Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:

Każde miasto ma swoje sekretne miejsca. Wieki pełne mrocznych historii sprawiły, że stolica Rosji ma takich miejsc wyjątkowo dużo. Współczesność przenika się tu z przeszłością w sposób subtelny i magiczny. Mieszkańcy Moskwy szukając schronienia przed problemami współczesnego życia mogą czasem trafić do niezwykłych miejsc. Wystarczy jeden nieostrożny krok, żeby znaleźć się w mrocznym, baśniowym świecie pełnym magii, płaczących drzew, gadających ptaków, wygnanych wieki temu pogańskich bóstw i baśniowych stworzeń. Tu można usłyszeć najdziwniejsze z opowieści. Trzeba tylko cierpliwie nadstawiać uszu. Ekaterina Sedia napisała książkę niezwykłą o zderzeniu dwóch światów. Kapitalistycznej i nowoczesnej Moskwy z magicznym światem starorosyjskich baśni. Tuż pod powierzchnią szarej rzeczywistości kryje się inny świat. Mroczny, niebezpieczny, ale i zarazem piękny. Tu wszystko jest możliwe. Niepokojący klimat powieści porównywany jest przez krytyków z dziełami Bułhakowa. Ta książka to jedna z najważniejszych pozycji współczesnej literatury rosyjskiej. Główną bohaterką powieści jest Galina, młoda kobieta mająca na głowie zwyczajne problemy codziennego życia. Zostaje zaplątana w wir tajemniczych wydarzeń i razem z milicjantem prowadzącym śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć musi na nowo poznać otaczający ją świat. Wspólne poszukiwania prowadzą ich do podziemnego królestwa, do krainy zawieszonej między rzeczywistością i fantazją. Do świata, gdzie honor ma znaczenie, a dobro i zło są tym, czym były u zarania dziejów. Ekaterina Sedia urodziła się i wychowała w Moskwie. Po studiach przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka w New Jersey razem z mężem i dwoma kotami. Wykłada botanikę i ekologię. W chwilach wolnych uprawia ogródek i pisze książki. Jej najnowszy bestseller to Tajemna Historia Moskwy.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 59
Перейти на страницу:

– Czy przeprowadzka do Moskwy nie jest ucieczką? – Zapytała sceptycznie i pogłaskała po włosach najmłodszą córkę, która czepiała się jej długiej spódnicy.

– Nie – odparł. – Rosja jest naszym domem. Przenosimy się do innego pokoju, ale pod tym samym dachem.

Roza mruknęła coś niepochlebnego o wartości tego domu i zasugerowała, że gdy dom się wali, najmądrzej jest wyjść na zewnątrz. Herszel udał, że nie słyszy. Ameryka leżała daleko i nie był przekonany, czy naprawdę jest warta miesięcy podróży. Powiódł wzrokiem po schludnej małej jadalni, po świeżo bielonych ścianach, i zrobiło mu się przykro na myśl o pożegnaniu. Nie chciał zostawiać gadatliwych sąsiadów, którzy ostatnio zrobili się cisi i przygnębieni, i miał wyrzuty sumienia z powodu swojego przywileju – jako lekarz mógł opuścić strefę. Świat na wschodzie był nieznany i przerażający, ale teraz takie same stały się strome wzgórza i wąskie kręte uliczki Witebska.

Moskwa powitała ich zimnem i ponurymi lodowatymi murami. Osiedlili się nad rzeką, w wilgotnym małym domu. Tęsknili za czystym, suchym mieszkaniem w Witebsku, gdzie pomimo biedy Herszel cieszył się szacunkiem; tutaj mieli budować wszystko od nowa. W ich tutejszym sąsiedztwie mieszkało paru Żydów i Herszel opiekował się nimi, a także, od czasu do czasu, ich krowami i końmi.

Najmłodsze z sześciorga dzieci urodziło się jesienią roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego. W dziewięćdziesiątym pierwszym w Moskwie zaczęła się antysemicka czystka.

Dom ich sąsiadów został spalony, a na ulicy wymalowano popiołem gwiazdy Dawida. Poskarżyli się żandarmom, ale władze okazały ewidentny brak zainteresowania. Poradzono im się nawrócić.

– Może powinniśmy – powiedział Herszel.

Roza westchnęła i poprawiła najmłodszą córeczkę w ramionach, poklepując ją po plecach.

– I co to da?

– Dostaniemy nowe papiery.

– Och, mój drogi naiwny mężu. Czyżbyś nie wiedział, że nie pytają Żyda o papiery przed walnięciem go w twarz? A jeśli sądzisz, że nie wyglądasz na Żyda, to musisz spojrzeć w lustro.

Ameryka wydała się bardziej atrakcyjna, zwłaszcza gdy połowa żydowskich mieszkańców Moskwy została wyeksmitowana, w większości zakuta w łańcuchy.

Herszel uważał, że jego rodzina niczym się nie wyróżnia, dlatego wydawało mu się niesprawiedliwe, że oni ocaleli. Wyraźnie pamiętał ten dzień – Pascha, zimna wiosna, śnieg wciąż gruby, ale zapach wilgotnej ziemi, z dnia na dzień coraz silniejszy, zapowiadał wiosnę, prawdziwe ciepło, kwiaty i lepkie pierwsze liście, pyłek w powietrzu i puch z wysokich topoli, i słodką woń kwitnącej lipy. Był to czas, gdy każdy śni o krokusach kwitnących pod śniegiem, o nasionach nabrzmiewających w ciemnej glebie, gotowych wybuchnąć ze świeżą energią odnowionego życia; był to również tradycyjnie czas, gdy słowa „zabójca Chrystusa" padały częściej, niż Herszel mógłby sobie życzyć.

