Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 137
Перейти на страницу:

Rozsypał. Musieliśmy wrócić do starego. Właściwie nawet nie musieliśmy nigdzie iść, po prostu znaleźliśmy się w znanym starym świecie.

Boł-Kunac zamilkł, wysypał popiół do dużej popielniczki i zaczął od nowa nabijać fajkę. Do pokoju cicho weszła Irma 1 przystanęła przy oknie. Boł-Kunac mówił dalej:

— Pamięta pan, powiedział pan wtedy: „Żebym nie zapomniał wrócić”. Nie zapomniał pan i wrócił wcześniej od innych. Po prostu nie domyślił się pan, że wrócić muszą wszyscy. Koniecznie. Widocznie oni przewidzieli taki wariant. On długo i cierpliwie obserwowali nas, nie wtrącali się, ale dzisiaj czyżby pan jeszcze tego nie pojął? — oni podejmują drugą próbę. A ja mam nadzieję, że nasze dzieci mimo wszystko potrafią znaleźć swoje źródło energii. Bo ileż można tak żyć na krzywy ryj? Przecież nasze dzieci są zupełnie inne, niepodobne do nas, mniej podobne niż my do pana. Zresztą oni też są inni, to normalne…

— Oni to mokrzaki? — Wiktor przypomniał sobie nagle to dziwne, dawno zapomniane słowo; słowo nie tyle z przeszłości, ile z innego świata, z innej rzeczywistości.

— To wy jesteście mokrzaki! — głośno wtrąciła obrażona Irma. — Bogowie schodzą na ziemię, a wy nazywacie ich a to mokrzakami i uważacie za trędowatych, a to Beduinami i zaliczacie do psychopatów. W tym świecie powstała dziwna tradycja.

— Poczekaj, Irma — przerwał jej zdumiony Wiktor. — Uważasz, że Beduini to mokrzaki?

— Nie wiem, ale tak czuję, nie potrafię tego wyjaśnić.

— Irma — powiedział Boł-Kunac — przynieś nam jeszcze piwa, proszę. — Potem wypuścił kłąb fioletowego aromatycznego dymu i znowu uważnie popatrzył na Wiktora. — Mówię przecież, że to drugie podejście. Przyszli tym razem nie do nas. Przyszli do naszych dzieci.

— To dlaczego wasze dzieci ich nienawidzą?

— Właśnie! — wykrzyknął Boł-Kunac. — Tu jest pies pogrzebany. Tu jest sedno sprawy. Ale pan go pewnie nie zrozumie Wiktor kończył już czwartą puszkę piwa, głowa przestała go boleć, papierosy ćmił jeden za drugim z ogromną przyjemnością i bardzo chciał tego ranka wszystko zrozumieć.

— Dlaczego wszyscy mi mówią, że czegoś nie zrozumiem

7

Czy ja wyglądam na idiotę? — zapytał. — Czy stałem się chodzącym anachronizmem?

— To drugie jest bliższe prawdy, panie Baniew, ale nie do końca. Czy mogę zacząć z daleka?

— Zaczynaj.

— Proszę sobie przypomnieć Dostojewskiego. Chyba Idiotę. proszę zauważyć, jak zręcznie powołuję się na klasykę. Pamięta pan tam takie rozmyślania, że są wśród nas różni wspaniali mistrzowie we wszystkich dziedzinach i zawsze tacy ludzie istnieli, ale brakowało ludzi praktycznych. Dziś również ich brakuje, panie Baniew. Szczególnie brakowało nam ludzi praktycznych w naszym wykwintnym, pięknym, wymyślonym świecie. Zawsze ich brakowało, ale dzisiaj muszą się znaleźć, dzisiaj oni będą podporą, nareszcie oni. Bogowie oddają władzę człowiekowi praktycznemu, ale człowiek praktyczny nie wierzy w bogów, nie kocha ich, a gdy są natrętni, to nawet zaczyna ich nienawidzić. Bogom zaś tylko tego trzeba: kultywując nienawiść, akumulują energię ludzi praktycznych i hodują ich dla nowego samodzielnego życia. Jasne?

— Mniej więcej — wykrztusił Wiktor, z całych sił starając się nie zgubić wątku paradoksalnych przemyśleń rozmówcy.

