Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przestraszony.
Może to była sprawka Snape'a? Może rzucił na niego jakiś czar? Imperiusa? Ale po
co miałby to robić? Po pierwsze, nienawidzi Harry'ego, a po drugie i tak nic by mu to
nie dało. Nie, to nie było nic w tym stylu. Harry potrafiłby rozpoznać objawy zaklęcia,
miał z nimi do czynienia. To nie pochodziło z zewnątrz. To było w nim.
Usłyszał, że Ron i Hermiona także wstali i ruszyli po składniki. Kiedy rozmyślał nad
swoją teorią, jego spojrzenie mimowolnie powędrowało do siedzącego przy biurku
nauczyciela. Ale to, co miało być tylko szybkim zerknięciem, zamieniło się w
niezamierzoną kontemplację, kiedy z rosnącym w klatce piersiowej uciskiem
przyglądał się pochylonej nad biurkiem, ciemnej sylwetce i opadającym na twarz,
czarnym włosom.
W tej samej chwili Snape, jakby wyczuwając wwiercającą się w niego parę zielonych
oczu, poderwał głowę i spojrzał prosto na niego.
Harry gwałtownie uciekł wzrokiem, wbijając go w najbliżej znajdujący się obiekt, czyli
w tablicę.
Serce biło mu niemal w gardle.
Musi przestać! Musi się opanować! Snape przecież nie istnieje. Jest nikim. Po tym,
co zrobił, już zawsze będzie nikim.
Spróbował skupić spojrzenie na tablicy, ale im dłużej się w nią wpatrywał, tym mniej
na niej widział.
Zaryzykował kolejne zerknięcie, aby przekonać się, czy Snape cokolwiek zauważył.
Nadział się wprost na twarde spojrzenie tych czarnych, zmrużonych oczu.
Do diabła! Czyli zauważył.
Jak bardzo zdoła się jeszcze pogrążyć podczas tej lekcji?
Gdyby Hermiona usłyszała w tej chwili myśli Harry'ego, byłaby zaskoczona ilością
przekleństw, jakich potrafi używać.
Kiedy wrócili przyjaciele, Harry, czując na sobie ich zaskoczone spojrzenia, podniósł
się szybko i również skierował do składziku, chociaż nie miał pojęcia, jakie
ingrediencje będą mu potrzebne. Nie wiedział nawet, jaki w ogóle ma uwarzyć eliksir.
Odwrócił się, aby przeczytać jego nazwę na tablicy i w tej samej chwili poczuł, jak
coś podcina mu nogi. Stracił równowagę i grzmotnął na podłogę, uderzając się
boleśnie w łokieć. Zdążył jednak zauważyć cofającą się szybko stopę Zabiniego.
Ślizgon zatrzymał się nad nim, a jego twarz wykrzywił złośliwy uśmieszek.
- Potter, znowu zasłabłeś? Może powinniśmy wezwać Pomfrey i po raz kolejny
odwołać lekcje z twojego powodu? Przecież tak lubisz, kiedy inni się nad tobą
użalają, co? Mały, biedny Złoty Chłopczyk...
Harry podniósł się powoli, kompletnie nie zwracając uwagi na ciche śmiechy
dochodzące od strony ławek Ślizgonów. Wyprostował się i spojrzał wprost w małe,
szaroniebieskie oczy Zabiniego, niemal rozkoszując się powracającą stalą. Zimną,
twardą i ostrą. Idealną, by wbić ją głęboko w stojącego naprzeciw Ślizgona.
Zrobił krok w przód, jakby chciał go ominąć, ale zatrzymał się na sekundę i wyszeptał
mu do ucha lodowatym głosem, który nie wydawał się należeć do niego:
- Jeżeli nie chcesz spotkać się z Malfoyem w jego największych koszmarach, to
dobrze ci radzę, nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj. - Zabini zbladł i spojrzał na
niego rozszerzonymi oczami. Harry nie czekał na dalszy rozwój wypadków. Ruszył
dalej, słysząc za plecami przecinający powietrze, ostry głos Snape'a:
- Proszę siadać, panie Zabini i zająć się swoim eliksirem. I nie chcę słyszeć już ani
słowa więcej. Jeżeli jeszcze ktoś spróbuje się odezwać, to zostanie wyrzucony z
zajęć. Czy to jasne?
Harry odwrócił głowę, aby po raz kolejny spojrzeć na tablicę i przy okazji musnął
wzrokiem wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Zabiniego.
