Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 56
Перейти на страницу:
Motylem jestem, ćmą tęczoskrzydłą. Świat mi się znudził, życie obrzydło… Jak długo można z kwiatka na kwiatek, Gdy róża kole, więdnie bławatek, Gdy drży osika z wielkiego strachu? Nie chcę nektaru! Pójdę do piachu…

— Dziwne w tych rymach wydaje mi się jedynie to, że MUK przestał się uważać za sentymentalną dziewczynę z półświatka i zaczął przemawiać jak znudzony łatwymi podbojami prowincjonalny donżuan.

— Nie, mój uczony przyjacielu, dziwne jest coś innego. W moim mózgu tkwiło uparcie słowo „ćma”, a MUK użył właśnie tego wyrazu. Nic to panu nie mówi? — Nic a nic.

— Wielka szkoda, admirale, że nigdy nie interesował się pan starożytnymi obyczajami, bo znajomość historii bywa czasem niezmiernie użyteczna… Ale zostawmy te utyskiwania. Otóż moja uniwersytecka praca dyplomowa nosiła tytuł „Folklor miejski pierwszej połowy dwudziestego wieku starej ery” i cytowała wszystkie piosenki i wierszyki, którymi teraz operuje nasz zwariowany MUK.

— To rzeczywiście jest bardzo dziwne i interesujące.

— Cieszę się, że to do pana dotarło. Atak Ramirów spowodował rozdwojenie jaźni naszej biednej maszyny. — Rozdwojenie czasu, Pawle.

— Ma pan rację, rozdwojenie czasu. MUK przebywa równocześnie w dwóch epokach. Fizycznie, materialnie znajduje się tutaj, na pokładzie „Koziorożca”, natomiast psychicznie, jeśli tego określenia można użyć w stosunku do maszyny, tkwi w przeszłości. Wszyscy, jak pan wie, jesteśmy powiązani z mózgiem pokładowym naszym indywidualnym promieniowaniem, a zatem i moje biopole jest w nim zakodowane. MUK nieustannie odbierał wszystkie moje impulsy mózgowe, przyswajał sobie całą moją wiedzę, moje wyobrażenia o przeszłości, ale wszystkie te informacje były nieprzydatne do jego bieżącej pracy. Teraz natomiast, gdy został wypchnięty w przeszłość, operuje jedynie tymi wiadomościami, które dotyczą tego zamierzchłego okresu. Pytał pan czy MUK pana zna, ale w przeszłości, która stała się jego teraźniejszością, admirał Eli po prostu nie istniał. Szaleństwo mózgu pokładowego „Koziorożca” polega, powtarzam, na tym, że fizycznie jest on tu i teraz, zaś intelektualnie tam i wcześniej.

— A co z innymi maszynami myślącymi, Pawle?

— Każdy wariuje na swój sposób, admirale. Odnosi się to nie tylko do ludzi, ale także do maszyn.

— Pańska hipoteza otwiera obiecujące możliwości uzdrowienia mózgów pokładowych — powiedziałem.

— Ja natomiast widzę inną możliwość. Lękam się, że my wszyscy wkrótce tu powariujemy! — odparł z goryczą Romero.

Po czym przypomniał mi Oana i jego chory czas. Przepowiednia zdrajcy spełniła się co do joty: znaleźliśmy się w chorym czasie. Wielkim błędem z naszej strony było to, że krążąc wśród światów, gdzie dysharmonia temporalna jest zjawiskiem normalnym, obowiązującym powszechnie prawem, łudziliśmy się, iź nas samych ta klęska nie dotknie. W dzikim chaosie jądra niestabilność czasu gwarantuje, być może, fizyczną trwałość gwiazd, ale też z pewnością jest zabójcza dla naszych harmonijnych organizmów. Trwająca niewiele dłużej niż mgnienie oka luka w „teraz” omal nie doprowadziła nas do zguby. Zachorowaliśmy, na razie o tym nie wiedząc. Rozpad więzi czasowych dokonuje się teraz również i w nas.

— Ale maszyny myślące już zwariowały, my natomiast jak dotąd zachowaliśmy trzeźwe głowy. Jeśli oczywiście nie uznamy za przejaw szaleństwa pańskiej teorii o stopniowym rozpadzie naszego indywidualnego czasu…

— Funkcjonujemy na innej zasadzie niż intelekty mechaniczne — odparł Romero ignorując moją złośliwość. — Organizmy mają zapewne wewnętrzne stabilizatory czasu, bo nie wątpię, że natura tworząc życie zatroszczyła się o jego ochronę również przed takimi kataklizmami, jak zakłócenie rytmu temporalnego. Natura wie przecież najlepiej, na co ją stać… My zaś nie mieliśmy pojęcia, że trzeba MUK zaopatrzyć w stabilizator czasu i dlatego maszyny myślące są słabsze od naszych mózgów przynajmniej pod tym względem. Ale naszej odporności też nie wolno przeceniać! Zakłócenia synchroniczności nawarstwiają się w komórkach i kiedy pokonają próg wytrzymałości stabilizatora biologicznego, my też stracimy rozsądek.

