Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
maleńkiego, ciasnego schowka, w którym on i Snape po raz pierwszy... i jakby znowu
był tym przerażonym chłopcem, który nie wie, gdzie uciec, jak uchronić się przed tym
taksującym, odbierającym zmysły spojrzeniem czarnych oczu, który zdaje się niemal
siłą wdzierać do jego duszy i sięgać coraz głębiej i głębiej...
Musi jak najszybciej stąd wyjść! Natychmiast!
Zerwał się z ławy, potrącając puchar z sokiem, który rozlał się po blacie.
- Jestem zmęczony - wymamrotał. Pod jego skórą tańczyły iskry. Serce dudniło w
piersi. I znowu czuł ten bolesny ucisk... - Pójdę się wcześniej położyć. - Nie czekając
na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Rona albo Hermiony, wyszedł z Wielkiej Sali i na
uginających się nogach dotarł do dormitorium, gdzie rzucił się na łóżko, szczelnie
zasunął kotary i ukrył twarz w dłoniach.
Co się z nim dzieje? Co???
***
...gorąco...
...dwa nierówne oddechy...
...zimne dłonie...
...zaciśnięte na skórze...
...dwa ciała...
...jeden rytm...
...ciepłe usta wpijające się w odsłoniętą szyję...
...powolne, głębokie pchnięcie...
...i jeszcze jedno...
...i kolejne...
...pragnienie silniejsze od woli...
...rozpaczliwy szept w ciemności...
"Gdzie byłeś?"
...cisza...
...pośladki uderzające o pośladki...
...głęboki, wibrujący głos, odpowiadający...
"Nigdzie nie odszedłem."
...chłodne palce zaciskające się wokół penisa...
Euforia. Żar. Eksplozja.
- Severusie... - Z ust Harry'ego wydobył się cichy szept i w tym samym momencie...
...obudził się.
Jego biodra podrygiwały, uda i brzuch pokryte były spermą, mięśnie drżały. Oddech
urywał się.
Potrzebował kilku długich sekund, aby dryfująca świadomość powróciła do jego ciała
i aby zrozumiał, co się stało. A kiedy to nastąpiło...
O boże. O boże. O boże. O boże!
Nie, to był tylko sen! Tylko sen! Tylko pieprzony sen!
Przycisnął dłonie do twarzy, mając ochotę wydrapać sobie oczy. I uszy. I wszelkie
zmysły.
Żeby nie słyszeć... nie widzieć... nie pamiętać...
To tylko wspomnienie... tak! Echo jego dawnego życia. To nic nie znaczy. Przecież
słyszał, że w snach odbija się to, co kiedyś, nawet dawno temu, wywoływało silne
emocje. Nawet jeżeli już je pogrzebał. Bo przecież je pogrzebał! To było w ogóle nie
do pomyślenia, aby teraz mógł mieć cokolwiek wspólnego z tym... mężczyzną. Z
człowiekiem, który wzbudzał w nim jedynie pogardę. Przecież to było śmieszne...
Oderwał dłonie od twarzy, oddychając głęboko i powoli się uspokajając.
Spojrzał na zegarek. Została mu godzina snu. Chyba w takim razie wykorzysta ten
czas i się pouczy. Tak, tak właśnie zrobi.
***
Harry siedział w klasie Eliksirów, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ciemną
tablicę. Sam nie wiedział, jak po takim śnie udało mu się przetrwać dzisiejsze zajęcia.
Przez cały dzień starał się być obojętny, odgradzać się, nie dopuszczać do siebie
tego... tego czegoś... co bardzo wyraźnie się w nim rozrastało, napierając na
nadwątlone konstrukcje tej chłodnej bariery, którą wokół siebie stworzył i która do tej
pory niezwykle skutecznie nie dopuszczała do jego wewnętrznego świata żadnego
ciepła, żadnych uczuć... a teraz wszędzie pojawiały się pęknięcia, przecieki, jakby
coś ją w którymś momencie rozszczelniło. Coś niezwykle potężnego... Nie wiedział
tylko, w którym momencie mogło się to wydarzyć. Przecież przed zasłabnięciem
wszystko było jeszcze w porządku...
