Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
papier w wysokiej temperaturze. Nie rozleje się od wstrząsów.
-No rzeczywiście. Prowadzi się je idealnie.
-Wie pan, z wiadomych względów jestem zwolennikiem piór niemieckich, które uważam za bardzo praktyczne. Ale Amerykanie do swojej perfekcyjnej technologii dodali trzeci wymiar. To już nie pióro, to zjawisko!
-Świetnie. Proszę zapakować.
Sprzedawca wydal się zaskoczony.
-Nie spytał pan o cenę.
-Istotnie. Kobiece proszę zapakować jako prezent.
-Oczywiście. - Nastąpił głęboki ukłon. - Napełnię obydwa atramentem.
-Bardzo proszę.
Niby nic się nie stało, a pustawe miasto wydawało się bardziej sprzyjające. Nigdy dotąd aż tak dobitnie nie zauważał, że nawet drobiazgi potrafią momentalnie zmienić nastrój. Jego własny był teraz zdobywczy, agresywny, przed zbliżającym się spotkaniem miał wrażenie, że jest czołgiem, który rozbije każdą barykadę. Niestety nie było kwiaciarek tradycyjnie okupujących Bliicher Platz, od kiedy wybudowano pod nim ogromny bunkier. Wyrafinowany bukiet kazał więc ułożyć w małej kwiaciarni dużo dalej, aż na Schweidnitzer Strasse. Nie słuchał narzekań starej kobiety na temat szklarni, które już nie dostarczają tylu kwiatów co dawniej. No pewnie, że nie. Ich właściciele bogacili się, dostarczając ciągle towar na wiece i święta partyjne albo pogrzeby co ważniejszych watażków. Imperium dogorywa, ciągle owiane zapachem doskonale wyhodowanych, niemieckich kwiatów - zakpił w myślach. Upadek Rzymu nie był wieńczony równie godnie. Ciekawe, czy któryś spryciarz z Abwehry na froncie zachodnim kazał sobie dostarczyć amerykańskie kwiaty? Pewnie nie, chyba że mrożone, w puszkach. Zresztą Amerykanie mieli teraz w bród holenderskich roślin.
Umówili się pod pomnikiem Wilhelma, co obecnie było dość śmiesznym określeniem. Pomnik zdemontowano, żeby nie ukradli go barbarzyńcy, ewentualnie, aby nie zniszczyły go bomby. Doskonale rozumiał, że prosty lud mógł nie znać ustaleń jałtańskich. Ale decydenci? Dla kogo chcieli zachować nietknięty pomnik? Sądzili, że po wojnie Polacy go sobie wystawią i będą podziwiać? Hm. Znalazł się pod nowoczesnym domem towarowym Wertheima trochę przed czasem. Mężczyźnie zawsze wypadało przyjść trochę wcześniej. Smętnie patrzył na puste miejsce po zdemontowanym pomniku. Wyraźnie na kogoś czekało. Ciekawe, kto w przyszłości będzie tutaj dumnie siedział na koniu? I w jakiej sprawie będzie siedział? Przeciwko komu będzie dzierżył miecz i kogo nim straszył? Aaa... Umawiać się pod domem Wertheima też nie było sensu, bo choć nazwa utrwaliła się w głowach mieszkańców Breslau, to oficjalnie widniały na nim wielkie litery AWAG - nazwa spółki przejmującej żydowskie mienie.
-Cześć, ważniaku. - Rita jak zwykle zaskoczyła go, podchodząc z tyłu. - O, to dla mnie?
Podał jej bukiet kwiatów.
-Śliczny. Jak zdobyłeś takie cudo?
Nie wiedziała, że to ciągle nie jest problem? Z tego wniosek, że nie dostawała kwiatów. Uśmiechnął się. Wyjął spod płaszcza ślicznie opakowane pióro.
-Uznałem, że taki dzień jak dzisiaj musi mieć specjalną oprawę.
-A co w nim jest takiego specjalnego?
Spojrzał na nią przekornie.
-O nie, mam sama zgadnąć? - roześmiała się. Rozpakowywała z ciekawością. Pióro nie było co prawda prezentem idealnym do wypróbowania na stojąco i to na lekkim mrozie, ale nie mógł jej zaprosić do kawiarni. Wyrwała się z pracy tylko na chwilę. - Ale piękne. - Rita dotarła nareszcie do zawartości. Zdjęła nasadkę i zerknęła na stalówkę. - Boże. Kosztowało majątek.
-Nic nie jest warte w porównaniu z blaskiem twych oczu.