— Nazywam ich bogami, bo tak zaczęła Irma — kontynuował Boł-Kunac. — To wygodniejsze, bo i krótsze, i jasne. W rzeczywistości nie uważam ich za bogów. To są oczywiście ludzie. Są bardziej ludzcy niż pan i ja. Ale są to ludzie innego poziomu, dlatego wywołują emocje również wyższego poziomu. Nienawiść do nich to nie nienawiść do sąsiada z piętra czy do oszusta na bazarze. Jest na tyle silna, że przechodzi w inną jakość. Staje się nienawiścią twórczą.

Stop, pomyślał Wiktor, ktoś już tu mówił o nienawiści twórczej. Selena? Golem? Anton? Nie, Anton nie…

— Ale, Boł, przecież Beduinów nienawidzą nie tylko nasi młodzi supermani, ale i mnóstwo ludzi różnych pokoleń, także społecznie różnych. Jak to się ma do istoty rzeczy?

— Do istoty? Praktycznie nijak, ale mówmy konkretnie, kogo ma pan na myśli?

— Na przykład pana Antona Dumbela.

— Kto to?

— Pracownik resortu bezpieczeństwa. Tu, w mieście, pracuje incognito. Beduinów strasznie nienawidzi, wzywa do ich fizycznej eksterminacji, a przy okazji i innych muzułmanów.

— Kliniczny przypadek — uśmiechnął się Boł-Kunac. — Do tego Beduini nie są muzułmanami. Mam na myśli naszych miejscowych Beduinów.

— Na pewno?

— Oczywiście. Czy pan na przykład jest chrześcijaninem?

— Jestem ochrzczony.

— Wspaniała odpowiedź! Otóż to: ochrzcili pana i tyle. A oni przeszli obrzezanie i też tyle. Na tym poziomie społecznej świadomości, który zajmuje pan i który zajmują Beduini, to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Kiedy próbowaliśmy stworzyć swój świat, rozumieliśmy to bardzo dobrze, tylko nie uwzględniliśmy, że nie wszyscy ludzie na planecie są tacy mądrzy i intelektualnie dojrzali jak na przykład Wiktor Baniew. Jest bardzo, bardzo dużo zupełnie przyzwoitych, dobrych i niegłupich ludzi, którzy nie ze złości, ale po prostu z powodu swojego poziomu świadomości nie są do pewnych rzeczy zdolni, po prostu nie są zdolni! Nie pojmują, jak mogą być we wszystkim równi biali i Murzyni, Żydzi i Arabowie, Japończycy i Koreańczycy. Oni przecież nie to, że nie chcą: oni nie mogą pojąć takich rzeczy. A to trzeba koniecznie uwzględniać. Myśmy nie uwzględnili. — Zamilkł na chwilę. — I jeszcze czegoś nie uwzględniliśmy. Potrafiliśmy tworzyć i budować, słuchaliśmy muzyki i słuchaliśmy deszczu, czytaliśmy wiersze i traktaty filozoficzne, niemal nauczyliśmy się słyszeć wzajemnie swoje myśli i przy tym całkowicie zatraciliśmy zdolność niszczenia. A świat jest zbudowany tak, że bez tego się nie wyżyje. Nawet podstawowych odpadków, zwykłych fekalii nie wolno po prostu przesuwać gdzieś na bok; zakryją wtedy cały świat. Są przecież choroby. Niech pan sobie wyobrazi chirurga, który boi się dotknąć skalpelem guza i zamiast tego zaczyna doń przemawiać.

— Ja na przykład — powiedział Wiktor — byłbym takim chirurgiem zachwycony.

— Ja też — zgodził się Boł-Kunac — ale takich chirurgów w prawdziwym życiu nie ma. Ktoś musi zajmować się usuwaniem. Pan jest inteligentem, ja też. My odmawiamy. Przywołujemy Waregów jak elektryka do odkurzacza. Tylko tu nie trzeba naprawiać, tu trzeba zniszczyć. Lepsze jest inne po-równanie: dobrzy ludzie zawołali fachowca, żeby zarżnął prosię, a ten tak się rozochocił, że i dobrych ludzi zarżnął. Tak to mniej więcej wygląda. Nikomu nie należy zlecać niszczenia. Musi się tym osobiście zajmować twórca, budowniczy, kreator. Wiem, że panu nie podobają się wytrenowani chłopcy, którzy krzyczą na placu: „Śmierć Beduinom!” Pan nawet nie chce widzieć własnego wnuka. Ale, proszę mi uwierzyć, oni wyrosną z haseł i pogróżek, a najważniejsze zdrowe i racjonalne ziarno w nich zostanie. Niech mi pan wierzy, są przygotowani do tego, by trzymać w ręku skalpel chirurga, a nie katowski topór.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)