Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
– To broń z okresu wojen napoleońskich – powiedział usłużnie Siergiej na jego ramieniu. – Może chcesz ją zabrać, zanim obsiądą go ptaki.
Jakow pokiwał głową. Ptaki, mając wolną drogę, wlatywały do pokoju w niemal komicznie poważnej procesji. Siadały na podłodze, na pomarszczonej, sympatycznej twarzy martwego mężczyzny, na białej brodzie, rozłożonej wachlarzem na piersi i miejscami poczerwieniałej; siadały na zielonej czapce, na czerwonych sękatych dłoniach leżących na podłodze, na szpicach butów z cholewami, i na nogach.
Niewiele było do zrobienia, więc Jakow zawołał swoich towarzyszy. Kiedy stanęli z szacunkiem w półkolu przy zwłokach martwego półboga, Jakow wyszarpnął bagnet.
Kościej westchnął.
– Ostrzegałem go. Mówiłem mu, że lepiej ma ten, kto ukryje swoją śmierć. Strzępiłem język po próżnicy.
– Zamknij się – powiedziała Zemuna z niezwykłą u niej stanowczością. – Okaż trochę szacunku. Zostało nas niewielu, a teraz jednego ubyło.
12 POGROM
Fiodor spędził cały dzień z Oksaną, cygańską dziewczyną, jak wciąż nazywał ją w myśli. Próbował jej wyjaśnić swój lęk przed Cyganami i wytłumaczyć, że to nie jego wina, ale nie okazała mu sympatii. Jakby nie zdawała sobie sprawy, ile wysiłku wymaga od niego tylko sama z nią rozmowa.
Znalazł się w kłopotliwym położeniu, bo Oksana, choć z niego pokpiwała, wciąż szukała jego towarzystwa, jakby na coś liczyła. Świta szczurów ciągnęła za nimi, gdy wybrali się na kolejny długi spacer. Wrócili w porze kolacji i stwierdzili, że trwa następne zgromadzenie.
Fiodor czuł gorycz – po tak wielu latach wreszcie znalazł swoje miejsce, był szczęśliwy, nie musiał użerać się z życiem, ale nawet tutaj odnalazły go duchy przeszłości w postaci Oksany. Świat powierzchniowy zdołał tu wtargnąć, zasypując go swoimi troskami, ani na chwilę nie zostawiając w spokoju.
Wśliznął się za stół obok Sowina.
– Co się dzieje?
Sowin przesunął się na długiej ławie, żeby zrobić miejsce dla niego i Oksany. Gdy usiedli ściśnięci, szepnął:
– Berendej nie żyje.
– Wrócili?
Sowin pokręcił głową.
– Przysłali list przez wodnika, jednego z kumpli Eleny, jak sądzę. Mówią, że chcą podążyć jakimś tropem. Przypuszczam, że napisał to twój przyjaciel gliniarz.
– Nie jest moim przyjacielem – zaznaczył Fiodor. – Lubię gliniarzy nie bardziej niż ty.
Sowin uśmiechnął się ironicznie.
– Na tym zawsze polegał problem, rozumiesz? Nie można lubić bandytów, nie można lubić prawa. Pewnego dnia rozmawiałem z paroma gośćmi, i wiesz co? Obojętne, jaki okres weźmiesz pod uwagę, gliny, tajniacy i bandyci pracowali razem, czasami niepodobna ich było rozróżnić.
– W dzisiejszych czasach nie jest tak źle – powiedział Fiodor. – Jasne, biorą w łapę… Ale daleko im do poziomu zła KGB.
– Poziomu zła – powtórzył Sowin. – Podoba mi się. I masz rację, jak sądzę. Ten Jakow wygląda na przyzwoitego faceta, na dodatek jest wnukiem Davida. Chce dobrze, kłopot w tym, że próbuje pracować ze spierdolonym systemem.
Nie było Zemuny, żeby pokierowała zebraniem, więc tej roli podjęła się Elena. Fiodor zazdrościł jej pewności siebie, gdy wstała i jak gdyby nigdy nic przemówiła do tuzinów ludzi, stworów i bóg tylko wie, czego jeszcze.
– Sytuacja jest znacznie gorsza, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. – Jej czysty głos niósł się w pełnym dymu powietrzu, docierając do każdego stołu we wszystkich zakamarkach karczmy. Nawet małe domowiki, które zwykle zajmowały się drinkami i kubełkami z trocinami, stanęły jak wryte, słuchając z powagą na małych brodatych obliczach.
– Wodniki donoszą, że znaleziono w rzece inne rzeczy z powierzchniowego świata: broń, noże, pistolety. Mówią mi, że codziennie przybywa duszokamieni, że rusałki już nie wychodzą na powierzchnię, nawet przy pełni księżyca, gdy powinny tańczyć na brzegu. A teraz słyszymy, że Berendej nie żyje.
