Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 71
Перейти на страницу:

Na szczęście statek podzielony był szczelnymi grodziami i ludzie nie ucierpieli. Zniszczone segmenty gwiazdolotu zostały zablokowane. Statek uzyskał w czasie wybuchu dodatkowe przyspieszenie i nadal mknął do przodu, lecz już nie w kierunku Syriusza, ale kursem na gwiazdozbiór Byka ku rozproszonej mgławicy Plejad. Nie mogli zmienić kursu, bo nie działały urządzenia napędowe z powodu braku paliwa fotonowego.

Dowódca, Robert List, pierwszy otrząsnął się z niemocy i zażądał od innych członków załogi, aby również wzięli się w garść. Jest źle, mówił, ale jeszcze nie zginęliśmy i to już dobrze. Czasu jest pod dostatkiem — całe życie — są też mechanizmy, laboratoria i materiały, spróbujemy więc naprawić uszkodzenia, wyprodukować pewną ilość paliwa, oczywiście nie fotonowego, lecz zwykłego, na jakim latali pierwsi kosmonauci. Szybkość mamy gigantyczną, przekonywał, wystarczy jedynie zmienić jej kierunek, a wtedy uda się zawrócić statek. Jeszcze wrócimy na Ziemię, powtarzał, ale trzeba od razu zawinąć rękawy!

Zabrali się do pracy trwającej według ich czasu pokładowego około trzech lat, a według ziemskiego ponad cztery stulecia. Uszkodzenia załatali, a osłabione urządzenia napędowe doprowadzili do stanu używalności. Przy- szła kolej na paliwo i kosmonauci liczyli już dni do uruchomienia silników, kiedy wydarzyła się następna katastrofa. Kamagin i Groman dyżurowali tego dnia w kabinie nawigacyjnej i jedynie oni ocaleli…

Edward Kamagin wspominając zjawienie się błyszczącej kuli mocno zbladł, a nam udzieliło się jego zdenerwowanie. Kula pojawiła się nagle, właśnie pojawiła się, a nie zbliżyła, jakby wyskoczyła z niebytu, i to była pierwsza zagadka, jaką ze sobą przyniosła. W przestrzeni, gdzie Słońca już od dawna nie było widać, trzeba było codziennie fotografować gwiazdozbiory, aby ustalić kurs powrotny, kiedy uda się statek zawrócić. Kamagin skupił uwagę na Aldebaranie, gdy nagle gwiazda zamigotała i znikła, a w pole widzenia wskoczyła jaskrawo świecąca, zielonkawa kula. Kamagin krzyknął i cała załoga rzuciła się do iluminatorów.

„Mendelejew” mknął tuż pod barierą świetlną, a jednak kula zaczęła dopędzać statek.

„Edward, nadaj nasz znak rozpoznawczy! — rozkazał List. — Ciekaw jestem, czy to statek, czy ciało kosmiczne.”

To były jego ostatnie słowa. Kamagin uruchomił nadajnik i panoramiczne urządzenie rejestrujące. Nie zdążył zdjąć palców z pulpitu, kiedy straszliwy ciężar wtłoczył mu ręce w klawiaturę. Tracąc przytomność od przeciążenia słyszał jęki konających towarzyszy.

Kiedy Kamagin się ocknął, kuli już nie było. Wywołane później zdjęcia również pokazały jej nagłe zniknięcie, znów skok w niebyt. Kula zniknęła bez śladu!

Koło Kamagina leżał jęczący Groman. Edward wlał mu do ust trochę wody i położył na fotelu. Gdy już nieco przyszedł do siebie, obaj udali się do laboratorium. Na podłodze leżały skrwawione ciała towarzyszy: niektórzy umarli od przeciążenia, inni zaś zostali przygnieceni spadającymi z góry sprzętami. Nikogo nie udało się uratować.

— Złożyliśmy ich do lodowni — zakończył Kamagin swą smutną opowieść. — Błony ze zdjęciami kuli przechowujemy w kasie pancernej.

Następnego dnia przenieśliśmy szczątki kosmonautów na nasz cmentarz w parku, do mauzoleum z przezroczystymi sarkofagami, gdzie w neutralnej atmosferze zwłoki trwać będą wiecznie. Rozbrzmiewała muzyka żałobna z dwudziestego wieku, nad zmarłymi pochylał się sztandar Wyzwolonej Ludzkości przyniesiony z pokładu „Mendelejewa”.

