Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 376 377 378 379 380 381 382 383 384 ... 508
Перейти на страницу:

po co tu przyszedł.

Ale jak to zdobyć bez zwracania na siebie uwagi?

Stanął pod ścianą i czekał. Po krótkiej chwili barman nalał dwa kufle mocno

podejrzanego trunku i ruszył z nimi do stolika pod ścianą. Harry wykorzystał tę

szansę bez namysłu. Wśliznął się za bar i złapał butelkę czegoś, co na etykiecie

miało zaznaczoną dostatecznie wysoką ilość procentów, aby wystarczająco szybko

mogło posłać jego umysł w stan błogiego zapomnienia. Zostawił na blacie kilka

galeonów, schował butelkę pod pelerynę, złapał pierwszą z brzegu szklankę i zaszył

się w najciemniejszym kącie karczmy.

Pierwszy łyk przypominał wypicie płynnej lawy. Ale tak poparzyło mu przełyk, że

kolejnych już w zasadzie nie czuł. Po prostu pił, wpatrując się w sęki na drewnianym

blacie i starając się nie myśleć o niczym. Ani o Voldemorcie, ani o walce, która go

czekała, ani o tym, że prawdopodobnie już za parę dni zginie... ani o tym, że nie ma

z nim żadnych szans, że niczego nie umie, niczego pożytecznego się nie nauczył, po

prostu zmarnował tylko czas...

Ani o tej... o tej wysokiej sylwetce, która w jakiś niezrozumiały sposób znów zaczęła

przyciągać jego spojrzenie, ani o tym głosie, który doprowadzał do tego, że

przechodziły go ciarki, ani o zimnych dłoniach, których dotyk wciąż tak wyraźnie

pamiętał... ani o parze tych głębokich, mrocznych oczu...

Ani o myślodsiewni, w której okazało się, że wszystko, w co wierzył, było tylko

kłamstwem...

Kłamstwo.

Zatrzymał się na tym słowie i obracał je w myślach niczym coś niezwykle

intrygującego. Wziął kolejny łyk i spróbował skupić wzrok na sęku, ale nie był w

stanie. Obraz rozmazywał mu się przed oczami, wszystko wokół coraz bardziej

wirowało.

Kłamstwo.

Jedno wielkie gówniane kłamstwo.

Nie jesteś dla mnie nikim.

Kłamstwo.

Tak straszliwie cię pragnę.

Kłamstwo.

Nie mogę tego zmienić.

Kłam...

Harry zmarszczył brwi.

Zaraz, przecież Snape... myślał wtedy, że Harry śpi. Po co miałby mu to mówić? Po

co miałby go przytulać, skoro uważał, że Harry zasnął? I przecież sam go do siebie

zaprosił na noc. A wcześniej...

Myślisz, że tylko ty musisz poświęcić coś, co jest ci najbliższe?

Najbliższe...

Najbliższe...

Słowa Snape'a odbiły się w jego umyśle.

To w ogóle nie miało sensu.

Potrząsnął głową, by pozbyć się tego irytującego echa, które wciąż do niego

powracało.

Jeszcze bardziej zmarszczył brwi w umysłowym wysiłku. Powinien się napić... Wziął

kilka łyków. O tak, teraz o wiele lepiej mu się myślało...

Jeżeli dopuścisz do priorytetów osobiste uczucia, to już jesteś przegrany.

O tak. Tak właśnie powiedział. Ale co to mogło oznaczać?

I... i przecież chciał, żeby Harry spędził z nim święta. Po co miałby tego chcieć,

gdyby go nienawidził? I przygotował mu piwo kremowe z cynamonem. Pamiętał o

tym. I pozwolił mu zostawić choinkę. I... i zachował sekret Tonks i Luny, bo Harry go

o to poprosił.

I przecież...

Harry wziął kolejny łyk. Tak bardzo kręciło mu się w głowie, że z trudem rozpoznawał

kształty.

Przecież... ktoś, kto jest takim potworem, nie mógłby... nie mógłby opatrywać mu

nogi z taką czułością. Nie przynosiłby mu kolacji z Wielkiej Sali, twierdząc, że zrobił

to skrzat. Nie pomagałby mu w nauce i nie pakował mu do torby książek z

podkreślonymi zdaniami, które będą omawiać na lekcji. Nie dałby Ronowi maści,

tylko na niemą prośbę Harry'ego. Nie nauczyłby się dla niego o Quidditchu...

Ale przecież widział w myślodsiewni... Czy tamto życie było tylko snem?

Najcudowniejszym snem, który mu się przyśnił, a teraz się z niego obudził?

