Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 296
Перейти на страницу:

Aviendha pokręciła głową i wyminęła ich.

Naprzód. Musiała nieprzerwanie iść naprzód. Jak postępować z Randem al’Thorem? Co sobie zaplanował na jutro? To były pytania, które chciała zadać Elayne.

Aielowie będą potrzebowali celu, kiedy Rand al’Thor z nimi skończy. Wizje mówiły to jasno. Musiała znaleźć jakiś sposób, żeby im go dać. Może powinni wrócić do Ziemi Trzech Sfer. Ale… nie. Nie. Serce jej się krajało, lecz musiała przyznać, że jeśli Aielowie wyruszą w tamtą stronę, to na końcu drogi znajdą własne groby. Ich śmierć, śmierć całego ludu, nie nastąpi od razu, ale z czasem nadejdzie. Zmieniający się świat, z jego nowymi urządzeniami i nowymi metodami walki, pokona Aielów, a poza tym Seanchanie nigdy nie dadzą im spokoju. Nie, bo mają kobiety, które potrafią przenosić. Nie, bo dysponują armiami pełnymi włóczni, które w dowolnym momencie mogą napaść na te ziemie.

Zbliżał się patrol. Aviendha narzuciła na siebie trochę zwiędłego, zbrązowiałego poszycia dla kamuflażu, a potem ułożyła się na płask obok martwego krzewu i ze szczętem znieruchomiała. Strażnicy przeszli obok niej w odległości dwóch piędzi.

„Moglibyśmy teraz zaatakować Seanchan” – pomyślała. – „W mojej wizji Aielowie odczekali z atakiem niemal całe pokolenie i dzięki temu tamci mogli umocnić swe pozycje”.

Aielowie już mówili o Seanchanach i nieuchronnej konfrontacji. Wszyscy przebąkiwali, że Seanchanie ją wymuszą. Tyle że w jej wizji minęły całe lata, a Seanchanie jakoś nie atakowali. Dlaczego? Cóż takiego mogło ich powstrzymać?

Podniosła się i ostrożnie podczołgała do ścieżki, którą chwilę wcześniej szli wartownicy. Wyjęła nóż i wbiła go w ziemię – zostawiła go tam, tuż obok latarni na wysokiej tyce, widoczny dla oczu nawet mieszkańca mokradeł. A potem wślizgnęła się z powrotem w nocny mrok, ukrywając się w pobliżu wielkiego namiotu, który był jej celem.

Przywarła do ziemi i zaczęła ćwiczyć ciche oddychanie, wykorzystując jego rytm, żeby się uspokoić. Z namiotu dobiegały ją czyjeś przyciszone, wyraźnie jednak zaniepokojone głosy. Aviendha robiła, co mogła, aby nie zwracać uwagi na to, co mówiły. Nie uchodziło podsłuchiwać.

Kiedy znowu minął ją patrol, stanęła na równe nogi. Zaczęli krzyczeć, że znaleźli jej nóż i wtedy ukradkiem okrążyła namiot, szukając wejścia. Znalazłszy je, uniosła klapę i weszła do środka za plecami wartowników, którzy nie zauważyli jej z powodu zamieszania.

Pod przeciwległą ścianą namiotu przy stole, na którym stała lampa, siedziało kilkoro ludzi. Byli tak pochłonięci rozmową, że też jej nie zauważyli, dlatego umościła się nieopodal na poduszkach i czekała.

Bardzo trudno było nie przysłuchiwać się teraz, kiedy była tak blisko.

– …trzeba odesłać nasze wojska! – warknął jeden z mężczyzn. – Upadek stolicy to symbol, Wasza Wysokość. Symbol! Nie możemy dopuścić, by Caemlyn przepadło, bo inaczej cały kraj pogrąży się w chaosie!

– Nie doceniasz siły ludu Andoru – odezwała się Elayne.

Sprawiała wrażenie nad wyraz opanowanej, bardzo silnej, a jej rudozłote włosy niemalże jarzyły się łuną w świetle lampy. Za nią stało kilku jej przywódców bitew, przydających temu spotkaniu autorytetu i poczucia stabilności. Aviendha z zadowoleniem dostrzegła ogień w oczach swojej pierwszej siostry.

– Byłam w Caemlyn, lordzie Lirze – ciągnęła Elayne. – I zostawiłam tam niewielki oddział żołnierzy, by strzegli miasta i donieśli natychmiast, gdy Trolloki je opuszczą. Nasi szpiedzy użyją bram, by móc przekradać się po jego terenie i dowiedzieć się, gdzie Trolloki trzymają jeńców; w razie czego będziemy mogli iść im na ratunek, jeśli miasto pozostanie dłużej pod okupacją Pomiotu Cienia.

– Ale samo miasto…! – zawołał lord Lir.

