Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]
Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]

Электронная книга - «Nefrytowy Tron [Throne of Jade - pl]». Краткое содержание книги:

Drugi tom cyklu „Temeraire” — niezwykłego połączenia fantasy i powieści historycznych z czasów napoleońskich.
Kapitan Laurence i Temeraire, nowicjusze w brytyjskim Korpusie Powietrznym, odegrali decydującą rolę w bitwie pod Dover, przyczyniając się do odparcia francuskiej inwazji. Niestety, wkrótce wpadają w kłopoty. Kiedy Chińczycy dowiadują się, że Temeraire — niezwykle rzadki smok, którego podarowali Napoleonowi — dostał się w ręce Anglików, wysyłają do Londynu gotową na wszystko delegację, aby go odzyskać. Laurence jednak odmawia współpracy. Za nieposłuszeństwo grozi mu szubienica, więc wbrew własnej woli musi wyruszyć z Temeraire’em w długą i niebezpieczną podróż na Daleki Wschód. Na dworze chińskiego cesarza czekają go jeszcze bardziej szokujące niespodzianki…
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 88
Перейти на страницу:

Allegiance był zbyt duży, aby wpłynąć do portu, więc musiał zacumować w pobliżu. Dzień był spokojny i trzask batów niósł się wyraźnie nad wodą, zmieszany z okrzykami i nieustającym płaczem. Zachmurzony Laurence wyszedł na pokład i kazał Roland i Dyerowi zejść na dół i posprzątać jego kajutę. Temeraire nie mógł otrzymać podobnego polecenia, więc obserwował wszystko z konsternacją, a źrenice jego oczu to się rozszerzały, to zwężały.

— Laurence, ci ludzie są w kajdanach. Co złego mogli zrobić? — przemówił Temeraire, otrząsnąwszy się z apatii. — Przecież wszyscy nie mogli popełnić zbrodni. Spójrz, tam jest małe dziecko, a tam jeszcze jedno.

— Nie — powiedział Laurence. — To jest statek niewolniczy, lepiej na to nie patrz.

Przygotowany na tę chwilę Laurence spróbował oględnie wyjaśnić ideę niewolnictwa, lecz niezbyt mu się to udało, bo czuł do niej wstręt, a Temeraire nie potrafił zrozumieć pojęcia własności. Temeraire przestał go słuchać, ale dalej się przyglądał, machając nerwowo ogonem. Przez cały ranek ładowano niewolników na statek, a gorący wiatr wiejący od lądu niósł kwaśny smród brudnych i spoconych ciał.

Wreszcie wszyscy niewolnicy znaleźli się na pokładzie i bryg ze swoim nieszczęsnym ładunkiem opuścił port z rozwiniętymi żaglami. Minął ich, prując dziarsko wodę, marynarze uwijali się po takielunku, a połowa załogi, uzbrojone szczury lądowe, siedziała bezczynnie z bronią i kuflami z grogiem. Gapili się na Temeraire’a zaciekawieni, a ich ponure twarze pokrywał brud i pot. Jeden z nich nawet podniósł karabin i wycelował w kierunku Temeraire’a, jakby dla zabawy.

— Do oka broń! Cel! — rozkazał porucznik Riggs, zanim Laurence zdążył zareagować. Obecni na pokładzie trzej strzelcy natychmiast wycelowali w żartownisia. Ten opuścił karabin, wyszczerzył żółte zęby i ze śmiechem odwrócił się do kompanów.

Temeraire opuścił krezę, nie ze strachu, bo kula karabinowa wystrzelona z takiej odległości nie wyrządziłaby mu większej krzywdy niż komar człowiekowi, ale z obrzydzeniem. Zawarczał głucho, bliski głębokiego zaczerpnięcia powietrza, lecz Laurence położył dłoń na jego boku i powiedział:

— Nie, to nic nie da.

Pozostał przy nim do momentu, gdy statek niewolniczy zniknął za horyzontem. Jeszcze długo potem przygnębiony Temeraire machał ogonem w przód i w tył.

— Nie, nie jestem głodny — powiedział, kiedy Laurence zaproponował, aby coś zjadł, po czym znowu się nie odzywał, od czasu do czasu drapiąc z przeraźliwym zgrzytem deski pokładu.

Riley przechadzał się na drugim końcu okrętu, na rufówce, lecz w zasięgu słuchu było wielu marynarzy, zajętych opuszczaniem na wodę barkasu i szalupy, przygotowaniami do uzupełniania zapasów pod nadzorem lorda Purbecka. Tak czy owak, każdy, kto powiedział coś głośno na pokładzie, musiał się liczyć z tym, że jego słowa dotrą na koniec i z powrotem szybciej, niż sam pokonałby ten dystans. Laurence dobrze wiedział, że dopiekanie Rileyowi na pokładzie jego okrętu to czysta bezczelność, nawet gdyby wcześniej już się nie pokłócili, lecz nie mógł się powstrzymać.

— Nie trap się tak, proszę — powiedział. Miał zamiar pocieszyć Temeraire’a, choć nie chciał otwarcie potępiać niewolnictwa. — Być może niebawem ten proceder się skończy. Sprawą zajmie się parlament podczas najbliższej sesji.

