Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Z kolei siedzący po jej prawej stronie Harry z każdą chwilą coraz bardziej
przypominał jej uczącego ich ducha. Jego skóra była znacznie bledsza niż wcześniej,
niemal przezroczysta. Drżące powieki raz po raz opadały na przekrwione oczy.
Schudł w ciągu ostatniego tygodnia. Zawsze był drobny, ale teraz potrafiłaby policzyć
kości na jego dłoniach. Wydawał się zapadać w sobie. Jedynie jego oczy się nie
zmieniły. Nadal były jaskrawozielone, pomimo iż teraz nie patrzyły już zza okularów
ze swą zwyczajową zaciętością. Kryła się za nimi wciąż ta sama pustka, którą
przyniósł ze sobą z zaśnieżonych błoni. Zimna i nieprzenikniona.
Hermiona zagryzła wargę i pochyliła się nad swymi notatkami. Niewiele zapisała.
Kilka bezużytecznych słów. Zresztą jaki to miało sens, skoro wszystko wokół się
rozsypywało? Ich przyjaźń wisiała na włosku. Zawsze byli razem, we trójkę, a teraz
Harry wyraźnie się oddalał i ledwie już dostrzegała jego sylwetkę na horyzoncie. Ron
ciągnął ją w przeciwnym kierunku, a ona stała pośrodku, próbując przytrzymywać
zarówno jednego i drugiego, by nie dopuścić do tego, by stracić ich z oczu. Ale jak
długo jeszcze zdoła utrzymać ich razem? W końcu nie wytrzyma i puści któregoś z
nich... i co wtedy?
Z otępienia wyrwał ją dzwonek. Zamrugała oszołomiona i rozejrzała się po sali.
Uczniowie błyskawicznie poderwali się z miejsc, pragnąc jak najszybciej opuścić
klasę i nie przejmując się tym, że profesor Binns nie skończył jeszcze mówić.
Spojrzała na Rona, który ze złością pakował swoje rzeczy, a następnie przeniosła
wzrok na Harry'ego, przyglądając się, jak spokojnie zapina torbę i podnosi się z
miejsca.
I wtedy czas zwolnił swój bieg i Hermiona widziała to dokładnie... widziała, jak oczy
Harry'ego uciekają mu w głąb czaszki, twarz staje się biała niczym wosk , a on...
osuwa się na ziemię, uderzając biodrem w krawędź ławki, a głową w twarde deski
podłogi. Jego okulary pękły i przetoczyły się na bok, a torba otworzyła się, wysypując
swą zawartość.
Przez ułamek sekundy, który wydawał się trwać wiele godzin, w klasie zapadła
wibrująca cisza, jakby ktoś upuścił monetę i wszyscy w napięciu czekali, aż się
zatrzyma.
Czas powrócił, uderzając ją w głowę niczym obuchem. Usłyszała czyjś krzyk i
dopiero po chwili zorientowała się, że to jej własny głos. Zerwała się z miejsca i
przypadła do nieprzytomnego przyjaciela.
- Harry! - Złapała go za ramiona i delikatnie przewróciła na plecy, słysząc w uszach
szaleńcze bicie własnego serca i krew pulsującą w głowie. - Niech ktoś pobiegnie po
panią Pomfrey!
- Ja pójdę! - krzyknął blady jak ściana Neville i wybiegł z klasy, przeciskając się
pomiędzy podchodzącymi coraz bliżej, zaciekawionymi uczniami, z których każdy
chciał zobaczyć, co się stało.
Ron opadł na kolana po drugiej stronie Harry'ego. Był równie blady jak Neville.
Hermiona położyła trzęsącą się dłoń na klatce piersiowej przyjaciela. Oddychał.
Zalała ją fala lodowatej ulgi. Przez moment bała się, że... że... To przecież mogło być
wszystko!
- Harry, słyszysz mnie? Harry! - krzyczała, potrząsając go za ramiona. Wątpiła, że to
cokolwiek da, ale musiała coś zrobić. Cokolwiek, byle zagłuszyć ten paraliżujący
szum we własnej głowie. Bezradność doprowadzała ją do szału. Spojrzała na Rona.
Wpatrywał się w Harry'ego z szeroko otwartymi oczami i malującym się na twarzy
zagubieniem. Podniosła głowę i rozejrzała się po skupionych wokół uczniach.
Szeptali pomiędzy sobą, zachowując się tak, jakby oglądali jakieś interesujące
przedstawienie.
- Wynoście się stąd! - krzyknęła. - Zróbcie mu miejsce, żeby mógł oddychać!
