Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 79
Перейти на страницу:

Arivald rozsiadł się wygodnie w fotelu i skinieniem głowy zezwolił słudze napełnić puchar winem. Zakon słynął ze swych upraw winorośli i piwnic. Również z mistrzów katowskich. Ale o tym mówiło się jakby rzadziej. Gwoli prawdy wypadało jednak przyznać, że słynął także z bezbrzeżnej uczciwości, przechodzącej czasem w fanatyzm i głupotę. Dlatego doża i książę Riherius zgodzili się na mediację Zakonu.

– Co słychać w Silmanionie? – Książę przechylił się przez stół w stronę Arivalda. – Doszły nas słuchy, że Wielki Mistrz zaniemógł.

– Czuje się coraz lepiej. – Arivald podziękował księciu skinieniem głowy. – Do zimy powinien zupełnie wydobrzeć. Ale nie wszyscy mieli takie szczęście.

– Przeklęta zaraza – zaklął doża, który przerwał szeptaną rozmowę z wiedźmą, aby przysłuchać się temu, co mówili. – W lecie nie nadążaliśmy z grzebaniem trupów. Wstrzymaliśmy wiele rejsów, gdyż nie było jak obsadzić załogi.

– Bo wszystkich posłaliście na okręty wojenne – warknął książę.

– A co, mieliśmy czekać, aż spalicie nam następny port? – odgryzł się doża.

– A kto złupił nam flagowy galeon, kto… Arivald chrząknął.

– Czy mógłbym prosić o jabłko? – zapytał uprzejmie. Doża i książę jednocześnie sięgnęli po paterę.

– Dziękuję – rzekł czarodziej i zauważył, że piękna wiedźma przygląda mu się z ukosa.

Mistrz vard Din wzniósł puchar.

– Za pokój – powiedział.

Doża i książę jak na komendę się skrzywili, ale nie wypadało im nie sięgnąć po puchary.

– Za sprawiedliwy pokój – dodał Riherius.

– I za ukaranie najeźdźców – dopowiedział doża.

– O tak, właśnie tak. Za ukaranie najeźdźców! – Książę utopił w doży spojrzenie bladoniebieskich oczu.

Na Vigarellim nie wywarło to jednak wrażenia.

Wszyscy wypili do dna. Tylko wiedźma ledwie umoczyła wargi. Doradca Riheriusa, minister o trudnym do zapamiętania imieniu, którego Arivald poznał dawnymi laty, nalał sobie następną kolejkę, lecz słynął z mocnej głowy. Choć i z tego, że lubił jej moc poddawać próbom.

– Mówią, że wojna jest motorem postępu – zauważył minister o trudnym imieniu, upijając łyk.

Arivald powstrzymał się od komentarza, ale nie mógł nie zauważyć, że jak na rozmowy pokojowe było to dość niestosowne stwierdzenie. Minister też musiał zdać sobie sprawę z popełnionej gafy, bo dopowiedział szybko:

– Ale wiadomo też, że nie ma to jak harmonijna współpraca i pokojowe przenikanie kultur.

Czarodziej zaczął obierać sobie jabłko zdobionym nożykiem. Posługiwanie się sztućcami stawało się właśnie ostatnim krzykiem mody na każdym cywilizowanym dworze. I jak każdy krzyk mody powodowało liczne komplikacje. Na przykład nożyk Arivalda był tak tępy, iż łatwiej byłoby nim owoc miażdżyć, niż obierać ze skórki.

– Jutro turniej – rzekł wielki mistrz tonem ciepłej pogawędki. – Wierzę, iż walka będzie zacięta. Mamy zaszczyt gościć najprzedniejszych rycerzy świata – ostatnie zdanie wypowiedział nieco głośniej, kierując wzrok ku baronowi Dragostasowi z Velermondu i rycerzowi z Silmaniony Verreckowi.

Dragostas i Verreck wznieśli puchary i przepili do wielkiego mistrza Zakonu. Arivald przyjrzał się uważnie baronowi Velermondu, Verrecka bowiem znał dobrze, jako że rycerz od kilkunastu lat był w służbie silmaniońskich magów. Ale i o Dragostasie słyszał co nieco. Ponoć baron kazał zamurować w wieży żonę, a w Velermondzie szubienice rosły gęściej niż lasy. Teraz, kiedy przegnali go lennicy, snuł się po rozmaitych dworach, szukając wsparcia. Ale rycerzem był rzeczywiście przednim, choć nic nie wskazywało, aby ktokolwiek chciał mu pomóc w walce z lennikami. Zwłaszcza że ci wynajęli ostatnio kompanię landfordzkich kuszników pod wodzą samego Gulfa z Landfordu. A niewielu miałoby ochotę posyłać swe wojska przeciw landfordzkim żołnierzom. No, chyba że miało się przewagę jak dziesięć do jednego i nie liczyło ze stratami w ludziach.

– Czy to prawda, że zamurowałeś, panie, w wieży własną żonę? – zapytała wiedźma, uśmiechając się promiennie.

Obecni w sali, którzy usłyszeli jej słowa, zastygli w bezruchu. Twarz Dragostasa pokryła się purpurą.

– Kim jesteś, kobieto? – warknął baron, podnosząc się z krzesła. – Jak śmiesz…

Wiedźma, nadal się uśmiechając, złożyła palce. Arivald poznał, że szykuje się do rzucenia czaru.

– Vendia! – głos doży chlasnął jak bicz. Wiedźma roześmiała się głośno i sięgnęła po kielich.

