Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]
Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]

Электронная книга - «Hiob: Komedia sprawiedliwości [Job: A Comedy of Justice - pl]». Краткое содержание книги:

„Hiob” nawiązuje do „Boskiej Komedii” Dantego.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 96
Перейти на страницу:

Za miastem udało mi się dostrzec dwa zakotwiczone „aeroplanos” Straży Przybrzeżnej. Tańczyły jak oszalałe. Nagle jedno ze skrzydeł nowej maszyny zanurzyło się. Nakryła je woda. W tej chwili wznosząca się nad miastem chmura zakryła je przed moimi oczami — chmura pyłu pochodzącego z tysięcy i tysięcy ton strzaskanych murów.

Spojrzałem w stronę restauracji. Dostrzegłem ją: EL RESTAURANTE PANCHO VILLA. Na moich oczach ściana, na której umieszczony był szyld, runęła na ulicę. Pył wzniósł się w górę, pokrywając za chwilę miejsce, gdzie stała.

— Margrethe! Już po niej! Po restauracji „Pancho Villa”. — Wskazałem palcem w tamtym kierunku.

— Nic nie widzę.

— Już po niej, mówię ci! Runęła! Dzięki Bogu, że nie było tam dziś Amandy i dziewczyn!

— Tak jest. Alec, czy to się nigdy nie skończy?!

Skończyło się nagle — znacznie gwałtowniej, niż się zaczęło. Pył zniknął w cudowny sposób. Ucichł huk, wycie zwierząt oraz krzyki rannych i umierających.

Latarnia morska z powrotem znalazła się na swoim miejscu.

Spojrzałem w lewo, gdzie uprzednio stały „aeroplanos”. Nie było tam nic. Nawet pali, do których powinny być przywiązane. Spojrzałem na miasto — pełny spokój. Bazylika stała piękna i nienaruszona. Rozejrzałem się za szyldem „Pancho Villa”, lecz nie mogłem go znaleźć. Na rogu, który był chyba tym właściwym, stał jakiś budynek, lecz jego kształt był nieco inny. Również okna się nie zgadzały.

— Marg… gdzie jest restauracja?

— Nie wiem, Alec, co się dzieje?

— Znowu nam to zrobili — powiedziałem z goryczą. — Zmieniacze światów. Trzęsienie ziemi się skończyło, ale to nie jest to samo miasto, w którym byliśmy. Wygląda podobnie, ale to inne miasto. Miałem rację tylko w połowie. Zanim zdecydowaliśmy się ruszyć w dół stoku, huk zaczął się od nowa. Potem kołysanie ziemi… i gwałtownie narastający hałas oraz nagłe wstrząsy, później to miasto także zostało zniszczone. Po raz drugi ujrzałem, jak nasza wyniosła latarnia morska pochyla się i pada. Jeszcze raz kościół zapadł się do wewnątrz. Ponownie obłoki dymu wzbiły się ku niebu, a wraz z nimi wzniosły się krzyki ludzkie i wycie zwierząt.

Podniosłem ku niebu zaciśniętą pięść i potrząsnąłem nią.

— Do diabła z tym! Stop! Dwa razy to przesada!

Nie uderzył we mnie żaden grom.

XIII

Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem.

I oto wszystko to marność i pogoń za wiatrem.

Księga Eklezjasty 1, 14

Pominę milczeniem następne trzy dni, ponieważ nie wydarzyło się w tym czasie nic dobrego. „Na ulicach były krew i pył”. Ocaleni, ci spośród nas, którzy nie byli ranni, otępiali z żalu ani oszołomieni czy też pogrążeni w histerii do tego stopnia, że byli niezdolni do akcji — krótko mówiąc nieliczni — pracowali przy odgruzowywaniu, starając się odnaleźć żywe istoty pod cegłami, kamieniami i tynkiem. Jak wiele można jednak dokonać gołymi rękoma wobec niezliczonych ton skały?

Cóż można zrobić, gdy dokopujesz się do celu i stwierdzasz, że jest już za późno, że było już za późno, gdy rozpocząłeś kopanie? Usłyszeliśmy odgłos przypominający miauczenie kota, kopaliśmy więc z największą ostrożnością, starając się nie wywierać żadnego nacisku na to, co znajdowało się pod spodem, uważając, aby kamienie, które usuwaliśmy, nie wywołały poruszeń mogących doprowadzić do większych szkód. W końcu odnaleźliśmy źródło dźwięku — zmarłe przed chwilą niemowlę. Miednica złamana, jedna strona głowy zmiażdżona. „Błogosławiony, kto schwyci i rozbije o skały twe dzieci”. Odwróciłem głowę i zwymiotowałem. Już nigdy nie przeczytam psalmu 137.

