Arivald z Wybrzeża
- Автор: Пекара Яцек
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:
– Czy moglibyśmy zacząć rozmowy, uznając ten dokument za niebyły? – spytał mistrz Zakonu.
– Tylko przygotowany przez nas traktat może być tematem do dyskusji – odparł Riherius. – Oczywiście jesteśmy skłonni do ustępstw w rozsądnych granicach, ale sama istota sprawy nie może zostać zmieniona.
– Panie Vigarelli?
– No to mamy wojnę! – odparł doża wzruszając ramionami. – Gdyby nie ten piekielny sztorm, bylibyśmy już w Dessvonie. A tak będziemy za miesiąc lub dwa.
Rzecz jasna nie było to takie proste, jak twierdził Vigarelli. Wojna z księstwem z pewnością trwałaby długo, może całe lata. Choć nie da się ukryć, iż Republika miała przewagę. Przede wszystkim finansową. Która jednak mogła szybko stopnieć, jeżeli definitywnie urwą się zyski z morskiego handlu.
Narada skończyła się niczym. Można się tego było spodziewać, lecz Arivald był pewien, że prędzej czy później wszystko dojdzie do ładu. Dla kogoś, kto targował się z krasnoludami, targi pomiędzy ludźmi nigdy nie mają tej ponurej zawziętości. No, chyba że książę naprawdę, z nieznanych pobudek, chciał wojny. Ale ponieważ pod koniec wieczoru zaczął mięknąć, czarodziej przypuszczał, że za tydzień czy dwa da się wynegocjować całkiem przyzwoity układ.
Arivald z wolna przymierzał się już do snu, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi. Narzucił na ramiona szlafrok (piękny szlafrok z wielbłądziej wełny) i poszedł zobaczyć, kogo diabli niosą. Na progu stała wiedźma, tym razem w skromnej czarnej sukni, która jednak z jej złotymi włosami tworzyła nieodparcie pociągające zestawienie.
– Czemu zawdzięczam twoją wizytę? – spytał uprzejmie czarodziej, nie dając poznać po sobie zdziwienia. – Czy wypijesz ze mną kieliszek wina?
– Zbytek łaski – zaśmiała się Vendia, ale podziękowała skinieniem głowy i weszła do pokoju. – Nie lubisz mnie, prawda? – spytała, kiedy już usiadła w fotelu i pozwoliła postawić przed sobą kielich.
– Nie lubię tego, co sobą reprezentujesz – rzekł zupełnie szczerze Arivald.
– Bo jestem wiedźmą – stwierdziła zgryźliwym tonem.
– Bo jesteś wiedźmą – powtórzył jak echo Arivald. – Nigdy nie rozumiałem, co pociąga piękne kobiety, takie jak ty, do zajmowania się wiedźmiarstwem.
– Pewnie, lepiej być dziwką. To by ci bardziej odpowiadało, nieprawdaż?
Czarodziej zaśmiał się.
– Byłoby bardziej naturalne – odparł.
– Mężczyźni! – westchnęła Vendia z pogardą. – Ale przyszłam tu nie po to, aby sprzeczać się z tobą na temat magii…
– Nie możesz sprzeczać się ze mną na temat magii, bo jesteś jej zaprzeczeniem – rzekł ostro Arivald. – Jesteś wykoślawionym odbiciem tego, co można osiągnąć dzięki magii. Jesteś jej cieniem.
– Nie zachowujesz się zbyt uprzejmie – powiedziała po chwili Vendia.
– Nie zamierzam – odparł Arivald i usiadł naprzeciw. – Nie podoba mi się twoja obecność tutaj i nie myślę tego ukrywać.
– Przynajmniej szczerze – mruknęła wiedźma i odgarnęła włosy z czoła. – A jeśli ci powiem, o co jest ta cała głupia wojna?
– To byłoby interesujące.
– Jeżeli byłoby prawdziwe, chciałeś dodać?
– Gdybym chciał coś dodać, tobym dodał.
Vendia sięgnęła za gorset i wyjęła złożoną we czworo kartę. Rozpostarła ją na stole. Była to mapa części morza pomiędzy Republiką a księstwem.
– O to – stuknęła długim paznokciem. Arivald przyjrzał się bliżej.
– Nissavera – przeczytał. – W życiu nie słyszałem o takiej wyspie.
– Nic dziwnego. Jest tam mała osada rybacka, ździebko kóz i owiec, skały i trawy. Nawet statki mogą do niej podpływać tylko w jednym miejscu, bo wyspa otoczona jest rafami.
– Co tam znaleźli? Złoto? Diamenty? Vendia milczała przez chwilę.
