Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 88
Перейти на страницу:

— Zgadzam się z tobą — rzucił Laurence i z zadowoleniem zobaczył, że Martin się przygarbił, jakby otrzymał cios. — Tak więc kiedy będę musiał kazać wychłostać Blythe’a w niedzielę za uderzenie oficera, przypomnisz sobie, mam nadzieję, że ponosi karę za twój brak opanowania. Możesz odejść. Przez tydzień będziesz przebywał w swojej kajucie, możesz ją opuszczać tylko w wypadku zbiórek całej załogi.

Martin poruszył ustami i powiedział słabo:

— Tak jest, sir.

O mało co się nie przewrócił, kiedy wychodził. Laurence wciąż oddychał ciężko, niemal dyszał, lecz jego gniew stopniowo opadał wbrew jego woli i ustępował obezwładniającemu przygnębieniu. Blythe uratował nie tylko reputację Martina, lecz także wszystkich awiatorów. Gdyby Martin nie przyjął wyzwania w obecności całej załogi, byliby skompromitowani; nie miałoby znaczenia, że pojedynku zakazuje im regulamin Korpusu.

Mimo to nie mógł okazać pobłażliwości. Blythe uderzył oficera przy świadkach i Laurence będzie musiał wymierzyć stosowną karę, żeby usatysfakcjonować marynarzy i zapobiec podobnym wybrykom na przyszłość. A karę wymierzy zastępca bosmana: marynarz, który zapewne skorzysta z okazji, by solidnie dołożyć awiatorowi, szczególnie po takiej zniewadze.

Pomyślał, że teraz będzie musiał porozmawiać z Blythe’em, lecz nim zdążył wstać, rozległo się pukanie do drzwi i wszedł Riley, z poważną miną, w mundurze i z kapeluszem pod pachą.

Rozdział 7

Kiedy tydzień później dotarli w pobliże Cape Coast, na pokładzie na dobre panowała atmosfera ogólnej wrogości, równie ewidentna jak upał. Blythe rozchorował się po brutalnej chłoście; wciąż leżał prawie nieprzytomny w izbie chorych, a inni członkowie załogi naziemnej czuwali przy nim na zmianę, by wachlować jego zaognione rany i namawiać go do picia wody. Zdawali sobie dobrze sprawę z nastroju Laurence’a, więc żadnym słowem ani bezpośrednim czynem nie wyrażali swojej wściekłości na marynarzy, jedynie rzucali złowrogie spojrzenia i pomrukiwali albo nagle milkli, gdy jakiś marynarz pojawiał się w zasięgu głosu.

Od czasu bójki Laurence nie jadł posiłków w kajucie jadalnej: Riley obraził się za skarcenie Purbecka na pokładzie, a Laurence rozzłościł się, kiedy Riley nie chciał okazać dobrej woli i dał do zrozumienia, że nie satysfakcjonuje go kara dwunastu batów, największa, jaką mógł wymierzyć Laurence. W ferworze dyskusji Laurence napomknął o niechęci do wizyty w porcie, w którym handluje się niewolnikami, Rileya to rozdrażniło i rozstali się wprawdzie bez wrzasków, ale chłodno i oficjalnie.

Co gorzej, Temeraire wciąż był w bardzo kiepskim nastroju. Wybaczył Laurence’owi tamtą chwilę surowości i dał się przekonać, że podobne wykroczenie musiało zostać ukarane. Nie zaakceptował jednak faktycznego wymierzenia kary i warknął groźnie, gdy przy ostatnich batach Blythe zaczął wrzeszczeć. Miało to dobrą stronę, bo Hingley, zastępca bosmana, który bił mocniej niż zwykle, trochę się zaniepokoił i ostatnie razy wymierzył z mniejszą siłą; niemniej i tak już zrobił swoje.

Od tamtej pory Temeraire był przygnębiony i cichy, z rzadka tylko się odzywał i niewiele jadł. Marynarze byli równie niezadowoleni z lekkiej kary, jak awiatorzy byli oburzeni jej brutalnością. Biedny Martin, którego Laurence odesłał do garbowania skór z uprzężnikami, bardziej cierpiał z powodu wyrzutów sumienia niż otrzymanej kary i każdą wolną chwilę spędzał przy łóżku Blythe’a. Jedyną osobą zadowoloną z obecnej sytuacji był Yongxing, który wykorzystał okazję, by odbyć kilka dłuższych rozmów po chińsku z Temeraire’em: na osobności, bo Temeraire nie starał się włączyć do nich Laurence’a.