– Wybacz, baronie – rzekł Vigarelli, krzywiąc usta. – Te kobiety…

Baron namyślał się przez chwilę, aż wreszcie wzruszył ramionami i obrócił się do sąsiada. Arivald miał wrażenie, że coś mu umknęło. Dlaczego wiedźma doży chciała rozzłościć Dragostasa? Dlaczego gotowa była rzucić jeden z wiedźmich czarów, co drogo by ją kosztowało na dworze Zakonu? Do czego zmierzał Vigarelli? Czarodziej zajął się obieraniem jabłka, ale myślał intensywnie. Coś tu się działo, a on nie wiedział co. I fakt ten wyprowadzał go z równowagi. Doża, nadal z pochmurną miną, ogryzał kość kurczaka. Wiedźma siedziała wyprostowana i zimno spoglądała w stronę barona, który musiał czuć na plecach jej wzrok, ale nie dawał niczego znać po sobie i rozmawiał z dwoma rycerzami Zakonu o jakichś bzdurach. Minister o trudnym imieniu nalał sobie następny kielich wina.

– Ostra kobitka – szepnął w ucho Arivaldowi – ale ja lubię takie. Skądżeż Vigarelli ją wytrzasnął?

Czarodziejowi to pytanie dało do myślenia. Czyżby książę Riherius nie wiedział, że towarzyszka doży jest wiedźmą? Jeśli tak, to szykowała się niezła awantura.

– Spytaj go – odparł na głos.

Minister pokiwał głową.

– Może, może – rzekł.

Do komnaty weszli muzykanci i zaczęli grać starą wesgańską balladę o tym, jak Gorelf Czarnoręki wędrował do piekła po swą ukochaną. Dwóch bardów śpiewało na zmianę partię Gorelfa i Senelli. Goście tylko na moment przerwali rozmowy. Jedynie minister o trudnym imieniu wybijał kością takt na blacie stołu i cicho pomrukiwał w rytm melodii. Doża przez chwilę słuchał uprzejmie, a potem znowu pochylił się w stronę wiedźmy. Szepnął jej coś na ucho, a jego szczupła, blada twarz z orlim nosem rozjaśniła się w uśmiechu.

A jeśli ona jest nie tylko doradcą? – pomyślał nagle Arivald. Czy miałoby to jakieś znaczenie? A jeśli tak, to jakie?

– Może jeszcze wina? – przerwał rozmyślania Arivalda minister o trudnym do zapamiętania imieniu.

Po głosie było już słychać, że sobie wypił. Czarodziej przyzwolił skinieniem głowy i tym razem zwrócił wzrok na Riheriusa. Książę był zupełnie innym typem mężczyzny niż doża Vigarelli. Blondyn o włosach zaplecionych w dwa grube warkocze i rozwichrzonej brodzie. W jego szczerej twarzy uderzały tylko oczy. Bardzo zimne i bardzo niebieskie. Książę musiał sporo się napracować, aby wyglądać na szczerego i przyjaznego, ale oczu zmienić nie zdołał i one najlepiej dawały poznać, kim jest naprawdę. A był człowiekiem, który doszedł do władzy po trupach dwóch starszych braci. Inna rzecz, że gdyby nie został księciem, zostałby trupem. Takie już były obyczaje na dworze Dessvonu.

Arivald, jadąc na zaproszenie księcia, doży i Zakonu, zadawał sobie pytanie: o co naprawdę jest ta wojna? Dessvon i Republika nie miały specjalnych punktów zapalnych. Jasne, że kiedy handluje się na jednym morzu, konflikty będą zawsze. Ale od czyszczenia sytuacji są kaprzy, nie wysyła się z błahego powodu galeonów flagowych. I nie pali się rywalowi portów. Ani Republika, ani Dessvon nie miały też wewnętrznych kłopotów, na które radą mogłaby być wojna. Riherius opozycję wybił lub uwięził, Vigarelli – uwięził lub kupił. Obaj mieli w swych państwach mocną pozycję i na ile Arivald się orientował, nie zanosiło się, by pozycja ta była zagrożona. Tak więc obu wojna była naprawdę niepotrzebna. Niepotrzebna była również sąsiadom Dessvonu i Republiki, którym już zdążyło się przy okazji oberwać (a raczej ich handlowym statkom). Z pewnością niepotrzebna była Zakonowi, który w dużej mierze żył z pątników, a pątnicy nie mieli specjalnej ochoty wyruszać na morze, gdzie roiło się od wściekłych kapitanów obu walczących stron, którzy w dodatku nie mieli oporów przed braniem kogo popadnie na galery. Niepotrzebna była też Tajemnemu Bractwu z Silmaniony, które Arivald tu reprezentował, ale to z uwagi na fakt, iż Bractwo w ogóle było przeciwne wojnom od czasu przyjęcia Kanonu Dolfasa mówiącego o harmonijnym przenikaniu się kultur. Komu więc zależało na wojnie i dlaczego? I jak ta wojna w ogóle się zaczęła? Republika twierdziła, że zatopiono jej galeon przewożący złoto z Nowego Świata; Dessvon skarżył się, iż flota Republiki zrównała z ziemią rybacką wioskę na północnym krańcu Małej Wyspy. Więc w odwecie spalili Republice port w Ossavick. I tak to poszło. Bitwa morska zakończyła się patem (obie strony straciły okręty flagowe i kilka mniejszych jednostek) i wtedy doszło do rokowań. Ale wiadomo było, że przygotowania do wojny idą dalej pełną parą. Tuż przed nadejściem zaproszenia Zakonu Riherius wysłał desant do zdobycia Turuvain, jednego z ważniejszych portów Republiki, ale musiał się wycofać z powodu burzy. Z kolei doża stracił w czasie sztormu (który, jak widać sprawiedliwie, obdzielił swymi względami obie armie) dużą część floty i naczelnego admirała. Pytanie więc brzmiało: czy naprawdę chcą zgody, czy tylko czasu na wylizanie się z ran?

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)