Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:

Arivald pokiwał głową. Sekcja zwłok była nadal uważana za przestępstwo w wielu krajach, lecz zarówno Zakon, jak i Silmaniona słynęły z liberalnego podejścia do tych kwestii.

– Nie sądzę, aby to pan, drogi kolego, miał zająć się tak poważną sprawą – rzekł wyniośle najstarszy.

Czarodziej odszedł od łoża Vendii. Zbliżył się do doży i mistrza Zakonu.

– Pozwolisz, dożo, że złożę moje wyrazy współczucia – rzekł Arivald.

Vigarelli spojrzał na niego.

– Nie jestem pewien, czy szczere – warknął.

– Ależ… – Eren vard Din był zdumiony słowami Vigarellego. No, ale on nie wiedział, iż Vendia była wiedźmą.

– Czy będzie nietaktem poproszenie cię, panie, abyś pozostawił mnie samego z dostojnym Arivaldem? – zapytał doża.

– Proszę bardzo – odparł Eren vard Din, lecz z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, iż czuje się urażony.

Vigarelli odczekał, aż zostaną sami.

– Chcę wiedzieć jedno – powiedział. – Czy to ty ją zabiłeś, mistrzu Arivaldzie?

– Nie – odparł krótko czarodziej – i proszę mi wierzyć, że znalezienie sprawcy bardzo by pomogło nam wszystkim.

– Muszę ci wierzyć – rzekł doża po chwili – choć nie mogę się powstrzymać od myśli, że Vendia wyprowadziła cię z równowagi. Może nawet zaatakowała, a ty po prostu broniłeś się czarem…

– Ona nie została zabita czarami – przerwał mu Arivald. – Dobrze bym wiedział, gdyby tak się stało. Każde zaklęcie pozostawia przez jakiś czas niewidoczną nić, którą nazywamy ektoplazmatycznym ogonem. Jeśli użyto by czarów, sam trafiłbym do sprawcy.

– Chyba że ty byś nim był, panie Arivaldzie.

– Pozostaje kwestia, czy chcesz mi ufać, czy nie, dostojny dożo – powiedział zimnym tonem Arivald.

– Nie pozostaje mi nic innego do wyboru – westchnął Vigarelli. – Ta kobieta była moim najlepszym doradcą.

– I nie tylko – dorzucił Arivald.

– I nie tylko – jak echo powtórzył Vigarelli. – Była złośliwa, wymagająca, samolubna i zawsze przekonana o własnej racji. Ale kochałem ją – westchnął raz jeszcze. – W moim wieku i przy mojej pozycji nieczęsto się to zdarza.

Częściej niżbyś sądził, pomyślał Arivald, ale oczywiście nie wypowiedział swej opinii głośno.

– Czy podejrzewasz kogoś?

– Wszystkich – odparł szczerze doża. – Może poza Riheriusem – dodał po namyśle.

Arivald się z nim zgodził. Książę oczywiście nie miałby żadnych oporów przed wydaniem rozkazu zamordowania kobiety, ale gdyby rzecz się wydała, doża nigdy by mu tego nie darował. Nie byłoby mowy o żadnym pokoju. Przynajmniej dopóki nie opadłyby emocje. Ze słów Vendii wynikało, iż książę chce pokoju. Na swoich warunkach, ale chce. Do tej pory książę był tylko politycznym wrogiem doży. Gdyby się okazało, że jest wmieszany w śmierć jego doradczyni i kochanki, polityczna wrogość zamieniłaby się w osobistą nienawiść. Komu w takim razie mogło zależeć na śmierci wiedźmy? Gdyby Eren vard Din zorientował się, kim jest Vendia, wytoczyłby jej spektakularny proces, nie dbając o to, iż zrobi sobie wroga z Vigarellego. Ale nie kazałby jej potajemnie mordować. Może w takim razie winien był baron Dragostas? Vendia nie tylko przeszkadzała mu w politycznych planach, lecz i upokorzyła przed całym dworem. Ale czy baron był aż tak głupi? Arivald znał prosty czar pomagający sprawdzić, czy wybrana osoba mówi prawdę. Była to słynna i często stosowana Prawdomowa Kelfusa. Ale… no właśnie, było pewne ale. Prawdomowa to czar niezwykle podatny na wszelkie drgnięcia Aury, które potrafiły wypaczyć cały sens przeprowadzanego śledztwa. Nikt by nie użył tego zaklęcia w Silmanionie, gdzie wszystko przepajała magia. Siedziba Zakonu była miejscem dużo słabiej nasyconym magicznie. Ale na tyle dużo, by zaklęcie Kelfusa nie było już wiarygodne.

– A ty? – spytał doża.

– Chcę poznać wyniki sekcji. Może po nich będę mądrzejszy. Co z układami?

