Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przygotowując się do wtargnięcia w to niesplugawione przez nikogo, nieskazitelne
ciało. Jego członek pulsował z pragnienia.
Potter przekręcił głowę i uniósł powieki i Severus ujrzał te zamglone, zielone oczy.
Chciał je widzieć, kiedy się w nim zanurzy. Kiedy przedrze się przez jego opór i
znajdzie się w nim. W jego wnętrzu. Najgłębiej jak to możliwe. Kiedy, do cholery,
wsadzi mu w tyłek swojego penisa i naznaczy go sobą. Naznaczy go jako swoją
własność. I Potter będzie należał tylko do niego. Tylko do niego. Chciał... do cholery,
chciał zobaczyć swoje odbicie w tych przeklętych zielonych oczach!
Pchnął.
W powietrzu pojawiły się iskry. Potter zacisnął powieki i wydał z siebie
przypominający skamlenie krzyk, ale Severus niemal tego nie słyszał, pogrążony we
własnych doznaniach.
Merlinie, tak ciasny... tak cudownie ciasny... jak nikt do tej pory...
Jego penis został uwięziony w gorącej i wilgotnej, napierającej zewsząd przestrzeni,
w którą zanurzał się coraz bardziej i bardziej... wciskał się w ten niesamowity,
pulsujący tunel centymetr po centymetrze, a przyjemność była tak obezwładniająca,
że ledwie mógł oddychać. W końcu jego jądra dotknęły gładkich, drżących
pośladków, a rozgrzany tarciem, ciasny pierścień mięśni zacisnął się u nasady jego
erekcji. Nie mógł wejść już dalej. Zatrzymał się i uniósł powieki, spoglądając prosto w
dwoje rozszerzonych oczu, przyglądających mu się z chorobliwą fascynacją zza
szkieł okularów. Powoli wysunął się z tego cudownie gorącego wnętrza i pchnął
ponownie, niemal tracąc oddech, kiedy napletek jego penisa przesunął się,
uwięziony przez mięśnie, a główka wcisnęła się w najdalszy, najciaśniejszy zakątek
tunelu.
Potter jęknął, ale tym razem nie zamknął oczu. Severus zobaczył jedynie, jak coś w
nich rozbłyskuje, a przez zaciętą twarz przesuwa się cień bólu. Pchnął ponownie, i
jeszcze raz, i jeszcze, obserwując, jak ból powoli ustępuje, przeobrażając się w
przyjemność. Potter nie spuszczał z niego wzroku. Wpatrywał się w niego
rozszerzonymi, błyszczącymi chorobliwie oczami, niczym opętany, jakby nie widział
niczego, poza Severusem, jakby na całym świecie nie istniało nic poza nim.
Severus nie mógł oderwać od niego wzroku. Poruszał się w nim niespiesznie,
penetrując jego ciało i pochłaniając spojrzeniem jego twarz, zanurzając się w jego
wnętrzu i w jego oczach, pieprząc go wszystkimi zmysłami... i wiedząc, że od tej
chwili Potter jest tylko jego. Że już nikt inny go nie dotknie.
Nigdy.
*
Kiedy Severus odprowadzał wzrokiem chwiejącego się Harry'ego, wiedział, że
popełnił błąd. Że nie powinien był mu mówić, że jest nikim, nawet jeżeli chłopak sam
się o to prosił, naciskając i naciskając.
Kiedy drzwi zatrzasnęły się, Mistrz Eliksirów cofnął się i oparł biodrami o biurko.
Jakkolwiek wściekłość na chłopaka niemal rozsadzała go od środka, to złość na
siebie była jeszcze większa. Dał mu się sprowokować. Powiedział coś, co ewidentnie
zabolało tego rozczulającego się nad sobą dzieciaka i w konsekwencji, zamiast
zbliżyć, oddaliło go od niego. Potter zawsze tak na niego działał. Jako jedyny potrafił
doprowadzić go do utraty kontroli nad sobą. I co on ma teraz z nim zrobić, do jasnej
cholery?
Nic. Przeczeka i obmyśli plan działania. Musi go w jakiś sposób znowu do siebie
przyciągnąć. Zresztą to nie powinno być trudne, zważywszy na to, jak chętnie
chłopak przyjmował dzisiaj jego pchnięcia...
Odsunął się od biurka, odwrócił i spojrzał na pobojowisko, które zostawili. Część
pergaminów z testami była zupełnie pognieciona, reszta leżała w nieładzie na
podłodze.
