Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 79
Перейти на страницу:

Kiedy sierżant otworzył usta, by odpowiedzieć, D’regowie przypuścili atak zza najbliższej wydmy.

* * *

— Muzyka… — powtórzył Patrycjusz. — Och… powiedz coś więcej.

Rozparł się w fotelu, w pozycji sugerującej skupioną uwagę. Słuchanie było jego specjalnością. Wytwarzał rodzaj psychicznego ssania. Ludzie mówili mu różne rzeczy, byle tylko uniknąć milczenia.

Poza tym lord Vetinari, najwyższy władca Ankh-Morpork, dosyć lubił muzykę.

Ludzie zastanawiali się często, jaki rodzaj muzyki byłby dla kogoś takiego interesujący: może silnie sformalizowana muzyka kameralna, może muzyka operowa z gromami i błyskawicami. W rzeczywistości muzyka, którą lubił naprawdę, to ta, która nigdy nie jest grana. Jego zdaniem ruiną dla muzyki jest dręczenie jej z użyciem wysuszonych skór, kawałków zdechłego kota i brył metalu przekutych na druty i rury. Muzyka winna pozostać zapisana na białych stronicach, w szeregach małych kropek i kresek ustawionych między liniami. Tylko wtedy jest czysta. Kiedy ludzie zaczynają robić z nią różne rzeczy, zaraz wdaje się zgnilizna. O wiele lepiej jest siedzieć spokojnie w cichym pokoju i czytać nuty, kiedy między umysłem kompozytora i odbiorcy nie ma nic prócz linii tuszu. A kiedy grają ją spocone grubasy, ludzie z włosami w uszach, ze śliną kapiącą z końca oboju… Na samą myśl o tym aż się otrząsał. Chociaż niezbyt mocno, ponieważ nigdy nic nie robił w stopniu ekstremalnym. A zatem…

— Co się wtedy stało? — zapytał.

— Wtedy to on zaczął śpiewać, wasza miłość — odpowiedział Drętwy Michael, licencjonowany żebrak i nieformalny informator.

— Piosenkę o Wielkich Kulach z Klejnotów.

Patrycjusz uniósł brew.

— Słucham?

— Coś takiego. Nie bardzo żem słowa zrozumiał, a to z powodu tego, że fortepian wziął i wybuchnął.

— Och… Domyślam się, że to nieco utrudniło dalsze występy.

— Gdzie tam, małpiszon grał na tym, co się ostało. Ludzie wstali i zaczęli krzyczeć, tańczyć i tupać nogami, jakby się zaczęła plaga karaluchów.

— I powiedziałeś, że przedstawiciele Gildii Muzykantów doznali obrażeń?

— To dopiero było dziwne. Byli potem bladzi jak prześcieradło.

— Drętwy Michael przypomniał sobie własną pościel. — W każdym razie jak niektóre prześcieradła…

Drętwy Michael mówił, a Patrycjusz przeglądał raporty. Z pewnością był to niezwykły wieczór. Zamieszki Pod Bębnem… cóż, to raczej normalne, choć z opisu nie wyglądało to na typową bójkę, a już na pewno nigdy nie słyszał o tańczących magach. Miał wrażenie, że rozpoznaje objawy. Tylko jedna rzecz mogła jeszcze bardziej pogorszyć sytuację.

— Powiedz — rzekł — jak na to wszystko zareagował pan Dibbler.

— Co, wasza miłość?

— To chyba proste pytanie, jeśli mogę je ocenić.

Drętwy Michael czuł już formujące się w krtani słowa „Ale skądeś wiedział, wasza miłość, że stary Dibbler tam był? Przeciem nie mówił”. Zdążył się jednak zastanowić, potem znowu, i jeszcze raz, zanim je wypowiedział.

— Tylko siedział i patrzył, wasza miłość. Z otwartą gębą. A potem wyleciał na dwór.

— Rozumiem. No cóż… dziękuję, Drętwy Michaelu. Nie zatrzymuję cię dłużej.

Żebrak zawahał się.

— Paskudny Stary Ron mówił, że wasza miłość czasem płaci za informacje.

— Tak mówił? Doprawdy? Rzeczywiście tak powiedział… No, no, to ciekawe… — Vetinari zanotował coś na marginesie raportu. — Dziękuję.

— Eee…

— Nie pozwól mi cię zatrzymywać.

— Tego… niech bogowie błogosławią waszą miłość — rzucił jeszcze Drętwy Michael i biegiem pognał do drzwi.

Kiedy ucichło już tupanie butów żebraka, Patrycjusz zbliżył się do okna, splótł ręce za plecami i westchnął.

