Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]
Światło się mroczy [Dying of the Light - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]

Электронная книга - «Światło się mroczy [Dying of the Light - pl]». Краткое содержание книги:

Wezwany przez Gwen, swą dawną ukochaną, na festiwalowy świat Worlorn, Dirk t’Larien przekonuje się, że duma światów zewnętrznych położonych poza Welonem Kusicielki bardzo się zmieniła i jest teraz umierającą planetą. Gwiazdozbiór Kręgu Ognia świeci coraz słabiej i Worlorn ponownie podejmuje samotną wędrówkę przez mrok międzygwiezdnych przestrzeni.
Gwen jest obecnie związana z Jaanem Vikarym, jednym z dumnych Kavalarów, którzy władają Worlornem zgodnie ze swym opartym na przemocy kodeksem. Gdy jednak planeta pogrąża się w mroku, ich brutalna, pusta cywilizacja zaczyna się załamywać.
„Światło się mroczy” to powieść zawierająca piękny opis obcych światów i kultur, to mroczna opowieść o przemocy, złamanych obietnicach, samozniszczeniu i obsesyjnej lojalności.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 94
Перейти на страницу:

W świetle dnia świecik w oku Braitha był ciemny jak kawałek obsydianu. Powoli zapadała już jednak noc i w miarę jak Oko Piekieł kryło się za horyzontem, w oczodole Kavalara budziły się ognie. Gdy zrobi się zupełnie ciemno, to Bretan będzie Okiem Piekieł, a nie znużony nadolbrzym świecący nad Worlornem. Świecik zapłonie równym, czerwonym blaskiem, a otaczająca go zniszczona twarz przerodzi się w czarną karykaturę czaszki, odpowiedni dom dla takiego oka.

Wszystko to wydawało się bardzo przerażające do chwili, gdy Dirk uzmysłowił sobie, że to zamierzony efekt. Bretan Braith nie musiał używać świecikowego oka. Wybrał ten kamień z własnych powodów, które nie tak trudno było zrozumieć.

Dirk cofnął się w myślach do wcześniejszych wydarzeń, do rozmowy przy wilczym wehikule. Nie ulegało wątpliwości, że Bretan jest bystry, ale Chell zapewne padł już ofiarą sklerozy. Bardzo trudno mu było zrozumieć cokolwiek i młody teyn cały czas musiał go prowadzić za rękę. Obaj Braithowie nagle wydali się Dirkowi znacznie mniej groźni. Mógł się tylko dziwić temu, że bał się ich aż tak bardzo. Właściwie byli niemal zabawni. Bez względu na to, co powie Jaan Vikary po powrocie z Miasta w Bezgwiezdnym Jeziorze, z pewnością nic złego się nie stanie. Ci ludzie nie mogli stanowić prawdziwego zagrożenia.

Jakby na potwierdzenie jego myśli Chell zaczął coś mamrotać pod nosem. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że mówi do siebie. Dirk zerknął na niego i wytężył słuch. Starzec kołysał się lekko i wpatrywał się w pustkę. Jego słowa nie miały sensu. Dirk potrzebował kilku minut, by przemyśleć sprawę, w końcu jednak uświadomił sobie, że Chell mówi po starokavalarsku. Język ten powstał na Dumnym Kavalaanie w czasie długich stuleci interregnum, gdy pozostali przy życiu Kavalarzy nie mieli kontaktu z innymi ludzkimi światami, a teraz szybko wchłaniał go standardowy terrański, choć jednocześnie starokavalarski wzbogacał go w słowa, które nie miały w nim odpowiedników. Garse Janacek wspominał mu, że prawie nikt już nie mówi po starokavalarsku, ale teraz Dirk miał przed sobą Chella, starego człowieka z najbardziej konserwatywnej koalicji schronień, mamroczącego pod nosem słowa, które z pewnością usłyszał w latach młodości.

Podobnie Bretan, który uderzył Dirka z całej siły w twarz za to, że zwrócił się do niego w niewłaściwy sposób, zarezerwowany dla kethi. Garse mówił mu, że to również jest umierający zwyczaj i nawet związani dumą stają się niedbali w mowie. Ale nie Bretan Braith, który był młody i wcale nie był związanym dumą, a mimo to uparcie trzymał się tradycji, którą mężczyźni o pokolenia starsi od niego odrzucili już jako niepraktyczną.

Dirkowi niemal było ich żal. Doszedł do wniosku, że ma przed sobą nieprzystosowanych wyrzutków, bardziej samotnych od niego, w pewnym sensie pozbawionych ojczyzny, gdyż Dumny Kavalaan zmienił się i nie był już ich światem. Nic dziwnego, że przybyli na Worlorn. To właśnie było miejsce dla nich. Ich zwyczaje ginęły, a oni umierali razem z nimi.

