Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 96
Перейти на страницу:

Przepraszam — miałem Margrethe. Bogactwo wystarczające każdemu mężczyźnie. Nie zamieniłbym jej na wszystkie bogactwa wschodu. Ale Margrethe oznaczała też zobowiązanie, którego wciąż nie wypełniłem. Wziąłem ją za żonę wobec Boga… ale nie mogłem jej utrzymać.

Miałem co prawda pracę, lecz w gruncie rzeczy Margrethe utrzymywała się sama.

Gdy pan Cowgirl wynajął mnie, nie zniechęciło mnie zastrzeżenie o „minimalnej płacy bez podwyżek”. Dwanaście dolarów i pięćdziesiąt centów za godzinę wydało mi się olbrzymią sumą. Wielu żonatych mężczyzn w Wichita (moim Wichita w innym wszechświecie) utrzymywało rodzinę za dwanaście i pół dolara na tydzień. Nie zdawałem sobie sprawy, że tutaj za dwanaście i pół dolara nie kupię nawet kanapki z tuńczykiem w restauracji, w której pracowałem. Ponadto nie był to wcale elegancki lokal. W gruncie rzeczy był raczej tani. Przyszłoby mi łatwiej przystosować się do ekonomii tego dziwnego, choć znajomego świata, gdyby jego waluta nosiła inną nazwę — szylingi, szekle, sole, cokolwiek, byle nie dolary. Wychowałem się w przeświadczeniu, że jeden dolar to znacząca suma pieniędzy. Trudno mi było pojąć, że sto dolarów na tydzień stanowiło pensję nędzarza. Dwanaście i pół na godzinę, sto dziennie, pięćset na tydzień, dwadzieścia sześć tysięcy na rok — pensja nędzarza? Posłuchajcie uważnie. W świecie, w którym się wychowałem, byłoby to bogactwo przewyższające marzenia każdego skąpca.

Przyzwyczajenie się do cen i płac wyrażonych w dolarach, które nie były naprawdę dolarami, stanowiły tylko jeden z najbardziej pospolitych aspektów nieznanej ekonomii. Podstawowym problemem było to, jak dać sobie radę, jak się utrzymać na powierzchni, jak utrzymać siebie i żonę (a również dzieci, z których jedno, jeśli się nie myliłem, było już w drodze) w świecie, w którym nie miałem żadnego dyplomu, przygotowania zawodowego, przyjaciół, referencji czy też osiągnięć, na które mógłbym się powołać. Alec, co na Boga potrafisz robić… poza zmywaniem naczyń!

Mógłbym z łatwością umyć stos naczyń wysokości latarni morskiej, zastanawiając się nad tym jednym pytaniem. Musiałem znaleźć na nie odpowiedź. Dzisiaj zmywałem naczynia z zadowoleniem… lecz wkrótce będę musiał znaleźć coś lepszego ze względu na moją ukochaną. Płaca minimalna nie wystarczała. Teraz wreszcie dotarliśmy do sprawy numer jeden: Drogi Panie Boże Jehowo, co oznaczają te wszystkie znaki, które zesłałeś na mnie, swojego sługę?

Nadchodzi chwila, w której najwierniejszy wyznawca musi podnieść się z kolan i przeprowadzić ze swym Panem Bogiem szczerą, poważną rozmowę. Panie, powiedz mi, w co mam wierzyć? Czy są to zwodnicze znaki i cuda, przed którymi ostrzegałeś, zesłane przez Antychrysta, aby zwieść wybranych na manowce?

Czy też są to prawdziwe znaki dni ostatnich? Czy usłyszymy Twój głos?

A może jestem tak szalony jak Nabuchodonozor i wszystkie te zjawiska stanowią jedynie opary mojego zmęczonego umysłu?

Jeśli jedno z tych zdań jest prawdziwe, dwa pozostałe muszą być fałszywe. Jak mam się przekonać które? Panie Boże Zastępów, czym Cię obraziłem?

Wracając pewnej nocy do misji, dostrzegłem wielką tablicę, którą można było potraktować jako bezpośrednią odpowiedź na moje modlitwy: MILIONY DZIŚ ŻYJĄCYCH NIGDY NIE UMRĄ. Niósł ją mężczyzna, któremu towarzyszyło dziecko rozdające ulotki.

Postanowiłem ich nie brać. Widziałem to hasło już wiele razy w życiu, ale od dawna starałem się unikać Świadków Jehowy. Są tak uparci i twardogłowi, że nie sposób z nimi współpracować, a Kościoły Zjednoczone na rzecz Obyczajności były z konieczności związkiem o charakterze ekumenicznym. Podczas zbierania funduszy czy akcji politycznych należy unikać sporów na temat drobnych punktów doktryny (co, rzecz jasna, nie oznacza tolerowania herezji). Teologowie rozszczepiający włos na czworo są jak wyrok śmierci dla sprawnie działającej organizacji. Jak można włączyć do codziennej pracy w winnicy Pańskiej sektę, która twierdzi, że tylko ona zna prawdę, całą prawdę i nic oprócz prawdy, a wszyscy, którzy sądzą inaczej, są heretykami skazanymi na ogień piekielny?

