Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 56
Перейти на страницу:

10

A potem stało się to, co — dziś widzę to zupełnie wyraźnie — musiało nieuchronnie nastąpić.

Głos znakomicie wyczuwał przestrzeń; MUK bezbłędnie obliczał skupiska mas; Osima po wirtuozersku lawirował w przestrzeni, wymijając gwiezdne roje i pojedyncze słońca. Dublowali go Olga i Kamagin, równie odważni jak on i równie doświadczeni. Wszystko zostało zaplanowane, wszystko doskonale zorganizowane i przewidziane.

Wszystko poza jednym. Okazało się, że wbrew oczekiwaniom nie byliśmy jedyną rozumną siłą w jądrze. Nie byliśmy też gospodarzami nawet tego strzępka przestrzeni, przez który zamierzaliśmy się przebić. Pomyliliśmy się w najważniejszej sprawie, sądząc, że przyjdzie pokonywać jedynie opór ślepego żywiołu. A tymczasem przeciwdziałał naszym poczynaniom potężny wrogi rozum. Rzuciliśmy się do boju w nadziei, że nasi tajemniczy przeciwnicy zostali daleko, a oni byli tuż, tuż i naszej sile przeciwstawili swoją. Siła złamała siłę.

Głos zasygnalizował zbliżanie się biernego sektora przestrzeni, chociaż wokół w dzikim pląsie nadal miotały się rozszalałe gwiazdy, a mózgi pokładowe i analizatory nie wykryły żadnych zmian w naszym otoczeniu. Oleg jednak wierzył w możliwości Głosu i rozkazał ustawić „Węża” w stożku promieniowania anihilatorów.

Na stanowisku dowodzenia znajdowali się wówczas wszyscy trzej kapitanowie i Oleg. Dla mnie wstawiono tam dodatkowy fotel, ale nie skorzystałem z niego. Wolałem pójść do sali obserwacyjnej, w której zebrały się wolne od wacht załogi trzech gwiazdolotów. Na widok tego tłoku wycofałem się i wraz z Romerem i Mary zasiadłem przed małym ekranem w swojej kabinie. Dzięki temu zobaczyłem wyraźnie, jak rozegrała się nowa katastrofa.

„Wąż” leciał w pewnej odległości przed dziobem „Koziorożca”, prowadzony z naszego pokładu przez samego Kamagina. W pewnym momencie w głośnikach łączności wewnętrznej — komendy kapitanów przekazywane były do wszystkich pomieszczeń statku — rozległ się jego głos:

— Odblokowuję anihilatory masy. Cel w stożku zero-zero-trzy. Zaczynam odliczanie: dziesięć, dziewięć, osiem, siedem…

I wtedy z mętnej mgławicy spośród miotających się bezładnie gwiazd wytrysnął znany już nam promień, dokładnie taki sam, jaki rozpylił „Cielca”. Wyminął „Koziorożca” i trafił „Węża”. Na ekranie powtórzyła się znów scena zagłady gwiazdolotu. Pełne grozy milczenie przerwał przeraźliwy krzyk Kamagina:

— Mózgi pokładowe zablokowane! Głosie, masz łączność z mechanizmami wykonawczymi? Głosie, odpowiedz!

Głos nie odpowiadał. Mary jęknęła i chwyciła się za serce. Śmiertelnie pobladły Romero wymamrotał:

— To Ramirowie, admirale! Są w jądrze! Uwięzili nas!

Wstrząśnięty i zaskoczony nie mogłem oderwać się od ekranu. MUK nie działał, anihilatory zostały zablokowane, a jakaś siła zawróciła „Koziorożca” i rzuciła go na poprzedni kurs wiodący wprost do środka jądra, w rozszalały żywioł kipiących gwiazd.

— Ramirowie wiedzą o nas wszystko — powiedziałem beznadziejnie. — Mogli z łatwością zniszczyć również „Koziorożca”, ale najwidoczniej woleli pobawić się z nami w kotka i myszkę!…

4. Pogoń za własnym cieniem

1

Niemal natychmiast po nowej katastrofie z przerażeniem domyśliłem się przyczyny naszego nieszczęścia, jednak ta myśl nie zdołała mnie całkowicie opanować, bo nie to mi było akurat w głowie. Trzeba było najpierw ratować statek, a dopiero potem zastanawiać się, dlaczego kolejna próba ucieczki zakończyła się niepowodzeniem. Popędziłem na stanowisko dowodzenia. Dowódca eskadry i Olga wyszli z tego bez szwanku, tyle że już nie byli dowódcami, lecz podobnie jak my wszyscy bezradnymi pasażerami pozbawionego napędu galaktycznego wraku. W laboratorium też wszystko było we względnym porządku. Aparatura nie ucierpiała, Ellon i Irena czuli się dobrze, jeśli można mówić o dobrym samopoczuciu istot pozbawionych kompletnie możliwości działania. Na razie nie mogli nic zrobić, bo laboratorium zostało odcięte od dopływu energii.

