Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 56
Перейти на страницу:

Gdy wszedłem, LaGuerta rozmawiała przez telefon, atakując słuchawkę seriami drapieżnych zdań po hiszpańsku. Zerknęła na mnie i odwróciła głowę, jakby mnie tam nie było. Ale po chwili zerknęła ponownie. Tym razem zmierzyła mnie wzrokiem i zmarszczyła brwi.

— OK, ta luo — powiedziała, co było kubańskim odpowiednikiem hiszpańskiego hasta luego. Odłożyła słuchawkę i dalej patrzyła na mnie. Patrzyła tak i patrzyła. Wreszcie spytała: — Co dla mnie masz?

— Dobre wieści — odparłem.

— Przydałyby się.

Zahaczyłem nogą o nogę składanego krzesła i wciągnąłem je do boksu.

— Nie ma żadnych wątpliwości — zacząłem, siadając — że aresztowała pani tego, kogo trzeba. Morderstwo przy Old Cutler Road popełnił ktoś inny.

Przez chwilę przyglądała mi się bez słowa. Zastanawiałem się, czy właśnie przetwarza dane i dlaczego tak długo to trwa.

— Możesz to udowodnić? — spytała w końcu. — Na pewno? Oczywiście, że mogłem, ale bynajmniej nie zamierzałem, chociaż wyznanie grzechów byłoby bez wątpienia dobre dla duszy. Dlatego zamiast się spowiadać, rzuciłem na biurko teczkę.

— Fakty mówią same za siebie — powiedziałem. — Nie ma co do tego wątpliwości. — Naturalnie, że nie było, o czym aż za dobrze wiedziałem. — Proszę spojrzeć. — Wyjąłem z teczki kartkę z zestawieniem porównawczym, w którym ująłem starannie dobrane fakty. — Po pierwsze, ofiara jest mężczyzną. Poprzednie były kobietami. Po drugie, znaleziono ją przy Old Cutler Road. Wszystkie ofiary McHale’a znaleziono przy Tamiami Trail. Po trzecie, zwłoki z Old Cutler Road są względnie nienaruszone i odkryto je na miejscu zbrodni. McHale ćwiartował ofiary i podrzucał je w różne miejsca.

Ja mówiłem, ona uważnie słuchała. Lista była dobra. Skompilowanie tych oczywistych, niedorzecznych, ewidentnie głupich porównań zajęło mi kilka godzin i muszę powiedzieć, że odwaliłem kawał solidnej roboty. LaGuerta też odegrała swoją rolę, i to cudownie. Wszyściutko kupiła. Naturalnie słyszała tylko to, co chciała usłyszeć.

— Podsumowując — zakończyłem — zabójstwo przy Old Cutler Road nosi wszelkie znamiona zabójstwa z zemsty i najpewniej maczali w nim palce handlarze narkotykami. Wszystkich poprzednich dokonał McHale i jestem stuprocentowo przekonany, że seria ta już się skończyła. Na zawsze. To zamknięta sprawa. — Położyłem teczkę na biurku i podałem jej listę.

Oglądała ją bardzo długo i uważnie. Marszczyła przy tym czoło. Wodziła oczami w górę i w dół kartki. Drżał jej koniuszek dolnej wargi. Wreszcie odłożyła ją i przygniotła zielonym zszywaczem.

— Dobrze — powiedziała, poprawiając zszywacz, tak żeby stał równolegle do podkładki. — Dobrze. Bardzo dobrze. To powinno pomóc. — Wciąż bardzo skoncentrowana spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami i nagle się uśmiechnęła. — Dziękuję, Dexter.

Uśmiechnęła się tak nieoczekiwanie i szczerze, że gdybym miał duszę, naszłyby mnie wyrzuty sumienia.

Wstała i zanim zdążyłem zrejterować, objęła mnie za szyję i przytuliła.

— Bardzo to doceniam — powiedziała. — Jestem ci niezwykle wdzięczna. — I otarła się o mnie całym ciałem w sposób co najmniej sugestywny. Chryste, chyba nie zamierzała… To znaczy, była obrończynią moralności publicznej, a boks był miejscem aż za publicznym, zresztą nie chciałbym, żeby ocierała się o mnie nawet w podziemnym skarbcu bankowym. Nie wspominając już o tym, że właśnie dałem jej sznur, na którym miała się powiesić, nie była więc to okazja, którą należałoby uczcić tym, co tak wymownie sugerowała. Czy ten świat naprawdę zwariował? Co tym ludziom jest? Czy potrafią myśleć tylko o jednym? Czując, że ogarnia mnie panika, spróbowałem się wyswobodzić.

