Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 104
Перейти на страницу:

Obawiając się spóźnienia także na pociąg, Pelagia ruszyła w końcu w stronę morza, ale zatrzymała się zaraz na pierwszym skrzyżowaniu. Gdzie skręcić, w prawo czy w lewo?

Właśnie w tym momencie wytoczył się zza rogu rozchwierutany pojazd na ogromnych kołach, przykryty od góry płachtą wypłowiałego płótna. Z przodu zasiadał podstępny oszust Salach, który leniwie pomachiwał batem nad grzbietami dwóch kościstych koników.

– Mój chantur – wskazał z dumą na mało reprezentacyjny ekwipaż. – Moje konie.

– Arabskie? – Polina Andriejewna nie powstrzymała się od złośliwej uwagi, przypomniawszy sobie z urazą swoje wczorajsze marzenia o smukłonogich rumakach, które przez góry i doliny poniosą ją do najważniejszego na całym Bożym świecie miasta.

– Pewnie, arabskie – przytaknął kanciarz, umieszczając na wozie walizkę. – Tutaj wszystkie konie są arabskie. Oprócz tych, które są żydowskie. Żydowskie trochę lepsze.

Na tym jednak nie skończyły się łotrostwa Salacha.

Wóz zawrócił do centrum Jaffy i zatrzymał się przed hotelem „Europa" (okazuje się, że jest tu i taki – spania na podłodze można było łatwo uniknąć!). Pani Lisicyna musiała zrobić miejsce – na ławeczce zasiadła amerykańska para małżeńska. Okazało się, że nie są pielgrzymami, tylko turystami: podróżowali po Holy Land, wyekwipowani wedle wskazówek Agencji Cooka – imponującymi bagażami obywateli Nowego Świata objuczony został brudny, niedożywiony wielbłąd.

– Przecież zapłaciłam pięć rubli! – wysyczała Polina Andriejewna. – To nieuczciwe!

– Jesteś chuda, miejsca dużo, razem wesoło – odpowiedział beztrosko syn Palestyny, przywiązując cugle garbatego tragarza z tyłu swojej kolasy. – Mister, missus, we go Jerusalem!

Gorgeous! – odrzekła na tę informację „missus" i karawana ruszyła w drogę.

Na znak protestu mniszka udawała, że nie rozumie angielskiego, i przysłoniła twarz chusteczką, Amerykanie jednak wcale nie potrzebowali rozmówców. Przepełniała ich energia, wszystko niezmiernie ich cieszyło i co rusz pstrykali małym aparatem fotograficznym, a słowo gorgeous padało z ich ust nie rzadziej niż dwa razy na minutę.

Kiedy wóz wyjechał na otwartą przestrzeń, którą przecinała znikająca za horyzontem szosa, turyści (zapewne zgodnie ze wskazówkami Cooka) nałożyli zielone okulary, co było nawet niegłupie – Polina Andriejewna wkrótce się o tym przekonała. Po pierwsze, okulary chroniły przed oślepiającym słońcem, a po drugie, kolor szkieł, jak się zdaje, kompensował całkowity brak w pejzażu zielonej gamy.

Wszędzie tylko kamienie i pył. Była to ta sama równina, gdzie Jozue, ścigając wojska pięciu królów kananejskich, zawołał: „Słońce, przeciw Gabaon nie ruszaj się, a księżycu przeciw dolinie Ajalon!" I słońce zatrzymało się pośród nieba, i nie spieszyło ku zachodowi jeszcze przez jeden dzień.

Przy wyschniętym strumieniu, gdzie Dawid poraził Goliata, turyści zażądali przystanku. Mąż wziął do ręki kamień i srogo wytrzeszczył oczy; żona, chichocząc, wycelowała w niego kodaka.

Obok przejeżdżały pojazdy typu europejskiego i azjatyckiego, kłusowali jeźdźcy, ciągnęli piesi, przy czym ci ostatni to prawie wyłącznie rosyjscy pielgrzymi, dziwnie niepasujący do tego pustynnego pejzażu. Polina Andriejewna pomyślała przygnębiona, że „arabskie konie" Salacha nie poruszają się ani trochę szybciej niż ci żwawi chłopi i te baby.

Kilku pielgrzymów zeszło do strumienia w nadziei zdobycia wody. Rozgrzebali suchy żwir, ale nie znaleźli ani kropli.

– Jednemu naszemu, z wiaziemskich, przeszłego roku to dopieroż na dobre poszło – podsłuchała Pelagia urywek rozmowy. – Szedł on ci z Jerozolimy wracający i zbóje go zarżli na śmierć. Trafiło mu się w Świętej Ziemi duszę Bogu oddać.

