Vaterland [Fatherland - pl]
- Автор: Харрис Роберт
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Ksi
- ISBN: 978-83-245-7646-3
- Переводчик: Adnrzej Szulc
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Vaterland [Fatherland - pl]». Краткое содержание книги:
— W drodze jest ekspert z Führermuseum w Linzu — poinformował ich skwapliwie Sturmbannführer. — Wyjechał dzisiaj rano. Wstępną ocenę zasobów sporządził dla nas wczoraj wieczorem profesor Braun z berlińskiego Kaiser Friedrich Museum.
Zajrzał do notatek.
— Według posiadanej przez nas aktualnie wiedzy mamy tu „Portret młodego mężczyzny” Rafaela, „Portret młodego mężczyzny” Rem-brandta, „Drogę krzyżową” Rubensa, „Wenecki Pałac” Guardiego, „Krakowskie Przedmieście” Belotta, osiem obrazów Canaletta, przynajmniej trzydzieści pięć miedziorytów Durera i Kulmbacha oraz jeden gobelin. Reszty możemy się tylko domyślać.
Wyliczał obrazy, jakby to były dania z karty. Przerwał na chwilę i dotknął bladymi palcami stojącego w rogu na drewnianych podporach, bajecznie kolorowego ołtarza.
— To ołtarz dłuta norymberskiego artysty Wita Stwosza, zamówiony w roku tysiąc czterysta siedemdziesiątym siódmym przez polskiego króla. Praca nad nim trwała dziesięć lat. Centralna część tryptyku przedstawia Najświętszą Panienkę śpiącą w otoczeniu aniołów. Na skrzydłach bocznych widzimy sceny z życia Jezusa i Marii. Predella — powiedział, wskazując podstawę ołtarza — przedstawia genealogię Chrystusa.
— Sturmbannführer Krebs zna się na tych rzeczach — wtrącił Globus. — To jeden z naszych najzdolniejszych oficerów.
— Nie wątpię — stwierdził Nebe. — To wszystko jest szalenie interesujące. Ale skąd się tutaj wzięło?
— Ołtarz Wita Stwosza — zaczął Krebs — zabrano z katedry Najświętszej Marii Panny w Krakowie w listopadzie tysiąc dziewięćset trzydziestego dziewiątego.
— Wszystko pochodzi z Generalnej Guberni — przerwał mu Globus. — Głównie, jak sądzimy, z Warszawy. Buhler odnotowywał te dzieła sztuki jako zaginione lub zniszczone. Bóg jeden wie, co jeszcze udało się ukraść temu skorumpowanemu łajdakowi. Pomyślcie tylko, ile musiał sprzedać, żeby kupić tę willę!
Nebe dotknął jednego z płócien: przedstawiało przywiązanego do doryckiej kolumny świętego Sebastiana. Złocistą skórę męczennika przebijały strzały pogan. Popękany werniks przypominał wyschnięte koryto rzeki, ale nałożone pod spodem kolory — czerwień, biel, purpura i błękit — były wciąż żywe. Obraz wydzielał z siebie słaby zapach pleśni i kadzidła — zapach przedwojennej Polski, zapach narodu, który zniknął z mapy Europy. Tu i ówdzie, zauważył March, na ramach widniały ślady cegieł i zaprawy — pozostałości klasztornych murów, z których zostały wyrwane.
— Coś w jego twarzy przypomina mi ciebie, March. — Przejechał czubkami palców po zarysie ciała świętego i chrapliwie się zaśmiał. — Męczennik z wyboru. Co ty na to, Globus?
Globus odchrząknął.
— Nie wierzę w świętych. Ani w męczenników — odparł, patrząc spode łba na Marcha.
— Nadzwyczajne — mruknął Nebe. — Pomyśleć, że z nich wszystkich właśnie Buhler…
— Pan go znał? — zapytał dziwnie ośmielony March.
— Słabo, przed wojną. Przekonany narodowy socjalista, a przy tym dobry adwokat. Ciekawe połączenie. Niezwykły pedant. Podobnie jak obecny tutaj nasz kolega z Gestapo.
Krebs skłonił lekko głowę.
— Herr Oberstgruppenführer jest bardzo uprzejmy.
— Sedno sprawy leży w tym — wtrącił poirytowany Globus — że już od pewnego czasu wiedzieliśmy o nielegalnej działalności towarzysza Buhlera. Wiedzieliśmy o tym, czym zajmował się w Generalnej Guberni. Wiedzieliśmy o jego wspólnikach. Niestety, w zeszłym tygodniu sukinsyn zorientował się, że jesteśmy na jego tropie.