Lavender i Parvati spojrzały na nią jak na wariatkę. Wiedziała, że tak właśnie się
teraz zachowuje, ale kompletnie ją to nie obchodziło. Przeniosła spojrzenie z
powrotem na papierową twarz Harry'ego. Słyszała wokół siebie oburzone szepty, ale
niektórzy uczniowie rzeczywiście zaczęli się odsuwać.
Hermiona pochyliła się i przycisnęła policzek do unoszącej się delikatnie piersi
Harry'ego. Zamknęła oczy, wsłuchując się w powolne i ciche bicie serca.
- Trzymaj się, Harry.
*
Resztę pamiętała, jak przez mgłę. Pielęgniarka wyrzuciła wszystkich z klasy i po
wstępnym badaniu oświadczyła, że to zwykłe omdlenie spowodowane ogólnym
wyczerpaniem oraz odwodnieniem, ale Hermiony wcale to nie uspokoiło. Pomfrey
przelewitowała nieprzytomnego Harry'ego do szpitala, ale nie pozwoliła Hermionie
przy nim zostać. Kazała jej wracać na lekcje.
- To moja wina. To wszystko moja wina - szeptała, łykając łzy i nie pomagał nawet
ciepły uścisk Rona. - Gdybym zauważyła wcześniej... Był taki blady. Prawie nic nie
jadał. Mogłam go zmusić. Mogłam się nim bardziej zainteresować...
- Nic mu nie będzie, zobaczysz. - Ron próbował ją uspokoić, kiedy szlochała w jego
ramię, stojąc przed klasą Eliksirów.
Plotka rozeszła się lotem błyskawicy i Ślizgoni wiedzieli już wszystko o wydarzeniach
na Historii Magii.
- Och, cóż za tragedia - dotarł do niej głos Zabiniego. - Chyba sam się zaraz
rozpłaczę...
Po tych słowach cała grupa parsknęła śmiechem.
- Zamknijcie ryje! - warknął ze złością Ron, ale to doprowadziło ich tylko do jeszcze
większego wybuchu wesołości. Pansy zaczęła przedrzeźniać płaczącą Hermionę, a
Zabini pocieszającego ją Rona i przestali chichotać dopiero wtedy, kiedy zza rogu
wyłonił się Snape.
Hermiona oderwała się nieco od Rona i wytarła łzy wierzchem dłoni, ale one nie
chciały przestać płynąć.
Musi się uspokoić. Musi się wziąć w garść! Harry... on... będzie dobrze... to
wszystko...
Wiedziała, że Snape przygląda się jej. Czuła na sobie jego świdrujące spojrzenie, od
kiedy tylko wyłonił się zza zakrętu i nawet teraz, kiedy przechodził obok, zmierzając
w stronę klasy, zauważyła, że odwraca za nią głowę, nie spuszczając z niej wzroku.
Zacisnęła usta, czując narastającą w gardle, kwaśną gorycz.
Nie, nie będzie dobrze! Już nigdy nie będzie dobrze!
Przycisnęła dłoń do ust, nie potrafiąc powstrzymać wylewającego się z niej szlochu.
Odwróciła się do Rona i wtuliła w jego pierś, wybuchając płaczem.
- Hermiono, proszę... uspokój się - usłyszała jego głos. - Przecież on tylko zemdlał.
Nic takiego się nie stało. Na pewno już wszystko w porządku.
Ale słowa Rona nie potrafiły jej pocieszyć. On nic nie rozumiał. Tu nie chodziło o
zemdlenie, ale o to... o to wszystko, co do niego doprowadziło! O to, że ona... nie
umiała mu pomóc!
- Posłuchaj - wyszeptał jej do ucha, gładząc jej plecy - jeżeli chcesz, to może... może
wrócisz do dormitorium i się położysz? Jakoś cię usprawiedliwię. Nie martw się. Po
lekcji przyjdę po ciebie i go odwiedzimy. Co ty na to?
Hermiona oderwała się od niego i otarła łzy z twarzy.
- Nie. Już w porządku. Poradzę sobie.
Ron westchnął głęboko i spojrzał w stronę drzwi, a następnie skierował swój wzrok
ponownie na Hermionę.
- Chodźmy. Zostaliśmy tylko my. Wszyscy weszli już do klasy - powiedział. Hermiona
pokiwała głową i odwróciła się.
Zobaczyła Snape'a stojącego przy otwartych drzwiach i wpatrującego się w nich z
głębokim zamyśleniem na twarzy. Szybko spuściła głowę i pozwoliła poprowadzić się
Ronowi do sali. Miała wrażenie, że spojrzenie mężczyzny wypala jej dziurę w głowie.