Lord z planety Ziemia
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Lord z planety Ziemia». Краткое содержание книги:
– Chcesz powiedzieć – zaczął z ukrywaną furią Redrak – że wszystkie nieprzyjemności zaczęły się po moim pojawieniu się na statku? Tak?
Ernado wytrzymał jego spojrzenie.
– Tak. Ale to nie twoja robota. Nie dałbyś rady prowadzić tak zmasowanego ataku. Prawdopodobnie rzeczywiście naprowadziłeś nas na ślad Ziemi… i komuś się to nie spodobało.
Zapadła cisza. Z trudem zmusiłem się do zabrania głosu.
– Ernado, mylisz się. Komu zaszkodzi, jeśli znajdziemy Ziemię? W galaktyce jest dziesiątki tysięcy zamieszkanych światów, handlujących i walczących ze sobą, znajdujących się na różnych stopniach rozwoju, od drewnianego pługa do hiperprzestrzennych statków. Komu może zawadzać jeszcze jedna planeta, niezbyt cywilizowana, niezbyt silna i wcale nie najładniejsza? Kto chce nam przeszkodzić?
– Nie wiem, kapitanie. Ale czuję coraz silniejszą presję. Zaczęło się od drobnych przykrości, a skoczyło na kosmicznej walce. Chłopiec jest tylko kolejnym ogniwem tego łańcucha.
– Kolejną drobną przykrością – próbował zażartować Redrak.
– Mam nadzieję, że tak. Myślę, że Lans ma rację i Daniił rzeczywiście jest z Ziemi. Zakładam, że on sam nawet nie podejrzewa, co się stało. Ale pojawił się na statku nie przez przypadek. Dostarczono go tu z Ziemi, śpiącego albo sparaliżowanego, porwano w czasie spaceru w lesie. Hiperprzestrzenny tunel wyrzuciłby chłopca w dowolnym punkcie planety, więc musiał mu towarzyszyć jakiś kuter. Daniiła wysadzono w pobliżu naszego statku, wyznaczono kierunek, gdy był pod lekką hipnozą… i sprawdzono, co się stanie dalej, korzystając z tego, że nasz statek po walce oślepł i ogłuchł.
– Przerzucenie kutra przez hipertunel… To dziesięć, może piętnaście ton masy – zastanawiałem się na głos. – Wyobrażasz sobie, ile by na to poszło energii? Czy nie taniej byłoby wynająć eskadrę statków, żeby nas zniszczyć? Jak może nam zaszkodzić jedenastoletni chłopiec?
– Powiedz mi szczerze, Serge – zapytał cicho Ernado – czy kiedy porozmawiałeś z małym i dowiedziałeś się, że jest z Ziemi, nie miałeś ochoty przerwać poszukiwań? Wrócić na Ziemię przez hipertunel, zobaczyć rodziny i przyjaciół, znowu żyć poprzednim życiem, tylko z nową wiedzą i możliwościami?
Zacisnąłem pięści aż do bólu. Ernado trafił w sedno.
– Nostalgia tkwi w każdym człowieku – mówił dalej w zadumie. – I nietrudno ją obudzić. Postanowiono wypróbować na tobie jeszcze jedną broń: psychologiczną. Dość humanitarną.
Pokręciłem głową.
– Humanitarną bronią mnie nie wezmą. Nie zrezygnuję z poszukiwań.
– Może Daniił ma również inne zadanie. Może w jego podświadomość wprowadzono zakodowany rozkaz: dokonać wybuchu reaktora lub zabić cię, jeśli nie zdecydujesz się wrócić na Ziemię.
Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. Śpiący w mojej kajucie chłopiec mógł okazać się śmiertelnym wrogiem. Bezbronne dziecko, które kąpałem i opatrywałem godzinę temu, mogło być niebezpiecznym przeciwnikiem. Jeśli w jego świadomości coś zakodowano…
– Odnoszę wrażenie, Ernado – powiedziałem – że w swojej „burzy mózgu” użyłeś wszystkich naszych szarych komórek. Nie wiem, czyja wersja jest najbliższa prawdy, ale będziemy działać zakładając, że twoja.
Redrak skinął głową. Lans odwrócił wzrok.
– Po pierwsze, wszyscy rozchodzą się do swoich kajut. Ja i Lans śpimy sześć godzin, Ernado i Redrak cztery. Musimy odpocząć.
Nikt nie protestował.