To niemożliwe. Dlatego też nie przyjęliśmy ich do naszej organizacji. Niemniej — być może tym razem mieli rację.

To prowadzi mnie do najważniejszego z pytań — jak mam zaprowadzić Margrethe z powrotem do Pana, zanim usłyszymy trąbę i Jego głos? Jednakże „jak” jest tu zależne od „kiedy”. Millenarystyczni teologowie różnią się znacznie pomiędzy sobą w poglądach na temat terminu nadejścia dnia, w którym zabrzmi trąba.

Osobiście wolę polegać na metodzie naukowej. Na każdą sporną kwestię zawsze jest jedna pewna odpowiedź: sprawdź to w Księdze. Tak też zrobiłem. Mieszkając w misji Armii Zbawienia z łatwością mogłem pożyczyć egzemplarz Biblii. Przeglądałem ją raz za razem… i zrozumiałem, dlaczego millenaryści nie mogli się ze sobą zgodzić co do dat.

Biblia jest dosłownym słowem Bożym, nie miejcie co do tego wątpliwości. Bóg jednak nigdy nie obiecywał, że ma być ono łatwe do odczytania.

Raz za razem nasz Pan i Jego wcielony syn Jezus z Nazaretu, Mesjasz, obiecują swym uczniom, że ich pokolenie (to jest pierwszy wiek naszej ery) ujrzy Jego ponowne przyjście. W innych miejscach, również wiele razy, obiecuje On, że powróci, gdy upłynie tysiąc lat… lub dwa tysiące… albo jakiś inny czas, gdy Ewangelia zostanie już ogłoszona wszystkim ludziom, w każdym kraju na świecie. Które z tych twierdzeń jest prawdą?

Wszystkie, jeśli odczytać je we właściwy sposób. Jezus naprawdę powrócił za życia pokolenia swych dwunastu uczniów. Zrobił to w dniu pierwszej Wielkiej Nocy — Swego zmartwychwstania. To był jego pierwszy powrót — absolutnie niezbędny — który udowodnił wszystkim, że istotnie był On Synem Bożym i samym Bogiem. Po tysiącu lat powrócił ponownie, lecz w swym nieskończonym miłosierdziu postanowił, że jego dzieciom zostanie przyznany kolejny okres łaski i próby, zamiast wtrącić natychmiast grzeszników w ognistą czeluść piekieł.

Trudno jest odczytać tę datę. To zrozumiałe, ponieważ nasz Pan nie chciał zachęcać grzeszników do trwania w błędzie, oznajmiając im, że dzień sądu został odroczony. Co jednak jest pewne, jasno określone i niewątpliwe, to to, że pragnie on, aby wszystkie jego dzieci żyły tak, jakby każdy dzień, godzina czy mgnienie oka mogły być ostatnimi. Kiedy nadejdzie kres naszego czasu? Kiedy usłyszymy głos i dźwięk trąby? Kiedy nadejdzie dzień sądu? Teraz! Nikt nie zostanie uprzedzony. Nie będzie czasu na nawrócenie na łożu śmierci. Musisz żyć w stanie łaski… albo, gdy nadejdzie chwila, zostaniesz wrzucony do jeziora ognia, aby cierpieć tam katusze przez wieki wieków.

Takie jest Słowo Pańskie.

Dla mnie było ono zwiastunem zagłady. Nie był mi dany okres łaski, w którym mógłbym doprowadzić Margrethe z powrotem do owczarni… ponieważ głos może zabrzmieć nawet dzisiaj.

Co robić? Co robić?

Dla śmiertelnika postawionego wobec problemu, który go przerasta, istnieje tylko jedno rozwiązanie: zwrócić się do Pana poprzez modlitwę. Tak też postępowałem, raz za razem. Modlitwa zawsze spotyka się z odpowiedzią. Trzeba jednak rozpoznać tę odpowiedź…, która może nie być tym, czego oczekiwałeś.

Tymczasem jednak trzeba oddać cesarzowi to, co cesarskie.

Rzecz jasna zdecydowałem się pracować sześć dni na tydzień zamiast pięciu (31200 dolarów rocznie), ponieważ potrzebny mi był każdy szekel, który mogłem zaoszczędzić. Margrethe brak było wszystkiego! Mnie również. Przede wszystkim potrzebne nam były buty. Te, które mieliśmy na nogach podczas katastrofy w Mazatlanie, były dobre — dla tamtejszych wieśniaków. Zdarliśmy je jednak podczas dwóch dni odkopywania gruzów po trzęsieniu ziemi, a potem nadal nosiliśmy je nieustannie. Nadawały się już tylko na śmietnik. Potrzebowaliśmy więc butów — przynajmniej po dwie pary na głowę — jedną do pracy i jedną na niedzielne wyjście.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)