– Nic tam nie ma – powiedziała w końcu. – Nic, poza małą osadą w głębi lądu.
Arivald zmrużył oczy i nagle domyślił się wszystkiego.
– Osada wiedźm! Wielki Boże! – Upił łyk wina. – Ale dlaczego wojna? Przecież to bez sensu.
Vendia ukryła na moment twarz w dłoniach.
– Ciężko mi o tym mówić – powiedziała cicho. – To mój dom, rozumiesz?
– Nic nie rozumiem.
– Vigarelli nas toleruje. Wie o nas. Od dawna. Nikomu nie wyrządzamy krzywdy. Uczymy się, jak korzystać z mocy ziemi, powietrza i wody. Jesteśmy tam razem. Przez nikogo nie ścigane i nie prześladowane. Wreszcie nie musimy się kryć, nie boimy się tortur i stosów…
– Daruj sobie – rzekł oschle Arivald. – Doża nie tylko was toleruje, prawda?
– Pomagamy mu – wzruszyła ramionami. – Przysługa za przysługę. Jestem jednym z jego doradców.
– I zabrał cię tutaj. Czy książę wie, kim jesteś? Na Boga, czy mistrz Zakonu wie, kim jesteś?
– Żartujesz? Jestem tu na własną odpowiedzialność. Vigarelli powiedział, że jeżeli mnie rozpoznają, umyje ręce. Wiedzieliśmy, że będzie tu czarodziej z Silmaniony. Wiedzieliśmy, że pozna, kim jestem. Ale zdecydowałam się jechać, kiedy dowiedziałam się, że ty nim będziesz. Słyszałam o tobie i wiem, iż nie należysz do ludzi, którzy wejdą na salę i krzykną: Na Boga, przecież tu jest wiedźma!
– I się nie myliłaś. – Arivald spojrzał na nią z nowym zainteresowaniem, nadal jednak nie rozumiejąc, co ma wspólnego wyspa z wojną. – Ale to i tak było bardzo ryzykowne. Niektórzy bracia z Zakonu potrafią rozpoznawać wiedźmy. Choćby któryś z inkwizytorów…
– Inkwizytorów nie spotyka się na oficjalnych przyjęciach. – Vendia wzruszyła ramionami. – Poza tym musieliśmy zaryzykować. Potrzebujemy twojej pomocy.
– Bardzo zabawne. – Arivald upił łyk wina.
– Ależ naprawdę. – Vendia opuściła głowę. – Vigarelli sprzeda nas prędzej czy później. Nie będzie ryzykował dalszej wojny dla jednej małej wyspy i garstki wiedźm.
– Bardzo słusznie – zauważył Arivald. – Jeżeli pragniesz skaptować mnie, to wybrałaś niewłaściwego człowieka.
Vendia spojrzała na niego ze smutnym uśmiechem.
– Chcemy tylko przeżyć. Czy to dziwne? Nikomu nie robimy nic złego.
– Vigarelli to sprytny człowiek – rzekł Arivald po chwili. – Pojmuje znaczenie magii dla rządzenia państwem. Po przypadkach Dagolara… słyszałaś o Dagolarze?
Vendia skinęła głową.
– Po przypadkach Dagolara żaden mag nie zdecyduje się na służenie swemu władcy wbrew Bractwu. Vigarelli postanowił więc was wykorzystać. Czyżby Riherius doszedł do podobnych wniosków?
– Nie wiem, co wie Riherius. To wszystko robota Dragostasa. Po traktacie pokojowym przypadnie mu kilka wysp i część otaczającego ich wybrzeża jako lenno Księstwa.
– Bardzo interesujące. – Arivaldowi nie spodobało się, iż baron Dragostas maczał palce w całej tej intrydze, była to bowiem postać ze wszech miar godna pogardy. Nie należało go jednak lekceważyć. – Nadal jednak ciężko mi uwierzyć, by książę wzniecił wojnę, aby podarować Dragostasowi waszą wyspę.
– Otrzyma w zamian prawa do baronii Dragostasa. Arivald aż przechylił się w fotelu.
– To niemożliwe – powiedział ze zdumieniem. – Riherius musiałby walczyć z lennikami Dragostasa. Przecież oni ogłosili niezależność. Wynajęli landfordzkich kuszników!
– Jak długo będzie ich stać na to, by płacić Gulfowi z Landsfordu? – spytała wiedźma. – Wystarczy tylko, że zabraknie najemników, a Riherius zdobędzie baronię w kilka dni. Z błogosławieństwem Dragostasa. Przecież baron jest nadal oficjalnym suwerenem. Jego podpis pod traktatem z Riheriusem uznają wszyscy.