Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:

– Czy moglibyśmy zacząć rozmowy, uznając ten dokument za niebyły? – spytał mistrz Zakonu.

– Tylko przygotowany przez nas traktat może być tematem do dyskusji – odparł Riherius. – Oczywiście jesteśmy skłonni do ustępstw w rozsądnych granicach, ale sama istota sprawy nie może zostać zmieniona.

– Panie Vigarelli?

– No to mamy wojnę! – odparł doża wzruszając ramionami. – Gdyby nie ten piekielny sztorm, bylibyśmy już w Dessvonie. A tak będziemy za miesiąc lub dwa.

Rzecz jasna nie było to takie proste, jak twierdził Vigarelli. Wojna z księstwem z pewnością trwałaby długo, może całe lata. Choć nie da się ukryć, iż Republika miała przewagę. Przede wszystkim finansową. Która jednak mogła szybko stopnieć, jeżeli definitywnie urwą się zyski z morskiego handlu.

Narada skończyła się niczym. Można się tego było spodziewać, lecz Arivald był pewien, że prędzej czy później wszystko dojdzie do ładu. Dla kogoś, kto targował się z krasnoludami, targi pomiędzy ludźmi nigdy nie mają tej ponurej zawziętości. No, chyba że książę naprawdę, z nieznanych pobudek, chciał wojny. Ale ponieważ pod koniec wieczoru zaczął mięknąć, czarodziej przypuszczał, że za tydzień czy dwa da się wynegocjować całkiem przyzwoity układ.

Arivald z wolna przymierzał się już do snu, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Narzucił na ramiona szlafrok (piękny szlafrok z wielbłądziej wełny) i poszedł zobaczyć, kogo diabli niosą. Na progu stała wiedźma, tym razem w skromnej czarnej sukni, która jednak z jej złotymi włosami tworzyła nieodparcie pociągające zestawienie.

– Czemu zawdzięczam twoją wizytę? – spytał uprzejmie czarodziej, nie dając poznać po sobie zdziwienia. – Czy wypijesz ze mną kieliszek wina?

– Zbytek łaski – zaśmiała się Vendia, ale podziękowała skinieniem głowy i weszła do pokoju. – Nie lubisz mnie, prawda? – spytała, kiedy już usiadła w fotelu i pozwoliła postawić przed sobą kielich.

– Nie lubię tego, co sobą reprezentujesz – rzekł zupełnie szczerze Arivald.

– Bo jestem wiedźmą – stwierdziła zgryźliwym tonem.

– Bo jesteś wiedźmą – powtórzył jak echo Arivald. – Nigdy nie rozumiałem, co pociąga piękne kobiety, takie jak ty, do zajmowania się wiedźmiarstwem.

– Pewnie, lepiej być dziwką. To by ci bardziej odpowiadało, nieprawdaż?

Czarodziej zaśmiał się.

– Byłoby bardziej naturalne – odparł.

– Mężczyźni! – westchnęła Vendia z pogardą. – Ale przyszłam tu nie po to, aby sprzeczać się z tobą na temat magii…

– Nie możesz sprzeczać się ze mną na temat magii, bo jesteś jej zaprzeczeniem – rzekł ostro Arivald. – Jesteś wykoślawionym odbiciem tego, co można osiągnąć dzięki magii. Jesteś jej cieniem.

– Nie zachowujesz się zbyt uprzejmie – powiedziała po chwili Vendia.

– Nie zamierzam – odparł Arivald i usiadł naprzeciw. – Nie podoba mi się twoja obecność tutaj i nie myślę tego ukrywać.

– Przynajmniej szczerze – mruknęła wiedźma i odgarnęła włosy z czoła. – A jeśli ci powiem, o co jest ta cała głupia wojna?

– To byłoby interesujące.

– Jeżeli byłoby prawdziwe, chciałeś dodać?

– Gdybym chciał coś dodać, tobym dodał.

Vendia sięgnęła za gorset i wyjęła złożoną we czworo kartę. Rozpostarła ją na stole. Była to mapa części morza pomiędzy Republiką a księstwem.

– O to – stuknęła długim paznokciem. Arivald przyjrzał się bliżej.

– Nissavera – przeczytał. – W życiu nie słyszałem o takiej wyspie.

– Nic dziwnego. Jest tam mała osada rybacka, ździebko kóz i owiec, skały i trawy. Nawet statki mogą do niej podpływać tylko w jednym miejscu, bo wyspa otoczona jest rafami.

– Co tam znaleźli? Złoto? Diamenty? Vendia milczała przez chwilę.

– Nic tam nie ma – powiedziała w końcu. – Nic, poza małą osadą w głębi lądu.