A teraz... bardzo wyraźnie wyczuwał te przecieki i chociaż próbował je zatamować,
wcale nie było to łatwe. Pojawiały się w nerwowym zaciskaniu palców i szybszym
biciu serca, kiedy siedział tutaj i czekał, czując się jak przed jakimś egzaminem, jak
przed pierwszym spotkaniem ze Snape'em po wypiciu eliksiru Desideria Intima,
wsłuchując się w panujący w klasie rozgardiasz i próbując wychwycić zbliżające się
kroki...
W końcu usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, a później kroki. Długie, zdecydowane
kroki, które znał aż za dobrze... których nasłuchiwał już tak wiele razy, że potrafiłby je rozpoznać w tłumie innych: niepewnych, pospiesznych, potykających się,
szurających. Kroki Snape'a były takie same jak ich właściciel - przyciągały uwagę,
wybijały się na pierwszy plan i sprawiały, że na ich tle wszystko inne wydawało się
blade i bez wyrazu.
Konwulsyjnie zacisnął dłonie na trzymanej w rękach książce do Eliksirów, ponieważ
ból, który odczuwał w klatce piersiowej, nasilił się nagle. Jakby Snape... jakby sama
jego obecność... jakby emanował czymś, co ten ból potęgowało. I nie pozwalało mu
złapać tchu.
Snape szedł pomiędzy ławkami. Harry widział kątem oka tę ciemną sylwetkę
przesuwającą się na granicy widzenia i nagle zdał sobie sprawę, że wszystkie jego
mięśnie napinają się.
Mistrz Eliksirów dotarł w końcu na środek klasy, przystanął i odwrócił się. Długa
czarna peleryna zafalowała wokół niego, wydając delikatny szelest...
Taki znajomy...
I w momencie, kiedy Harry poczuł na sobie spojrzenie tych czarnych, bezdennych
oczu, niemal wypalających mu skórę... jego serce zaczęło łomotać, a przez ciało
popłynęła fala gorąca, unosząc mu włoski na karku.
Nie, nie, nie, to niemożliwe! Nie będzie tak reagował! Nie będzie!
W panice sięgnął po ciszę i chłód, próbując otulić się nimi niczym płaszczem,
naciągając je na siebie z nadludzkim wysiłkiem, tak jakby nagle stały się zbyt małe,
zbyt... przetarte, by dać mu odpowiednia ochronę.
Obojętność. Spokój. Pogarda. To był teraz jego świat. A nie tamten, w którym
wydawało mu się, że Snape jest kimś zupełnie innym. A był przecież tylko kłamcą i
oszustem! Okrutnym, bezlitosnym, nieludzkim...
Przymknął na chwilę powieki i wziął głęboki oddech, czując że jego serce powoli się
uspokaja.
- Na dzisiejszej lekcji czeka was test praktyczny obejmujący omawiane ostatnio
eliksiry - rozległ się niski, głęboki głos. - Zostaniecie podzieleni na cztery grupy, aby jak najskuteczniej wyeliminować... - Snape przerwał na chwilę i znacząco spojrzał na
Hermionę - ...mówiąc eufemistycznie, pokusę wzajemnej pomocy. Dlatego też każda
grupa będzie miała do uwarzenia inny eliksir. Listę eliksirów i przydzielonych do nich
osób znajdziecie na tablicy. - Krótkie, zdecydowane machnięcie różdżką. -
Zabierajcie się do pracy.
Harry miał wrażenie, że ten wibrujący głos rozbrzmiewa w każdym zakamarku jego
ciała, wdziera się siłą do uszu, wędruje po skórze, podrażniając zakończenia
nerwowe i doprowadzając do tego, iż wydawało mu się, że ten głos jest wszędzie...
jest wewnątrz niego. I porusza się.
Jeszcze mocniej zacisnął dłonie na książce.
Kurwa mać!
Usłyszał odgłos odsuwanego krzesła, kiedy Snape siadał przy biurku. W klasie
nastąpiło ogólne poruszenie, sugerujące, że uczniowie nerwowo rozglądają się po
sali, szukając najbliżej siedzących osób, którym przypadł ten sam eliksir, a następnie
wstają i udają się po składniki.
Ale Harry się nie poruszył. Patrzył na tablicę, jednak nie potrafił skupić na niej
wzroku, ponieważ litery rozmazywały mu się przed oczami.
Próbował jakoś wytłumaczyć samemu sobie to, co się z nim działo, ale każda teoria
wydawała mu się idiotyczna. A im dłużej nad tym myślał, tym bardziej był zły. Zły i