Szept przemknął nad tłumem jak podmuch wiatru w trawie i znów zapadła cisza. Fiodor czekał, żeby Elena powiedziała, co trzeba zrobić – zejść głębiej pod ziemię, wycofać się i uciec w nieznane, niezbadane miejsca?
– Jest jasne, co musimy zrobić – powiedziała Elena. – Musimy podjąć walkę z powierzchnią, nie po raz pierwszy i zapewniam was, że nie ostatni, przynajmniej jeśli odniesiemy zwycięstwo.
– Co to znaczy: nie po raz pierwszy? – Szepnął Fiodor. – Myślałem, że trzymanie się jak najdalej od powierzchni to podstawa.
– Prawda – przyznał Sowin. – Tak było, odkąd tu jestem. Dawni ingerują, ale zazwyczaj subtelnie. Ale słyszałem o czasach, kiedy ingerencja miała charakter bardziej bezpośredni, i byli w to zamieszani nawet ludzie.
Fiodor wsparł głowę na złożonych rękach, gotów wysłuchać kolejnej historii.
– Czego się na mnie gapisz? – Burknął Sowin. – Ich zapytaj. – Wskazał stół na wpół ukryty za rogiem.
Fiodor mógł zobaczyć tylko ciemny męski żakiet i sznurowane dziewczęce trzewiki, z których wystawały drobne palce stóp.
– Kim oni są? – Zapytał Oksanę.
– Żydami. Chodź, przedstawię cię. Zwykle siadam z nimi.
– Dlaczego? – Fiodor wstał i poszedł za nią.
– Dlatego. Gdy nie masz kraju, każdy sądzi, że nie masz prawa tworzyć narodu. Jakby brak ziemi odbierał ci prawo do posiadania własnego języka. Jakby to była twoja wina. Żydzi i Cyganie, nikt ich nie lubi.
Ludzie przy stole – rodzina, jak się wydawało, mężczyźni w długich surowych chałatach, dzieci w podniszczonych ubraniach po starszym rodzeństwie, kobiety w szarościach i czerni – spojrzeli na niego ciemnymi oczami i uśmiechnęli się, jakby niepewni jego zamiarów.
– To Fiodor – przedstawiła go Oksana. – Prawdopodobnie jedyny żyjący człowiek, który nie wie, co to jest pogrom.
– Słyszałeś o Protokołach mędrców Syjonu? - Zapytał mężczyzna z długą brodą i zmarszczkami wokół życzliwych oczu.
– Coś obiło mi się o uszy. Czy nie zostały sfabrykowane?
Mężczyzna westchnął.
– Czy to się nigdy nie skończy?
Mieszkali w strefie osiedlenia – wszyscy mówili „strefa" – w mieście Witebsku. Rodzina Herszela mieszkała w tym sztetl od pokoleń, od czasów powstania strefy. Byli kupcami i rzeźnikami, urzędnikami i czasem żołnierzami. Mieli liczne rodziny i byli pobożni, gdy okoliczności pozwalały – Herszel w młodości studiował Torę, a potem został przyjęty na uniwersytet w Kijowie. Wrócił do Witebska zaraz po ukończeniu studiów jako lekarz z dyplomem, gotów do dobrej pracy dla swojego środowiska. Niedługo później poślubił Rozę. Było to w tysiąc osiemset siedemdziesiątym szóstym; ich pierwszy syn urodził się rok później.
W osiemdziesiątym pierwszym wszystko się zmieniło. Herszel stwierdził, że spekulowanie, jak i dlaczego, jest raczej bezcelowe, ale fakt był taki, że Aleksander III, następca Aleksandra II, wyzwoliciela i generalnie dobrego cara, po prostu uwziął się na Żydów. Co więcej, z nieznanych powodów wszyscy ich winili za zabójstwo Aleksandra II. Herszel nie był zaskoczony – żył dość długo, by wiedzieć, że gdy zaczynają się kłopoty, prędzej czy później znajdzie się winny, zwykle pochodzenia semickiego.
Tajna policja, Ochrana, nigdy nie angażowała się jawnie, ale gdy w całym Witebsku zaczęto plądrować żydowskie sklepy, Herszel nie czekał, aż czarne sotnie wedrą się do prywatnych domów i zaczną bić i mordować mieszkańców. Postanowił przeprowadzić rodzinę do Moskwy w nadziei, że tam, wśród milionów, zdołają się ukryć przed nieszczęściem. Mogli się przechrzcić albo wyemigrować na obiecane ziemie Ameryki, ale, podobnie jak Sowin, Herszel nie wierzył w emigrację. „Nie można uciec przed sobą", powiedział żonie, gdy wspomniała o takiej możliwości, „i nie można uciec przed własnym przeznaczeniem".