Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Pelagia i czerwony kogut - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pelagia i czerwony kogut

Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:

Na płynącym Rzeką parowcu Jesiotr zebrało się barwne towarzystwo pielgrzymujących do Ziemi Świętej. Wśród pasażerów są tez znajdy, odstępcy od wiary prawosławnej, którym przewodzi charyzmatyczny Manujła. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy w kajucie ktoś znajduje jego zwłoki. A jeszcze większą niespodzianką okaże się ujawnienie prawdziwej tożsamości domniemanego proroka. Próby wyjaśnienia tajemnicy Manujły zawiodą Pelagię najpierw do małej wioski, zagubionej w nieprzebytych poduralskich lasach, a następnie do Ziemi Świętej, dokąd podąży za nią bezwzględny prześladowca. Pojawi się również czerwony kogut, który swoim pianiem sprawia, że rozstępują się ciemności i światło dnia zmusza do ucieczki demony nocy potrafi on wskazać wyjście z jaskini, a taka pomoc będzie siostrze Pelagii bardzo potrzebna.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 104
Перейти на страницу:

Zapyziałe rosyjskie miasteczko przypomina marnego pijaczynę, któremu ma się ochotę dać kopiejkę, z westchnieniem nad jego nędznym losem, Jaffa zaś wydała się Polinie Andriejewnie albo opętanym, albo trędowatym, przed którym nic, tylko uciekać ile sił w nogach.

Dodając sobie ducha, pani Lisicyna powiedziała do siebie surowo: „Mniszka nie powinna uciekać nawet przed trędowatym". Aby odgrodzić się od obrzydlistwa i fetoru, skierowała wzrok wyżej, na żółte mury miejskich budowli. Ale i one nie były odpoczynkiem dla oka. Anonimowi architekci tych niewyszukanych budynków pozbawieni byli próżności i najwyraźniej nie zależało im na opinii potomnych.

Polina-Pelagia podniosła walizkę, sakwojaż ścisnęła pod pachą i ruszyła poprzez ciżbę w stronę wąziutkiego zaułka ze schodkami – tam przynajmniej będzie można znaleźć cień i postanowić, co robić dalej.

Jednak nic z tego nie wyszło – została na placu.

Nieogolony człowieczek – w kamizelce i spodniach, ale przy tym w tureckim fezie i arabskich sandałach – tryumfalnie szturchnął ją palcem:

Ir zend a jidiszke![10] Chodźmy szybciej, zaprowadzę panią do pierwszorzędnego koszernego hotelu! Będzie tam pani jak u mamy!

– Jestem Rosjanką.

– Aaa – przeciągnął nieogolony. – To musi pani do tamtego pana.

Polina Andriejewna spojrzała we wskazanym kierunku i radośnie zakrzyknęła. Pod szerokim płóciennym parasolem siedział tam na składanym krzesełku przyzwoicie wyglądający mężczyzna w ciemnych okularach; w ręku trzymał tabliczkę z miłym sercu napisem po rosyjsku:

Cesarskie Towarzystwo Palestyńskie

Bilety na przejazd i wskazówki dla wędrujących do Grobu Pańskiego Pelagia rzuciła się doń jak do kogoś bliskiego.

– Proszę mi powiedzieć, jak mogłabym się dostać do Jerozolimy?

– Można rozmaicie – odpowiedział statecznie przedstawiciel szacownego towarzystwa. – Można koleją za trzy ruble pięćdziesiąt kopiejek: zaledwie cztery godziny i jest pani u bram Starego Miasta. Dzisiejszy pociąg odjechał, jutrzejszy odchodzi o trzeciej po południu. Można ośmiomiejscowym dyliżansem za rubel siedemdziesiąt pięć. Wyjazd jutro w południe, do Świętego Miasta przybędzie pani w nocy.

Pątniczka zawahała się. Podróżować po Ziemi Świętej dyliżansem? Albo, jeszcze gorzej, koleją? Jakoś to niewłaściwe. Zupełnie jakby jechało się w interesach do Kazania albo Samary.

Jej spojrzenie spoczęło na grupie rosyjskich pielgrzymów, którzy zebrali się na skraju placu. Klęczeli, całując zakurzoną ulicę, a potem ruszyli przed siebie, wymachując kosturami. Dwóch chłopków przywiązało sobie do kolan łapcie z łyka i zręcznie zaszurało w górę ulicy.

– Będą tak pełzli całe siedemdziesiąt wiorst do Jerozolimy – westchnął przedstawiciel. – Jaki dla pani bilet? Czy już pani wie?

– Zapewne na dyliżans – powiedziała niepewnie Polina Andriejewna, pomyślawszy, że podróż pociągiem zniszczy ostatecznie nabożny nastrój, który i bez tego został poważnie nadszarpnięty widokiem portu w Jaffie.