— Postaramy się uciec z zagrożonego obszaru zanim do tego dojdzie. Pawle, mam propozycję. Jeśli zależy panu na sprawdzeniu słuszności hipotezy o rozszczepieniu indywidualnych czasów, proszę zająć się wraz z Ellonem i Ireną uruchomieniem naszych mózgów pokładowych.

— Żartuje pan, admirale? — wykrzyknął zdumiony Romero. — Ośmielę się zauważyć, że remont przyrządów to domena inżynierów, a ja jestem z wykształcenia historykiem!

— O to właśnie chodzi! Właśnie historyk jest do tego niezbędny! Jeśli MUK znajduje się intelektualnie w przeszłości, to jedynie historyk może go przywrócić czasom obecnym. Proszę sobie wyobrazić człowieka, który zasnął sześćset lat temu i niedawno się obudził. Co by pan z nim zrobił? Posadził w ławce i zmusił do nauczenia się, poznania wydarzeń i faktów, które zaszły podczas jego snu. Po zakończeniu nauki nasz śpioch znajdzie się w swoim nowym czasie, prawda? Trzeba zatem postąpić tak samo ze zwierszokleciałym mózgiem! Mam nadzieję, że pana, jako miłośnika poezji, takie określenie nie nazbyt szokuje…

— Już dawno pogodziłem się' z faktem, że ludzie nie zawsze najstaranniej dobierają wyrażenia. Pozwolę sobie jednak przypomnieć panu, admirale, że „zwierszokleciał” tylko jeden MUK, a pozostałe zachorowały na co innego. Czy je również będziemy leczyć lekcjami historii?

— Zaaplikujemy im lekcje logiki. Przyczyna poprzedza skutek, oto zasada, na której zbudowano nasze maszyny. Luka czasowa naruszyła logikę obliczeń. Znamy istotę schorzenia i chyba potrafimy zwalczyć szaleństwo logiczne, jeśli pan poradzi sobie z szaleństwem historycznym. Myślałem, że już go przekonałem, gdy nagle Romero uniósł tragicznym gestem laseczkę i wykrzyknął z patosem:

— Po cóż te wszystkie remonty, kuracje i naprawy?… Trafiliśmy do piekła, z którego nie ma ucieczki. Gdzie się znajdujemy? W jądrze Galaktyki? Nic podobnego! Nie ma żadnego jądra, bo coś zwartego może istnieć tylko w spójnym czasie, a takiego akurat czasu tu nie ma! Jesteśmy nigdzie, gdyż znajdujemy się wszędzie jednocześnie!… To się nie mieści w głowie! Oszaleję, jeśli mi ktoś tego nie wytłumaczy… Już oszalałem!…

Złapał się rękami za głowę i wydawało się, że lada chwila zacznie rwać włosy, wrzeszczeć, toczyć pianę z ust. Jeszcze nie oszalał, ale już dostał ciężkiego ataku histerii. Wpadłem we wściekłość. Zacisnąłem pięści i już gotów byłem go uderzyć, gdy nagle popatrzył na mnie uważnie, opuścił wolno ręce i zapytał:

— Chce mnie pan zbić, admirale? Proszę bardzo, nie będę się bronił. Dawniej ludzi bijano i czasem to pomagało.

Tylko te słowa, którym towarzyszył niepewny uśmiech, uratowały go przed policzkiem. Opadłem na fotel i położyłem ręce na kolanach, żeby uspokoić rozdygotane dłonie. Rozumiałem teraz, co czuli kapitanowie statków, kiedy załoga odmawiała wykonania ich rozkazów. Histeria w obliczu powtarzających się katastrof nie była przecież lepsza od buntu na zagubionym w oceanie żaglowcu.

— Pawle, apeluję do pańskiego rozsądku, do pańskiego wspaniałego rozumu! Poczuł się pan dotknięty, że tragedię nazwałem interesującą przygodą? Ale czyż mówiąc o przygodzie nie mamy zarazem na myśli jej szczęśliwego zakończenia? I czyż dziś nie jesteśmy pod pewnym względem najszczęśliwszymi z ludzi?

— My mamy być najszczęśliwszymi z ludzi? — zapytał głucho Romero. — Mówiłem już panu, admirale, że pańskie paradoksy mnie nużą…

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)