Każde martwe marzenie
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #5
- Год: 2018
- Язык: польский
- Год: Powergraph
- ISBN: 9788364384868
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Każde martwe marzenie». Краткое содержание книги:
— A nie jesteśmy już dość blisko, byś zrobił to swoimi czarami?
Nur potrafił czasem zadać celne pytanie. Borehed uśmiechnął się nagle szeroko, złośliwie.
— I mam zwrócić uwagę którejś z walczących tu potęg? Tego chcesz, człowieku? By Pani Lodu uznała nas za zbyt ciekawskie muchy i dała prztyczka zimnym palcem? Albo lepiej, by wyładowała na nas całą swoją złość i grzmotnęła pięścią? Patrz.
Szaman podwinął rękaw i podsunął im pod nosy lewe przedramię. Jedna z jego licznych blizn sprawiała wrażenie, jakby pękła od środka. Świeża rana zasklepiła się już, ale czerwona pręga wyglądała paskudnie.
— Duchy, które tu wysłałem, znikły. Nie zginęły i nie uwolniły się, lecz znikły. Jakbym wrzucił garść puchu w ogień. Łańcuchy, którymi je przykułem do siebie, wyrwano i wierz mi, było to równie bolesne, jak zawarcie z nimi paktu. I myślę, że nikt ich nie zaatakował, zostały unicestwione mimochodem. Przypadkiem. A wierz mi, to były naprawdę potężne duchy. Resztę trzymam więc blisko i używam tylko do tego, by i mnie nie spotkał taki sam los. Czaimy się, kryjemy, zacieramy ślady własnej obecności. Musimy być jak świstaki podchodzące do walczących niedźwiedzi. Musimy się zakraść, zobaczyć wszystko na własne oczy i uciec. Żadnej magii.
Kenneth spojrzał na Boreheda. Szaman był niższy od niego o głowę i chudy jak wilk, któremu od wielu dni nie wiedzie się na polowaniach, ale gdy uniósł wzrok i wlepił w porucznika spojrzenie czarnych źrenic, oficer zrozumiał, że nie ma mowy o żadnych dyskusjach. Na tym terenie aherski czarownik był u siebie w sensie zarówno dosłownym, jak i duchowym. Tutaj on dowodził.
— Dobrze. Nur!
— Tak jest, panie poruczniku.
— Przebiegnij się do reszty i daj znać chłopakom, żeby zjedli coś i wypili, a potem przygotowali broń. — Kenneth zerknął na ścianę mgły. — Liny, haki do wspinaczki, czekany też niech wezmą. Reszcie dziesiętników powiedz, że za kwadrans zrobię krótką odprawę. Jak tylko rozmówię się z dowódcą Szczurów i panną Onelią.
— Rozkaz.
Krępy podoficer potruchtał w kierunku oddalonych o kilkadziesiąt jardów sań, odprowadzany kpiącym spojrzeniem szamana.
— No patrzcie. Dobrze ułożony człowiek. Siad, waruj, nie rusz. Musi być łatwo takimi dowodzić. Nasi wojownicy są przy nich jak stado wilków przy psach.
Kenneth zignorował zaczepkę, wyciągnął z sań kolczugę i płaszcz, założył je i dopiero wtedy spojrzał na Boreheda.
— I dlatego wilki głodują w górach, żrąc kamienie i szyszki, a ty musiałeś żebrać o naszą pomoc.
Szaman wyszczerzył się szeroko.
— He, he. Czyli można cię zirytować, człowieku. Ten tam — wskazał na Nura — jeszcze niedawno kąsał cię po rękach i szczał do wody, którą piłeś, a teraz skacze tak wysoko, jak mu każesz.
Oficer wzruszył ramionami. Borehed albo był bardzo domyślny, albo trafił strzałą wypuszczoną na oślep. Nieważne.
