochód uderzył w zbocze wzgórza.

Balony amortyzacyjne, które wyrosły z tablicy rozdzielczej pod ciśnieniem gazu z butli, ocaliły Carewe’owi życie. Ale kiedy siedząc uwięziony pod ich uporczywym naciskiem podniósł wzrok i zobaczył triumfującą twarz Pleetha, ogarnął go żal, że nie zginął.

Rozdział szesnasty

— Zanim wysiądą, wydostań moją latarkę — wydyszał Barenboim trzymając się cały czas za brzuch. — Nasz młody znajomy zabrał mi ją, zanim uciekł.

Pleeth skinął głową i wcisnął ręce pomiędzy plastikowe błony balonów amortyzacyjnych. Macał przednią półkę pojazdu, tak długo, aż znalazł latarkę i zabrał ją, z zadowolenia wyginając cienkie usta.

— Dobra nasza, nie spodziewałem się, że króliki doświadczalne mogą być aż tak groźne — powiedział Barenboim, biorąc latarkę. — Czy z drogi zauważono by ten karambol?

Pleeth potrząsnął głową.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)