Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Wbiegła do szpitala i natychmiast przypadła do łóżka przyjaciela. Spał. Na szafce
obok zauważyła silną miksturę nasenną.
Przysiadła na skraju łóżka i ujęła jego chłodną, wiotką dłoń. Ron przystanął za nią.
Poczuła jego ciepłą rękę na swoim ramieniu.
Znowu byli razem. Kiedy byli we trójkę, potrafili pokonać nawet największe
przeszkody. Teraz też tak będzie.
- Tylko do nas wróć - wyszeptała.
--- rozdział 60 ---
60. I don't believe you (Prolog)
No I don't believe you
When you say don't come around here no more
I won't remind you
You said we wouldn't be apart
No, I don't believe you
When you say you don't need me anymore
So don't pretend
To not love me at al
Just don't stand there and watch me fall
Mówi się, że nawet będąc nieprzytomnym, odczuwa się bodźce zewnętrzne, takie jak
zapach, dotyk, głos. Obecność. Nawet jeżeli po przebudzeniu się ich nie pamięta, ich
sugestia pozostaje w najgłębszych zakamarkach umysłu i serca, niewidoczna i
nieuświadomiona, ale jednak oddziałująca na wszystkie późniejsze myśli i działania.
Dlatego tak ważne jest, aby po prostu być przy kimś, kto pogrążony jest w śpiączce.
Okazywać mu uczucia. Bliskość.
Czułość.
***
Harry powoli otworzył oczy. Światło oślepiło go, więc zamknął je z powrotem. Powieki
miał ciężkie jak z kamienia i wydawało mu się, że skleiły się ze sobą, dlatego tak
trudno było mu je unieść. Ale musiał to zrobić, aby dowiedzieć się, gdzie jest. I co się stało.
Z wysiłkiem otworzył jedno oko i kiedy jego źrenica przyzwyczaiła się już do światła,
otworzył drugie.
Zobaczył nad sobą biały sufit. Mrużąc oczy, przesunął lekko głowę i rozejrzał się po
pomieszczeniu.
Skrzydło szpitalne. Znajdował się w skrzydle szpitalnym. Skąd się tu wziął? Ostatnie,
co pamiętał, to zajęcia z Historii Magii. Pamiętał, że spakował się i chciał wyjść z
klasy, ale wtedy zakręciło mu się w głowie i...
Och.
Pozwolił swoim powiekom opaść. Utrzymanie ich otwartych stanowiło zbyt duży
wysiłek.
Czuł się dziwnie. Jakby obudził się z jakiejś śpiączki. Wszystkie kończyny miał
ociężałe, a w klatce piersiowej czuł nieprzyjemny ucisk. Nagle wszystko wydawało
się takie... - Otworzył oczy i ponownie się rozejrzał. - ...takie wyraźne. Jakby
wcześniej patrzył na świat zza jakiejś zasłony. Coś się w nim zmieniło. Ale co?
Poruszył prawą dłonią, czując mrowienie w końcach palców. Uniósł ją powoli i
dotknął swojego serca. Wyczuwał jego bicie. Całkiem jakby wcześniej... jakby
zapomniał, że je ma.
Ponownie uniósł dłoń i przyjrzał się jej. Nie wydawała się inna, ale jednak... mrowiła
tak dziwnie i miał niejasne wrażenie, że... jest nieco cieplejsza niż reszta ciała.
Rozgrzana.
Opuścił ją i podparł się na łokciach, spoglądając w wysokie okna. Na zewnątrz było
ciemno. Która mogła być godzina? Ile czasu tu spędził?
Oparł się o wezgłowie łóżka i sięgnął po leżące na stoliku nocnym okulary. Włożył je
na nos i spojrzał na wiszący na przeciwległej ścianie, tykający cicho zegar. Było wpół
do ósmej wieczorem. To znaczy, że właśnie omijała go kolacja.
Na samą myśl o jedzeniu, jego żołądek skurczył się i zaburczał przeciągle. Po raz
pierwszy od tygodnia poczuł się naprawdę głodny.
Może powinien wstać, ubrać się i pójść do Wielkiej Sali?
Jednak w momencie, w którym zaczął rozważać tę możliwość, drzwi szpitala
otworzyły się i do środka weszła pani Pomfrey, a zaraz za nią pojawili się Hermiona i
Ron.
- Harry! - Hermiona pierwsza znalazła się przy jego łóżku. Objęła go za szyję i tak
mocno przytuliła, że na chwilę stracił dech w piersiach. - Nareszcie się obudziłeś! Tak
bardzo się martwiłam!
