Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 56
Перейти на страницу:

Gracjusz nie odpowiedział. Był równie skonsternowany jak ja. Tymczasem Głos ciągnął:

— Nagle rozerwał się we mnie strumień czasu. Byłem jednocześnie w przeszłości i przyszłości, ale w teraźniejszości mnie nie było. Wyrzucono mnie z mojego „teraz”. To było potworne, Eli… Z przeszłości nie mogłem wpływać na przyszłość, gdyż nie było teraźniejszości, przez którą te oddziaływania muszą przebiegać.

Ta informacja tak mną wstrząsnęła, że nie byłem zdolny do myślenia. W tym momencie mogłem jedynie wykonywać jakieś proste czynności: kogoś ratować, z kimś walczyć, na kogoś krzyczeć…

— Głosie, pytam cię o zderzenie słońc, a nie o twoje samopoczucie! — wrzasnąłem.

— Zderzenia nie było, Eli! Pękła nić czasu łącząca ze sobą dwie pędzące ku sobie gwiazdy. Wpadliśmy w tę przerwę i dlatego nasz czas również się rozerwał… Słońca wpadły na siebie nie w ich teraźniejszości. Prawdopodobnie jedno cofnęło się w przeszłość, drugie zaś zostało przerzucone do przyszłości. Przemknęły przez to samo miejsce, ale w różnym czasie i dlatego nie było eksplozji. Zaczynałem coś pojmować.

— Mówisz potworne rzeczy, Głosie. Mogę dopuścić, że Juliusz Cezar i Attyla chodzili w różnych czasach po tej samej ziemi, że deptali te same kamienie, ale nie mogli się spotkać, bo dzieliły ich całe wieki, ale żeby sam czas tracił ciągłość!…

— To jedyne logiczne wytłumaczenie, Eli. — Udowodnij to, Głosie!

— Mózgi pokładowe analizują w tej chwili wszystkie zjawiska zarejestrowane przez analizatory.

Wróciłem na stanowisko dowodzenia. Oleg i Osima czuli się nie najlepiej, ale poruszali się bez większego trudu. Oleg znów oddał stery Osimie, a sam zajął się przeglądaniem wyników obliczeń dostarczanych sukcesywnie przez MUK.

Wkrótce mieliśmy już ostateczny rezultat. Był przerażający. Gwiazdy realnie pędziły ku sobie, ale w momencie, kiedy ich wzajemne przyciąganie osiągnęło jakąś wartość graniczną, bieg ich czasu został zakłócony. Czas przerwał się, przestał być synchroniczny. Luka czasowa wynosiła parę mikrosekund dla cząstek elementarnych, kilka sekund dla nas i tysiąclecia dla słońc, była zatem proporcjonalna do masy. Te pozaczasowe sekundy omal nas nie zabiły i nie było na razie jasne, dlaczego tak się nie stało. Poza tym wszystko było jasne, jeśli można coś takiego powiedzieć o zjawisku, którego mechanizmów zupełnie nie rozumieliśmy.

Wieczorem wstąpił do nas Romero. Czuł się nie najlepiej, co Mary natychmiast zauważyła. Paweł powiedział nam, że tylko Mizar nie odczuł wpływu luki czasowej, że — jak się wyraził — zakłócenie temporalne zagoiło się na nim jak na psie. Gig też był w niezłej formie, ale Trub poważnie zachorował. Stary Anioł nie umiał pogodzić się z tym, że stał się igraszką jakichś potężnych sił, rozwścieczało go to i przygnębiało. Stąd choroba.

— Dlaczego jesteś taki posępny? — zapytała mnie Mary, kiedy Romero, postukując swoją nieodłączną laseczką poszedł do siebie. — Przecież wszystko skończyło się pomyślnie.

— Mylisz się — odparłem. — To był dopiero początek i nie wiadomo jaki będzie ciąg dalszy. Z prawdziwym lękiem oczekuję co nam przyniesie jutro.

Jutro nie przyniosło nam nic złego, podobnie jak i kilka następnych dni. Nic się nie działo, jeśli nie liczyć ciągłego migotania snujących się bez celu, miotających bezładnie gwiazd. A potem znów rozdzwoniły się sygnały alarmowe i każdy pospieszył na swe stanowisko bojowe. Na ekranach ukazał się znany już obraz sypiącego się na nas zewsząd rojowiska gwiazd. Osima krzyknął z przerażeniem, że jest to ten sam rój gwiezdny, w którym już byliśmy. Niemal natychmiast Głos potwierdził to przypuszczenie.

— Zapadamy się w przeszłość! — Oleg wpatrywał się z pobladłą twarzą w migotliwe iskierki szybko wyrastające do rozmiarów gwiazd.