– Jestem pożytecznym Żydem – powiedział Rozie. – Nic złego nam się nie stanie.

Westchnęła i nic nie powiedziała, co samo w sobie było niezwykłe – rzadko kiedy brakowało jej słów. Herszel przypuszczał, że widok tylu Żydów w łańcuchach i ignorowane przez policję pogłoski o tylu śmiertelnych ofiarach odebrały jej mowę; a może sprawił to wstyd, że oni uniknęli podobnej niedoli, wstyd, że są „pożyteczni". Nigdy nie nazwała go zdrajcą, ale podejrzewał, że tak o nim myśli i to być może częściej, niż gotowa byłaby przyznać.

– Co mam zrobić? – Zapytał. – I co z dziećmi?

Pokręciła głową, wciąż milcząca i niepocieszona, i zostawiła go samego w ciemnej jadalni, która wciąż pachniała wczorajszą wieczerzą paschalną. Niski, mroczny sufit przytłaczał, płomień samotnej wysokiej świecy migotał, wąskie smużki sadzy przyciemniały i tak już beznadziejnie ponure mieszkanie.

Tej nocy, o czym Herszel dowiedział się później, mieszkańcy podziemia zrobili się niespokojni, poruszeni przez chmury rozpaczy, które powoli przesączały się z powierzchni pod ziemię. Wyjaśnił, że to normalne – przeważająca atmosfera jednego miejsca udziela się drugiemu, ale zazwyczaj emanacje były na tyle słabe, że maskowały je miejscowe emocje i nastroje. Tylko w czasach wielkich tragedii stawały się tak potężne, że pobudzały podziemnych mieszkańców do działania.

– Nie rozumiem – przerwał Herszelowi Fiodor. – Bez obrazy, ale co wtedy było takie wyjątkowe? Zdarzyło się przecież mnóstwo innych tragedii.

– Nie wiem – odparł Herszel. – Wszyscy mamy swoje powody i domysły, ale czy to naprawdę jest ważne? Oczywiście były inne tragedie. Ale przypuszczam, że wtedy wszyscy już mieli dość.

Ich dom stał tak blisko rzeki, że Herszel miał prawo obawiać się powodzi. Wiosną, gdy drzewa wciąż były nagie, miał dobry widok na skutą lodem rzekę i martwił się o dzieci – zwłaszcza nieustraszonego, krnąbrnego pierworodnego Daniła – biegające po zielonym, niepewnym lodzie, który w każdej chwili mógł się otworzyć w czarnym lodowatym uśmiechu. Zawsze miał oko na rzekę, zwłaszcza wieczorem, licząc się z nieposłuszeństwem dzieci i niepojętymi zrządzeniami losu.

Tej nocy wyszły z otwierających się w lodzie szczelin, skakały wśród drzew. Herszel patrzył, przerażony, a jednak nie zaskoczony, przekonany, że groteskowe stworzenia wyłażące ze wszystkich zakamarków, z łat świeżego śniegu, z każdego rozwidlenia gałęzi drzewa, mają coś wspólnego z exodusem jego ludu. Zrozumiał, że się nie mylił, gdy wielka, mało ludzka głowa wniknęła przez szybę w oknie jadalni, nie wytłukując jej, jak gdyby z niej pochodząc, i zapytała, gdzie są Żydzi.

Herszel nie wiedział co powiedzieć.

– Kim jesteś? Czego chcesz? – Szepnął.

Głowa przygryzła obwisłą wargę.

– Przyjacielem – zapewniła. – Nazywam się Pan. Przyszliśmy was zabrać, pomóc wam.

– Większość odeszła. Zabrano ich w łańcuchach do strefy, zostali tylko pożyteczni Żydzi. – Był zaskoczony pogardą, jaka zabarwiła jego słowa.

– A ci „pożyteczni Żydzi" – głowa powtórzyła słowa, nie rozumiejąc ich znaczenia – chcą tu zostać? Pomimo wszystkich krzyków i skarg, jakie słyszymy w podziemiu?

– Ja nie chcę – odparł Herszel – ale dokąd mamy pójść? Cierpienia są wszędzie, w dodatku jest ich za wiele. Co mam zrobić?

– Znajdź tych, którzy chcą odejść – poleciła rogata głowa. – Wrócimy jutro i zabierzemy was tam, gdzie cierpienia zelżeją. – Zagwizdała i roztopiła się w mrocznym szkle, a wraz z nią zniknęły pozostałe zjawy, jakby nigdy nie istniały.

Słowa o złagodzeniu cierpień podejrzanie kojarzyły się ze śmiercią, ale Herszel uznał, że nie ma wyboru. W końcu takie rozwiązanie udobrucha Rozę. Zawołał ją i dzieci i dopiero wtedy zrozumiał, że jeśli nie patrzyli przez okno w ciągu ostatnich dziesięciu minut, nie uwierzą w jego historię.

Niczego nie tłumacząc, kazał im zapukać do drzwi sąsiadów i zapytać, czy chcą odejść. Nie powiedział dokąd ani dlaczego, ograniczył się do stwierdzenia, że wszędzie będzie lepiej niż tutaj, gdzie mogli tylko czekać na wygaśnięcie ich pożyteczności. Czekać na śmierć albo nawrócenie, czekać na kolejną mowę Konstantego Pobiedonoscewa, nazywającego Rosję dziedzicem Konstantynopola i Bizancjum, a Moskwę trzecim Rzymem. Czekać, aż znów przypomni wszystkim, kto zabił Chrystusa i komu nigdy nie zostanie to wybaczone. Herszel założył, że kimkolwiek było rogate stworzenie, nie przyjaźniło się z Chrystusem, i w tym momencie to mu wystarczało.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)