— Nie chcieliście nas słuchać! — wykrzyknął gniewnie Demiurg. — Spieszyliście się, a przecież nic nam nie groziło, dopóki nie podjęliśmy tej szalonej próby ucieczki!

— Chodź z nami, Ellonie! — rozkazał Oleg, który w ślad za mną wszedł do laboratorium.

Pospieszyliśmy do kabiny Głosu.

Głos brzmiał słabo, ale wyraźnie. Poskarżył się, że odczuł bolesny wstrząs, kiedy zerwała się łączność z mózgami pokładowymi i mechanizmami wykonawczymi. Wróg sparaliżował sterowanie anihilatorami bojowymi i do tego się ograniczył, ale Głos ucierpiał niejako rykoszetem.

— To Ramirowie! — powiedział Głos. — Nie chcą nas wypuścić z jądra. Jesteśmy ich więźniami…

Jego opinia na ten temat była o wiele bardziej autorytatywna od naszej, bo dokładnie wiedział, co to znaczy więzić statek kosmiczny. Znał się na tym!

Najgorzej zniósł katastrofę Gracjusz, który w momencie zablokowania mózgów pokładowych runął bez zmysłów na podłogę i teraz ten nieśmiertelny, po utracie całego swojego majestatu, wyglądał o wiele słabiej od nas, zwykłych zjadaczy chleba. Galaktowie są zupełnie nieodporni na jakiekolwiek wstrząsy, bo w swoich rajskich ogrodach dawno już zapomnieli o tym, że świat pełen jest niebezpieczeństw.

— Trzeba skontrolować MUK — powiedział Oleg. MUK nie pracował. Odłączyliśmy go od mechanizmów wykonawczych i przenieśliśmy do laboratorium, gdzie jak nam się wydało znów zaczął działać. Były to jednak tylko pozory. Obwody przewodziły wprawdzie sygnały, ale całość zwana Małym Uniwersalnym Komputerem uległa rozkładowi.

— Odnoszę wrażenie, że wasza maszyna straciła przytomność na skutek szoku — zauważył Gracjusz, który zaczynał odzyskiwać formę. — Co zresztą innego można oczekiwać od martwego mechanizmu?

Ellon łypnął na niego złym okiem. Pospieszyłem zmienić temat rozmowy, bo ten mógł doprowadzić jedynie do kłótni między Demiurgiem i Galaktem.

— Jeśli maszyna tylko zemdlała — powiedziałem — to może jeszcze uda się ją ocucić.

Oleg polecił dostarczyć do laboratorium dwa rezerwowe mózgi wymontowane ze „Strzelca” i „Węża”. One również były w szoku, a skontrolowany przy okazji MUK „Tarana” nadal mylił przyczyny ze skutkami.

— Gracjuszu — zwróciłem się do Galakta — teraz na ciebie i Głos spadnie najcięższy obowiązek. Analizatory i mechanizmy wykonawcze znów, podobnie jak w Ginących Światach, zostaną podłączone bezpośrednio do was. Mam nadzieję, że sobie poradzicie, bo jeżeli nie, oznacza to koniec nas wszystkich.

— Ja też mam tę nadzieję — odparł z godnością. MUK „Koziorożca” zaczął dawać znaki życia. Z głębokim smutkiem słuchaliśmy jego odpowiedzi na kontrolne sygnały. Maszyna zwariowała. We własnym przekonaniu była teraz duszą dziewczyny imieniem Czarna Mańka, opłakującą z zaświatów swój nędzny i tragiczny doczesny żywot. Nie reagowała na pytania, nie wykonywała poleceń i wszelkie impulsy doprowadzane do jej wejścia kwitowała rozdzierającym stwierdzeniem: „Nie ma Mańki, bo umarła! Czarna Mańka zimny trup!…” Potem zaczynała rozpaczliwie płakać i przez łzy złorzeczyła ostatnimi słowami jakiejś „Ciepłej Personalnej”.

Wkrótce jednak zmieniła repertuar i głębokim, piersiowym altem wykonała pieśń zaczynającą się od słów: „Puchowy śniegu tren, w krąg roztoczył swe czary, dźwięczą sanek janczary, miasto spowił już mrok”…

Te komputerowe majaczenia były nie tylko idiotyczne, ale również zdumiewające. Przecież konstruktorzy mózgu nie umieścili w jego pamięci żadnych informacji na temat kochanek bandytów, obyczajów „paniczów bogatych” rozbijających się sankami po zaśnieżonych miastach, ani zasad wersyfikacji. Wszystko to maszyna wymyśliła sama, gdy straciła rozsądek.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)