Temeraire wyraźnie się rozpogodził, lecz nie zadowolił się tak skąpym wyjaśnieniem i z zapałem wypytywał Laurence’a o ewentualną abolicję. Z konieczności Laurence musiał mu opisać parlament, różnicę między Izbą Gmin i Izbą Lordów, a także różne frakcje biorące udział w debacie, opierając się na szczegółowych informacjach dotyczących działalności ojca, lecz przez cały czas był świadomy, że słyszy go wiele osób, i starannie dobierał słowa.

Nawet Sun Kai, który nie opuszczał pokładu przez cały ranek i obserwował wypłynięcie brygu, a także reakcję Temeraire’a, spoglądał na niego w zamyśleniu, najwyraźniej odgadując temat ich rozmowy. Podszedł najbliżej, jak mógł bez przekraczania namalowanej linii, i podczas przerwy poprosił Temeraire’a, aby przetłumaczył mu, o czym mówią. Kiedy Temeraire streścił mu pokrótce rozmowę, Sun Kai skinął głową i zapytał Laurence’a:

— Tak więc twój ojciec jest wysokim urzędnikiem i uważa, że to haniebna praktyka?

Nie dało się zignorować tego zadanego bez ogródek pytania, nawet jeśli mógł to być kamień obrazy. Pominięcie go milczeniem byłoby nieuczciwe.

— Tak, to prawda — odparł Laurence, lecz zanim Sun Kai zdążył zadać kolejne pytanie, na pokładzie pojawił się Keynes.

Laurence zawołał go i poprosił o pozwolenie odbycia z Temeraire’em krótkiego lotu na brzeg, dzięki czemu zakończył dyskusję. Nawet ta krótka wymiana zdań źle wpłynęła na stosunki panujące na statku. Marynarze, którzy nie mieli sprecyzowanego zdania na ten temat, oczywiście poparli swojego kapitana i uważali, że głośne wyrażenie podobnych opinii przynosi ujmę Rileyowi, skoro wszyscy wiedzą, że jego rodzina zajmuje się handlem niewolnikami.

Pocztę przywieziono łodzią na krótko przed obiadem, a lord Purbeck wyznaczył młodego midszypmena Reynoldsa, który rozpętał niedawną awanturę, do przyniesienia listów awiatorom, co niemal było rozmyślną prowokacją. Chłopak, który wciąż miał podbite oko po potężnym ciosie Blythe’a, uśmiechnął się tak bezczelnie, że Laurence od razu postanowił przywrócić Martina do normalnej służby, niemal o tydzień przed zaplanowanym terminem, po czym powiedział dobitnie:

— Spójrz, Temeraire. Jest list od kapitan Roland; na pewno przysyła nam wieści z Dover.

Temeraire posłusznie opuścił łeb, by spojrzeć na list. Złowieszczy cień jego krezy i ostre zęby błyszczące w pobliżu zrobiły ogromne wrażenie na Reynoldsie: uśmiech znikł z jego ust, a zaraz potem on sam błyskawicznie opuścił smoczy pokład.

Laurence pozostał tam, aby przeczytać listy z Temeraire’em Ten od Jane Roland, zaledwie jedna stronica, został wysłany na kilka dni przed ich wyruszeniem i nie zawierał zbyt wielu nowin, jedynie pogodny opis życia w kryjówce; pokrzepiająca lektura, choć Temeraire zaczął trochę wzdychać za domem, a Laurence również odczuł tęsknotę. Zdziwił się trochę, nie znalazłszy innych listów od kolegów. Spodziewał się, że kurier przyniesie mu przynajmniej list od Harcourt, która lubiła pisać, i może choć jednego z pozostałych kapitanów.

Otrzymał jeszcze jeden list, od matki, który został przekazany z Dover. Awiatorzy otrzymywali pocztę szybciej niż inni, ponieważ ich listy dostarczali z kryjówki do kryjówki kurierzy latający na smokach, podczas gdy normalnie pocztę przewoził jeździec na koniu. Matka najwyraźniej napisała go i wysłała, zanim otrzymała list Laurence’a z wiadomością o wyprawie do Chin.

Otworzył list i przeczytał głośno ku uciesze Temeraire’a. Pisała głównie o najstarszym bracie, George’u, któremu właśnie urodziła się córka po trzech synach, a także o politycznej działalności jego ojca, bo była to jedna z nielicznych spraw, co do których Laurence i lord Allendale się zgadzali i która zresztą zainteresowała już również Temeraire’a. W połowie listu Laurence nagle zamilkł, gdyż zerknął na kilka mimochodem rzuconych uwag, które wyjaśniały nieoczekiwane milczenie jego kolegów oficerów:

Oczywiście wszyscy byliśmy wstrząśnięci strasznymi wieściami o klęsce w Austrii, a pan Pitt, jak mówią, zachorował, co rzecz jasna pogrążyło w smutku Twojego Ojca, jako że premier zawsze był przychylny Sprawie. Niestety, w mieście wiele mówi się o tym, jak to Opatrzność sprzyja Bonapartemu. To rzeczywiście dziwne, że jeden człowiek potrafi tak bardzo zmienić bieg Wojny, skoro siły są wyrównane. Jakiż to wstyd, że tak szybko zapomniano o wielkim zwycięstwie lorda Nelsona pod Trafalgarem, a także o waszej szlachetnej obronie naszego wybrzeża, i że mniej stanowczy ludzie zaczynają napomykać o zawarciu pokoju z Tyranem.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)