– Ernado i Redrak w dwie godziny po pobudce przygotują systemy obserwacyjne gwiazdolotu i jeden z kutrów bojowych. Ja, Lans i chłopiec zrobimy sobie małą wycieczkę po planecie.
Redrak skrzywił się.
– Po drugie – ciągnąłem – w rozmowach z chłopcem wszyscy trzymają się wersji Lansa. Danii} nie powinien wiedzieć, że jest o coś podejrzewany. Wylądujemy na najbliższej rozwiniętej planecie i przez hipertunel przetransportujemy małego na Ziemię.
– Jeśli zdołamy opłacić hipertunel – zauważył pesymistycznie Ernado. – Remont statku może pochłonąć resztki naszego kredytu.
– Po trzecie, dopóki chłopiec zachowuje się normalnie, nie podejmujemy żadnych działań. Daniił staje się członkiem załogi statku. Junga albo kadetem, jak wolicie.
Redrak z udręką pokręcił głową. Ten trzeci punkt dotyczył właśnie jego. Teraz Dalyedończyk musiał ochraniać życie chłopca jak swoje własne.
– To wszystko. Zarządzam odpoczynek – wstałem z fotela.
– Kapitanie, niech pan przeniesie chłopca ze swojej kajuty do mnie albo do Ernada – poprosił bezradnie Redrak.
Popatrzyłem na niego ze współczuciem.
– Zostanie z mną, ale nie ma w tym twojej winy. Ostrzegłeś mnie, więc twój psychokod nie zostanie aktywizowany, nawet gdyby Daniił udusił mnie we śnie. Dobranoc.
Li W kajucie było ciemno, tylko na terminalu komputera migotało żółte światełko. Starałem się iść bezszelestnie. Czterokabinowy apartament przysługiwał tylko kapitanowi. Pozostali zadowalali się pojedynczymi kajutami.
Otworzyłem drzwi do sypialni i bez szczególnej nadziei na powodzenie poleciłem:
– Lampka nocna, słabe światło.
Nad łóżkiem rozlał się bladoróżowy blask. Brawo, Redrak. Za naprawę oświetlenia odpowiadał właśnie on.
Daniił spał, obejmując rękami poduszkę. Zwinięta w kłębek kołdra leżała na podłodze.
Ciekawe, jak można zrzucić przez sen „naelektryzowaną” kołdrę? Pewnie trzeba mieć duże doświadczenie w walce ze zwykłą…
Ostrożnie przykryłem chłopca. Cienka kołdra jakby wisiała w powietrzu, ledwie dotykając małego ciała. Na skórze dziecka błyszczały paseczki błony ochronnej przykrywające liczne zadrapania.
– Śpij, mały – wyszeptałem. – Śpij, Dańka…
Jeśli w jego świadomości rzeczywiście umieszczono kodowany program, znajdę człowieka, który wydał ten rozkaz, i zabiję go. Jeśli takiego programu nie ma, znajdę tego, który porzucił półnagiego chłopca w lesie obcej planety.
My, Ziemianie, bywamy bardzo okrutni.
Przesunąłem dłonią po miękkich, rozczochranych włosach. Co za szczęściarz, pomyślałem. Dobę temu był na Ziemi, oddychał jej powietrzem, szedł przez normalny, porządny las. Za tydzień znajdzie się tam znowu.
Dla mnie nie ma drogi na Ziemię.
Wyjąłem z szafy wnękowej czystą pościel i na palcach wyszedłem z sypialni. Zbędna ostrożność – chłopca nie obudzi teraz żaden hałas. Zmęczenie plus tabletka środka nasennego to bardzo skuteczna mieszanka.
Pościeliłem sobie na sofie w gabinecie i wszedłem pod prysznic. Stałem kilka minut pod jego chłodnymi strumieniami, wreszcie wytarłem się i nagi wyciągnąłem się w czystej pościeli. Wyszeptałem, czując, że zanurzam się w słodkie odmęty snu:
– Sygnał pobudki za pięć godzin i czterdzieści minut.
– Timer został włączony – odpowiedział takim samym szeptem blok serwisowy u wezgłowia.
Już zasypiając, z wyrzutem pomyślałem, że w końcu nie wziąłem udziału w burzy mózgów. I nie wypowiedziałem swojego szalonego pomysłu, który do tej pory krążył mi po głowie…
4. Raider
Gdy diafragma luku zaczęła się rozsuwać i kuter wyleciał z hangaru, Daniił obejrzał się.