– Caemlyn jest stracone, Lir – odburknęła lady Dyelin. – Wyszlibyśmy na durni, gdybyśmy próbowali teraz je odbić.

Elayne zgodziła się z nią.

– Naradziłam się z innymi Głowami Domów i wszyscy zgadzają się z moją oceną sytuacji. Uchodźcy są na razie bezpieczni. Wysłałam ich w stronę Białego Mostu pod ochroną gwardzistów. Jeśli tam w środku są jacyś żywi ludzie, to spróbujemy ewakuacji za pomocą bram, ale nie każę swoim wojskom atakować murów Caemlyn. To byłby straceńczy manewr.

– Ale…

– Próba odbicia miasta będzie bezowocna – oświadczyła Elayne twardym głosem. – Doskonale wiem, jakie straty może ponieść armia forsująca te mury! Andor się nie rozpadnie z powodu utraty jednego miasta, niezależnie od tego, jaką rangę posiada.

Jej twarz przypominała teraz maskę, a ton głosu tchnął takim chłodem jak najprzedniejsza stal.

– Trolloki w końcu wyniosą się z Caemlyn – podjęła po chwili Elayne. – Nie zyskają nic na tym, że je opanowały. Zagłodzą się na śmierć, jeśli nic innego ich nie zmoże. A jak już stamtąd odejdą, to będziemy mogli walczyć z nimi na gruncie, który da nam bardziej wyrównane szanse. Bardzo proszę, lordzie Lir, możesz odwiedzić miasto osobiście i przekonać się na własne oczy, czy mówię prawdę. Obecność Głowy Domu wpłynie korzystnie na morale żołnierzy.

Lir zmarszczył czoło, ale ostatecznie skinął głową.

– Chyba tak uczynię.

– W takim razie jedź tam, skoro znasz już mój plan. Jeszcze przed świtaniem zaczniemy posyłać zwiadowców, aby postarali się dowiedzieć, gdzie są trzymani w niewoli ludzie, których można by uratować, a… „Aviendha, co ty wyprawiasz, w imię cholernego lewego jądra kozła!”

Aviendha, zajęta dotąd przycinaniem paznokci swym drugim nożem, zadarła głowę.

„Lewe jądro cholernego kozła?” A to coś nowego. Elayne była istną skarbnicą najbardziej interesujących przekleństw.

Troje arystokratów siedzących przy stole poderwało się z miejsc i rzuciło do ucieczki, przewracając krzesła; mężczyźni dobywali mieczy. Elayne pozostała na swoim miejscu, ale miała zogromniałe oczy i szeroko otwarte usta.

– Zły nawyk – przyznała Aviendha, chowając z powrotem nóż za cholewę buta. – Miałam za długie paznokcie, ale nie należało tego robić w twoim namiocie, Elayne. Przepraszam. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam.

– Ja nie mówię o twoich przeklętych paznokciach, Aviendha – odparowała Elayne. – Jak… kiedy tu weszłaś? Dlaczego wartownicy cię nie zapowiedzieli?

– Nie widzieli mnie – wyjaśniła Aviendha. – Nie chciałam robić zamieszania, zwłaszcza że mieszkańcy mokradeł potrafią być drażliwi. Jesteś teraz królową, tak więc pomyślałam sobie, że mogą mnie zawrócić.

Uśmiechnęła się, wypowiadając ostatnie słowa. Elayne miała dużo honoru; u mieszkańców mokradeł droga do przywództwa nieco odbiegała od właściwych standardów – ci ludzie pod niejednym względem byli uwstecznieni – ale Elayne poradziła sobie znakomicie i swój tron zdobyła. Aviendha była z niej bardziej dumna, niż byłaby z jakiejś siostry włóczni, która wzięła do niewoli wodza klanu i uczyniła zeń gai’shain.

– Oni nie… – zaczęła Elayne. I nagle na jej twarzy też wykwitł uśmiech. – Przekradłaś się przez całe obozowisko, aż do mojego namiotu, który znajduje się w samym jego sercu, a potem jeszcze wślizgnęłaś się do środka i jak gdyby nigdy nic usiadłaś sobie w odległości niecałych pięciu stóp ode mnie. I nikt cię nie zauważył.

– Nie chciałam narobić zamieszania.

– Masz dziwne pojęcie unikania zamieszania.

Towarzysze Elayne nie zareagowali z równym spokojem. Jeden z ich trójki, młody lord Perival, rozejrzał się dookoła zaniepokojonym wzrokiem, jakby szukał innych intruzów.

– Królowo – odezwał się Lir. – Musimy ukarać za takie naruszenie zasad bezpieczeństwa! Odszukam tych ludzi, którzy tak się zaniedbali w sprawowaniu obowiązków i dopatrzę, by ich…

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)