— Pędzimy w przyszłość — poprawiła go skrupulatna Olga. — Wszystko co nas czeka jest przecież naszą przyszłością, chociaż akurat w tym szczególnym wypadku owa przyszłość już raz nam się przydarzyła.

Intensywnie myślałem. Lot ku przyszłości, która jest zarazem przeszłością, mógł oznaczać tylko jedno. Wpadliśmy w tak zakrzywiony strumień czasu, że nie było w nim początku ani końca i gdzie każda chwila była zarazem przeszłością i przyszłością. Dotychczas podobne sytuacje zdarzały się jedynie w powieściach fantastycznych i nikt nie podejrzewał nawet, że zawirowanie czasu może w ogóle realnie istnieć.

— Znaleźliśmy się w pętli czasowej — powiedziałem. — I sądząc z tego, że przeszłość nastąpiła bardzo szybko, średnica pętli jest niewielka. Będziemy teraz nieustannie krążyć po zamkniętym torze, kręcić się jak pies wokół własnego ogona. Co zamierzasz zrobić, Olegu?

Oleg zbladł jeszcze bardziej, ale jego głos brzmiał pewnie i zdecydowanie:

— Postaramy się wyrwać z tej pętli. Ellonie, przygotuj się do włączenia generatorów metryki! Głosie, daj sygnał do ich włączenia zanim ponownie znajdziemy się w luce czasowej!

Teraz pozostawało jedynie czekać. Znów rozpłomieniło się stado słońc, znów dwie gwiazdy wyprysnęły z roju i z szaloną szybkością popędziły ku sobie, a ja skurczyłem się w oczekiwaniu na rozdzierający ból, którego tym razem pewnie bym nie przeżył… Ale samobójcze słońca zaczęty nagle blednąć i znikać, i już po chwili nie było zwartego gwiezdnego roju, tylko uprzedni gwiezdny chaos, może jedynie nieco gęściejszy i bardziej rozedrgany.

Wyrwaliśmy się ze śmiertelnej pułapki w zwyczajną przestrzeń jądra.

— Luka czasowa była, jak się okazuje, nie tylko przerwą w strumieniu temporalnym, lecz także jego odgałęzieniem — powiedziała z ulgą w głosie Olga. — W przeciwnym razie nie znaleźlibyśmy się w przyszłości poprzedzającej przeszłość.

Poradziłem jej, aby podyskutowała na ten temat z Głosem, który przecież jako pierwszy wykrył lukę czasową. Ten problem nie wiedzieć czemu wydawał mi się w tym momencie mało ważny. Bardziej niepokoiło mnie to, że ślimak grawitacyjny nie wyrzucił nas poza granice jądra, lecz jeszcze głębiej wepchnął do jego środka.

8

Wybrałem się z Mary do Truba, który czuł się bardzo źle. Stary Anioł leżał na miękkiej sofie zwiesiwszy na podłogę swe ogromne skrzydła. Jego postarzała, silnie pomarszczona twarz była równie szara jak jego wyblakłe bokobrody. Z przyzwyczajenia rozczesywał je zakrzywionymi pazurami, ale tak wolno i niepewnie, że Mary nie zdołała powstrzymać łez. Truba próbowano leczyć wszelkimi znanymi metodami — od natrysków promienistych do baniek — ale było oczywiste, że jego dni są już policzone.

Wiedział, że jest już jedną nogą na tamtym świecie, lecz zachowywał pogodę ducha.

— Eli, ta luka czasowa mnie wykończyła — wyszeptał. — Anioły nie mogą istnieć w paru czasach naraz. Wiesz przecież, admirale, że mamy piekielnie silny organizm, ale co za dużo to niezdrowo! Każdy z nas jest zdeklarowanym realistą i nie umie pogodzić się z żadnym zjawiskiem nadprzyrodzonym, a przecież poplątanie czasu zakrawa na cud. Lusin zresztą nie zniósłby czegoś podobnego, jestem o tym święcie przekonany.

Mary pocieszała Truba, a mnie nie było na to stać. Kobiety potrafią zbuntować się przeciwko najoczywistszym w świecie faktom, jeśli tylko ranią one ich uczucia. Mary pod tym względem była nieodrodną córą Ewy. Słuchałem w milczeniu, jak przekonywała Anioła, że nie jest z nim wcale tak źle, że jeszcze wstanie z posłania i będzie latał jak młodzieniaszek. Musi tylko cierpliwie poddać się leczeniu, a wszystko niebawem będzie w najlepszym porządku. Nie jest wykluczone, że sama wierzyła we własne słowa. Trub nie wierzył, ale patrzył na nią z wdzięcznością. Wszedł Romero i zapytał mnie szeptem o czym myślę. Myślałem o tym, że luka czasowa niemal nie zaszkodziła przedmiotom, a na wszystkie istoty żywe poza Mizarem sprowadziła groźne dolegliwości.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)