Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 79
Перейти на страницу:

– To surowa kara – zauważył Arivald.

– Surowa, i owszem. Ale w naszym wypadku zrozumiała. Przed niespełna dwoma tysiącami lat wojna pomiędzy piętnastoma klanami magów omal nie doprowadziła do zagłady naszego świata. Zastosowano jakieś dziwne zaklęcia, po których ludzie umierali jeszcze przez dziesiątki lat, i nie tylko ci, których poddano tym czarom, lecz nawet ich dzieci i wnuki. Jedyną korzyścią z wojny było to, że magowie wybili się nawzajem prawie do nogi. Wtedy mogłyśmy zacząć odbudowywanie naszego świata. I bardzo dbamy o to, by nie zaistniał nawet cień możliwości, że ktokolwiek go znowu spróbuje zniszczyć.

– Prędzej czy później poniesiecie klęskę – powiedział Arivald. – Każdy system represji jest w końcu przyczyną rewolucji. Ale to naprawdę nie nasza sprawa i nie zamierzamy ingerować w to, jak rządzicie swoim światem.

– Słusznie – stwierdziła Jej Magiczność – bo zaręczam wam, że taka ingerencja nie skończyłaby się dla was dobrze. Nie życzę też sobie, podkreślam to bardzo wyraźnie, absolutnie nie życzę sobie, byście kiedykolwiek jeszcze nas odwiedzili.

– Posłuchamy twej uprzejmej prośby. – Arivald skłonił głowę. – Interesuje nas tylko rozwiązanie problemu przyjaciółek, które zdołały sobie zaskarbić naszą sympatię i którym życzymy jak najlepiej.

– Oczywiście – powiedziała Jennaya. – Czas im wracać do domu.

Nachyliła się nad stojącym obok biurka kuferkiem, otworzyła go i wyjęła ze środka maleńką buteleczkę z opalizującym niebiesko płynem.

– Wlejcie to dziewczętom do wina lub wody – powiedziała.

– Co to jest? – zapytał podejrzliwie Varrad.

– Eliksir zapomnienia, tak można to nazwać. Zapomną o wszystkich swoich przygodach, kaprysach, o złamaniu naszych praw, o niesubordynacji. Wrócą, pamiętając jedynie, że są pilnymi uczennicami szkoły dla Protektorek Zasłony. Nie będą również pamiętać tego, co łączyło je z wami.

– Smutne – rzekł po chwili milczenia Arivald – lecz wydaje mi się, że to jednak odpowiednie i mądre rozwiązanie. Ale dlaczego nie podałaś im wcześniej tego eliksiru?

– Aby dać przykład innym – odparła Jennaya. – Ich kilkudziesięcioletnia nieobecność sprowokuje wśród innych uczennic pytania. Gdzie były? Co robiły? A ja nie zamierzam opowiadać, że nie było to aż tak straszne miejsce.

– I co dalej?

– Potem przywołam je tutaj. Pałac jest jednym z kilkuset miejsc, które łączą bardzo silne więzy z naszym światem, dlatego też nie będzie problemów z ich powrotem i nie musicie stosować swojej magii, aby im pomóc. – Spojrzała jeszcze raz na Arivalda i Varrada. – A teraz cóż, żegnam was, panowie, i dziękuję, że moje poddane zyskały w was tak gorliwych obrońców – ostatnie słowa wypowiedziała bez cienia złośliwości. – Pomogę wam trafić z powrotem do pałacu, bo mogłoby to być trochę kłopotliwe przy użyciu waszych czarów.

– Czy przed odejściem mógłbym się jeszcze czegoś dowiedzieć? – zapytał uprzejmie Arivald.

Jennaya spojrzała na niego i wzruszyła ramionami.

– Proszę – powiedziała.

– Zastanawialiśmy się, skąd wziął się ten pałac, skąd bierze się w nim jedzenie i trunki. No i kim jest Lohanni, który tam żyje?

– Tak wiele pytań – westchnęła Jej Magiczność – ale załóżmy, że należy się wam odpowiedź. Pałac jest jednym z setek miejsc, połączonych magicznie z naszym światem. Nie my go zbudowałyśmy i nie wiemy, jak powstał. Lohanni jest jego gospodarzem, siłą życiową tego miejsca. Kiedy on umrze, pałac po prostu zniknie.

– Kim on jest?

– Był… – Jennaya przez chwilę szukała słowa – demonem. Jedną z tych nieszczęsnych istot, które żyją w wiecznej samotności, gdzieś pomiędzy światami, i marzą o normalnym życiu. Miał szczęście i trafił do tego pałacu, może nawet w jakiś sposób go stworzył, choć on sam temu na pewno zaprzeczy.

