Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
kości rogu. Błyskawicznie ukrył go w fałdach swej szaty i spojrzał na stojącego przed
nim mężczyznę.
Odczuwał głęboką pogardę wobec wilkołaków i najchętniej wykończyłby go jednym,
szybkim zaklęciem... ale jego usługi mogły mu się jeszcze przydać. Miał szeroką sieć
kontaktów wśród wilkołaków na całym świecie. Gdyby okazało się, że znowu będzie
potrzebował... niewielkiej pomocy z jego strony... nierozważnie byłoby się tej pomocy
pozbawiać.
- Są twoi – wyszeptał i odwrócił się, wychodząc na zewnątrz. Jeszcze raz sięgnął do
szaty i wyciągnął z niej połyskujący lekko róg. Przesunął palcami po jego gładkiej
powierzchni, rozkoszując się jego fakturą i wibrującym ciepłem magii, która z niego
emanowała. Zza chmur wyłonił się księżyc, oświetlając wszystko srebrnobiałą
poświatą, która odbiła się w powierzchni rogu. Severus spojrzał w górę w tym samym
momencie, w którym z wnętrza budynku dobiegło przejmujące wycie, a zaraz po nim
przeszywający wrzask.
Nareszcie go zdobył. Zdobył najważniejszy składnik.
Jego oczy rozświetlił głęboki blask, nie mający jednak nic wspólnego ze światłem
księżyca. Blask ów zgasł jednakże, gdy Mroczny Znak na jego przedramieniu zapiekł
boleśnie, wciągając go ponownie w mrok.
Severus przymknął powieki i zacisnął zęby.
Wiedział, gdzie ma się udać. I co zrobić. Dzisiaj czekała go pracowita noc. I
wyjątkowo długa...
*
W komnacie panował półmrok. Ogień rozpalony w kominku przez skrzaty domowe
już prawie wygasł. Ostatnie języki płomieni lizały drewno i tworzyły drżące cienie na
stojących wzdłuż całej ściany półkach z książkami. Wszechogarniającą ciszę
przerwało ciche skrzypienie otwierających się drzwi. Do pomieszczenia wkroczyła
odziana w czerń, wysoka postać. Kiedy podeszła do kominka, światło ostatnich
płomieni wydobyło z ciemności bordowe plamy pokrywające w wielu miejscach
czarną szatę. Spod peleryny wyłoniła się zakrwawiona ręka, trzymającą w dłoni białą
maskę w kształcie czaszki, pokrytą teraz czerwonymi kroplami.
Maska wylądowała z brzękiem na blacie stolika, a Snape opadł na obity zielonym
jedwabiem fotel i zapatrzył się w płomienie.
W jego głowie wciąż rozbrzmiewały echa. Płacz ofiar, wrzaski torturowanych,
rzężenie konających, wybuchy płomieni, wykrzykiwane z emfazą klątwy i zaklęcia,
nawet dźwięczny śmiech Bellatriks... Było ich zbyt wiele. Miał ochotę pójść do
myślodsiewni i... zwrócić do niej wszystkie te wspomnienia, oczyszczając swe myśli.
Powinien usunąć ze swojego umysłu wszelkie zanieczyszczenia... powinien pójść do
łazienki i doprowadzić się do porządku, zmyć całą tę krew, przywdziać zwykłe szaty,
ale... - jego spojrzenie skierowało się ku ukrytemu za biblioteczką laboratorium - ...to, co miał zrobić, było znacznie ważniejsze.
Uniósł się z fotela i ruszył w stronę laboratorium, czując w wewnętrznej kieszeni
szaty ciężar zdobytego z tak wielkim trudem rogu. I wiedział, że ten trud z pewnością
nie zostanie zmarnowany.
***
Severus spojrzał na zegar wiszący na ścianie jego gabinetu.
Potter miał jeszcze pięć minut. Pięć minut na to, by zjawić się na szlabanie. Jeżeli
choćby spróbuje nie przyjść...
Chłopak był uparty. Uparty i zawzięty. Ale Severus wiedział, jak go złamać...
Wystarczy wziąć go z zaskoczenia. Zaproszenie do komnat będzie pierwszym
krokiem, który z pewnością rozbroi go na tyle, że rozłupanie resztek tej marnej
skorupki, którą postanowił się otoczyć, nie powinno stanowić żadnego problemu.
