Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 296
Перейти на страницу:

– A więc nie znasz jego planu?

– Nie, nie znam. Ale najwyraźniej jego warunkiem jest obecność wszystkich władców. Niemniej jednak stawię się, nawet gdybym dzisiaj nie miała zaznać snu, na co wszystko wskazuje. Za godzinę spotkam się z Birgitte i pozostałymi dowódcami. Omówimy plany wyparcia Trolloków z miasta i późniejszego pokonania ich armii.

W oczach Elayne znowu zapłonął ogień. Była wojownikiem z krwi i kości, nie gorszym od tych wszystkich, których Aviendha kiedykolwiek poznała.

– Muszę iść do niego – oznajmiła Aviendha.

– Dzisiejszej nocy?

– Tak. Niebawem zacznie się Ostatnia Bitwa.

– Jeśli chcesz znać moje zdanie, zaczęła się w chwili, w której przeklęte Trolloki wlazły do Caemlyn – powiedziała Elayne. – Oby Światłość miała nad nami pieczę. Bitwa już się toczy.

– W takim razie niebawem nastanie dzień umierania – powiedziała Aviendha. – Wielu z nas już niebawem przebudzi się z tego snu. Może już nie starczy nocy dla Randa i dla mnie. Przybyłam do ciebie po części dlatego, bo chciałam cię o nią poprosić.

– Masz moje błogosławieństwo – rzekła cicho Elayne. – Jesteś moją pierwszą siostrą. Czy spędziłaś choć trochę czasu z Min?

– Nie dość i w innych okolicznościach natychmiast nadrobiłabym te braki. Ale teraz już nie ma czasu.

Elayne przytaknęła.

– Ale naprawdę wierzę, że ona teraz myśli o mnie lepiej – oświadczyła Aviendha. – Uczyniła mi wielki honor, bo pomogła zrozumieć ostatni krok do stania się Mądrą. Bywa, że naginanie niektórych obyczajów jest czymś stosownym. My sobie dałyśmy radę. Porozmawiam z nią w twojej obecności, jeśli starczy czasu.

Elayne znowu skinęła głową.

– Mogę poświęcić kilka chwil między spotkaniami. Poślę po nią.

3

Niebezpieczne miejsce.

– Lord Logain i Taim najwyraźniej przezwyciężyli dzielące ich różnice – perorował Welyn. Siedział za stołem we wspólnej sali Wielkiego Zboru. Miał dzwoneczki wplecione w niezliczone warkoczyki ciemnych włosów, uśmiechał się szeroko. Zawsze za dużo i za szeroko się uśmiechał. – Obaj zamartwiali się podziałami, jakie wśród nas się pojawiły i w końcu zgodzili się, że źle wpływają na morale. Że naszym najważniejszym celem jest Ostatnia Bitwa. Że to nie czas na spory.

Androl zatrzymał się w drzwiach, Pevara przystanęła obok niego. Zdumiewające, jak szybko to wnętrze – wcześniej służące za magazyn – zmieniło się w prawdziwą tawernę. Lind poradziła sobie znakomicie. W środku był prawdziwy bar, przy nim stołki, a choć stoły i krzesła nie bardzo do siebie pasowały, tawerna mogła już swobodnie pomieścić dziesiątki gości. Dysponowała także biblioteką z pokaźnym księgozbiorem, aczkolwiek karczmarka pieczołowicie dobierała czytelników. Na pierwszym piętrze miały się w przyszłości znaleźć prywatne gabinety i pokoje dla gości Czarnej Wieży. Założywszy, że Taim wreszcie zniesie zakaz wstępu dla obcych.

We wspólnej sali było całkiem ludnie. Wśród gości przeważali najświeżsi rekruci, czyli ludzie, którzy nie mieli jeszcze wyrobionego zdania, po której stronie sporu się opowiedzieć: czy za Taimem i jego poplecznikami, czy za Logainem i jemu wiernymi.

Androl wsłuchiwał się w słowa Welyna, czując mróz chodzący mu po kościach. Związana z tamtym Aes Sedai, Jenare, siedziała obok, a jej dłoń czule spoczywała na jego ramieniu. Wprawdzie Androl nie znał jej za dobrze, za to znał Welyna. A ta istota o twarzy i głosie Welyna z pewnością Welynem nie była.

