Gwiezdny motyl
- Автор: Вербер Бернард
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Gwiezdny motyl». Краткое содержание книги:
Mała Elodie została wyjęta z łóżeczka, wzięta na ręce, ucałowana i wyściskana przez matkę.
– Będziemy musieli stworzyć konstytucję. Nazwać po imieniu to, co zakazane. Określić sankcje za każdą zbrodnię i każde przestępstwo.
– Sankcje? A kto będzie je nakładał?
– Policja. Potrzeba nam policji. Nie możemy dłużej ponosić ryzyka trzymania ludzi w ryzach tylko za pomocą entuzjazmu. Trzeba dodać do tego strach przed karą, inaczej wszystko się zawali, kiedy zaś nastąpi koniec niewinności, stoczymy się powoli w barbarzyństwo.
Elisabeth Malory, całując dzidziusia, jakby chciała go naładować miłością, odwróciła się ku nim.
– Czego się spodziewałaś, Jocelyne? Że będziemy się do siebie uśmiechać bez najmniejszego zgrzytu przez tysiąc lat?
– Miałam taką nadzieję. Oczywiście licząc na poczucie obywatelskie każdego z nas, łudziłam się, że bez pieniędzy, bez własności prywatnej, bez instytucji małżeństwa, bez alkoholu, bez podatków i bez rządu nam się uda.
– Najwyższy czas… Miałam zamiar powiedzieć: „wrócić na ziemię”, ale powiedzmy raczej: „wrócić do rzeczywistości”. Jesteśmy tylko istotami ludzkimi.
Elodie znów zaczęła gaworzyć. Wszyscy troje popatrzyli po sobie, lecz Elisabeth ucięła:
– To dziecko gwiazd, ale jego pokolenie nie zdobyło jeszcze przewagi liczebnej. Jesteśmy przede wszystkim „Starymi z Ziemi”, a nie „Nowymi z Kosmosu”.
Jocelyne zrobiła zawiedzioną minę. – Trzeba powołać Zgromadzenie Mędrców, żeby zredagować konstytucję. Nie damy rady tego zrobić w pięcioro.
Położywszy dziecko do łóżeczka, Elisabeth zaproponowała Jocelyne bez zastanowienia kieliszek alkoholu, pani burmistrz jednak stanowczo odmówiła.
– A więc Zgromadzenie Ustawodawcze Mędrców. Co jeszcze? – zapytał wynalazca.
– Trzeba zbudować więcej cel więziennych. Może sto. Będą następne zbrodnie.
Yves wypowiedział w zamyśleniu zdanie, którego wolałby nigdy nie mówić:
– Czy sam fakt istnienia pustych cel nie zachęca do tego, żeby je zapełnić… – Ugryzł się w język. – Mam wrażenie, że kroczę starą ścieżką, która zawsze wiodła donikąd. Czy nie ma innego wyjścia?
– To zło konieczne, ale mniejsze zło. Gorzej by było, gdyby istniały zbrodnie bezkarne, bo wtedy zmierzalibyśmy ku anarchii – ostrzegła Elisabeth.
– Byłem anarchistą. Zawsze marzyłem o świecie bez policji i rządu – odrzekł Yves.
– To utopia. W rzeczywistości prawna próżnia sprzyja oszustom i drobnym gangsterom, którzy widząc, że nie ma żadnych sankcji, narzucają przemocą własne reguły – przypomniała mu jego towarzyszka.
– A zatem będziemy musieli utworzyć „rząd”.
Wymówił to słowo tak, jakby wymieniał nazwę jakiejś obrzydliwej potrawy.
– Nie widzę innej możliwości – przytaknęła Jocelyne Perez.
Yves Kramer uderzył pięścią w bambusową ścianę.
– Dlaczego zawsze musimy powielać te same schematy?
– Człowieka nie da się tak łatwo zmienić – odparła Elisabeth, kołysząc córeczkę.
– Wszyscy przejęliśmy od innych paranoiczny system postrzegania. Rodzice, szkoła, miejsce pracy i telewizja urabiały nas przez całą naszą młodość. Niełatwo się z tego wyzwolić. Nawet wieloletnia podróż w kosmos nie może zmienić tak głębokiego programowania. Chyba że zrobilibyśmy Motylanom pranie mózgu, aby zapomnieli. Aby stali się czyści, wolni od przemocy, którą widzieli i której zaznali. Aby w niczyjej pamięci nie pozostał ani jeden klaps otrzymany w dzieciństwie. Ani jeden strach przed ciemnością czy przed wilkami.
– Ja wierzę w następne pokolenie – zapewniła Elisabeth, całując Elodie. – Trzeba być cierpliwym. Co do nich, spróbujemy ich tak zaprogramować, żeby nabrali ochoty do szczęścia.