Kompletnie go ignorując, odczytał w końcu nazwę eliksiru, który powinien
przygotować - Eliksir Odkażający. Na chybił trafił wybrał kilka składników, które
uznał, że powinny się w nim znaleźć. I tak był pewien, że go spartaczy, skoro
podczas lekcji, na której owa mikstura była omawiana, leżał nieprzytomny w szpitalu.
Wiedział, że Snape celowo wybrał dla niego ten eliksir. Chciał, aby Harry zawalił.
Zresztą... nie powinien się tym przejmować. To nie było teraz ważne. Żadne eliksiry,
żadne zajęcia. Za kilka dni miał spotkać się z Voldemortem. Nic nie było teraz
ważne... a już w szczególności Snape.
Przekonanie swojego umysłu do tej ostatniej części okazało się jednak zadaniem
przerastającym możliwości Harry'ego.
Incydent z Zabinim rozładował jednak nieco kumulującą się w nim złość i pomógł mu
ostudzić te wszystkie niepokojące przebłyski emocji. Ani razu nie spojrzał już na
ciemną sylwetkę. Z nadzwyczajnym skupieniem siekał składniki i dodawał je po kolei
do bulgoczącego wywaru, chociaż nawet nie wiedział, czy są odpowiednie. W każdej
chwili spodziewał się eksplozji, dlatego bardzo dokładnie obserwował pojawiające się
na powierzchni bąble, by, w razie zagrożenia, mieć przynajmniej na tyle dużo czasu,
aby schować się pod ławkę.
W końcu, mniej więcej w połowie lekcji, panującą w klasie ciszę przerwał odgłos
odsuwanego krzesła. Mistrz Eliksirów podniósł się ze swego miejsca przy biurku, po
czym ruszył na zwyczajowy obchód.
Harry spiął się mimowolnie. Nie potrafił nad tym zapanować. To było jak reakcja
obronna. Jakby całe jego ciało szykowało się do jakiejś wyimaginowanej bitwy. Ze
sobą.
Snape zaczął od Ślizgonów. Harry słyszał jego cichy, wibrujący głos, który snuł się
po klasie niczym dym, kiedy mężczyzna dawał wskazówki swym podopiecznym. A
kiedy tak szeptał, wtedy brzmiał zupełnie jak wtedy, kiedy... kiedy...
Merlinie! Natychmiast się uspokój!
Mocniej zacisnął dłoń na drewnianej chochli, którą mieszał w kociołku. Jego ręce były
spocone.
Słyszał, jak Snape przechodzi dalej. Słyszał jego niespieszny krok, który jednak
potrafił sprawić, że wsłuchiwało się w niego niczym w tykającą bombę zegarową,
obawiając się tego, co się może wydarzyć, jeżeli zatrzyma się właśnie przy twojej
ławce...
Był już przy Gryfonach. Szybko przeczesał tylne ławki, ale w pewnym momencie
zatrzymał się. Harry wziął głęboki oddech i rozprostował zesztywniałe palce.
Wolał mieć to już za sobą. Nie podobało mu się to oczekiwanie. Ale Snape
najwyraźniej postanowił nigdzie się nie spieszyć.
Harry oblizał wargi i odwrócił głowę, spoglądając za siebie.
Snape stał za Neville'em, uśmiechając się kpiąco pod nosem i z wyraźną
przyjemnością obserwując, jak Neville, pomimo wiszącego nad nim i niemal
dyszącego mu w kark nauczyciela, próbuje drżącymi rękami wsypać do swojego
eliksiru posiekane kłącze żmijoplewu.
Jednak w tym samym momencie oczy Snape'a oderwały się od eliksiru i
przeszywające spojrzenie poderwało się w górę, krzyżując się ze wzrokiem
Harry'ego. I Harry poczuł, jak ucisk w jego piersi staje się nagle nie do zniesienia, jak coś w nim narasta, coś odległego, zepchniętego... jak próbuje się wydostać, wyrwać
na zewnątrz, nie dbając o to, ile szkód narobi i jak bolesne to będzie...
Snape zmarszczył brwi i wyprostował się.
Harry odwrócił się gwałtownie i wbił rozbiegane spojrzenie w swój kociołek.
Nie, nie może... musi... powstrzymać to!
Spojrzał na swoją drżącą dłoń.
Miał wrażenie, że coś się w nim rozsypywało.
Za późno usłyszał powolne kroki. Zatrzymujące się tuż za nim. Nie zdążył się