– To ci szczęście – pozazdrościli słuchacze.

Ruszyli w drogę.

W oddali ukazały się wzniesienia – Góry Judejskie. Dojrzawszy na jednej z gór ruiny twierdzy (zbudowanej najpewniej przez krzyżowców), mniszka pokręciła głową. Dlaczego ludzie przez tyle wieków walczą o tę ubogą, bezpłodną ziemię? Czy warta jest tego, aby z jej powodu przelewać tyle krwi?

Widocznie w biblijnych czasach owa równina była zupełnie inna: rzeki płynęły mlekiem i miodem, wszędzie zieleniły się pola i drzewa. A teraz zostało tutaj przeklęte, opuszczone miejsce. Powiedziane jest u proroka Ezechiela: „I dam ziemię na pustki i spustoszenie, i ustanie pyszna moc jej; i spustoszeją góry Izraelskie, dlatego nie masz żadnego, kto by po nich przechodził. A poznają, żem Ja Pan, gdy uczynię ziemię ich spustoszoną i pustą dla wszech obrzydłości ich, które czynili".

Tu w głowie Pelagii pojawiły się zupełnie nie pielgrzymie, ale wyraźnie heretyckie myśli. Dlaczego starotestamentowy Bóg był tak okrutny? Dlaczego troszczył się tylko o jedno – czy Żydzi oddają mu cześć z wystarczającym zapałem? Czy to jest takie ważne? I dlaczego tak cudownie zmienia się On w Nowym Testamencie? A może to już inny Bóg, a nie Tamten, który pouczał Jakuba i Mojżesza?

Przeżegnała się, odpędzając bluźniercze domysły. Aby się czymś zająć, zaczęła przysłuchiwać się paplaninie Salacha.

Ten trajkotał niemal bez ustanku. Ponieważ rosyjska pasażerka na wszystkie próby nawiązania dialogu odpowiadała surowym milczeniem, woźnica na rozmówców wybrał sobie amerykańską parę. Po angielsku mówił nie gorzej niż po rosyjsku – to znaczy z błędami, ale śmiało i składnie.

Uwierzywszy najwyraźniej, że Pelagia nie zna tego języka, spryciarz oznajmił, że jego żona jest Amerykanką, „ładną i mądrą jak wszystkie Amerykanki". Polina Andriejewna chrząknęła, ale dała spokój.

Kiedy przecinali dolinę Ajalon, Salach wciąż wymyślał na Żydów, którzy nie dawali spokoju miejscowym mieszkańcom ani w czasach starożytnych, ani teraz. Twierdził przy tym, że Palestyńczycy mieszkali tutaj zawsze i że oni właśnie są w prostej linii potomkami biblijnych Kananejczyków. Żyli sobie i zmartwień nie mieli, dopóki z pustyni nie pojawiło się okrutne, podłe plemię, które obcych nie uważa za ludzi. Nawet ich księga nakazuje: dla Kananejczyków nie mieć litości, wytrzebić ich do ostatka. No to trzebią – i w dawnych czasach, i teraz.

Pelagia słuchała nie bez zainteresowania. W gazetach pisano, że ludność miejscowa Palestyny zaniepokojona jest napływem Żydów, którzy w coraz większej liczbie zasiedlają Ziemię Obiecaną, i że dzicy Arabowie dopuszczają się wobec spokojnych przesiedleńców grabieży i prześladowań. Ciekawie było poznać także inny punkt widzenia.

Niemal dwa tysiące lat żyliśmy bez nich, i dobrze żyliśmy, skarżył się Salach. I oto pojawili się znowu. Cisi tacy, godni politowania. Przyjęliśmy ich pokojowo. Nauczyliśmy uprawiać ziemię, chronić się przed upałem i chłodem. A co teraz? Rozmnożyli się niczym myszy, przekupują Turków swoimi europejskimi pieniędzmi. Teraz całą najlepszą ziemię mają Żydzi, a nasi fellachowie są u nich parobkami za kawałek chleba. Żydzi nie uspokoją się, dopóki nie przepędzą nas z naszej ojcowizny całkowicie, bo my nie jesteśmy dla nich ludźmi. Tak mówią ich księgi. Mają okrutne księgi, to nie to, co nasz Koran, który wzywa do miłosierdzia wobec innowierców.

Amerykanie słuchali tych lamentów niezbyt uważnie, bo co rusz zajmowały ich jakieś osobliwości {Look, honey, isn't it gorgeous?!), Pelagia zaś w końcu nie wytrzymała:

Our Quaran? – powtórzyła z jadem w głosie. – A kto kłamał, że jest prawosławny?

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)