Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]
Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]

Электронная книга - «Demony dobrego Dextera [Darkly Dreaming Dexter - pl]». Краткое содержание книги:

Dexter Morgan to za dnia wzorowy pracownik policyjnego laboratorium, a nocami kat, który wymierza swoją sprawiedliwość. Dwoistość jego natury jest tak zaskakująca, że nie jesteśmy już pewni, czy ten przykładny obywatel i wyrafinowany morderca to jedna osoba…
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 56
Перейти на страницу:

— Do kogo ty gadasz? — spytał, błyskając wygłodniałymi zębami. — Przyszedłeś tu z kumplem czy co?

Słowa te i znaczący sposób, w jaki je wypowiedział, chlasnęły mnie jak brzytwą i zmieniły w galaretę. Dlaczego użył akurat tych słów? Dlaczego akurat: „Przyszedłeś tu z kumplem?” Czyżby wiedział o Mrocznym Pasażerze? Niemożliwe! Chyba że…

Doakes mnie rozszyfrował.

Tak samo jak ja rozszyfrowałem Ostatnią Pielęgniarkę.

Widząc przedstawiciela swojego gatunku, to coś w środku woła przez pustkę — czyżby Doakes też nosił w sobie nieproszonego doradcę? Jak to możliwe? Policjant, sierżant z wydziału zabójstw drapieżnikiem podobnym do Dextera? Nie do pomyślenia. Ale jak inaczej to wytłumaczyć? Nic nie przychodziło mi do głowy, więc długo patrzyłem na niego w milczeniu. On długo patrzył na mnie.

Wreszcie pokręcił głową i nie odrywając ode mnie oczu, warknął:

— Jeszcze się spotkamy. Tylko ty i ja.

— Chętnie, ale może kiedy indziej — odparłem z całą wesołością, na jaką było mnie stać. — A teraz zechce pan wybaczyć…

Blokował wejście na schody. Stał i gapił się na mnie. W końcu lekko kiwnął głową i mnie przepuścił.

— Jeszcze się spotkamy — powtórzył.

Przeżyłem wstrząs i wstrząs ten wyrwał mnie z płaczliwej depresji. To nie ja popełniałem te nieświadome morderstwa. Oczywiście, że nie ja. Abstrahując już od tego, że myśl ta była zupełnie idiotyczna, morderstwo, którego się nie pamięta, jest czystym marnotrawstwem. Musiało zatem istnieć inne wytłumaczenie, proste i logiczne. W zasięgu głosu grasował najwyraźniej ktoś jeszcze, ktoś zdolny do równie twórczych czynów. Ostatecznie mieszkałem w Miami i zewsząd otaczały mnie niebezpieczne stwory w rodzaju sierżanta Doakesa.

Doszedłszy do siebie, szybko ruszyłem na górę, czując gwałtowny przypływ adrenaliny. Niemal biegłem, dziarskim, sprężystym krokiem i tylko po części dlatego, że chciałem uciec od Doakesa. Chciałem również obejrzeć skutki ostatniego ataku na dobre samopoczucie naszej społeczności — kierowała mną zwykła ciekawość, nic więcej. Moich odcisków palców na pewno tam nie było.

Pierwsze piętro. Kilka ścian już stało, ale tylko kilka. Wszedłem do czegoś w rodzaju wielkiej, przestronnej sali i zobaczyłem Angela-Bez-Skojarzeń. Siedział w kucki z łokciami na kolanach i z ukrytą w dłoniach twarzą. Siedział i po prostu patrzył. Zaskoczony przystanąłem. Była to jedna z najbardziej niezwykłych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem: technik z wydziału zabójstw naszej policji sparaliżowany widokiem czegoś, co znalazł na miejscu zbrodni.

Ale to, co tam znalazł, było jeszcze ciekawsze.

Była to scena żywcem wyjęta z ponurego melodramatu, z wodewilu dla wampirów. Podobnie jak tam, gdzie zabawiałem się z Jaworskim, tu też leżała sterta owiniętych folią płyt gipsowych. Płyty ułożono pod ścianą i oświetlały je teraz reflektory z placu za oknem i te rozstawione przez chłopców z ekipy.

Na stercie, niczym ołtarz, stał czarny, przenośny stół. Stał dokładnie pośrodku, więc dobrze oświetlały go reflektory, a raczej dobrze oświetlały to, co na nim leżało.

A leżała tam oczywiście głowa kobiety. Z ust sterczało jej lusterko samochodowe, które rozciągało twarz, nadając jej niemal komiczny wyraz zdziwienia.

Nad głową, nieco wyżej po lewej stronie, była druga głowa. Tuż pod nią wisiał korpus Barbie, tak że wyglądało to jak malutka lalka z olbrzymią ludzką głową.

