Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 370 371 372 373 374 375 376 377 378 ... 508
Перейти на страницу:

Wbiegła do szpitala i natychmiast przypadła do łóżka przyjaciela. Spał. Na szafce

obok zauważyła silną miksturę nasenną.

Przysiadła na skraju łóżka i ujęła jego chłodną, wiotką dłoń. Ron przystanął za nią.

Poczuła jego ciepłą rękę na swoim ramieniu.

Znowu byli razem. Kiedy byli we trójkę, potrafili pokonać nawet największe

przeszkody. Teraz też tak będzie.

- Tylko do nas wróć - wyszeptała.

--- rozdział 60 ---

60. I don't believe you (Prolog)

No I don't believe you

When you say don't come around here no more

I won't remind you

You said we wouldn't be apart

No, I don't believe you

When you say you don't need me anymore

So don't pretend

To not love me at al

Just don't stand there and watch me fall

Mówi się, że nawet będąc nieprzytomnym, odczuwa się bodźce zewnętrzne, takie jak

zapach, dotyk, głos. Obecność. Nawet jeżeli po przebudzeniu się ich nie pamięta, ich

sugestia pozostaje w najgłębszych zakamarkach umysłu i serca, niewidoczna i

nieuświadomiona, ale jednak oddziałująca na wszystkie późniejsze myśli i działania.

Dlatego tak ważne jest, aby po prostu być przy kimś, kto pogrążony jest w śpiączce.

Okazywać mu uczucia. Bliskość.

Czułość.

***

Harry powoli otworzył oczy. Światło oślepiło go, więc zamknął je z powrotem. Powieki

miał ciężkie jak z kamienia i wydawało mu się, że skleiły się ze sobą, dlatego tak

trudno było mu je unieść. Ale musiał to zrobić, aby dowiedzieć się, gdzie jest. I co się stało.

Z wysiłkiem otworzył jedno oko i kiedy jego źrenica przyzwyczaiła się już do światła,

otworzył drugie.

Zobaczył nad sobą biały sufit. Mrużąc oczy, przesunął lekko głowę i rozejrzał się po

pomieszczeniu.

Skrzydło szpitalne. Znajdował się w skrzydle szpitalnym. Skąd się tu wziął? Ostatnie,

co pamiętał, to zajęcia z Historii Magii. Pamiętał, że spakował się i chciał wyjść z

klasy, ale wtedy zakręciło mu się w głowie i...

Och.

Pozwolił swoim powiekom opaść. Utrzymanie ich otwartych stanowiło zbyt duży

wysiłek.

Czuł się dziwnie. Jakby obudził się z jakiejś śpiączki. Wszystkie kończyny miał

ociężałe, a w klatce piersiowej czuł nieprzyjemny ucisk. Nagle wszystko wydawało

się takie... - Otworzył oczy i ponownie się rozejrzał. - ...takie wyraźne. Jakby

wcześniej patrzył na świat zza jakiejś zasłony. Coś się w nim zmieniło. Ale co?

Poruszył prawą dłonią, czując mrowienie w końcach palców. Uniósł ją powoli i

dotknął swojego serca. Wyczuwał jego bicie. Całkiem jakby wcześniej... jakby

zapomniał, że je ma.

Ponownie uniósł dłoń i przyjrzał się jej. Nie wydawała się inna, ale jednak... mrowiła

tak dziwnie i miał niejasne wrażenie, że... jest nieco cieplejsza niż reszta ciała.

Rozgrzana.

Opuścił ją i podparł się na łokciach, spoglądając w wysokie okna. Na zewnątrz było

ciemno. Która mogła być godzina? Ile czasu tu spędził?

Oparł się o wezgłowie łóżka i sięgnął po leżące na stoliku nocnym okulary. Włożył je

na nos i spojrzał na wiszący na przeciwległej ścianie, tykający cicho zegar. Było wpół

do ósmej wieczorem. To znaczy, że właśnie omijała go kolacja.

Na samą myśl o jedzeniu, jego żołądek skurczył się i zaburczał przeciągle. Po raz

pierwszy od tygodnia poczuł się naprawdę głodny.

Może powinien wstać, ubrać się i pójść do Wielkiej Sali?

Jednak w momencie, w którym zaczął rozważać tę możliwość, drzwi szpitala

otworzyły się i do środka weszła pani Pomfrey, a zaraz za nią pojawili się Hermiona i

Ron.

- Harry! - Hermiona pierwsza znalazła się przy jego łóżku. Objęła go za szyję i tak

mocno przytuliła, że na chwilę stracił dech w piersiach. - Nareszcie się obudziłeś! Tak

bardzo się martwiłam!

