Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 97
Перейти на страницу:

“Niech mnie kule biją! – pomyślał Voyles, starając się ukryć radość. – Udało się! Pan prezydent i pan Coal pocą się ze strachu po przeczytaniu raportu «Pelikana»! Dostali go we wtorek wieczorem, gryźli się nim przez całą środę, a teraz – w czwartek, bladym świtem – padają na kolana i błagają o nieujawnianie czegoś, co właściwie nadaje się tylko do śmieci”.

– Badamy tę sprawę, panie prezydencie. – Było to oczywiście kłamstwo, o czym jednak ten palant się nie dowie. – Ważne są dla nas wszystkie poszlaki i wszyscy podejrzani. Nie przysyłałbym tu moich ludzi z raportem, gdyby sprawa nie była istotna.

Na opalonym czole prezydenta zbiegły się głębokie zmarszczki, a Voyles o mało nie ryknął śmiechem.

– Czego się dowiedzieliście?

– Niewiele, ale pracujemy nad tym. Mamy dokument od niecałych czterdziestu ośmiu godzin i w tej chwili czternastu agentów w Nowym Orleanie prowadzi rutynowe dochodzenie. – Kłamstwa brzmiały tak gładko, że Voyles widział oczami duszy dławiącego się z wściekłości Coala.

Czternastu agentów! Prezydent poczuł przypływ adrenaliny we krwi. Wyprostował się i odstawił kawę na stół. Dokładnie w tej chwili czternastu federalnych biega po Nowym Orleanie i wymachując odznakami zadaje pytania! Ile czasu potrzeba, zanim rzecz przedostanie się do prasy?

– Czternastu, mówi pan… Brzmi to dosyć poważnie.

– Jesteśmy poważną firmą, panie prezydencie. Minął już tydzień od dokonania morderstw i wiatr zaciera ślady. Musimy działać szybko, szczególnie przy zbieraniu poszlak. Moi ludzie pracują dwadzieścia cztery godziny na dobę.

– Doskonale to rozumiem. Proszę mi jednak powiedzieć, czy ta historia z “Pelikanem” jest istotnie aż tak poważna.

Cholera, można boki zrywać! Raport nawet nie został odesłany do Nowego Orleanu. Szczerze mówiąc, nikt się nie kontaktował z nowoorleańską placówką Biura. Voyles dopiero dzisiaj miał zamiar polecić Eastowi wysłanie kopii raportu do przedstawicielstwa w Luizjanie z poleceniem zadania po cichu paru pytań. Gra i tak niewarta była świeczki. Ileż to mylnych tropów pojawiało się w każdym śledztwie!

– Wątpię, by coś się za nią kryło, panie prezydencie, ale musimy to sprawdzić.

Mars zniknął z opalonego czoła. Prezydent zdobył się na lekki uśmiech.

– Nie muszę panu mówić, Denton, ile szkód wyrządziłby nam ten raport, gdyby dowiedzieli się o nim dziennikarze.

– Nie konsultujemy się z prasą w sprawie naszych dochodzeń.

– Wiem. Ale nie mówmy o tym. Powiem jasno: chciałbym, żeby zrezygnował pan z tej sprawy. Do cholery, przecież ten absurd może mnie drogo kosztować! Rozumie pan, o czym mówię?

– Namawia mnie pan, panie prezydencie, do zaniechania czynności służbowych? – Voyles postanowił być brutalny.

Coal pochylił się nad monitorem. Nie, każę ci zapomnieć o raporcie “Pelikana” – chciał się wtrącić. Szkoda, że nie może wytłumaczyć tego Voylesowi osobiście. Napisałby mu to nawet wołami na kartce, a potem strzelił go w pysk! Cholerny tłusty kurdupel, który udaje cwaniaka! Siedział jednak w ukryciu i nie mógł się wtrącać. Przez jedną bolesną chwilę poczuł się gorszy i zapomniany.

Prezydent zmienił pozycję, zakładając nogę na nogę.

– Wolne żarty, Denton! Wiesz, o co mi chodzi. Macie rekiny w zasięgu ręki, a uganiacie się za płotkami. Dziennikarze bacznie przyglądają się dochodzeniu; umierają wprost z ciekawości, by dowiedzieć się, kim są podejrzani. Sam pan wie, jacy oni są. Nie muszę panu mówić, że nie mam wśród nich przyjaciół. Nawet mój własny rzecznik prasowy szczerze mnie nienawidzi. Cha, cha, cha! Niech pan da sobie z tym spokój. Proszę się wycofać i zająć prawdziwymi złoczyńcami. Ta sprawa to żart, ale ja mogę, cholera, przypłacić to zdrowiem.

Denton spojrzał na niego twardo. Nieubłaganie.

Prezydent znów zmienił pozycję.