Istnieją zapewne miasta-państwa, myślał, gdzie władcy muszą się przejmować tylko drobiazgami… inwazją barbarzyńców, równowagą budżetu, skrytobójstwami, erupcją pobliskiego wulkanu… Nie ma tam ludzi radośnie otwierających drzwi do naszej rzeczywistości i wołających — metaforycznie: „Witaj, wejdź proszę, miło cię widzieć, jaki masz piękny topór, a przy okazji, może da się zarobić na tobie jakieś pieniądze, skoro już tu jesteś”.

Czasami Vetinari zastanawiał się, jaki los spotkał pana Honga. Wszyscy wiedzieli, naturalnie. W sensie ogólnym. Ale nie dokładnie.

Co za miasto… Wiosną rzeka stawała w ogniu. Mniej więcej raz w miesiącu wybuchała Gildia Alchemików.

Wrócił do biurka i zanotował coś jeszcze. Trochę się obawiał, że będzie zmuszony kazać kogoś zabić.

Potem sięgnął po trzecią część „Preludium G-dur” Fondela i zaczął czytać.

* * *

Susan wróciła do zaułka, gdzie zostawiła Pimpusia. Kilku mężczyzn leżało obok na bruku, ściskając różne części siebie i jęcząc. Nie zwróciła na nich uwagi. Każdy, kto próbuje ukraść konia Śmierci, szybko rozumie znaczenie określenia „padół łez”. Pimpuś miał dobre oko, więc był to zwykle niewielki, bardzo osobisty padół.

— To muzyka jego grała, nie odwrotnie — powiedziała. — Sam widziałeś. Nie jestem pewna, czy w ogóle dotykał palcami strun.

PIP.

Susan roztarta dłoń. Satchmon, jak się okazało, miał bardzo twardą głowę.

— Czy mogę ją zabić tak, żeby nie zabić jego? PIP.

— Nie ma szans — przetłumaczył kruk. — Tylko muzyka utrzymuje go przy życiu.

— Ale dzia… on powiedział, że w końcu i tak go to zabije.

— To wielki, rozległy i cudowny wszechświat, nie ma co.

PIP.

— Ale… posłuchaj, jeżeli to taki no, pasożyt — mówiła Susan, gdy Pimpuś kłusował już ku niebu — co mu przyjdzie z zabicia swojego nosiciela?

PIP.

— Mówi, że w tym nie może ci pomóc — tłumaczył kruk. — Wysadź mnie nad Quirmem, dobrze?

— Do czego jest jej potrzebny? — zastanawiała się Susan. — Wykorzystuje go, ale po co?

* * *

— Dwadzieścia siedem dolarów! — złościł się Ridcully.

— Dwadzieścia siedem dolarów, żeby was wyciągnąć. A strażnik cały czas się uśmiechał. Magowie aresztowani!

Przespacerował się wzdłuż szeregu smętnych postaci.

— Pomyślcie… Jak często Straż Miejska zostaje wezwana do Bębna? Znaczy, co niby tam robiliście, waszym zdaniem?

— Mrumrumrumrumrumru — powiedział dziekan, wpatrując się w podłogę.

— Słucham?

— Mrumrumrumrutańczyliśmymrumru.

— Tańczyliście — powtórzył zimno nadrektor i zawrócił. — To miał być taniec, tak? Zderzanie się z ludźmi? Przerzucanie się nawzajem przez ramię? Kręcenie się w kółko po całej sali? Nawet trolle tak się nie zachowują (nie to, żebym miał coś przeciwko trollom, wspaniali ludzie, wspaniali), a wy jesteście podobno magami. Inni mają patrzeć na was z podziwem, ale nie dlatego, że kręcicie im salta nad głowami. Wykładowco, proszę nie myśleć, że nie zauważyłem tego małego pokazu, byłem naprawdę zdegustowany. Biedny kwestor musiał się położyć. Taniec to… w kręgu, jak wiadomo, gaiki i różne takie, zdrowe zabawy, może jakieś swobodniejsze tańce balowe… Na pewno nie wymachiwanie ludźmi dookoła niby jakiś krasnolud toporem (oczywiście solą ziemi są te krasnoludy, zawsze to powtarzam). Czy wyrażam się jasno?

— Mrumrumrumrumrumruwszyscytakrobilimrumru — powiedział dziekan, wciąż nie podnosząc głowy.

— Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek powiem to do maga, który skończył osiemnaście lat, ale wszyscy macie rogatkę na wyjścia. Do odwołania! — huknął Ridcully.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)