– To nie będzie proste – przyznał Yves. – Jeśli bowiem dobrze zrozumiałem, wystarczy jedna czarna owca zarażona wirusem przemocy, żeby zakazić całe stado.
Jocelyne Perez nalała sobie w końcu kieliszek alkoholu i wypiła jednym haustem.
– Właśnie to sprawia, że nasze przedsięwzięcie jest unikatowe. Po raz pierwszy mamy możliwość spróbować zmienić stare zasady. Ale w tym celu musimy na początek zachować kilka z nich. Należą do nich konstytucja i prawo. A także rząd i policja. Trzeba poczekać, aż wszyscy staniemy się doskonali i będziemy umieli żyć bez przywódców.
48. ROZKŁAD
Pogrzeb żony piekarza odbył się na odsłoniętym płaskowyżu, który Jocelyne określiła mianem cmentarza.
Zgodnie z sugestią Adriena Weissa, jak zawsze troszczącego się o ekosystem cylindra, ciało młodej kobiety nie zostało ubrane, lecz złożone nago, wprost do wykopanego w ziemi dołu, aby mogło ulec recyklingowi za pośrednictwem robaków, a więc tym samym integracji z „przyrodą” cylindra.
Kiedy zwłoki zasypywano piaskiem, obecny przy pochówku tłum zaintonował spontanicznie pieśń żałobną.
Pieśń ta nie miała słów.
Była to po prostu melopeja, która narastała bez końca i stawała się coraz głośniejsza.
Na grobie, znów za namową psychobiologa, posadzono gruszę. Zamiast mowy pogrzebowej Adrien Weiss oświadczył:
– Niechaj te mikroelementy nakarmią ziemię, piasek zaś niechaj nakarmi soki drzewa. Później zaś niechaj z tych zwłok wyrośnie życie pod postacią owoców, które każdy będzie mógł jeść. W ten sposób jej pamięć pozostanie na zawsze w naszych komórkach.
Następnie podlano drzewko, po czym tłum się rozszedł.
49. NAKŁUĆ SKORUPĘ, ŻEBY USZŁA PARA
Temperatura wzrosła.
Kwestia wyregulowania termostatu i słońca. Napięcie społeczne także wzrosło.
Pierwsza zbrodnia pociągnęła za sobą pierwsze więzienie, pierwszy sąd, pierwszy cmentarz, pierwszą policję, pierwszy rząd, pierwsze zgromadzenie, pierwszą konstytucję.
– „Tak oto chaos rodzi porządek” – upierał się Adrien.
Nie wszyscy jednak podzielali jego zdanie.
Elisabeth, stojąca samotnie za sterem Gwiezdnego Motyla, wiedziała, że Yves jest głęboko rozczarowany.
Początkowa harmonia uległa zakłóceniu.
Jego marzenie zostało zbrukane.
Zapatrzona w dal żeglarka nie odrywała wzroku od trzech światełek.
Trzymała kurs na trójkąt.
Bez zastanowienia musnęła dłonią metalową tabliczkę, pod którą kryła się nazwa tajemniczego miejsca przeznaczenia, obcej planety, nadającej się prawdopodobnie do życia, dokąd ich potomkowie dotrą pewnego dnia.
Skierowała wzrok w lewo, gdzie umieszczona w kokpicie mała Elodie spała głęboko, ściskając w rączkach szmacianą lalkę. Dziecko gwiazd przepełnione obietnicami lepszej przyszłości.
Pocałowała ją w czoło.
Elisabeth pamiętała doskonale. Nie została samotną żeglarka przypadkowo.
Ona także uciekała przed ciemnościami dnia, by wyruszyć ku światłom nocy.
Przez głowę przewijały się powracające obrazki z dzieciństwa.
Wspomnienie pijanego ojca bijącego matkę. „Nie, nie przy małej, chodźmy do sypialni, żeby nas nie widziała!” – wołała matka.
„Myśli są w stanie wymazać przeszłość, wystarczy sobie wyobrazić, że przeszłość to taśma magnetyczna, którą się kasuje”
– nauczył ją jej partner.
Żeglarka zamknęła oczy i wymazała. Musiała powtarzać ten zabieg wielokrotnie, pocierając wyimaginowaną gąbką nasączoną octem.
„To się już stało. Nie mogę wrócić w przeszłość, ale mogę uśmierzyć ból związany z tymi wspomnieniami” – powiedziała sobie.
Yves zapewnił ją, że kiedy wymazuje jakąś chwilę z dawnego życia, to tak jakby wszechświat znał i urzeczywistniał na nowo jej historię.