Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 373 374 375 376 377 378 379 380 381 ... 508
Перейти на страницу:

przestraszony.

Może to była sprawka Snape'a? Może rzucił na niego jakiś czar? Imperiusa? Ale po

co miałby to robić? Po pierwsze, nienawidzi Harry'ego, a po drugie i tak nic by mu to

nie dało. Nie, to nie było nic w tym stylu. Harry potrafiłby rozpoznać objawy zaklęcia,

miał z nimi do czynienia. To nie pochodziło z zewnątrz. To było w nim.

Usłyszał, że Ron i Hermiona także wstali i ruszyli po składniki. Kiedy rozmyślał nad

swoją teorią, jego spojrzenie mimowolnie powędrowało do siedzącego przy biurku

nauczyciela. Ale to, co miało być tylko szybkim zerknięciem, zamieniło się w

niezamierzoną kontemplację, kiedy z rosnącym w klatce piersiowej uciskiem

przyglądał się pochylonej nad biurkiem, ciemnej sylwetce i opadającym na twarz,

czarnym włosom.

W tej samej chwili Snape, jakby wyczuwając wwiercającą się w niego parę zielonych

oczu, poderwał głowę i spojrzał prosto na niego.

Harry gwałtownie uciekł wzrokiem, wbijając go w najbliżej znajdujący się obiekt, czyli

w tablicę.

Serce biło mu niemal w gardle.

Musi przestać! Musi się opanować! Snape przecież nie istnieje. Jest nikim. Po tym,

co zrobił, już zawsze będzie nikim.

Spróbował skupić spojrzenie na tablicy, ale im dłużej się w nią wpatrywał, tym mniej

na niej widział.

Zaryzykował kolejne zerknięcie, aby przekonać się, czy Snape cokolwiek zauważył.

Nadział się wprost na twarde spojrzenie tych czarnych, zmrużonych oczu.

Do diabła! Czyli zauważył.

Jak bardzo zdoła się jeszcze pogrążyć podczas tej lekcji?

Gdyby Hermiona usłyszała w tej chwili myśli Harry'ego, byłaby zaskoczona ilością

przekleństw, jakich potrafi używać.

Kiedy wrócili przyjaciele, Harry, czując na sobie ich zaskoczone spojrzenia, podniósł

się szybko i również skierował do składziku, chociaż nie miał pojęcia, jakie

ingrediencje będą mu potrzebne. Nie wiedział nawet, jaki w ogóle ma uwarzyć eliksir.

Odwrócił się, aby przeczytać jego nazwę na tablicy i w tej samej chwili poczuł, jak

coś podcina mu nogi. Stracił równowagę i grzmotnął na podłogę, uderzając się

boleśnie w łokieć. Zdążył jednak zauważyć cofającą się szybko stopę Zabiniego.

Ślizgon zatrzymał się nad nim, a jego twarz wykrzywił złośliwy uśmieszek.

- Potter, znowu zasłabłeś? Może powinniśmy wezwać Pomfrey i po raz kolejny

odwołać lekcje z twojego powodu? Przecież tak lubisz, kiedy inni się nad tobą

użalają, co? Mały, biedny Złoty Chłopczyk...

Harry podniósł się powoli, kompletnie nie zwracając uwagi na ciche śmiechy

dochodzące od strony ławek Ślizgonów. Wyprostował się i spojrzał wprost w małe,

szaroniebieskie oczy Zabiniego, niemal rozkoszując się powracającą stalą. Zimną,

twardą i ostrą. Idealną, by wbić ją głęboko w stojącego naprzeciw Ślizgona.

Zrobił krok w przód, jakby chciał go ominąć, ale zatrzymał się na sekundę i wyszeptał

mu do ucha lodowatym głosem, który nie wydawał się należeć do niego:

- Jeżeli nie chcesz spotkać się z Malfoyem w jego największych koszmarach, to

dobrze ci radzę, nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. - Zabini zbladł i spojrzał na

niego rozszerzonymi oczami. Harry nie czekał na dalszy rozwój wypadków. Ruszył

dalej, słysząc za plecami przecinający powietrze, ostry głos Snape'a:

- Proszę siadać, panie Zabini i zająć się swoim eliksirem. I nie chcę słyszeć już ani

słowa więcej. Jeżeli jeszcze ktoś spróbuje się odezwać, to zostanie wyrzucony z

zajęć. Czy to jasne?

Harry odwrócił głowę, aby po raz kolejny spojrzeć na tablicę i przy okazji musnął

wzrokiem wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Zabiniego.

