Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-083-3
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:
Przypomniałem mu jednak, że Oleg od dzieciństwa marzył o wyprawie do jądra Galaktyki, najbardziej tajemniczego i niedostępnego miejsca w całym Wszechświecie i że to on właśnie jako pierwszy z galaktycznych kapitanów doprowadził tu eskadrę. Dzięki temu wejdzie do historii jako odkrywca jądra. A czyż może być nieszczęśliwy pionier, jeśli nawet zapłaci przedwczesną śmiercią za miejsce w Panteonie? Że sam Romero, znawca starożytności, specjalista w dziedzinie historii porównawczej społeczeństw zyskał możliwość poznania takich form życia, takich cywilizacji rozumnych, o których nam się nawet dawniej nie śniło. Czy to też należy zaliczyć do nieszczęść? Że Olga, Osima i Kamagin zawsze za sens swojego życia uważali prowadzenie potężnych statków po niezbadanych gwiezdnych trasach. Czyż więc nie dopięli celu swojego życia, nawet jeśli teraz przyjdzie im z tym życiem się rozstać? I czy nieszczęśliwy jest Głos, nasz Główny Mózg, nasz były Włóczęga, który zaznał wszystkiego, o czym mógł tylko zamarzyć: potęgi myśli, rozkoszy cielesności, władzy nad przestworem Wszechświata? A Galakt i Demiurgowie? Czyż każdy z nich nie realizuje najlepszych cząstek swych osobowości, nie wciela w życie tego, do czego zdolny był w swoich marzeniach, pragnieniach i zrywach woli? Nie, tu o nieszczęściu nie może być mowy. Nawet jeśli pisany jest nam tragiczny koniec, to już dziś nasz los jest godzien pozazdroszczenia!
Romero uniósł się z trudem, wspierając się ciężko na lasce.
— Mój stary przyjacielu Eli! — powiedział. — Nie chcę, nie mogę się z panem kłócić. Admirale, czy mogę przystąpić do wykonywania rozkazu?
Zasunąłem drzwi, aby nawet Mary nie mogła w tym momencie do mnie wejść. Nawet ona nie powinna oglądać mnie w tym stanie. Bo gdy tylko w oddali ucichło postukiwanie laseczki opadłem na fotel, chwyciłem się za głowę, jak to niedawno uczynił Romero i zacząłem jęczeć z rozpaczy, poczucia bezsiły i przerażenia na myśl o końcu, który przepowiadałem. Atak histerii, któremu nie pozwoliłem opanować Romera, dopadł teraz mnie. Miałem znacznie więcej powodów do utraty opanowania niż on, a w dodatku nie mogłem nikogo prosić o pomoc. Nie mogłem zdradzić tajemnicy zanim statek znajdzie się poza zasięgiem niebezpieczeństwa.
3
Ellon poczuł się śmiertelnie obrażony, kiedy poprosiłem go, aby do transformatora czasu dobudował jeszcze stabilizator podobny do tego, w jaki natura wyposażyła nasze ciała. Tak uwierzyłem w hipotezę Romera, że przyjąłem ją za pewnik. Demiurg błysnął wściekle oczami i warknął:
— Admirale, nie wtrącaj się do spraw, o których nie masz zielonego pojęcia! Transformator, stabilizator, może jeszcze multiplikator? Wymyślaj swoje nazwy, ale nie przeszkadzaj mi w robocie. Sądzisz, że jeden chaos zastępujemy innym? No to zapamiętaj sobie raz na zawsze, że budujemy uniwersalną maszynę czasu!…
Wykrzykując to skakał przede mną jak konik polny i wściekle wymachiwał rękami. Wiedziałem, że Ellon jest źle wychowany jak na ludzki gust i że studiując ziemszczyznę najchętniej uczył się słów powszechnie uznawanych za obelżywe, więc nie bardzo przejąłem się jego zachowaniem. Przypisałem jego podniecenie skutkom zagłady „Węża”, myśląc przy tym, że nawet wytrzymałość niezmordowanych Demiurgów ma swoje granice. Wątpię, aby od momentu ostatniej katastrofy Ellon wypoczywał choćby godzinę. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogą to być pierwsze objawy szaleństwa przepowiedzianego przez Romera.
Po raz pierwszy zacząłem podejrzewać coś złego dopiero wtedy, kiedy Mizara przyprowadzono do transformatora czasu, ogromnej przezroczystej kuli spoczywającej na postumencie. Wokół kuli stało mnóstwo różnych promienników i reflektorów, a sam transformator połączony był z kolapsanem grubościenną rurą o wielkiej średnicy. Było tam jeszcze wiele innych urządzeń i mechanizmów, których przeznaczenia nie znałem i których nie podejmuję się opisać.