Wyciągnął różdżkę i użył zaklęcia porządkującego. Pergaminy rozprostowały się i
ułożyły w jeden stos na środku biurka. Severus usiadł przy nim, wziął do ręki pióro i
pochylił się, przysuwając do siebie jedno z wypracowań. Skreślił całą odpowiedź na
pierwsze pytanie i dopisał uwagę czerwonym atramentem. Przy drugim pytaniu litery
zaczęły rozmazywać mu się przed oczami. Mimowolnie przeniósł wzrok z pergaminu
na blat biurka. Jego spojrzenie stało się zamglone.
Jeszcze chwilę temu miał Pottera. Na tym biurku. Nagiego. Uległego. Jęczącego.
Wciąż pamiętał ten cudowny napór ciała chłopaka wokół swojego penisa. I jego
orgazm, tak intensywny...
Przymknął oczy i westchnął. Nie lubił, kiedy coś go rozpraszało przy pracy. Musi stad
wyjść. Podniósł się szybko, zebrał wypracowania i ruszył do drzwi.
***
Potter nie przyszedł na lekcję. Na jegolekcję! Jak śmiał to zrobić? Jak w ogóle mógł
chociażby pomyśleć o tym, żeby opuścić jego zajęcia?
Nie mógł mu tego podarować. Nie znosił lekceważenia, ignorancji. Nic go tak nie
rozsierdzało. Oczywiście doskonale wiedział, dlaczego nie przyszedł, ale to nie było
żadne wytłumaczenie.
Kiedy zamykał klasę, przez jedną sekundę miał ochotę iść po niego, przywlec go
tutaj i trzymać w tej klasie tak długo, dopóki nie zrozumie, że to jest właśnie jego
miejsce. W świetle dnia w ławce, ubrany w szkolny mundurek i teoretycznie nie
wyróżniający się spośród tłumu uczniów. Ale w ciemnościach nocy… leżący na jego
biurku z rozłożonymi nogami, nagi, spocony i zawodzący z nieokiełznanego
pragnienia, które potrafił zaspokoić tylko on, Severus.
I dopóki nie zrozumie, że przed nim nie ma ucieczki.
***
- Masz ich?
Czarodziej wyglądał niczym uciekinier z Azkabanu. Poszarpana szata, sterczące na
wszystkie strony włosy, skołtuniona broda. W jego oczach czaiło się coś
niebezpiecznego. Coś, z czym trudno walczyć. Coś, co aż za bardzo przypominało
obłęd.
Severus pokiwał głową i wyciągnął ramię, patrząc mężczyźnie prosto w oczy.
Tym razem musiał się zabezpieczyć i użyć wszelkich środków ostrożności.
Czarodziej nie wahał się.
- Pokaż mi ich - wysapał, łapiąc go za ramię. Świat zawirował i zniknął w głośnym
trzasku, pozostawiając za sobą pokrytą błotem i kałużami alejkę Nokturnu, i po chwili
pojawił się znowu. Znaleźli się tuż obok niewielkiego budynku stojącego na zupełnym
pustkowiu, wśród wysokich traw, kołysanych świszczącym wiatrem. Światło gwiazd
stanowiło jedyny jaśniejszy punkt w gęstym mroku.
Severus wyciągnął różdżkę, rzucając niewerbalnie „Lumos” i pchnął drzwi, które
zaskrzypiały i otworzyły się opornie, po czym odsunął się na bok, gestem
zapraszając mężczyznę do środka.
Czarodziej wszedł i już od progu z jego gardła wydobyło się głośne, przypominające
bulgotanie westchnienie.
- Idealni.
Severus wszedł za nim i zamknął drzwi, spoglądając na trzy leżące pod ścianą,
związane i zakneblowane osoby, wśród których znajdowały się dwie kobiety i jeden
mężczyzna: cała trójka miała piękne i długie, niemal złote włosy.
- Aż mi ślinka cieknie... urządzę sobie królewską ucztę. Spisałeś się doskonale.
Severus zmarszczył brwi.
- Róg! - rozkazał, wyciągając rękę. Mężczyzna, nie odrywając spojrzenia od
wpatrujących się w niego z przerażeniem ofiar, sięgnął w głębiny swej obszernej
szaty i wyciągnął z niej zawiniątko, które niemal machinalnie podał Severusowi.
Wystarczyło mu jedno zerknięcie.
Był prawdziwy. Prawdziwy środkowy róg buchorożca trójrogiego. Niemal z czcią
przesuwał palcami po prawie niewyczuwalnych pierścieniach i gładkiej niczym szkło