Wiedział, że Potter będzie się opierał i nie będzie chciał odpowiedzieć na jego
pytania. Będzie próbował udawać, że nic nie wie, aby Severus był zmuszony usunąć
go z zajęć... ale od czego było Veritaserum?
Severus uśmiechnął się kpiąco.
Z kim ten dzieciak próbuje wygrać?
*
Znowu to zrobił!
Wsunął ten swój mały, gorący i śliski język do jego ust, wykorzystując chwilowe
zamroczenie Severusa, spowodowane orgazmem.
Uderzenie gorąca było nagłe i gwałtowne. Wilgotny język smagał jego podniebienie,
a usta Pottera wpijały mu się w wargi z taką siłą, jakby próbował je pożreć.
Ale chwilę po fali gorąca prześlizgującej się przez jego wnętrze niczym niezwykle
ruchliwy wąż, nadeszła paląca wściekłość.
Złapał chłopaka za włosy i, nie siląc się na delikatność, odciągnął jego głowę do tyłu,
uwalniając się od tej... od tego... od niego.
Potter zakwilił z bólu, a jego twarz przeciął nieprzyjemny grymas.
Żar został zastąpiony przez przeszywający chłód.
- Na to ci nie pozwoliłem, Potter! – warknął Severus, wysuwając się z wnętrza
chłopaka. Widział na jego twarzy poczucie winy, ale w tej chwili kompletnie go to nie
obchodziło. Chciał tylko, aby zszedł mu z oczu, inaczej może zrobić coś...
Jego dłoń jeszcze mocniej zacisnęła się w czarnych włosach, ale po chwili
nadeszło... opanowanie.
Puścił jego włosy, uwalniając wciąż odchyloną do tyłu głowę chłopaka.
- Ubieraj się – wycedził głosem ociekającym pogardą. – Twój szlaban właśnie się
zakończył.
- Nie chciałem... – zaczął Potter, ale Severus nie miał zamiaru tego słuchać. Nie
chciał nawet na niego patrzeć.
- Nie słyszałeś, co powiedziałem?
Chłopak odwrócił głowę i zagryzł wargę. Bez słowa zsunął się z jego kolan i sięgnął
po leżące na podłodze ubrania. Kiedy się ubierał, Severus doprowadził się do
porządku, a później obserwował, jak Potter powoli kończy zapinać koszulę, a
następnie rusza do drzwi i kładzie dłoń na klamce.
- Nie zapomniałeś czegoś? - zapytał chłodno Severus.
Harry zatrzymał się i powoli odwrócił, nie podnosząc jednak głowy. Ale Severus
doskonale dostrzegał jego twarz, szczególnie, kiedy chłopak zbliżył się, aby odebrać
swoje okulary.
Zaciśnięte, drżące usta, szkliste oczy, zacięte spojrzenie... Widział, jak wstrzymuje
oddech, kiedy ich dłonie się musnęły, jak całą siłą woli stara się powstrzymać swoje
emocje. Jak zaciska powieki, z trudem próbując utrzymać się na nogach i nie
dopuścić do całkowitego rozsypania...
W pomieszczeniu zrobiło się jeszcze chłodniej, światło wydawało się przygasnąć.
Harry odwrócił się i lekko chwiejnym krokiem podszedł do drzwi. Kiedy je zatrzasnął,
Severus nie poruszył się. Wpatrywał się w nie, dopóki nie usłyszał trzasku kolejnych
drzwi i dopiero wtedy upewnił się, że Potter naprawdę wyszedł.
Odwrócił głowę w stronę kominka. Jego oczy przypominały teraz zachmurzone
nocne niebo. Nadal odczuwał spopielającą wściekłość na tego bezczelnego
gówniarza... za to, jak wykorzystał sytuację, chociaż Severus głośno i wyraźnie
zabronił mu jakichkolwiek pocałunków... za to, że wciąż czuł jego smak na języku...
Zacisnął pięść i uderzył nią w oparcie fotela.
Za to, że po raz kolejny stracił przy nim panowanie nad sobą.
Spojrzał na drzwi.
Zasady są po to, aby ich przestrzegać, ale ten chłopak od dzieciństwa miał
skłonności do łamania ich na wszelkie możliwe sposoby. Zawsze brakowało mu
dyscypliny. Severus mógł to przewidzieć... mógł przewidzieć, że chłopak się nie
podda i że nadal będzie próbował, naiwnie sądząc, że mu się uda... i że ujdzie mu to
na sucho. Ale może następnym razem Potter będzie pamiętał o tej nauczce... i już