Kompletnie go ignorując, odczytał w końcu nazwę eliksiru, który powinien

przygotować - Eliksir Odkażający. Na chybił trafił wybrał kilka składników, które

uznał, że powinny się w nim znaleźć. I tak był pewien, że go spartaczy, skoro

podczas lekcji, na której owa mikstura była omawiana, leżał nieprzytomny w szpitalu.

Wiedział, że Snape celowo wybrał dla niego ten eliksir. Chciał, aby Harry zawalił.

Zresztą... nie powinien się tym przejmować. To nie było teraz ważne. Żadne eliksiry,

żadne zajęcia. Za kilka dni miał spotkać się z Voldemortem. Nic nie było teraz

ważne... a już w szczególności Snape.

Przekonanie swojego umysłu do tej ostatniej części okazało się jednak zadaniem

przerastającym możliwości Harry'ego.

Incydent z Zabinim rozładował jednak nieco kumulującą się w nim złość i pomógł mu

ostudzić te wszystkie niepokojące przebłyski emocji. Ani razu nie spojrzał już na

ciemną sylwetkę. Z nadzwyczajnym skupieniem siekał składniki i dodawał je po kolei

do bulgoczącego wywaru, chociaż nawet nie wiedział, czy są odpowiednie. W każdej

chwili spodziewał się eksplozji, dlatego bardzo dokładnie obserwował pojawiające się

na powierzchni bąble, by, w razie zagrożenia, mieć przynajmniej na tyle dużo czasu,

aby schować się pod ławkę.

W końcu, mniej więcej w połowie lekcji, panującą w klasie ciszę przerwał odgłos

odsuwanego krzesła. Mistrz Eliksirów podniósł się ze swego miejsca przy biurku, po

czym ruszył na zwyczajowy obchód.

Harry spiął się mimowolnie. Nie potrafił nad tym zapanować. To było jak reakcja

obronna. Jakby całe jego ciało szykowało się do jakiejś wyimaginowanej bitwy. Ze

sobą.

Snape zaczął od Ślizgonów. Harry słyszał jego cichy, wibrujący głos, który snuł się

po klasie niczym dym, kiedy mężczyzna dawał wskazówki swym podopiecznym. A

kiedy tak szeptał, wtedy brzmiał zupełnie jak wtedy, kiedy... kiedy...

Merlinie! Natychmiast się uspokój!

Mocniej zacisnął dłoń na drewnianej chochli, którą mieszał w kociołku. Jego ręce były

spocone.

Słyszał, jak Snape przechodzi dalej. Słyszał jego niespieszny krok, który jednak

potrafił sprawić, że wsłuchiwało się w niego niczym w tykającą bombę zegarową,

obawiając się tego, co się może wydarzyć, jeżeli zatrzyma się właśnie przy twojej

ławce...

Był już przy Gryfonach. Szybko przeczesał tylne ławki, ale w pewnym momencie

zatrzymał się. Harry wziął głęboki oddech i rozprostował zesztywniałe palce.

Wolał mieć to już za sobą. Nie podobało mu się to oczekiwanie. Ale Snape

najwyraźniej postanowił nigdzie się nie spieszyć.

Harry oblizał wargi i odwrócił głowę, spoglądając za siebie.

Snape stał za Neville'em, uśmiechając się kpiąco pod nosem i z wyraźną

przyjemnością obserwując, jak Neville, pomimo wiszącego nad nim i niemal

dyszącego mu w kark nauczyciela, próbuje drżącymi rękami wsypać do swojego

eliksiru posiekane kłącze żmijoplewu.

Jednak w tym samym momencie oczy Snape'a oderwały się od eliksiru i

przeszywające spojrzenie poderwało się w górę, krzyżując się ze wzrokiem

Harry'ego. I Harry poczuł, jak ucisk w jego piersi staje się nagle nie do zniesienia, jak coś w nim narasta, coś odległego, zepchniętego... jak próbuje się wydostać, wyrwać

na zewnątrz, nie dbając o to, ile szkód narobi i jak bolesne to będzie...

Snape zmarszczył brwi i wyprostował się.

Harry odwrócił się gwałtownie i wbił rozbiegane spojrzenie w swój kociołek.

Nie, nie może... musi... powstrzymać to!

Spojrzał na swoją drżącą dłoń.

Miał wrażenie, że coś się w nim rozsypywało.

Za późno usłyszał powolne kroki. Zatrzymujące się tuż za nim. Nie zdążył się

1 ... 373 374 375 376 377 378 379 380 381 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)