Szczególnie godny politowania wydawał się Bretan, który tak bardzo starał się budzić strach. Z uwagi na młody wiek mógł być ostatnim prawdziwym wiernym i miał szansę dożyć czasów, gdy nikt już nie będzie podzielał jego przekonań. Czy właśnie dlatego został teynem Chella? Dlatego że rówieśnicy go odrzucili, a ten starzec cenił wysoko? Zapewne tak, skonkludował Dirk. To było smutne i przygnębiające.

Jedno żółte słońce nadal lśniło na zachodzie, lecz Piasta była już tylko bladoczerwonym wspomnieniem na linii horyzontu. Dirk pogrążył się w myślach. Gdy usłyszeli nadlatujące autoloty, w pełni już panował nad sobą i zapomniał o strachu.

Bretan Braith zamarł i uniósł wzrok. Wyjął ręce z kieszeni. Jedną dłoń niemal odruchowo zatrzymał na kaburze laserowego pistoletu. Chell zamrugał i wstał powoli. Wydawało się, że nagle odmłodniał o dziesięć lat. Dirk również się podniósł.

Autoloty były już blisko. Oba — szary i oliwkowy — przybyły równocześnie, lecąc obok siebie z niemal wojskową precyzją.

— Chodź tu — wychrypiał Bretan i Dirk podszedł do niego. Chell podążył w jego ślady i wszyscy trzej stanęli obok siebie, Dirk pośrodku, niczym więzień. Przenikliwy wiatr smagał go chłodem. Wszędzie wokół świeciki Larteynu gorzały krwawym blaskiem. Oko Bretana — tak bardzo bliskie — lśniło okrutnie w swym gnieździe z blizn. Tiki z jakiegoś powodu ustały i jego twarz była teraz zupełnie nieruchoma.

Jaan Vikary obniżył lot, opuścił delikatnie szarą mantę na dach, wyskoczył z pojazdu i podszedł do nich zamaszystym krokiem. Brzydka, kanciasta, wojskowa maszyna, nakryta dachem i opancerzona, co sprawiało, że nie było widać pilota, wylądowała niemal w tej samej chwili. Grube metalowe drzwi otworzyły się i ze środka wyszedł Garse Janacek, który pochylił nieco głowę i rozejrzał się wokół, by ocenić sytuację. Potem wyprostował się, zatrzasnął drzwi z głośnym brzękiem, podszedł do Vikary’ego i stanął u jego prawego boku.

Vikary przywitał najpierw Dirka krótkim kiwnięciem głowy oraz bladym uśmieszkiem, po czym spojrzał na Chella.

— Chellu Nim Coldwind fre-Braith Daveson — rzekł oficjalnym tonem. — Cześć twemu schronieniu, cześć twemu teynowi.

— I twoim — odparł stary Braith. — Mego boku strzeże nowy teyn, którego nie znasz.

Jaan odwrócił się i omiótł pośpiesznym spojrzeniem naznaczonego bliznami młodzieńca.

— Jestem Jaan Vikary ze Zgromadzenia Ironjade — oznajmił.

Bretan wydał z siebie swój odgłos, swój szczególny odgłos. Zapadła krępująca cisza.

— Mówiąc poprawniej — odezwał się Janacek — mój teyn nazywa się Jaantony Riv Wolf high-Ironjade Vikary. A ja jestem Garse Ironjade Janacek.

Tym razem Bretan odpowiedział.

— Cześć twemu schronieniu, cześć twemu teynowi. Jestem Bretan Braith Lantry.

— Nigdy bym się nie domyślił — odparł Janacek z bledziutkim cieniem uśmiechu. — Słyszeliśmy o tobie.

Jaan Vikary obrzucił go ostrzegawczym spojrzeniem. Dirkowi wydawało się, że z jego twarzą coś jest nie w porządku. W pierwszej chwili myślał, że to przez słabe światło — ciemność zapadała już bardzo szybko — potem jednak zauważył, że szczęka Kavalara jest lekko obrzmiała, co nadawało jego profilowi dziwny wygląd.

— Przybywamy do was z honorową skargą — oznajmił Bretan Braith Lantry.

Vikary spojrzał na Chella.

— Czy to prawda?

— Prawda, Jaantony high-Ironjade.

— Przykro mi, że musimy się kłócić — odparł Vikary. — W czym problem?

— Musimy ci zadać pytanie — stwierdził Bretan. Uniósł rękę i położył ją na ramieniu Dirka. — Chodzi o tego tutaj, Jaantony high-Ironjade. Powiedz mi, czy jest korarielem Ironjade, czy nie?

Garse Janacek uśmiechnął się szeroko. Skierował na Dirka twarde spojrzenie niebieskich oczu. W ich lodowatej głębi zalśniły iskierki wesołości jakby chciał powiedzieć: „No, no, co tym razem narozrabiałeś?”.

Jaan Vikary zmarszczył brwi.

— Dlaczego o to pytasz?

— Czy prawda zależy od naszych powodów, związany dumą? — warknął ochrypłym tonem Bretan. Jego pokryty bliznami policzek zadrżał gwałtownie.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 94
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)