Powiem jedynie, że przed doświadczeniem z udziałem psa Ellon eksperymentował na kilku przedmiotach, wysyłając je na przemian w przeszłość i przyszłość. Z obu tych kierunków czasowych przedmioty powracały nietknięte. Gdyby zatem również doświadczenie z Mizarem się powiodło, oznaczałoby to znalezienie realnej drogi ucieczki z jądra, bowiem w wypadku zderzenia z gwiazdą nie przez nią, lecz przez pustą w innym czasie przestrzeń. Naturalnie nasze plany oparte były poza tym na ryzykownym założeniu, iż tym razem Ramirowie nie będą nam w ucieczce przeszkadzać.
W doświadczeniu uczestniczyli w charakterze obserwatorów Oleg i Romero, Gracjusz i Orlan, Mary i Olga. Ellon sam otworzył właz transformatora czasu, a Irena przyprowadziła psa. Pies cicho popiskiwał, trącił mnie nosem w kolano, polizał Mary w rękę i nagle oparł przednie łapy na ramionach Romera, który zaskoczony tym dowodem psiej sympatii upuścił nieodłączną laseczkę. Irena głaskała Mizara po grzbiecie i coś mu szeptała do ucha. Zaniepokoił mnie wyraz jej twarzy, więc podszedłem bliżej.
— Kochany piesku! — szeptała Irena. — Leć w przeszłość, w daleką przeszłość! Do lasu. Też chętnie bym się z tobą tam znalazła, chętnie bym pobiegała po lesie i szczekała jak ty!
— Do lasu! Do lasu! — powarkiwał radośnie pies i lizał ją po rękach. — Zapolujemy sobie razem, poszczekamy! Szybciej, Ireno! Szybciej!
Szept Ireny słyszałem tylko ja, natomiast odpowiedzi Mizara docierały do wszystkich za pośrednictwem deszyfratorów osobistych. Nic więc dziwnego, że obecni w niczym się nie zorientowali i sądzili, że Irena czułymi słówkami po prostu dodaje psu otuchy przed jego niebezpieczną podróżą. Ja jednak doskonale wiedziałem, że Mizar po szkole Lusina doskonale zna ludzką historię i nie potrzebuje do podjęcia decyzji żadnych kłamliwych zachęt, że wystarczy mu naga prawda o niebezpieczeństwie, ale też i o wadze jego udziału w eksperymencie. To wszystko już zresztą dawno z Ireną ustaliliśmy.
— Ireno! — powiedziałem cicho. — Ireno, odwróć się!
Wolno uniosła się z klęczek. Oczy miała dziwne, gdy powiedziała:
— Admirale, pozwoli mi pan odejść z Mizarem? Kocham go!
Chwyciłem ją za rękę i ścisnąłem tak silnie, że aż krzyknęła z bólu. Na ból jeszcze reagowała.
— Mylisz się, Ireno! — wyskandowałem dobitnie. — Nie kochasz Mizara, tylko Ellona!
Z takim napięciem wsłuchiwała się w moje słowa, że przez chwilę stała z otwartymi ustami. Nigdy przedtem nie widziałem jej z taką głupią miną, Irena należała bowiem do kobiet bardzo dbających o swój wygląd.
— Ellona? — zapytała dziecięcym głosikiem. Jak mogę kochać Ellona, skoro pan mi tego zabronił, admirale? Ja jestem bardzo posłuszną dziewczynką…
— Gadasz głupstwa! — syknąłem ze złością. Wcale nie jesteś posłuszna, tylko krnąbrna. A teraz w dodatku źle się czujesz, jesteś chora i dlatego wyobrażasz sobie niestworzone rzeczy. Musisz się położyć, Ireno.
— Myśli pan, że nie lubię Mizara? — zapytała z powątpiewaniem w głosie.
— Naturalnie, że go lubisz. Ja też go lubię, podobnie jak twoja matka, Mary i wszyscy inni… Ale to nie wystarczy, żeby wybierać się we wspólną podróż w czasie.
— Za mało cię lubię, Mizarze — powiedziała pokornie Irena. — Wydało mi się, że lubię cię najbardziej ze wszystkich, że cię kocham… — Nagle załamała ręce i wykrzyknęła błagalnie: — Admirale, pozwól mi kogoś pokochać! Jestem taka posłuszna, że bez twojej zgody nie potrafię!
Przywołałem Olgę, za którą przybiegli Mary i Oleg. Na jego widok Irena skrzywiła się boleśnie i wykrzyknęła: