Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]
Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]

Электронная книга - «Kwestia honoru [Field of Dishonor - pl]». Краткое содержание книги:

Akcja książki zaczyna się w momencie, w którym kończy się Krótka, zwycięska wojenka. Jest kontynuacją wątków w niej rozpoczętych, z nieco większym naciskiem położonym na kwestie polityczne — wojna między Gwiezdnym Królestwem Manticore a Ludową Republiką Haven stała się w końcu rzeczywistością — oraz na osobiste sprawy Honor Harrington. Wracają znane i lubiane postacie z pierwszych tomów. Jednak gdy Honor udaje się na planetę Grayson, by stać się rzeczywistym patronem, dają o sobie znać także starzy wrogowie. Nie do nich należy jednak ostatnie posunięcie…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 93
Перейти на страницу:

— Paul, nigdy nawet… dlaczego sama na to nie wpadłam?! Jest doskonały!

— I taki powinien być! A dlaczego sama o tym nie pomyślałaś… cóż, jestem jak najdalszy od stwierdzenia, że bywasz czasami wyjątkowo tępa, ale… — i wymownie wzruszył ramionami.

— Skromność, wdzięk i takt — oznajmiła rzeczowo. — Jakim cudem na ciebie zasłużyłam?!

— I urok osobisty — dodał niewinnie. — Robię co mogę, żeby zaskarbić sobie łaski jaśnie pani na lata, gdy już nie będę w stanie uskoczyć przed kolejnym szturchańcem. A poważnie: wpadłem na ten pomysł, gdy zobaczyłem moduł ratunkowy w twojej kabinie. Wiesz, że kiedyś zajmowałem się projektowaniem różnych różności dla floty. Zaraz po ukończeniu akademii zostałem przedzielony do zespołu zajmującego się modernizacją skafandrów próżniowych w związku z pojawieniem się wytrzymalszych materiałów. Nabyłem sporo doświadczenia w tej materii, a w czasie pobytu w Hancock dysponowałem też sporą ilością wolnego czasu i tak jakoś wyszło, że zanim opuściliśmy ten system, miałem już gotowy projekt.

— Ależ to musiało kosztować fortunę — powiedziała wolno. — Wiem, ile mnie kosztował ostatni moduł.

— Tani nie był — przyznał Paul poważnie. — Ale moja rodzina od zawsze prowadziła interesy w przemyśle okrętowym. Pokazałem projekt wujowi Henriemu, szefowi naszej stacji naukowo-technicznej, i dalej on już wszystko pilotował. A przy okazji obsobaczył mnie za niedbalstwo i bezmyślność. Fakt: kiedy skończył się z nim bawić, projekt był bez porównania lepszy, ale nie musiał się aż tak na mnie wyżywać! Samo zrobienie skafandra to już był drobiazg.

Honor odruchowo przytaknęła, nadal pogrążona w myślach. Staranniej obejrzała hełm… Była zaskoczona, gdy odkryła z jak majętnej rodziny Paul pochodzi, choć właściwie nie powinno jej to dziwić, bo wiedziała, że jest bliskim kuzynem Mike Henke, ale o tych rodzinnych interesach dawno z nią nie rozmawiała. Mimo jego niedbałego podejścia do kwestii ceny, doskonale wiedziała, jak kosztowne są moduły ratunkowe, a ten skafander musiał być nieporównywalnie kosztowniejszy.

— Jest wspaniały, ale nie powinieneś bez ostrzeżenia robić mi takich kosztownych prezentów.

— A tym akurat nie musisz się martwić. Wuj Henri też uważał, że to będzie kosztowna zabawka, dopóki przypadkiem nie dowiedzieli się o wszystkim ludzie z marketingu — uspokoił ją Paul, a widząc jej oszołomioną minę, wyjaśnił: — Nie tylko ty masz treecata, prawda? Dostarczamy około jednej trzeciej modułów dla nich, a pozostali producenci będą naprawdę nieszczęśliwi, gdy ten skafander pojawi się na rynku. Przy okazji: nie masz pojęcia, jakie to miłe, kiedy po tylu latach traktowania jak syna marnotrawnego rodzina zaczyna cię doceniać.

— Fakt: nie mam — uśmiechnęła się i pokazała Nimitzowi hełm z bliska.

Ten obwąchał go dokładnie, wsadził łeb do środka i z zadowoleniem zastrzygł uszami.

— Dzięki — powiedziała z uczuciem i objęła Paula drugą ręką. — Bardzo ci dziękuję. W imieniu nas obojga.

— Drobiazg. — Tankersley machnął lekceważąco ręką, nie kryjąc jednak zadowolenia.

Honor oddała mu hełm, który umieścił starannie w torbie. Następnie zapiął ją i zawiesił na jej lewym ramieniu.

— Gotowe — oznajmił i płynnym gestem zaprosił ją do wyjścia: Honor dopiero teraz zorientowała się, że wszyscy poza nimi już wysiedli.