– Zaprzeczył – rzekł Arivald. – Chciałbym jeszcze zapytać o zaklęcie przyzywające ludzi, takich jak ja czy Varrad. Ja badałem księgę, on – wskazał podbródkiem mistrza żywiołów – czuł wiatr. Co to jest naprawdę? Dlaczego nas ściągnęło?

– To część mojej klątwy – uśmiechnęła się Jej Magiczność. – Nie byliście pierwszymi goszczącymi w tym pałacu, choć jako pierwsi zechcieliście pomóc moim dziewczętom.

– A inni? Wrócili do siebie?

Harrana roześmiała się i spojrzała na swą przełożoną.

– Jakżeż głupi są mężczyźni! – wykrzyknęła. Jej Magiczność nie uśmiechnęła się nawet.

– Umarli – powiedziała – pewnego dnia po prostu rozpłynęli się w powietrzu. Istnienie w innych światach niż ten, w którym zostało się stworzonym, nie jest bezpieczne. Was pewnie też czekałby taki los.

– Dziękujemy ci, pani, i mam nadzieję, że kiedyś w twoim świecie mężczyźni również będą mogli korzystać z dobrodziejstw magii – rzekł Arivald, który dość już usłyszał.

– Nigdy nie mów nigdy – odparła Jennaya. – Może kiedyś tak się stanie, ale mam nadzieję, że nie za mojego życia.

Potem wstała i zaintonowała coś w rodzaju przejmującej pieśni. Ani Arivald, ani Varrad nie byli w stanie rozpoznać, czy Jej Magiczność nuci jakieś słowa, czy też jest to sama melodia. Robiło im się coraz cieplej, ciała stawały się coraz cięższe, a powieki opadły na oczy. Zanim zdołali się zorientować, już spali.

Arivald przekręcił się na bok i przytulił do Ilyenny. Przylgnął policzkiem do jej ślicznego, brodatego policzka… Brodatego?!! Podskoczył na łóżku jak oparzony.

Obok Arivalda pochrapywał Varrad szczelnie otulony kołdrą.

– Co robisz w moim łóżku?! – krzyknął czarodziej.

– O nie! – rozbudzony mistrz żywiołów uśmiechnął się złośliwie. – Co ty robisz w moim łóżku?

Faktycznie, obaj byli w komnacie Varrada i prawdopodobnie przespali ze sobą całą noc.

– Co za dziwny sposób teleportacji – pokręcił głową Arivald.

– Ale, ale – zatarł dłonie – chodźmy na śniadanie.

– Masz miksturę?

– Mam. – Arivald pomacał się po kieszeni. – Kończmy to jak najszybciej.

– Czy zdajesz sobie sprawę, że już nigdy nie będziemy z nimi? – zapytał Varrad. – Nie żałujesz tego? Przecież jesteś mężczyzną!

– Takie jest życie – skwitował Arivald. – One należą do tamtego świata, a my byliśmy tylko epizodem na ich drodze.

– Filozofia! – prychnął Varrad. – Wsadź sobie gdzieś taką filozofię. Nigdy już nie przytulę Kylyenny, a ty nigdy jej siostry, wyobrażasz sobie? Wyobrażasz sobie naszą tęsknotę i naszą samotność?

– Dramatyzujesz – rzekł Arivald. – Nie ma się nad czym zastanawiać. Idziemy.

W komnacie, w której zwykle jedli posiłki, siedział już Galladrin w szlafroku niedbale rozchełstanym na piersiach i z zadowoloną miną.

– Dziewczęta są wściekłe – powiedział. – Szukały was przez pół nocy. A mnie Solyenna znalazła – obwieścił z dumnym uśmiechem. – Ale rozumiem, że wy, ludzie starsi, wolicie smacznie spać, a nie, no… – pstryknął palcami – wiecie.

Varrad nieoczekiwanie się roześmiał.

– Tak, tak. Jesteśmy starzy i zmęczeni.

Wziął od Arivalda miksturę, potem ze stołu podniósł butelkę wina, odpięczetował ją i nalał złocisty płyn do trzech kielichów. Każdy z nich równo obdzielił opalizującą miksturą z buteleczki. Galladrin nawet tego nie zauważył, gdyż zajmował się poprawianiem włosów i wdzięczeniem do lustra.

– Lo! – krzyknął mistrz żywiołów i złotowłosy chłopiec pojawił się błyskawicznie, jak zwykle. – Zanieś to wino, proszę, słodkim gospodyniom. Niech wypiją za nasze zdrowie i na zgodę.

1 ... 34 35 36 37 38 39 40 41 42 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)