- Jak się czujesz, kochaneczku? - zapytała pani Pomfrey, przyglądając mu się ze
zmarszczonymi brwiami i wyrazem zatroskania na twarzy.
- Całkiem dobrze - odparł Harry, kiedy Hermiona już go puściła i mógł normalnie
oddychać.
- Zaraz dostaniesz kilka wzmacniających eliksirów, a skrzaty przyniosą ci kolację. I
nie myśl nawet o wyjściu z tego łóżka, dopóki nie zjesz wszystkiego co do ostatniego
okruszka. Już dawno nie trafił mi się tak osłabiony uczeń. Doprawdy, postanowiłeś
się zagłodzić?
- Nie, ja tylko... - zaczął Harry.
- Możecie przy nim posiedzieć, ale proszę go nie przemęczać. Idę przygotować
eliksiry. - Pielęgniarka odwróciła się i weszła do swojego gabinetu.
Harry spojrzał na przyglądających mu się przyjaciół. Hermiona wyglądała tak, jakby
wypiła Eliksir Szczęścia, a Ron... no cóż, Ron przedobrzył chyba z Eliksirem
Zakłopotania, jeżeli takowy istniał.
- Trochę się przestraszyliśmy, kiedy tak wczoraj walnąłeś - odezwał się po chwili
Ron, odchrząkując nerwowo.
Harry rzucił mu zaskoczone spojrzenie.
- Wczoraj? - Ponownie zerknął na zegar. - Przecież minęło tylko kilka godzin.
Hermiona i Ron wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hermiona
przysiadła na krześle obok i pochyliła się nad nim.
- Harry, jest sobota. Spałeś ponad dwadzieścia osiem godzin. Pani Pomfrey dała ci
środek nasenny, żebyś odzyskał siły.
Co???
Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przespał cały dzień? Przecież miał się
uczyć, miał ćwiczyć zaklęcia, miał... do jasnej cholery!
To była jego wina. To jego wina, że się tak zaniedbał. Powinien normalnie jeść i
sypiać. Tak bardzo skupił się na Voldemorcie, że zapomniał o sobie, zapomniał o
tym, że musi mieć siły, aby się z nim zmierzyć.
- Trochę cię ominęło, stary - powiedział Ron, uśmiechając się. Zachowywał się tak,
jakby pomiędzy nimi nic się nie wydarzyło. Jakby kompletnie zapomniał o tym, że byli
pokłóceni i żartami próbował załagodzić swoje wcześniejsze zachowanie. - Możesz
żałować, że nie byłeś świadkiem tej historycznej chwili, kiedy Hermiona po raz
pierwszy w życiu nie uwarzyła eliksiru. A najlepsze jest to, że Snape w ogóle nie
zwrócił na to uwagi.
Serce Harry'ego momentalnie szarpnęło się i podskoczyło, a ucisk w klatce
piersiowej pogłębił się.
Szybko spuścił głowę i wbił spojrzenie w kołdrę.
Co to było?
Wyraźnie czuł szybkie, nerwowe bicie własnego serca.
Dlaczego tak reagował? Przecież... otaczała go cisza. I chłód. Powinna go otaczać...
Gdzie się podziała?
Próbując skierować swoje myśli w inną stronę, odwrócił głowę i zerknął na stolik, na
którym dopiero teraz dostrzegł niewielką kartkę z wystającym z niej zasuszonym
kwiatem, a obok jabłko z powtykanymi weń szpilkami o różnokolorowych główkach,
układających się - kiedy przechylił głowę pod odpowiednim kątem i zmrużył oczy - w
obrazek węża wijącego się wokół serca. Zamrugał, zaskoczony.
- Luna i Ginny tu były - wyjaśniła Hermiona, widząc jego minę. - Odwiedziły cię,
kiedy... spałeś. I zostawiły prezenty. - Harry pokiwał głową. O ile prezent od Ginny go
nie zdziwił, to tylko Luna mogła wpaść na pomysł, aby dać mu w prezencie najeżone
szpilkami jabłko... nie mówiąc już o tej bijącej po oczach sugestii... Westchnął i
ponownie przeniósł wzrok na swych przyjaciół. Hermiona uśmiechnęła się, ale w jej
uśmiechu nie było już takiej radości jak wcześniej. Teraz pojawiła się w nim troska.
Głośny trzask w pomieszczeniu oznajmił przybycie Zgredka z kolacją.