Arivald zmrużył oczy i nagle domyślił się wszystkiego.

– Osada wiedźm! Wielki Boże! – Upił łyk wina. – Ale dlaczego wojna? Przecież to bez sensu.

Vendia ukryła na moment twarz w dłoniach.

– Ciężko mi o tym mówić – powiedziała cicho. – To mój dom, rozumiesz?

– Nic nie rozumiem.

– Vigarelli nas toleruje. Wie o nas. Od dawna. Nikomu nie wyrządzamy krzywdy. Uczymy się, jak korzystać z mocy ziemi, powietrza i wody. Jesteśmy tam razem. Przez nikogo nie ścigane i nie prześladowane. Wreszcie nie musimy się kryć, nie boimy się tortur i stosów…

– Daruj sobie – rzekł oschle Arivald. – Doża nie tylko was toleruje, prawda?

– Pomagamy mu – wzruszyła ramionami. – Przysługa za przysługę. Jestem jednym z jego doradców.

– I zabrał cię tutaj. Czy książę wie, kim jesteś? Na Boga, czy mistrz Zakonu wie, kim jesteś?

– Żartujesz? Jestem tu na własną odpowiedzialność. Vigarelli powiedział, że jeżeli mnie rozpoznają, umyje ręce. Wiedzieliśmy, że będzie tu czarodziej z Silmaniony. Wiedzieliśmy, że pozna, kim jestem. Ale zdecydowałam się jechać, kiedy dowiedziałam się, że ty nim będziesz. Słyszałam o tobie i wiem, iż nie należysz do ludzi, którzy wejdą na salę i krzykną: Na Boga, przecież tu jest wiedźma!

– I się nie myliłaś. – Arivald spojrzał na nią z nowym zainteresowaniem, nadal jednak nie rozumiejąc, co ma wspólnego wyspa z wojną. – Ale to i tak było bardzo ryzykowne. Niektórzy bracia z Zakonu potrafią rozpoznawać wiedźmy. Choćby któryś z inkwizytorów…

– Inkwizytorów nie spotyka się na oficjalnych przyjęciach. – Vendia wzruszyła ramionami. – Poza tym musieliśmy zaryzykować. Potrzebujemy twojej pomocy.

– Bardzo zabawne. – Arivald upił łyk wina.

– Ależ naprawdę. – Vendia opuściła głowę. – Vigarelli sprzeda nas prędzej czy później. Nie będzie ryzykował dalszej wojny dla jednej małej wyspy i garstki wiedźm.

– Bardzo słusznie – zauważył Arivald. – Jeżeli pragniesz skaptować mnie, to wybrałaś niewłaściwego człowieka.

Vendia spojrzała na niego ze smutnym uśmiechem.

– Chcemy tylko przeżyć. Czy to dziwne? Nikomu nie robimy nic złego.

– Vigarelli to sprytny człowiek – rzekł Arivald po chwili. – Pojmuje znaczenie magii dla rządzenia państwem. Po przypadkach Dagolara… słyszałaś o Dagolarze?

Vendia skinęła głową.

– Po przypadkach Dagolara żaden mag nie zdecyduje się na służenie swemu władcy wbrew Bractwu. Vigarelli postanowił więc was wykorzystać. Czyżby Riherius doszedł do podobnych wniosków?

– Nie wiem, co wie Riherius. To wszystko robota Dragostasa. Po traktacie pokojowym przypadnie mu kilka wysp i część otaczającego ich wybrzeża jako lenno Księstwa.

– Bardzo interesujące. – Arivaldowi nie spodobało się, iż baron Dragostas maczał palce w całej tej intrydze, była to bowiem postać ze wszech miar godna pogardy. Nie należało go jednak lekceważyć. – Nadal jednak ciężko mi uwierzyć, by książę wzniecił wojnę, aby podarować Dragostasowi waszą wyspę.

– Otrzyma w zamian prawa do baronii Dragostasa. Arivald aż przechylił się w fotelu.

– To niemożliwe – powiedział ze zdumieniem. – Riherius musiałby walczyć z lennikami Dragostasa. Przecież oni ogłosili niezależność. Wynajęli landfordzkich kuszników!

– Jak długo będzie ich stać na to, by płacić Gulfowi z Landsfordu? – spytała wiedźma. – Wystarczy tylko, że zabraknie najemników, a Riherius zdobędzie baronię w kilka dni. Z błogosławieństwem Dragostasa. Przecież baron jest nadal oficjalnym suwerenem. Jego podpis pod traktatem z Riheriusem uznają wszyscy.

1 ... 38 39 40 41 42 43 44 45 46 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)