— I zabił się? — zapytał Nebe. — A Stuckart?
— To samo. Stuckart był kompletnym degeneratem. Lubił napawać się pięknem nie tylko na płótnie, ale i w naturze. Buhler zgarnął ze Wschodu to, co tam mieli najlepszego. Jak wyglądają te dane, Krebs?
— W roku tysiąc dziewięćset czterdziestym polskie władze muzealne sporządziły tajny inwentarz. Jest teraz w naszym posiadaniu. Z samej Warszawy zabrano dwa tysiące siedemset obrazów mistrzów europejskich, dziesięć tysięcy płócien artystów polskich i tysiąc czterysta rzeźb.
— Część rzeźb odkopujemy teraz w ogrodzie — oznajmił Globus. — Większość tych rzeczy przewieziono tam, gdzie powinny się znaleźć: do Führermuseum w Linzu, Reichsmarschall Göring Museum w Carinhall, a także do różnych galerii w Wiedniu i Berlinie. Ale istnieją duże rozbieżności między polską listą tego, co zostało zabrane, a naszą listą tego, co otrzymaliśmy. Wyglądało to mniej więcej tak: jako sekretarz stanu Buhler miał dostęp dp wszystkiego. Wysyłał pod eskortą transport do Stuckarta, do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Na pozór wszystko było legalne. Stuckart magazynował dzieła sztuki albo od razu szmuglował je za granicę, wymieniając na gotówkę, kosztowności lub złoto — wszystko, co można łatwo ukryć i trudno wyśledzić.
March zauważył, że Nebe jest pod wrażeniem, mimo że stara się tego nie okazywać. Jego małe oczka syciły się sztuką.
— Czy zamieszany był w to jeszcze jakiś dygnitarz? — zapytał.
— Mówi panu coś nazwisko byłego podsekretarza Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Martina Luthera?
— Oczywiście.
— Właśnie go poszukujemy.
— Poszukujecie? Czyżby zaginął?
— Trzy dni temu nie wrócił z podróży służbowej.
— Zakładam, że macie niezbite dowody na to, że również maczał w tym palce.
— Podczas wojny Luther był w ministerstwie szefem departamentu niemieckiego.
— Pamiętam. Był odpowiedzialny za kontakty MSZ z SS, a także z Kripo. Kolejny fanatyczny narodowy socjalista — dodał Nebe, zwracając się do Krebsa. — Z pewnością spodobałby się panu jego hm… entuzjazm. Twardy facet. Nawiasem mówiąc, chciałbym w tym punkcie wyrazić oficjalne zdumienie, jakie budzi we mnie wiadomość o jego zaangażowaniu w działalność przestępczą.
Krebs wyjął z kieszeni pióro.
— Buhler kradł dzieła sztuki — kontynuował Globus. — Stuckart odbierał je. Zajmowane przez Luthera stanowisko w MSZ zapewniało mu możliwość swobodnego podróżowania za granicę. Uważamy, że przemycał pewne rzeczy z Rzeszy i sprzedawał je.
— Gdzie?
— Głównie w Szwajcarii. Także w Hiszpanii. Możliwe, że na Węgrzech.
— A kiedy Buhler wrócił z Generalnej Guberni… kiedy to było dokładnie? — zapytał Nebe, spoglądając na Marcha.
— W tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym pierwszym.
— To pomieszczenie stało się ich skarbcem. — Nebe usiadł na obrotowym krześle i zaczął się powoli kręcić, przypatrując się obrazom. — Nadzwyczajne. To musi być jedna z najwspanialszych prywatnych kolekcji na świecie.
— Kolekcji pozostających w rękach kryminalistów — wtrącił Globus.
— Och — westchnął Nebe, przymykając oczy. — Tyle perfekcji w jednym miejscu potrafi stępić zmysły. Potrzebuję świeżego powietrza. Podaj mi ramię, March.
Kiedy podnosił się z krzesła, March usłyszał skrzypienie starych kości. Ale uścisk na jego przedramieniu był mocny jak stal.
Nebe podpierał się laską — klap, klap, klap — spacerując po werandzie z tyłu domu.
— Buhler utopił się. Stuckart strzelił sobie w łeb. Twoje dochodzenie, Globus, zmierza raczej szybko do końca i to w sposób, który eliminuje konieczność wszczynania kłopotliwego procesu. Statystycznie rzecz biorąc szansę przeżycia Luthera wydają mi się raczej niewielkie.
— Tak się składa, że Herr Luther ma chore serce. Według żony, rozchorował się podczas wojny wskutek przeżytego wówczas załamania nerwowego.