Tę noc spędziliśmy u podnóża „Wzgórza Lodówki”. Gdy słońce zaszło, siłą rzeczy zaniechaliśmy swoich starań. Nie tylko ciemność uniemożliwiała wtedy pracę, lecz rozpoczynał się również szaber. Żywiłem głębokie przekonanie, że każdy szabrownik jest potencjalnym gwałcicielem i mordercą. Byłem gotowy zginąć za Margrethe, gdyby zaistniała taka potrzeba, nie miałem jednak ochoty na bohaterską, lecz daremną śmierć w konfrontacji z tym, czego można było uniknąć.

Następnego dnia wczesnym popołudniem przybyła Armia Meksykańska. Nie dokonaliśmy do tego czasu nic użytecznego — wciąż przerzucaliśmy gruzy. Lepiej nie wspominać, co znaleźliśmy. Żołnierze położyli kres nawet temu. Wszyscy cywile zostali zapędzeni w górę półwyspu, z dala od zniszczonego miasta, do stacji kolejowej po drugiej stronie rzeki. Tam czekaliśmy — świeżo owdowiali mężczyźni i kobiety, zagubione dzieci, ranni na prowizorycznych noszach, inni ranni, zdolni do chodzenia, oraz pewna liczba ludzi bez obrażeń na ciele, lecz z pustym spojrzeniem i niezdolnych mówić. Margrethe i ja należeliśmy do grupy szczęśliwców. Byliśmy jedynie głodni, spragnieni, brudni i pokryci od stóp do głów siniakami na skutek tego, że podczas trzęsienia ziemi leżeliśmy płasko.

Przepraszam — podczas dwóch trzęsień ziemi.

Czy ktoś jeszcze przeżył dwa kataklizmy?

Nie mogłem się zdecydować, by zapytać kogokolwiek. Chyba byłem jedynym człowiekiem, który doświadczał podobnych zmian, nie licząc Margrethe, która dwukrotnie przybyła ze mną, ponieważ w kluczowym momencie trzymałem ją w objęciach. Czy istniały też inne ofiary? Czy na pokładzie „Konge Knut” byli też inni, którzy trzymali gębę na kłódkę równie starannie jak ja? Jak mam o to zapytać? Przepraszam, amigo, ale czy to jest to samo miasto, co wczoraj?

Po dwóch godzinach oczekiwania na stacji kolejowej nadjechał wojskowy wóz z wodą — blaszany kubek wody dla każdego i żołnierz z bagnetem pilnujący porządku w kolejce. Tuż przed zachodem słońca wóz przybył po raz drugi z większą ilością wody oraz bochenkami chleba. Margrethe i ja otrzymaliśmy na spółkę ćwierć bochenka. W tej samej chwili na stację zajechał pociąg i żołnierze zaczęli upychać pasażerów oraz rozładowywać zapasy. Marga i ja mieliśmy szczęście — wepchnięto nas do wagonu osobowego, podczas gdy większość jechała w towarowych. Pociąg ruszył w kierunku północnym. Nie pytano nas, czy właśnie w tamtą stronę chcemy się udać, ani też nie żądano opłaty za bilet. Ewakuowano cały Mazatlan. Pozostawiono go we władaniu szczurów i zmarłych, zanim system kanalizacji nie zostanie odbudowany. Nie ma sensu opisywać podróży. Pociąg jechał, a my to znosiliśmy. Linia kolejowa oddalała się od brzegu w Guaymas, kierując się wprost na północ przez Sonorę do Arizony. Krajobraz był piękny, nie byliśmy jednak w stanie go podziwiać. Spaliśmy, jak najdłużej się dało. Przez resztę czasu udawaliśmy, że śpimy. Za każdym razem, gdy pociąg się zatrzymywał, niektórzy z pasażerów go opuszczali — o ile policja nie zapędziła ich z powrotem. Gdy dotarliśmy do Nogales w stanie Sonora, pociąg opróżnił się w połowie. Pozostali najwyraźniej wybierali się do Nogales w stanie Arizona. My, rzecz jasna, też.

Dotarliśmy do przejścia granicznego wczesnym popołudniem trzeciego dnia po trzęsieniu.

Zaprowadzono nas do budynku stojącego tuż za linią graniczną i mężczyzna w mundurze przemówił do nas po hiszpańsku:

— Witajcie, amigos! Stany Zjednoczone są szczęśliwe, że mogą pomóc swoim przyjaciołom w godzinie próby. Amerykański Urząd Imigracyjny uprościł swe procedury, abyśmy mogli szybko zająć się wami wszystkimi. Najpierw zostaną wam wydane nadzwyczajne pozwolenia na pracę, abyście mogli ją dostać na całym terenie Stanów. Gdy tylko opuścicie obóz, stwierdzicie, że czekają na was agenci pośrednictwa pracy. Jak również kuchnia wydająca zupy! Jeśli jesteście głodni, możecie zjeść swój pierwszy posiłek tutaj na koszt Wuja Sama. Witajcie w „los Estados Unidos”!

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)