- Jak się czujesz, kochaneczku? - zapytała pani Pomfrey, przyglądając mu się ze

zmarszczonymi brwiami i wyrazem zatroskania na twarzy.

- Całkiem dobrze - odparł Harry, kiedy Hermiona już go puściła i mógł normalnie

oddychać.

- Zaraz dostaniesz kilka wzmacniających eliksirów, a skrzaty przyniosą ci kolację. I

nie myśl nawet o wyjściu z tego łóżka, dopóki nie zjesz wszystkiego co do ostatniego

okruszka. Już dawno nie trafił mi się tak osłabiony uczeń. Doprawdy, postanowiłeś

się zagłodzić?

- Nie, ja tylko... - zaczął Harry.

- Możecie przy nim posiedzieć, ale proszę go nie przemęczać. Idę przygotować

eliksiry. - Pielęgniarka odwróciła się i weszła do swojego gabinetu.

Harry spojrzał na przyglądających mu się przyjaciół. Hermiona wyglądała tak, jakby

wypiła Eliksir Szczęścia, a Ron... no cóż, Ron przedobrzył chyba z Eliksirem

Zakłopotania, jeżeli takowy istniał.

- Trochę się przestraszyliśmy, kiedy tak wczoraj walnąłeś - odezwał się po chwili

Ron, odchrząkując nerwowo.

Harry rzucił mu zaskoczone spojrzenie.

- Wczoraj? - Ponownie zerknął na zegar. - Przecież minęło tylko kilka godzin.

Hermiona i Ron wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym Hermiona

przysiadła na krześle obok i pochyliła się nad nim.

- Harry, jest sobota. Spałeś ponad dwadzieścia osiem godzin. Pani Pomfrey dała ci

środek nasenny, żebyś odzyskał siły.

Co???

Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przespał cały dzień? Przecież miał się

uczyć, miał ćwiczyć zaklęcia, miał... do jasnej cholery!

To była jego wina. To jego wina, że się tak zaniedbał. Powinien normalnie jeść i

sypiać. Tak bardzo skupił się na Voldemorcie, że zapomniał o sobie, zapomniał o

tym, że musi mieć siły, aby się z nim zmierzyć.

- Trochę cię ominęło, stary - powiedział Ron, uśmiechając się. Zachowywał się tak,

jakby pomiędzy nimi nic się nie wydarzyło. Jakby kompletnie zapomniał o tym, że byli

pokłóceni i żartami próbował załagodzić swoje wcześniejsze zachowanie. - Możesz

żałować, że nie byłeś świadkiem tej historycznej chwili, kiedy Hermiona po raz

pierwszy w życiu nie uwarzyła eliksiru. A najlepsze jest to, że Snape w ogóle nie

zwrócił na to uwagi.

Serce Harry'ego momentalnie szarpnęło się i podskoczyło, a ucisk w klatce

piersiowej pogłębił się.

Szybko spuścił głowę i wbił spojrzenie w kołdrę.

Co to było?

Wyraźnie czuł szybkie, nerwowe bicie własnego serca.

Dlaczego tak reagował? Przecież... otaczała go cisza. I chłód. Powinna go otaczać...

Gdzie się podziała?

Próbując skierować swoje myśli w inną stronę, odwrócił głowę i zerknął na stolik, na

którym dopiero teraz dostrzegł niewielką kartkę z wystającym z niej zasuszonym

kwiatem, a obok jabłko z powtykanymi weń szpilkami o różnokolorowych główkach,

układających się - kiedy przechylił głowę pod odpowiednim kątem i zmrużył oczy - w

obrazek węża wijącego się wokół serca. Zamrugał, zaskoczony.

- Luna i Ginny tu były - wyjaśniła Hermiona, widząc jego minę. - Odwiedziły cię,

kiedy... spałeś. I zostawiły prezenty. - Harry pokiwał głową. O ile prezent od Ginny go

nie zdziwił, to tylko Luna mogła wpaść na pomysł, aby dać mu w prezencie najeżone

szpilkami jabłko... nie mówiąc już o tej bijącej po oczach sugestii... Westchnął i

ponownie przeniósł wzrok na swych przyjaciół. Hermiona uśmiechnęła się, ale w jej

uśmiechu nie było już takiej radości jak wcześniej. Teraz pojawiła się w nim troska.

Głośny trzask w pomieszczeniu oznajmił przybycie Zgredka z kolacją.

1 ... 370 371 372 373 374 375 376 377 378 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)