Już chciała coś powiedzieć na temat męskiej sztuki uwodzenia, ale kobieta w jej niej zwyciężyła natychmiast i Rita przekrzywiła głowę tak, żeby jej oczy wyglądały wyjątkowo korzystnie. No cóż. Kobiety lubią swoje ciała. Pocałowała go w policzek. Jednocześnie dotknęła Żelaznego Krzyża.
-A ty się ciągle narażasz, ideowy wariacie?
Teatr i tylko teatr - powtarzał Holmes. W odniesieniu do kobiet również, a może nawet przede wszystkim.
-Wiesz, kiedy okręt tonie i pada okrzyk: „Wszyscy do pomp”, to lecisz i pompujesz, mimo że nie masz żadnych teoretycznych wiadomości na temat hydrauliki.
Ładne powiedzenie, choć lekko wyświechtane. Tu jednak trafiło. Przytuliła się lekko.
-Ty mój sentymentalny wariacie... - szepnęła. - Ostatni wierny pretorianin ginącej twierdzy.
-Z tą wiernością może bym nie przesadzał. Dbam o naszą kasę biletową i pociąg, którym odjedziemy.
Spojrzała na niego ciepło. Potem zerknęła na ciągle trzymane w ręku pióro.
-Rozumiem, że mój bilet jest ciągle objęty rezerwacją.
Tym razem on ją pocałował.
-Szczególnie, że potrzebuję twojej pomocy.
-O?
-Przejdziemy się?
Skinęła głową. Przeszli przez jezdnię i ruszyli wśród ośnieżonych drzew szeroką aleją nad fosą miejską. Nie zamierzał oczywiście wprowadzać jej w szczegóły ani powtarzać rozmowy z Holmesem. Polski agent uważał, że sprawa zabójstw w kręgach związanych z wywozem dzieł sztuki jest bardzo ciekawa. Co więcej, uznał też, że plan Schielkego, żeby nie wzywać nikogo i nie przesłuchiwać, jest genialny. Nie było sensu przyjmować, że poprzedni śledczy prowadzący tę sprawę są głupi albo niekompetentni. Wymyślony naprędce przed rozmową z dyrektorem Kolją Kirchoffem plan to jest właśnie dobry pomysł. Należało się wkręcić w świat pokątnych interesów, zagrać kogoś zainteresowanego, a przede wszystkim mogącego ułatwić podróż na Zachód w ostatniej chwili i niech oni sami zabiegają o kontakt. Elementarne, doktorze Watson. Przecież to samo zrobił, chcąc dotrzeć do Holmesa.
-W czym mogę ci pomóc? - spytała.
-Potrzebuję wyjątkowo inteligentnego oficera kripo. I w dodatku odważnego.
-Dobrze. Znajdę ci kogoś.
-Nie, Rito. Ja już znalazłem.
Spojrzała zdumiona, więc szybko wyjaśnił:
-Ten oficer musi być kobietą.
Na moment jej zdumienie wzrosło, potem pokręciła głową, robiąc minę w rodzaju: „Czego ci mężczyźni nie wymyślą, żeby poderwać kobietę”.
-Otóż kryminalista, którego dzięki tobie wyrwaliśmy z więzienia, oprócz brylantów na drogę, dostarczył nam wielu ciekawych informacji.
-Brzmi obiecująco.
-Muszę zagrać oficera, który kręci się w półświatku, prowadzi podejrzane interesy, potrafi załatwić komu trzeba żelazną ewakuację na Zachód. No takiego... co ma koneksje oraz szasta forsą na lewo i prawo.
-A masz forsę do szastania?
Wiedziony irracjonalnym odruchem wyjął z kieszeni płaszcza ze cztery grube zwitki reichsmarek, każdy osobno spięty gumką.
-Taki oficer - kontynuował niezrażony jej spojrzeniem - musi pokazywać się z kobietą, hm, jakby to powiedzieć, trochę wyuzdaną...
-Wyuzdaną? - powtórzyła jak echo.
-To taki kamuflaż.
-Kamuflaż? Co masz na myśli?
-Wszystko załatwimy oficjalnie. Tietz wystąpi do twojego dowódcy z pismem i informacją o akcji specjalnej. Będą musieli cię oddelegować. Pytanie tylko, czy ty wyrazisz zgodę. Interes nie jest bezpieczny.
Właściwie to spełniał jej marzenia. Uderzał tam, gdzie chciała być uderzona.
-Ty kusicielu - mruknęła, dokładnie wiedząc, że on zna odpowiedź.
-Ale jednak... - wyjął z kieszeni niewielkie zawiniątko - akcja łączy się z wieloma wyrzeczeniami.
Będziesz na przykład musiała włożyć to. - Podał jej pakunek.
Zaintrygowana rozwinęła szybko papier.
-O Boże! To prawdziwy nylon?!
-Mhm. Amerykański.