Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Muzyka duszy [Soul Music - pl]
Muzyka duszy [Soul Music - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Muzyka duszy [Soul Music - pl]

Электронная книга - «Muzyka duszy [Soul Music - pl]». Краткое содержание книги:

Inne dzieci dostawały w prezencie cymbałki. Susan musiała tylko prosić dziadka, żeby zdjął kamizelkę…

Tak. Ma Śmierć w rodzinie.
Trudno jest normalnie dorastać, kiedy dziadek jeździ na białym koniu i dzierży kosę — zwłaszcza gdy trzeba przejąć rodzinny interes, a jedyny pomocnik mówi tylko po szczurzemu.
A już szczególnie wtedy, kiedy ma się do czynienia z nową, uzależniającą muzyką, która pojawiła się w Świecie Dysku.
Jest bezprawna. I zmienia ludzi.
Nazywana jest „Muzyką z wykrokiem”.
Ma rytm i można przy niej tańczyć, ale…
Jest… żywa.
I nie chce ucichnąć.
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 79
Перейти на страницу:

Zakaz opuszczania terenów uniwersyteckich nie był dotkliwą karą. Magowie zwykle nie ufali powietrzu, które nie przebywało od dłuższego czasu pod dachem, żyli więc w ograniczonym terytorium pomiędzy swoimi pokojami a jadalnią. Ale teraz czuli się dziwnie.

— Mrumrunierozumiemczemumrumru — wymruczał dziekan. Tłumaczył o wiele później, tego dnia, kiedy umarła muzyka, że to pewnie dlatego, iż nigdy nie był naprawdę młody, a przynajmniej młody, będąc dostatecznie dorosłym, by wiedzieć, że jest młody. Jak większość magów, rozpoczął naukę jako dziecko tak małe, że oficjalny spiczasty kapelusz spadał mu na uszy. A potem był już tylko… no, magiem.

Raz jeszcze zaczęło go dręczyć uczucie, że coś po drodze stracił. I jeszcze parę dni temu nie zdawał sobie z tego sprawy. Nie miał pojęcia, co to było. Chciał tylko coś robić. Nie wiedział, co takiego. Ale chciał zrobić to szybko. Chciał… Czuł się jak człowiek od urodzenia mieszkający w tundrze, który budzi się pewnego dnia z silnym pragnieniem przejażdżki na nartach wodnych. Z pewnością nie będzie tkwił w pokoju, kiedy muzyka wibruje w powietrzu…

— Mrumrumrumrumrumruniezostanęwdomumrumru.

Porywały go nieznane emocje. Chciał być nieposłuszny. Nieposłuszny niczemu, nie wyłączając prawa grawitacji. Z całą pewnością nie miał zamiaru składać swoich rzeczy przed pójściem do łóżka. Ridcully zapyta pewnie: ach, jesteś buntownikiem, tak; a przeciw czemu się buntujesz, a on wtedy powie… wtedy powie coś wartego zapamiętania. Tak właśnie zrobi! Był…

Ale nadrektor już sobie poszedł.

— Mrumrumrumrumrumru — rzekł wyzywającym tonem dziekan, buntownik bez przeszkody.

* * *

Zabrzmiało pukanie, ledwie słyszalne wśród hałasu. Klif ostrożnie uchylił drzwi i wyjrzał przez szczelinę. — To ja, Hibiskus. Tu macie swoje piwa. Pijcie i wynoście się. — Jak możemy się wynieść? — zapytał bezradnie Buog. — Kiedy tylko nas zobaczą, zmuszają, żebyśmy coś jeszcze zagrali.

— To mnie nie obchodzi. — Hibiskus wzruszył ramionami. — Ale jesteście mi winni dolara za piwo i dwadzieścia pięć dolarów za połamane meble…

Klif zamknął drzwi.

— Mogę z nim negocjować — zaproponował Buog.

— Nie — sprzeciwił się Buddy. — Nie stać nas na to. Spojrzeli po sobie.

— Ale tłum nas uwielbiał — stwierdził Buddy. — Uważam, że odnieśliśmy wielki sukces. Ehm…

Klif w milczeniu odgryzł szyjkę butelki i wylał sobie piwo na głowę[18].

— Myślę, że wszyscy chcielibyśmy się dowiedzieć jednego — rzekł Buog. — Coś ty tam właściwie wyprawiał?

— Uuk.

— I jeszcze — dodał krasnolud — co właściwie śpiewałeś.

— Eee…

— „Nie depcz po moich nowych niebieskich butach”? — rzucił Klif.

— Uuk.

— „Dziwny jest ten Dysk”? — zapytał Buog.

— Eee…

— „Taniec pingwina we mgle”? — mówił dalej Klif.

— Uuk?

— To taka wiesz, muzyka świata. Wariacja na temat ludowego tańca z Efebu. Pingwin to mityczny ptak bogini mądrości — wyjaśnił Buog. Spojrzał z ukosa na Buddy’ego. — A ten kawałek, kiedy powiedziałeś: „Halo, maleńka”. Dlaczego?

— Eee…

— Przecież do Bębna w ogóle nie wpuszczają małych dzieci.