– A co z tym Khamelem? Mocno podejrzany, hę?

– Niewykluczone.

– No tak… Mówiliśmy o liczbach… Ilu ludzi oddelegował pan do sprawdzenia Khamela?

– Piętnastu – odparł Voyles.

Prezydentowi opadła szczęka. Najgroźniejszy podejrzany dostaje piętnastu agentów, a ten cholerny “Pelikan” czternastu!

Coal uśmiechnął się i pokręcił głową. Voyles pogubił się we własnych kłamstwach. Szef administracji doskonale pamiętał, że u dołu czwartej strony środowego raportu Eric East i K.O. Lewis określili liczbę agentów zajmujących się Khamelem na trzydziestu. Trzydziestu, a nie piętnastu! – Spokojnie, szefie – szepnął do monitora. – Blefuje i bawi się z panem.

– Wielkie nieba, Denton! Dlaczego tylko piętnastu? Wydawało mi się, że to przełom w śledztwie. – Prezydent nie krył zaniepokojenia.

– Może paru więcej. Przypominam jednak, że to ja prowadzę dochodzenie, panie prezydencie.

– Wiem. I robisz to doskonale. Do niczego się nie mieszam. Chciałbym tylko, żebyś wziął pod uwagę inny sposób wydatkowania energii. To wszystko. Kiedy przeczytałem ten raport, omal nie zwymiotowałem. Gdyby dowiedziała się o tym prasa i zaczęła węszyć… Byłby to gwóźdź do mojej trumny!

– A więc prosi mnie pan, żebym się wycofał?

Prezydent pochylił się i spojrzał wściekle na Voylesa.

– Ja o nic nie proszę, Denton! Rozkazuję ci dać sobie z tym spokój! Odłóż to na parę tygodni. Zajmij się czym innym. Jeśli to gówno wypłynie, przyjrzysz mu się po raz drugi. Nie zapominaj, że na razie ja tu rządzę!

– Ten pański Coal wyciął mi numer. – Voyles złagodniał i nawet uśmiechnął się lekko. – Przez niego dziennikarze darli ze mnie pasy za sposób ochrony Rosenberga i Jensena. Proponuję układ: pan odstawi swojego pit bulla od mojej dupy i będzie go trzymał na smyczy, a ja zapomnę o “Pelikanie”.

– To nie do przyjęcia, poza tym ja nie zawieram układów.

Voyles prychnął szyderczo i grał dalej:

– W porządku. Jutro wysyłam do Nowego Orleanu pięćdziesięciu agentów. Pojutrze drugie tyle. Każę im machać odznakami, gdzie się da. Zesrają się, ale zwrócą uwagę kogo trzeba.

Prezydent zerwał się na równe nogi i podszedł do okna wychodzącego na Ogród Różany. Voyles siedział nieruchomo i czekał.

– Dobrze, niech będzie: umowa stoi. Potrafię okiełznać Fletchera Coala.

Voyles wstał i podszedł powoli do biurka.

– Nie ufam mu i jeśli jeszcze raz wtrąci mi się do śledztwa, zerwę naszą umowę, a raport “Pelikana” zajmie należne mu miejsce pośród wiadomości dnia.

– Umowa stoi! – Prezydent podniósł ręce i uśmiechnął się radośnie.

Teraz Voyles także się uśmiechnął. Śmiali się obaj, a w zachodnim skrzydle, w małym gabineciku obok sali posiedzeń rechotał Coal. Zbój, pit bull… Jakież to piękne! Dzięki takim słowom powstawały legendy.

Wyłączył monitory i zamknął za sobą drzwi. Przez następne dziesięć minut prezydent będzie wypytywał Voylesa o lustrację kandydatów do Sądu. Posłucha tego u siebie w gabinecie, gdzie miał głośniki bez monitorów. O dziewiątej zebranie personelu. O dziesiątej pożegna jednego z niesubordynowanych pracowników. No i ta pisanina… Większość tekstów i memoriałów nagrywał na dyktafon i oddawał taśmę sekretarce do przepisania. Czasami jednak – tak jak dzisiaj – musiał sporządzić przeciek. Były to zazwyczaj sfałszowane urzędowe raporty, krążące po zachodnim skrzydle. Przecieki zawsze dotyczyły spraw kontrowersyjnych i zazwyczaj przedostawały się do prasy. Oficjalnie nikt nie miał pojęcia, kto jest ich autorem i dla czyich oczu są przeznaczone; widywało się je na wszystkich biurkach w Białym Domu. Gdy Coal znajdował na czyimś blacie któryś z fałszywych raportów, wpadał w szał. Wrzeszczał i miotał oskarżenia. Wielu ludzi straciło pracę z powodu przecieków, które co do jednego wyszły spod pióra szefa gabinetu.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)