Po prawej stronie była głowa numer trzy. Starannie przymocowana do płyty gipsowej, uszy miała przykręcone śrubami. Z eksponatów nie wyciekała ani krew, ani krwawa maź. Wszystkie trzy były suche i czyściutkie.

Lusterko, Barbie i płyty gipsowe.

Trzy ofiary.

Suche jak pieprz.

Witaj, Dexterku.

Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Korpus Barbie był oczywistą aluzją do lalki w mojej lodówce. Lusterko do lusterka z ust głowy na autostradzie, a płyty gipsowe do Jaworskiego. Albo ktoś kierował moimi poczynaniami tak dobrze i skutecznie, jakbym kierował nimi ja sam, albo to byłem ja.

Chrapliwie wciągnąłem powietrze. Nasze odczucia, moje i jego, na pewno nie były identyczne, ale miałem ochotę zrobić tylko jedno: przykucnąć pośrodku sali obok Angela-Bez-Skojarzeń; musiałem przypomnieć sobie, jak się myśli i uznałem, że podłoga świetnie się do tego nadaje. Bardzo chciałem, ale poczułem, że coś ciągnie mnie do przodu jak po dobrze naoliwionych szynach. Nie mogłem ani przystanąć, ani zwolnić, mogłem jedynie iść w stronę stołu. Iść, patrzeć, podziwiać i skupiać się na tym, żeby wdychane i wydychane przeze mnie powietrze wchodziło i wychodziło odpowiednimi miejscami. Jednocześnie powoli zdałem sobie sprawę, że nie tylko ja nie wierzę w to, co widzę.

W trakcie mojej kariery zawodowej — nie wspominając już o hobby — widziałem setki morderstw, w tym wiele tak bestialskich i makabrycznych, że zaszokowały nawet mnie. Na każdym miejscu zbrodni członkowie naszej ekipy dochodzeniowej byli odprężeni i robili swoje, jak na zawodowców przystało. Spokojnie siorbali kawę, wysyłali kogoś po pasteles albo po pączki, żartowali i plotkowali, zbierając gąbką zakrwawione flaki. Na każdym miejscu zbrodni widziałem grupę ludzi tak kompletnie obojętnych na widok skutków rzezi, jakby zamiast prowadzić śledztwo, grali w kręgle w lidze kościelnej.

Aż do teraz.

Bo teraz w wielkiej, nagiej, betonowej sali było nienaturalnie cicho. Policjanci i technicy stali bez słowa po dwóch, po trzech, jakby bali się zostać sami, i po prostu patrzyli na wystawę ludzkich głów. Jeśli ktoś przypadkiem zaszurał nogami, wszyscy podskakiwali i łypali na niego spode łba. Scena ta była tak komicznie dziwna, że gdybym wraz z innymi ciekawskimi nie gapił się na wystawę, na pewno roześmiałbym się w głos.

Czy to moje dzieło?

piękne — w najstraszniejszym tego słowa znaczeniu, oczywiście. Piękny był już sam układ, harmonijny, doskonały, fascynujący i cudownie bezkrwawy. Bardzo dowcipny, jednocześnie wspaniale skomponowany. Ktoś zadał sobie dużo trudu, żeby stworzyć prawdziwe dzieło sztuki. Ktoś obdarzony talentem, dobrym gustem i makabrycznym poczuciem humoru. Znałem tylko jednego takiego ktosia. Czy to możliwe, żeby był nim dobry Dexter i jego demony?

20

Podszedłem najbliżej, jak tylko mogłem, żeby podziwiać ten żywy, a raczej martwy obraz. Nie mogłem go dotknąć, ponieważ technicy nie zdjęli jeszcze odcisków palców; jak dotąd nie zrobili chyba nic, chociaż na pewno wszystko obfotografowali. Och, jakże chciałem mieć chociaż jedno z tych zdjęć. Wielkie jak plakat, w pełnym kolorze bez czerwonego. Jeśli rzeczywiście zrobiłem to ja, byłem większym artystą, niż myślałem. Nawet stąd, z tej małej odległości, wydawało się, że odcięte od tułowia głowy szybują przez pustkę, zawieszone nad tym śmiertelnym padołem łez w ponadczasowej, bezkrwawej parodii raju… Odcięte od tułowia?

No właśnie. Rozejrzałem się. Ani śladu poćwiartowanych ciał czy złowieszczego widoku starannie poukładanych worków. Tylko piramida z głów.

Stałem tam i patrzyłem, patrzyłem i stałem. Po kilku minutach przy-człapał do mnie Vince Masuoka. Był blady i miał otwarte usta.

— Cześć — powiedział i pokręcił głową.

— Jak się masz, Vince? Masuoka znowu pokręcił głową.

— Gdzie są ciała?

Vince długo patrzył na wystawę i milczał. Potem spojrzał na mnie jak ktoś, kto właśnie stracił niewinność.

— Pewnie gdzie indziej — odparł.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)