– Spotkaliśmy się z Lordem Smokiem – kontynuował tymczasem Welyn. – Kiedy ten objeżdżał z inspekcją Ziemie Graniczne, sprawdzając stan przygotowań do kampanii ludzkości przeciwko Cieniowi. Pod jego sztandarem zgromadziły się armie wszystkich narodów. Nie ma nikogo, kto by nie opowiedział się po jego stronie, wyjąwszy, oczywiście, Seanchan… Ale oni zostali pokonani. Czas nadszedł i wkrótce zostaniemy wezwani do boju. Zanim to nastąpi, każdy powinien ćwiczyć, ile tylko jest w stanie. Na przestrzeni najbliższych dwóch tygodni zostaną złagodzone kryteria przyznawania Miecza i Smoka. Pracujcie ciężko, a staniecie się bronią, która skruszy władzę Czarnego nad tą krainą.

– Mówisz, że Logain tu zmierza – odezwał się czyjś głos. – A dlaczego jeszcze go tu nie ma?

Androl odwrócił się w stronę, z której głos dobiegał. Niedaleko od miejsca, gdzie siedział Welyn, stał Jonneth Dowtry. Z zaplecionymi na piersiach ramionami, mierząc pałającym wzrokiem tamtego, stanowił zaiste imponujący widok. Ludzie z Dwu Rzek zachowywali się w jego obecności swobodnie, jak to mieli w zwyczaju, dlatego też łatwo było zapomnieć, iż był co najmniej o głowę wyższy od wszystkich, a jego ręce przypominały raczej niedźwiedzie łapy. Miał na sobie czarny kaftan Asha’mana, aczkolwiek bez żadnej odznaki w kołnierzu – mimo że Jedyną Mocą władał równie sprawnie, co pierwszy lepszy z Oddanych.

– Dlaczego go tu nie ma? – dopytywał się Jonneth. – Mówiłeś, że wróciliście razem, że rozmawiał z Taimem. Dobra, gdzie on jest?

„Ostrożności, chłopcze” – pomyślał Androl. – „Niech mu się zdaje, że wierzymy w jego kłamstwa!”

– Zabrał M’Haela na audiencję u Lorda Smoka – wyjaśnił Welyn. – Obaj wrócą jutro, w ostatecznym wypadku pojutrze.

– Po to Logain był potrzebny Taimowi? Żeby pokazać mu drogę? – uparcie trwał przy swoim Jonneth. – Przecież sam mógłby trafić.

– Ten chłopak jest kompletnym durniem – syknęła Pevara.

– Jest szczery – cicho odparł Androl – i domaga się szczerych odpowiedzi.

Porządni byli ci ludzie z Dwu Rzek, prostolinijni i lojalni. Co oznaczało wszak, że subtelność intrygantów była im z gruntu obca.

Pevara umilkła, lecz Androl nieomal namacalnie czuł, jak zastanawia się nad przeniesieniem Mocy i uciszeniem Jonnetha za pomocą jakiegoś splotu Powietrza. Nie były to poważne zamiary, tylko luźne dywagacje, niemniej czuł je wyraźnie! Światłości! Cóż oni sobie wzajem uczynili?

„Ona siedzi w mojej głowie” – pomyślał. – „W mojej głowie jest Aes Sedai”.

W tym momencie Pevara zesztywniała, a następnie spojrzała nań ukradkiem.

Androl roztopił się w pustce, stosując starą żołnierską sztuczkę, dzięki której uzyskiwało się spokój i jasność myśli przed bitwą. Saidin oczywiście już na niego czekał. Nawet nie pomyślał, żeby po niego sięgnąć.

– Cóżeś mi uczynił? – szepnęła Pevara. – Czuję twoją obecność, choć oczywiście z myślami jest nieco trudniej.

Cóż, dobre i to.

– Jonneth – zawołała Lind skroś wspólnej sali, kiedy ten nabierał tchu przed następnymi pytaniami. – Nie słyszałeś, ile nasz Welyn się napodróżował po świecie? Jest zmęczony. Daj człowiekowi w spokoju wypić, ale i odpocząć chwilę, zanim zaczniesz go dalej wypytywać o wrażenia.

Jonneth spojrzał w jej stronę, jakby urażony. Potem bez słowa odwrócił się i zaczął przepychać do wyjścia z sali, podczas gdy Welyn patrzył za nim z szerokim uśmiechem.

Androl uwolnił się z pustki, czując się spokojniejszy niż przed momentem. Rozejrzał się po pomieszczeniu, próbując odgadnąć, na kim spośród zgromadzonych może polegać. Wielu z tych ludzi naprawdę lubił. Nie wszyscy jednoznacznie opowiadali się za Taimem, niemniej zaufanie było całkiem inną rzeczą. Taim niepodzielnie władał już Wieżą, a do prywatnych lekcji z nim i jego wybrańcami ustawiały się kolejki nowo przybyłych. Właściwie to pozostawali mu tylko ludzie z Dwu Rzek – a większość z nich, poza jednym chyba Jonnethem, była zbyt niedoświadczona, żeby wsparcie to miało jakieś istotne znaczenie.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)