W tym momencie ktoś pociągnął ją za spódnicę. Odwróciła się i ujrzała smagłego człowieka o dosyć miłej powierzchowności. Był w długiej arabskiej koszuli, a z szerokiego pasa zwisał mu błyszczący łańcuszek zegarka. Tubylec ukazał w uśmiechu białe zęby i zaszeptał:

– Na co dyliżans? Niedobrze dyliżans. Mam chantur. Wiesz, co chantur? Taki kareta, od góry daszek. Jak sułtan Abdulhamid pojedziesz. Konie – ajaj, jakie konie. Arabskie, wiesz? Gdzie zachcesz – staniemy, patrzeć będziesz, modlić się będziesz. Wszystko pokażę, wszystko opowiem. Pięć rubel.

– Skąd pan zna rosyjski? – zapytała Pelagia, nie wiedzieć dlaczego także szeptem.

– Żona Rosjanka. Mądra, ładna jak wszystkie Rosjanki. Ja też rosyjskiej wiary. Nazywać się Salach.

– A czy Salach to imię chrześcijańskie?

– Jeszcze jak chrześcijańskie.

Na dowód Arab przeżegnał się trzema palcami i wymamrotał: „Ojczenaszktóryśjestwniebie".

To był cudowny znak! W pierwszych chwilach po przybyciu do Ziemi Świętej spotkać prawosławnego Palestyńczyka, w dodatku mówiącego po rosyjsku! Ilu pożytecznych rzeczy będzie można się od niego dowiedzieć! A ponadto podróż własnym ekwipażem, w dobre konie, to nie jakimś tam liniowym dyliżansem.

– Jedziemy! – zawołała Polina Andriejewna, chociaż życzliwy szturman uprzedzał ją z naciskiem: „W Palestynie nie jest przyjęte zgadzać się z wyznaczoną ceną, tutaj należy o wszystko długo się targować".

Ale kiedy jedziesz do Najświętszego Miasta Jerozolimy, nie będziesz przecież spierać się o marnego rubla.

– Jutro jedziemy. – Salach złapał walizkę przyszłej pasażerki i skinął ręką, żeby szła za nim. – Dzisiaj nie można. Do noc nie zdążyć, a noc źle, rozbójnicy. Idziemy, idziemy, dobre miejsce nocować będziesz, u moja ciocia. Jeden rubel, tylko jeden rubel. A rano jak ptaszek lecimy. Arabskie konie.

Pelagia ledwie nadążała za szybkonogim przewodnikiem, który prowadził ją labiryntem wąskich uliczek, wciąż wznoszących się do góry.

– To pana żona jest Rosjanką? Salach kiwnął głową:

– Natasza. Imię Marusia. My Jerozolima mieszkamy.

– Co? – zdziwiła się. – To Natasza czy Marusia?

– Moja Natasza nazywać się Marusia – odpowiedział zagadkowo tubylec i na tym rozmowa się urwała, bo podejście stromą uliczką odebrało pątniczce oddech.

„Dobre miejsce", gdzie przewodnik przyprowadził Polinę Andriejewnę, okazało się glinianym domem, w którym dla gościa przeznaczono pusty pokój bez jakiegokolwiek umeblowania. Salach pożegnał się, wyjaśniając, że w domu nie ma mężczyzn i dlatego nie wolno mu tutaj nocować – przyjedzie nazajutrz rano.

Spać wypadło podróżniczce na cienkim sienniku, myć się w misce, a rolę waterklozetu pełnił miedziany nocnik, bardzo podobny do lampy Aladyna.

Podniosły nastrój duchowy, który jest zjawiskiem kruchym i efemerycznym, nie zniósł tych wszystkich przykrych niewygód – skulił się i zniknął pod popiołem niczym głownia w wygasłym ognisku. Mniszka próbowała czytać Biblię, aby na nowo rozniecić czarodziejską iskierkę, ale bez powodzenia. Zdaje się, że przeszkadzał świecki ubiór. W riasie znacznie łatwiej zachować ów błogosławiony stan.

A kiedy w czasie mycia spojrzała w lusterko, upadła na duchu całkowicie.

Masz ci los! Na nosie i na policzkach pojawiły się piegi – zmartwienie dla każdej kobiety, dla osoby duchownej zaś rzecz w ogóle nie do przyjęcia. A przecież wydawało się, że za pomocą mleczka rumiankowego i wcierania miodu zostały zlikwidowane raz na zawsze!

Pustki i spustoszenie

Przez całą noc nieszczęsna pani Lisicyna przewracała się na twardym legowisku, a wczesnym rankiem, umywszy się pospiesznie, zajęła stanowisko przy bramie w oczekiwaniu rychłego przybycia woźnicy.

Minęła godzina, druga, trzecia. Salacha nie było.

Słońce zaczynało przypiekać, a Polina Andriejewna niemal namacalnie czuła, jak przeklęte piegi gęstnieją i nabierają barwy.

Pojawienie się prawosławnego tubylca już nie wydawało się jej „cudownym znakiem" – raczej niegodziwym fortelem, który wymyślił Diabeł, by opóźnić przybycie pątniczki do Bożego Grodu.

Kiedy mniszka wahała się – czekać dalej czy wracać do portu – minęło południe, a to oznaczało, że jerozolimski dyliżans już przegapiła.

вернуться

10

Jest pani Żydówką! (jidysz).

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 104
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)