Po zakończeniu pogrzebu oglądaliśmy na stereoekranie fotografie katastrofy. Kula istotnie ukazywała się i znikała nagle. Analizatory ustaliły, iż ma kształt idealnie kulisty, średnica jej wynosi osiemnaście i sześć dziesiątych kilometra, a zbudowana jest z nieznanego tworzywa sztucznego. Powierzchnia całkowicie gładka bez wklęśnięć i występów świeci światłem monochromatycznym o długości fali 560 milimikronów.

Andre jak zwykle chciał się wypowiedzieć pierwszy. Oczekiwaliśmy od niego czegoś niezwykłego, nie zdziwiliśmy się więc, kiedy zdecydowanie odrzucił myśl o naturalnym ciele kosmicznym, które przypadkowo pojawiło się obok gwiazdolotu. Ciała naturalne o nienaturalnych właściwościach są cudem, a cudów w przyrodzie nie ma. Kula jest więc mechanizmem, krążownikiem wojennym, a w jej wnętrzu siedzą tajemniczy Niszczyciele zwani także Zływrogami. Wszystko wskazuje na nich. Fale grawitacyjne wstrząsające gwiazdolotem świadczą o tym, że Niszczyciele opanowali mechanikę pól grawitacyjnych, co i wcześniej było wiadome. Ich nieoczekiwane zjawienie się z „niczego” i nagły skok w „nic” można bez trudu wytłumaczyć, jeśli się przyjmie, że podobnie jak my poruszają się w obszarze nadświetlnym. Ciała przebywające poza barierą świetlną są niewidzialne, gdyż wyprzedzają światło, a po rozpoczęciu hamowania nagle pojawiają się jak z niebytu. Oczywiście to, co nam obecnie wydaje się zwykłą rzeczą, musiało się wydać cudem kosmonautom z pierwszego wieku…

Andre tak mówił o okrętach wojennych, jakby widział Niszczycieli przy sterach i spustach dział grawitacyjnych. Przekonał mnie. Olgę również.

— Jest faktem, że kula porusza się z regulowaną prędkością i zadała cios grawitacyjny — powiedziała. — Wniosek Andre jest logiczny: regulowały szybkość i strzelały istoty rozumne. Nie wiemy jednak, czy to byli Niszczyciele. Przekonaliśmy się jednak, że istnieje jakiś rozwinięty technicznie, napastliwy naród pozbawiony nawet problematycznej dobroci kłótliwych Aniołów z Hiad.

Wiera zamilkła na chwilę, a później zapytała:

— Uderzenie grawitacyjne spadło natychmiast po tym, jak tylko gwiazdolot nadał swój sygnał wywoławczy. Przypuśćmy, że w kuli znajdowali się Niszczyciele. Przy takich możliwościach technicznych musieli rozszyfrować informację radiową. Odpowiedzieli na nią śmiercionośną salwą. Dlaczego?

— Wojna! — odparł Andre. — Po ustaleniu, że mają przed sobą ludzi, natychmiast wypowiedzieli ludzkości wojnę i próbowali unicestwić pierwszych jej wysłanników. Znaleźliśmy się w obszarze kosmicznych pobojowisk i chcąc nie chcąc staliśmy się stroną walczącą.

To było właśnie to, co Romero przepowiadał nam na Ziemi. Wówczas nikt się z nim nie zgodził. Obecnie nikt by mu się nie ośmielił przeciwstawić. Spojrzałem na Pawła. Był zasępiony i milczący.

— Nic nadal nie wiemy ani o naturze, ani o ustroju społecznym tych istot — kontynuowała Wiera. — Ale to, że istnieją i że są agresywni, niestety prawie nie ulega wątpliwości. Trzeba się mieć na baczności. Analizatory potwierdziły, że rój gwiezdny ze snów Aniołów pokrywa się z tym, który widzimy stąd w Perseuszu. Do skupisk Perseusza mamy ponad cztery tysiące lat świetlnych. Moim zdaniem nie trzeba zmieniać kursu. Skoro w okolicach Plejad odkryliśmy Niszczycieli, będziemy kontynuować badanie Plejad.

Wszyscy się z nią zgodzili.

Po naradzie wziąłem Andre pod rękę.

— Po raz drugi dzisiaj miałeś rację. Żartowałem z twojej teorii o niewidzialności wrogów, ale zdaje się, że oni sami ją potwierdzili.

Popatrzył na mnie uważnie.

— Czemu jesteś taki chmurny, Eli?- Dziwisz się? Idziemy niczym ślepcy. Dokoła nas tryliony kilometrów przezroczystej przestrzeni, a w tej rzekomej przejrzystości mogą się kryć niewidzialni wrogowie! Niczym ich nie można wykryć, dopóki się sami nie ujawnią!

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)