Jednak Yongxing nie wyglądał już na tak zadowolonego, kiedy na koniec ostatniej z ich dyskusji Temeraire syknął, nastroszył krezę i niemal zwalił z nóg Laurence’a, owijając się zaborczo wokół niego.

— Co on ci powiedział? — zapytał Laurence, daremnie usiłując zerknąć poza okalające go wielkie, czarne ściany. Był już strasznie zirytowany natarczywością Yongxinga i niemal stracił do niego cierpliwość.

— Opowiadał mi o Chinach i o tym, jak się tam obchodzą ze smokami — odpowiedział wymijająco Temeraire, Laurence zaś domyślił się, że spodobało mu się to, co usłyszał. — Ale potem dodał, że tam powinienem mieć lepszego towarzysza i że cię odeślą.

Kiedy Laurence wreszcie uwolnił się z uścisku, Yongxing zdążył już odejść, „wściekły jak osa”, jak się wyraził Ferris z nieprzystającą oficerowi radością.

Laurence wcale nie poczuł się lepiej.

— Nie pozwolę, aby niepokojono w taki sposób Temeraire’a — oznajmił Hammondowi ze złością, bezskutecznie usiłując nakłonić dyplomatę do przekazania księciu bardzo niedyplomatycznej wiadomości.

— Przejawia pan krótkowzroczność — odparł Hammond irytującym tonem wyższości. — Jeśli w trakcie podróży uda się przekonać księcia Yongxinga, że Temeraire nie zgodzi się z panem rozstać, tym lepiej dla nas: będą bardziej skłonni do negocjacji, gdy już dotrzemy do Chin. — Zamilkł na moment i zapytał z jeszcze bardziej denerwującym niepokojem: — Jest pan pewny, że się nie zgodzi?

Gdy wieczorem Laurence opowiedział o wszystkim Granby’emu, ten skonstatował:

— Wyrzućmy za burtę Hammonda i Yongxinga którejś nocy i krzyżyk na drogę.

Wyraził uczucia Laurence’a bardziej szczerze, niż on sam potrafiłby to zrobić. Granby mówił, nie zważając na maniery, między kęsami lekkiego posiłku, złożonego z zupy, grzanek z serem, smażonych na smalcu ziemniaków z cebulą, pieczonego kurczaka i babeczki z nadzieniem bakaliowym. W końcu opuścił izbę chorych, blady i wychudzony, więc Laurence zaprosił go na kolację.

— Co jeszcze nagadał mu ten książę?

— Nie mam pojęcia. Przez ostatni tydzień nie wypowiedział nawet trzech słów po angielsku — wyjaśnił Laurence. — I nie mam zamiaru wypytywać Temeraire’a, bo to by było zwykłe wścibstwo.

— Powiedział mu pewnie, że tam nikt nie będzie chłostał jego przyjaciół — rzucił ponuro Granby. — I że będzie miał mnóstwo książek do czytania i góry klejnotów. Słyszałem takie historie, ale gdyby ktoś naprawdę tego spróbował, wykopaliby go z Korpusu w jednej chwili, jeśli wcześniej smok by go nie posiekał na plasterki.

Laurence milczał przez chwilę, obracając kieliszek w dłoni.

— Temeraire słucha tego wszystkiego, ponieważ jest nieszczęśliwy.

— Do diabła. — Granby odchylił się do tylu. — Cholernie mi przykro, że tak długo chorowałem. Ferris dobrze sobie radzi, ale nigdy nie pływał na transportowcu, więc nie wiedział, jak się zachowują marynarze i jak nauczyć ludzi, żeby nie zwracali na nich uwagi — powiedział posępnie. — No i nie mam pojęcia jak mógłbyś go pocieszyć. Najdłużej służyłem z Laetificat. Była łagodna, nawet jak na Regal Coppera, nie miała humorów i nigdy nie traciła apetytu. Może wszystko przez to, że Temeraire’owi nie wolno latać.

Rankiem następnego dnia wpłynęli do portu. Ujrzeli szerokie półkole złocistej plaży, ozdobionej pięknymi palmami pod przysadzistymi białymi murami wzniesionego wyżej zamku. Liczne łodzie, niektóre z gałęziami wciąż wystającymi z pni, z których je wyciosano, sunęły przez zatokę, za nimi widać było liczne brygi i szkunery, a na zachodnim końcu bryg z dodatkowym masztem średnich rozmiarów, na którego transportowano łodziami mnóstwo czarnych niewolników wypędzanych z tunelu wychodzącego prosto na plażę.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)