– Powoli, mam nadzieję, będziemy zmierzać do jakiegoś konsensusu. Nie musimy się śpieszyć. I tak przez dwa, trzy miesiące nie ma mowy o wojnie. I Riherius, i ja będziemy mieli dość kłopotów z wystawieniem nowych wojsk. Sytuacja zmusza nas do pokoju. Na razie.

– Chciałbym… – Arivald przez chwilę myślał, co powiedzieć.

– Tak?

– Czy wiesz, że Vendia odwiedziła mnie wczorajszego wieczoru?

– Wiem. Należały ci się wyjaśnienia.

– Czy wiesz, o co mnie prosiła?

– Nie.

– Abym odwiedził jej wyspę. Czy to jest możliwe? Doża zastanawiał się chwilę.

– Sądzę, że tak – odparł ostrożnie – skoro Vendia tego chciała. Możesz popłynąć do stolicy. Zostawię ci pisma polecające i z przyjemnością ofiaruję statek oraz załogę. A także – zawahał się na moment – kilku ludzi straży.

– Aby strzegli mnie, czy strzegli kogoś przede mną? – Arivald chciał wyjaśnić sytuację.

– Aby pokazać, że znajdujesz się tam z mojej woli i za moją zgodą – odparł Vigarelli. – To ułatwi ci życie. Powinienieś wrócić za jakieś trzy tygodnie. Tu na pewno nic do tego czasu się nie zmieni.

– Dobrze. A co z… – czarodziej obrócił się w stronę łoża.

– Niech zostanie tutaj – w głosie doży był tylko smutek. – Wielki mistrz Zakonu obiecał, że zatroszczy się o godny pogrzeb.

Arivald zastanawiał się, czy robi słusznie, udając się na wyspę Vendii. Nie, nie obawiał się wiedźm. One nie były groźne dla nikogo szkolonego w sztuce prawdziwej magii. Ale może lepiej było pozostać w siedzibie Zakonu i na miejscu zorientować się, kto zabił Vendię. Lecz z drugiej strony rozwiązanie mogło też czekać właśnie na wysepce zamieszkanej przez wiedźmy. Vendia wyraźnie trzymała w ukryciu jeszcze jakąś tajemnicę. Bała się o czymś powiedzieć. Poza tym Arivald przyznawał sam przed sobą, że cały problem nad wyraz go interesuje. Wiedźmy bowiem nie były istotami towarzyskimi i raczej trzymały się z dala jedna od drugiej, ustalając, tak jak zwierzęta, strefy swych wpływów. A tutaj, proszę bardzo, cała grupa żyła sobie spokojnie i jak widać na tyle bezkonfliktowo, by wytrzymać ze sobą nawzajem.

Arivald nie był biegły w znajomości obyczajów wiedźm. W zasadzie wiedział tyle co wszyscy, którzy pobieżnie zainteresowali się tematem. Powszechnym błędem było mylenie wiedźm z wiedźmiarzami. Mimo podobnej nazwy różnili się oni między sobą jak, nie przymierzając, kapa od kapara. Wiedźmiarze byli potężnymi czarownikami, godnymi przeciwnikami magów (przynajmniej tych mniej doświadczonych), natomiast wiedźmy zajmowały się wykorzystywaniem pewnego rodzaju naturalnej magii, która otacza świat. Nie potrafiły tworzyć ani doskonalić zaklęć, nie umiały ich kompilować. Były istotami nietwórczymi, czerpiącymi jedynie wyrywkowo i nieskładnie z magicznych zasobów. Poza tym nie potrafiły korzystać z Aury. Nie znaczy to, że nie było pośród nich kobiet biegłych w sztuce i niebezpiecznych. Taka Vendia z pewnością potrafiła wiele i choć bezbronna wobec doświadczonego czarodzieja, mogła z łatwością powodować ludźmi podatnymi na wpływy, rzucać uroki czy zauroczenia. Przyjęło się twierdzić, iż wiedźmy to kobiety złe, i była to prawda. Nie szkolone, jak magowie, pozbawione zasad etycznych i moralnych, kierowały się jedynie pierwotnym instynktem. Prędzej czy później, zafascynowane własną mocą, zbaczały na złą drogę i stawały się naturalnym obiektem prześladowań.

Vendia mówiła o paleniu na stosach, polowaniu na wiedźmy i torturach. Wszystko to była prawda. Doniesienie o uprawianie wiedźmich praktyk szybko wiodło oskarżoną na stos. W tej sprawie ogromna większość władców, szlachty, mieszczaństwa i chłopstwa była nad wyraz zgodna. Jak widać jednak nie wszyscy, bo Vigarelli tolerował wiedźmy, a nawet im pomagał. Arivald słyszał o całych osadach czy miasteczkach, które potajemnie korzystały z usług tych kobiet, w zamian chroniąc je przed niebezpieczeństwami świata. Nie należało również do rzadkości posługiwanie się wiedźmami w sporach pomiędzy szlachtą czy wielmożami, z których niejeden był zachwycony, mogąc rzucić przykry urok na wroga, czasem nawet powodujący śmierć.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)