— Ma własny system napędowy, choć dysze nie są tak elastyczne jak w naszych skafandrach. Wyposażono je jednak w biosprzęg, a sądząc po paru wyczynach akrobatycznych, jakie miałem okazję widzieć w wykonaniu Nimitza, nie powinien mieć kłopotów ze sterowaniem, gdy tylko się połapie, na czym to polega — dodał tytułem wyjaśnienia, gdy szli do śluzy. — W tej chwili nie ma paliwa i dysze są odłączone, a oprogramowanie zostało tak pomyślane, by dało się bez trudu wprowadzić stosowne poprawki, kiedy uda wam się ustalić, które grupy mięśni najlepiej służą do rozpoczęcia danego manewru. Na wszelki wypadek dołożyłem długą linkę do prób w nieważkości i instrukcję obsługi. Lepiej najpierw ją przeczytaj, zanim zaczniecie próby.

— Aye, aye, sir!

— Grzeczna dziewczynka. — Złapał ją za ramię, przyciągnął jej głowę do wygodnej wysokości i pocałował. — Miłej podróży.

Uśmiechnęła się, woląc nic nie mówić, bo nie chciała ryzykować, że zadrży jej głos. Sięgnęła ku poręczy i przekroczyła granicę pokładowego ciążenia kutra. Za plecami usłyszała znaczące chrząknięcie i dziwnie radosny głos:

— Wiesz, byłbym zapomniał o pewnym drobiazgu…

— Tak? Jakim?

— Naprawdę się cieszę, że zdążyłem z przygotowaniem skafandra przed twoim wyjazdem, bo to ty będziesz musiała wyjaśnić wszystko Nimitzowi, a muszę cię uprzedzić, choć wuj Henri starał się jak mógł, z jedną rzeczą nie zdołał sobie poradzić.

— Z jaką? — spytała z nagłą podejrzliwością, odwracając się.

— Ujmijmy to tak, kochanie… — Paul spuścił skromnie oczka i wyszczerzył zęby. — Mam nadzieję, że Nimitz będzie w naprawdę dobrym nastroju, gdy zaczniesz mu tłumaczyć detale podłączenia kanalizacyjnego.

Kapitan Mark Brentworth powitał ostatniego przedstawiciela dyplomatycznego Gwiezdnego Królestwa Manticore na pokładzie swego okrętu i czym prędzej odwrócił się ku wylotowi korytarza łączącego pokład hangarowy ze śluzą kutra, słysząc ostrzegawcze chrząknięcie. Do wylotu docierała zgrabna postać w czarnym uniformie, poruszająca się niezwykle lekko — przynajmniej takie miał wrażenie po obejrzeniu pokazu niezdolności poruszania się w nieważkości zaprezentowanego przez dyplomatów. Ramienia jej kurtki mundurowej trzymał się kurczowo znajomy kudłaty kształt i Brentworth uśmiechnął się z autentycznym zadowoleniem.

Dał znak prawą dłonią i dowodzący wartą trapową bosman schował elektroniczny gwizdek, a wyjął staromodny, zwykły. Wszyscy dyplomaci jak jeden mąż odwrócili się, gdy zabrzmiał melodyjny dźwięk metalowego gwizdka, a warta honorowa Marines stojąca dotąd w pozycji „Spocznij” wyprężyła się jak na paradzie.

— Preeeezentuj broń! — warknął dowodzący nią oficer i karabiny pulsacyjne zmieniły położenie w idealnie zgrany sposób.

Członkowie załogi zasalutowali, Brentworth zaś zdjął czapkę i skłonił się dokładnie w chwili, w której Honor Harrington stanęła na pokładzie. Rozległ się drugi świst trapowy. Honor zamarła zaskoczona, podobnie jak dyplomaci, ale dzięki wieloletniej wprawie w jej twarzy nie drgnął nawet jeden mięsień.

— Patronko Harrington. — Brentworth wyprostował się i umieścił czapkę pod pachą. — Jestem zaszczycony, milady, mogąc powitać panią na pokładzie mojego okrętu w imieniu mieszkańców planety Grayson.

Przez moment Honor tylko mu się przyglądała, nie wiedząc, jak powinna odpowiedzieć, po czym odkłoniła się i odrzekła:

— Dziękuję, kapitanie Brentworth. Bardzo się cieszę, że się tu znalazłam i… — uśmiechnęła się i wyciągnęła ku niemu prawą dłoń — … okręt wygląda wspaniale, Mark.

— Dziękuję, milady. Jestem z niego raczej dumny i jeśli tylko będzie pani miała ochotę, z przyjemnością panią po nim oprowadzę, kiedy tylko pani zechce.

— Trzymam cię za słowo.

Uścisnęła jego dłoń nieco zaskoczona, że tak pasuje do niego kapitański mundur.

Ostatnim razem, gdy się widzieli, był komandorem i nie dowodził okrętem, ale wiedziała, że awansu nie zawdzięcza rodzinnym koneksjom czy faktowi, że Marynarka Graysona gwałtownie potrzebowała starszych rangą oficerów. Mark Brentworth radził sobie w życiu samodzielnie i wszystko zawdzięczał wyłącznie własnej pracy.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)