— Sam nie wiem. Słowa po prostu czekały — tłumaczył niepewnie Buddy. — Tak jakby należały do muzyki.

— A na dodatek poruszałeś się… tak jakoś dziwnie. Jakbyś miał kłopoty ze spodniami. Oczywiście nie jestem specjalistą od ludzi, ale zauważyłem, że niektóre damy na widowni patrzą na ciebie tak, jak krasnolud na dziewczynę, o której wie, że jej ojciec ma głęboką sztolnię i parę bogatych żył.

— No — potwierdził Klif. — Albo jak troll, kiedy myśli: Rany, patrzcie na jej warstwy.

— Jesteś pewien, że nie masz w sobie nic elfiego? — upewnił się Buog. — Raz czy dwa zachowywałeś się… elfio.

— Nie wiem, co się działo… — poskarżył się Buddy. Gitara zajęczała.

Popatrzyli na nią.

— Zrobimy tak — rzeki Klif. — Weźmiemy ją i rzucimy do rzeki. Kto jest za, niech powie „tak”. Albo „uuk”, jeśli woli.

Zapadła cisza. Nikt nie próbował chwycić instrumentu.

— Ale widzicie… — zaczął Buog. — Widzicie… Oni nas tam naprawdę uwielbiali.

Zastanowili się nad tym.

— Trzeba przyznać… — zgodził się Klif. — Przez całe życie żem nie miał takiej publiczności.

— Uuuk.

— Jeśli jesteśmy tacy dobrzy — mruknął krasnolud — to czemu nie jesteśmy bogaci?

— Bo ty robisz negocjacje — zirytował się Klif. — Jak trzeba będzie zapłacić za meble, niedługo będę jeść kolację przez słomkę.

— Mówisz, że się nie nadaję? — Buog poderwał się gniewnie.

— Dobrze trąbisz na rogu. Ale żaden z ciebie finansowy mag. — Chciałbym zobaczyć…

Ktoś zastukał do drzwi. Troll westchnął.

— To pewno znowu Hibiskus. Daj to lustro, spróbuję przyłożyć mu drugą stroną.

Buddy otworzył. Zobaczył Hibiskusa, ale za plecami niższego mężczyzny noszącego długi płaszcz i szeroki, przyjazny uśmiech.

— Ach — odezwał się uśmiech. — Ty pewnie jesteś Buddy?

— No… niby tak.

W chwilę później mężczyzna był już wewnątrz, choć zdawało się, że wcale się nie poruszył. Zatrzasnął oberżyście drzwi przed nosem.

— Dibbler jestem — przedstawił się. — G.S.P. Dibbler. Pewnie już o mnie słyszeliście?

— Uuk!

— Nie mówię do ciebie. Rozmawiam z pozostałymi.

— Nie — przyznał Buddy. — Chyba nie słyszeliśmy. Uśmiech jeszcze się poszerzył.

— Wiem, chłopcy, że macie drobne kłopoty. Połamane meble i co tam jeszcze.

— Nawet nam nie zapłacą — poskarżył się Klif, zerkając ponuro na Buoga.

— No cóż, tak się złożyło, że może będę w stanie wam pomóc — zapewnił Dibbler. — Jestem człowiekiem interesu. Robię interesy. Widzę, chłopcy, że jesteście muzykantami. Gracie muzykę. Nie chcielibyście obciążać sobie głów sprawami pieniężnymi, prawda? To przeszkadza w procesie twórczym, mam rację? Więc może zostawicie to mnie?

— Ha — mruknął Buog, wciąż urażony oceną swoich talentów negocjacyjnych. — A co pan może załatwić?

— Hm… — zastanowił się Dibbler. — Na początek tyle, że zapłacą wam za dzisiejszy występ.

— A co z meblami? — zainteresował się Buddy.

— Och, rozwalają tu wszystko co wieczór — odparł lekceważąco Dibbler. — Hibiskus próbował was wykiwać. Pogadam z nim. Tak między nami, chłopaki, powinniście uważać na takich ludzi jak on.

Pochylił się. Gdyby uśmiechnął się jeszcze trochę szerzej, odpadłby mu czubek głowy.

— To miasto, chłopcy — rzekł — jest prawdziwą dżunglą.

— Jeśli załatwi nam wypłatę — stwierdził Buog — to ja mu ufam.

— Tak po prostu? — zdziwił się Klif.

— Ufam każdemu, kto daje mi pieniądze.

Buddy zerknął na stół. Sam nie wiedział dlaczego, ale miał wrażenie, że gdyby coś było nie w porządku, gitara by zareagowała… Może zagrała fałszywy akord? Ale ona tylko brzęczała cicho do siebie.

— Zresztą niech będzie. Jak mam przez to zachować swoje zęby, to popieram — zgodził się Klif.

— Dobrze — rzucił Buddy.

— Świetnie! Wspaniale! Razem stworzymy znakomitą muzykę. A przynajmniej wy, chłopcy, stworzycie.

Dibbler wyciągnął kartkę papieru i ołówek. W jego oczach za-ryczał lew.

вернуться

18

Piwo trolli to siarczek amonu rozpuszczony w alkoholu. Smakuje jak sfermentowane baterie.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)