Niemożliwe. To był jego Severus... patrzył na niego w taki sposób, jakby Harry był

najważniejszą osobą na świecie. Dotykał go z taką zachłannością, jakby wciąż było

mu mało i nie mógł się nim nasycić. Zatracał się w nim całkowicie, jakby nic innego

poza bliskością Harry'ego się nie liczyło. To są... reakcje. Nie da się nad nimi

zapanować.

Bicie serca. Przyspieszony oddech. Drżenie rąk. Głosu. Uśmiech. Prawdziwy. To... to

coś w oczach. Ciepło. Blask.

Tego nie można udawać! Nie można!

Harry zacisnął dłoń na szklance.

Pamiętał to... pamiętał, jak Severus uczył się od niego czułości, jak krok po kroku

powtarzał po nim wszystkie gesty... Nie wymyślił sobie tego! Pamiętał wszystko.

Pocałunki, gesty, spojrzenia. Żar. Żar, który widział w oczach Severusa za każdym

razem, kiedy na niego patrzył. Wszechogarniający, niepohamowany ogień. Nawet

wtedy, kiedy się kłócili. Kiedy Snape zamieniał się w ogarniętą zazdrością bestię...

Harry doskonale pamiętał emocje szalejące na jego twarzy... jakby chciał rozerwać

go na strzępy. Ale jedyne, co rozrywał to jego ubrania, kiedy brał go mocno i

łapczywie, jakby nie potrafił zapanować nad swoim głodem.

Ktoś, kto ma w sobie jedynie mrok, nie potrafiłby rozpalać się takim jasnym

płomieniem...

I przecież w końcu... nie pozwolił mu wypić tego eliksiru. Powstrzymał go. Dlaczego?

Dlatego, że to niby było za wcześnie? Że Harry mu nie ufał? Dobry żart. Przecież

Severus dobrze wiedział, że Harry zrobiłby dla niego wszystko. Absolutnie wszystko.

Zacisnął mocno powieki. Widział tamtą chwilę w swoim umyśle. Widział oblicze

Severusa. Merlinie, nigdy nie zapomni cierpienia, które zobaczył wtedy na jego

twarzy. To było tak... tak... inne. Intensywne. Nie pasujące do niczego, co wydarzyło

się pomiędzy nimi tamtego wieczoru. I dlaczego później Severus był taki

przygnębiony? Następnego dnia. I... jak on to powiedział?

Czasami wszystko wymyka nam się spod kontroli i nie mamy na to wpływu. To

silniejsze od nas.

Harry położył głowę na opartych na blacie ramionach.

Tak właśnie się teraz czuł. To było silniejsze od niego. I wirowało. Zdecydowanie nie

miał na to wpływu. Na to wirowanie. I na myśli. I na to, jak się czuł.

Wszystkie dobre wspomnienia przewijały mu się w głowie, rozbijając się brutalnie o

wspomnienia z myślodsiewni.

Śmiali się z niego. Śmierciożercy. Voldemort. Wszyscy.

Wykorzystał go. Bawił się nim. Oszukiwał. Chciał go poświęcić. Manipulował nim od

samego początku. Był dla niego tylko narzędziem, którego używa się tak długo,

dopóki nie pęknie, a potem wyrzuca się je do śmietnika. Tak okrutny... tak

bezwzględny...

Gdyby tylko mógł mu...

Chwila...

Nie podnosząc głowy, wsunął dłoń do kieszeni i wymacał mały, okrągły kształt.

Nie wiedział, dlaczego tego nie wyrzucił. Nie wiedział, dlaczego zawsze nosił to przy

sobie.

Zamknął dłoń na kamieniu.

Możesz po mnie przyjść. Zwołaj swoich kumpli Śmierciożerców. Nie jestem teraz w

stanie nawet unieść różdżki, więc będziesz miał ułatwione zadanie. No chodź!

Przyjdź po mnie!

Wypuścił kamień.

Taa... to dopiero było wyzwanie. Niech no tylko przyjdzie, to on... on... co w zasadzie

chciał zrobić?

Och, tak bardzo kręciło mu się w głowie... Rozbieganym wzrokiem spojrzał na

stojącą przed nim butelkę. A w zasadzie kilka butelek. Miał jednak ogromne

problemy z policzeniem, ile ich w ogóle jest, ponieważ wciąż zmieniały swoje

położenie.

A może gdyby tak złapał jedną, to pozostałe przestałyby się ruszać i...

Au! Coś go zaczęło parzyć w kieszeni. Wsunął dłoń i wyciągnął rozjarzony kamień.

1 ... 376 377 378 379 380 381 382 383 384 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)