— Pani detektyw…

— Mów mi Migdia — odrzekła, przywierając do mnie jeszcze mocniej i jeszcze mocniej się o mnie ocierając. Sięgnęła w dół, dotknęła przodu moich spodni i aż podskoczyłem. Plusem tej reakcji było to, że podskok uwolnił mnie z macek rozochoconej Migdii. Minusem natomiast, że Migdia zatoczyła się na bok, potknęła o krzesło i wylądowała na podłodze.

— Chyba już… pójdę — wyjąkałem. — Mam ważne… — Ale ponieważ do głowy nie przychodziło mi nic ważniejszego niż paniczna ucieczka, szybko wyszedłem z boksu. Przed wyjściem zdążyłem jeszcze zobaczyć, jak LaGuerta na mnie patrzy.

Nie miała zbyt przyjaznej miny.

19

Obudziłem się przy umywalce, do której lała się woda. Przez chwilę byłem spanikowany i kompletnie zdezorientowany. Serce waliło mi jak oszalałe, trzepotały klejące się od snu powieki. To nie to pomieszczenie. Nie ta umywalka. Nie byłem nawet pewien, kim jestem, bo owszem, we śnie stałem przy umywalce z lejącą się wodą, ale tamta była inna. Szorowałem mydłem ręce, oczyszczałem skórę z mikroskopijnych cząsteczek potwornej, czerwonej krwi, zmywałem je wodą tak gorącą, że skórę miałem zaróżowioną, antyseptyczną i jak nową. Wyszedłem z zimna, dlatego woda zdawała się gorętsza niż zwykle. Z zimna. Z pokoju zabaw, z sali tortur, z pomieszczenia, gdzie zadawałem suche, czyste, dokładnie przemyślane cięcia…

Zakręciłem wodę i stałem przez chwilę, opierając się o zimną umywalkę. To było zbyt realne, zbyt namacalne jak na sen. Poza tym dokładnie pamiętałem tamten pokój. Wciąż go widziałem, wystarczyło, że zamknąłem oczy.

Stoję nad kobietą. Widzę, jak się szarpie, jak próbuje zerwać przytrzymującą ją taśmę, widzę, jak w jej zmatowiałych oczach narasta przerażenie, jak przerażenie to ustępuje bezsilności — wzbiera we mnie podziw, biorę więc nóż i unoszę go, żeby zacząć…

Ale to nie jest początek. Nie, bo pod stołem leży druga, już osuszona i starannie owinięta. A w kącie jeszcze jedna: czeka na swoją kolej z przerażeniem, jakiego nigdy dotąd nie widziałem, chociaż z drugiej strony, jakbym je skądś znał, jakbym wiedział, że jest konieczne, że przynosi ulgę i całkowite spełnienie, które omywa czystą energią, bardziej odurzającą niż…

Trzy.

Tym razem są trzy.

Otworzyłem oczy. W lustrze zobaczyłem siebie. Cześć, Dexter. Miałeś zły sen, staruszku? Zły, ale ciekawy, co? A więc trzy, hę? To tylko sen. Nic więcej. Uśmiechnąłem się do tego w lustrze, bez przekonania wypróbowując mięśnie twarzy. Sen był zachwycający, ale już nie śniłem. Miałem tylko kaca i mokre ręce.

To, co powinno być miłym przerywnikiem dla podświadomości, wstrząsnęło mną i napełniło niepewnością. Niepewnością i przerażeniem na myśl, że mój umysł uciekł z miasta, zostawiając mnie z ręką w nocniku. Przed oczyma znowu stanął mi obraz trzech doskonale sprawionych towarzyszek zabaw i miałem ochotę tam wrócić, żeby kontynuować dzieło. Ale pomyślałem o Harrym i wiedziałem już, że nie mogę. Rozdarty między jawą i snem, nie umiałem powiedzieć, co jest bardziej fascynujące.

Zabawa przestała być zabawą. Chciałem odzyskać mózg.

Wytarłem ręce i wróciłem do łóżka, lecz tej nocy sen już nie przyszedł, nie do dobrego, dobitego Dextera. Po prostu leżałem na plecach i obserwowałem ciemne kręgi sunące po suficie — dopóki za kwadrans szósta nie zadzwonił telefon.

— Miałeś rację — powiedziała Debora, gdy podniosłem słuchawkę.

— Cóż to za cudowne uczucie — odparłem, siląc się na typową dla mnie wesołość. — Miałem rację co do czego?

— Co do wszystkiego. Jestem na Tamiami Trail. I wiesz co?

— Nie. Miałem rację?

— To on. To musi być on. Tym razem jest krzykliwie i spektakularnie.

— Spektakularnie? To znaczy jak? — Trzy ciała, pomyślałem z nadzieją, że tego nie powie, chociaż ekscytowała mnie jednocześnie pewność, że powie.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)