— Dyscyplina. Cierpliwość. Mój urok osobisty. Wybierz, co chcesz. Ale chyba nie po to nas tu ściągnąłeś, by pogawędzić, jak załatwiamy takie rzeczy w Straży, prawda? — Przeniósł wzrok na ścianę mgły za plecami szamana. — To powinien być twój problem.
Odwrócił się, ignorując ironiczne prychnięcie ahera, i ruszył ku reszcie sań, po raz kolejny odpędzając nieprzyjemne myśli, które gnębiły go od kilku godzin. Znajdowali się pięćdziesiąt mil od gór, co najmniej trzydzieści od brzegu. Na pełnym morzu, które o tej porze roku powinno już tańczyć swobodnie, uwolnione od białego pancerza. Jak grubą pokrywę lodu mają pod sobą? Dziesięć stóp? Pięć? Trzy? Czy mniej? Pani Lodu mogła opóźnić odejście zimy z tych terenów, ale czy była wystarczająco potężna, by powstrzymać Bliźnięta Mórz? Ta para Nieśmiertelnych nie miała zbyt wielu wyznawców w górach, lecz opowieści o potędze ich gniewu docierały i do Wessyrczyków. Z pewnością to, że ich dominium nie zostało we właściwym czasie uwolnione spod władzy Anday’yi, musiało ich oburzyć. Czy jego ludzie właśnie pakowali się w konflikt pomiędzy bóstwami?
Jeszcze raz rzucił okiem na leżącą na lodzie chmurę. To nie było naturalne zjawisko. Niech to jasny szlag! Gdyby te szczurze wypierdki nie bawiły się w głupie podchody, Szósta zwinęłaby obóz i znikła z przełęczy, zanim Borehed złożył im swoją propozycję nie do odrzucenia.
Porucznik uśmiechnął się pod nosem. No, przynajmniej wiadomo już, kto jest odpowiedzialny za bagno, w którym tkwią.
Cień tego uśmiechu musiał mieć na twarzy, gdy podchodził do zgrupowanych nieco z boku sań, którymi przyjechała drużyna Szczurów, bo to Olag-hes-Brend odezwał się pierwszy:
— To nie moja wina. Nie wiedziałem, jak wyglądają sprawy po drugiej stronie przełęczy. Ani że ten cholerny szaman zmusi nas do przyjazdu tutaj.
Kenneth zbył go machnięciem ręki.
— Mogłeś przybyć o świcie i przekazać nam rozkazy, ale koniecznie chciałeś wjechać do naszego obozu pełnym pędem i zrobić ze strażników durniów, co? Czekałeś więc, aż wyjdziemy z nor, zaczniemy szykować śniadanie i w ogóle zapanuje ogólne rozprzężenie. Straciłeś przez to co najmniej dwie godziny. I przez to właśnie jesteśmy tutaj. Zresztą — wzruszył ramionami — nie będę tracił czasu na szukanie winnych. Ale nie powołuj się na Boreheda, bo z tego, co wiem, Nora nie usprawiedliwia swoich ludzi z powodu niewiedzy. Postaraj się o lepszą wymówkę, Szczurze. Wejdziemy w tę mgłę, sprawdzimy, co tam jest, i wrócimy do domu. Taki jest plan na teraz. Oczywiście wszelkie zmiany będą wymagały improwizacji, ale dla nas to nic nowego. Dla was pewnie też.
Szczury słuchały, zbite w ponurą gromadkę. Dwanaście par oczu wpatrywało się w niego kamiennym wzrokiem, a tylko w spojrzeniu Onelii Umbry porucznik dostrzegł coś, co chyba mógł uznać za odrobinę rozbawienia albo zaciekawienia. Zignorował to. Dziewczynę łączyła z Szóstą szalona wędrówka przez Mrok, zakończona wydostaniem się z niego w środku pola bitwy. Z tego, co pamiętał, nie była wtedy zbyt pomocna. Jej udział ograniczał się do bezmyślnego wpatrywania się w przestrzeń i bełkotu, więc miał nadzieję, że przynajmniej teraz potrafi o siebie zadbać. Dla niego bardziej liczyły się Szczury.