Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 236
Перейти на страницу:

— Konie — warknął Luca, niemal zanim Mat stanął przed nim. Swoim niezadowoleniem obejmował wszystkich, chociaż jego gniew jawnie skupiał się na Cauthonie. Choć niewiele wyższy, wyraźnie patrzył na Mata z góry. — Właśnie tego chcieli. Pokazałem oficerowi pismo zwalniające moje konie z loterii i podpisane przez samą Wysoką Lady Suroth, ale myślisz, że zrobiło ono na nim wrażenie? Nie miał dla niego najmniejszego znaczenia fakt, że uratowałem wysokiej rangi Seanchankę. — Kobieta nie była wysokiej rangi, a on wcale tak bardzo jej nie uratował, każąc jej podróżować jako artystce na etacie, jednak Luca zawsze przesadzał, gdy chodziło o jego korzyści. — Nie wiem zresztą, jak długo jeszcze to pismo utrzyma się w mocy. Seanchanie rozpaczliwie potrzebują koni. Każdego dnia mogą mi odebrać zwierzęta! — Jego twarz zarumieniła się, przybierając niemal odcień równie intensywny jak płaszcz mężczyzny. Luca pogroził Matowi palcem. — Będziesz odpowiedzialny, jeśli zabiorą mi konie! Jak ruszę bez nich w trasę? Odpowiedzże mi, jeśli potrafisz. Byłem gotowy wyruszać, natychmiast gdy zobaczyłem to szaleństwo w porcie, ty jednak mnie wtedy zatrzymałeś. Ciebie obarczę odpowiedzialnością, jeśli zechcą uciąć mi głowę! Mogłem być teraz sto mil stąd, gdybyś nie przyjechał w środku nocy i nie wciągnął mnie w swoje zwariowane plany! Nie zarabiam tu ani pensa! Od trzech dni widownia zawodzi, a zwierzęta muszę karmić co dzień! A właściwie co pół dnia! Powinienem odejść stąd przed miesiącem! Albo dawniej! Tak, wówczas trzeba było stąd wiać!

Luca zaczął bełkotać, a Cauthon o mało się nie roześmiał. Konie. Więc chodziło tylko o konie! Poza tym stwierdzenie, że ciężko obciążone wozy widowiska potrafiłyby przejechać sto mil w pięć dni, było równie śmieszne jak wóz Luki. W dodatku, Luca może odjechałby miesiąc czy dwa temu, lecz chciał opróżnić do ostatniego miedziaka kieszenie zarówno eboudarian, jak i seanchańskich zdobywców. Mat rzeczywiście wciągnął go do swojego planu sześć nocy temu, przyszło mu to wszakże z identyczną łatwością jak wstawanie z łóżka.

Nie roześmiał się jednak, lecz otoczył właściciela widowiska ramieniem. Luca był próżny jak paw i niewyobrażalnie chciwy, po co jednak wzmagać jego gniew?

— Sądzisz, przyjacielu, że jeśli odjedziesz dziś w nocy, nie wzbudzisz niczyich podejrzeń? Seanchanie przeszukaliby twoje wozy, zanim byś ujechał ligę. Można by powiedzieć, że cię przed nimi uratowałem. — Luca popatrzył na niego groźnie. Niektórzy widzą jedynie czubek własnego nosa. — Tak czy owak, możesz się przestać martwić. Kiedy tylko Thom wróci z miasta, możemy od razu wyruszyć i przejechać tyle mil, ile zechcesz.

Luca podskoczył tak nagle, że zaniepokojony Mat aż się cofnął, jednak mężczyzna kręcił się jedynie przez chwilę w kółko i rechotał. Domon wytrzeszczył na niego oczy; nawet Blaeric się zagapił. Luca zachowywał się czasem jak skończony głupiec.

Ledwie zresztą zaczął swój taniec, Egeanin odciągnęła Mata na bok.

— Wyruszamy natychmiast, gdy wróci Merrilin? — spytała. — Wydałam wszak rozkazy, by nikt się nie oddalał od terenu widowiska! — Obrzucała piorunującymi spojrzeniami to jego, to Lucę, a oczy jej płonęły, równocześnie uosabiając lodowatą furię. — Oczekuję, że będziecie przestrzegać moich poleceń!

Właściciel widowiska zatrzymał się nagle i przypatrywał się kobiecie z ukosa, po czym złożył jej ukłon tak nieoczekiwany i tak wymyślny, że aż mu zawirował płaszcz. Na pewno zawirowały wszystkie hafty na płaszczu! Ten dziwaczny osobnik najwyraźniej myślał, że potrafi sobie radzić z kobietami.

— Ty wydajesz rozkazy, moja słodka lady, a ja skaczę i od razu je wypełniam. — Wyprostował się do pionu i przepraszająco wzruszył ramionami. — Tyle że to pan Cauthon posiada złoto, więc się obawiam, że posłuszny będę przede wszystkim jego poleceniom.

Pełen złotych monet kufer Mata wystarczył, by przekonać Lucę. Mat był ta’veren i fakt ten może również mu pomagał, lecz za odpowiednią kupkę złota Valan Luca wziąłby udział nawet w porwaniu Czarnego.

Egeanin zaczerpnęła wielki haust powietrza, gotowa nawymyślać właścicielowi widowiska, na szczęście ten odwrócił się do niej tyłem i wbiegł po schodkach prowadzących do jego wozu.

— Latelle! Latelle! — krzyczał. — Trzeba zaraz wszystkich pobudzić! Nareszcie wyruszamy! Czekamy jedynie na powrót Merrilina! Chwała niech będzie Światłości!

Chwilę później zjawił się ponownie, zbiegając po krótkich schodkach i ciągnąc za sobą żonę, która pospiesznie otaczała się czarnym aksamitnym płaszczem obszytym lśniącymi błyskotkami. Ta kobieta o surowym obliczu zmarszczyła nos na widok Cauthona, jakby źle pachniał, Egeanin zaś posłała spojrzenie, po którym tresowane przez nią niedźwiedzie przypuszczalnie wspinały się na drzewa. Latelle nie lubiła kobiet uciekających od mężów, nawet jeśli w tym przypadku znała prawdę. Szczęśliwym trafem, najwyraźniej z jakiegoś powodu czciła Lucę, a złoto lubiła niemal równie mocno jak on. Właściciel widowiska pobiegł już do najbliższego wozu i zaczął walić w drzwi, a Latelle szybko poszła w jego ślady i zastukała w kolejny.

Nie czekając na nikogo, Cauthon ruszył w dół jednej z bocznych uliczek. Będąca bardziej alejką, w porównaniu z główną ulicą, droga wiła się wśród wozów i namiotów tego samego rodzaju; wszystkie zamknięto z powodu panującego na dworze zimna, z metalowych kominów zaś dobywał się dym. Tutaj nie stały żadne estrady dla wykonawców, natomiast między wozami wisiały sznury do suszenia prania, a tu i ówdzie leżały na ziemi drewniane zabawki. Przy tej alejce wyłącznie się mieszkało, a jej wąskość miała zapewne odstraszyć osoby postronne.

Mat szedł szybko mimo bólu biodra — który podczas ruchu zwykle stopniowo mijał — nie uszedł jednak nawet dziesięciu kroków, kiedy zrównali się z nim Egeanin i Domon. Blaeric zniknął, prawdopodobnie pobiegł przekazać Aes Sedai, że nadal są bezpieczne i że w końcu mogą się zbierać do odejścia. Siostry, przebrane za przerażone służące, zamartwiające się, że mąż ich pani je złapie i ukarze, nie ruszały się ze swojego wozu. W dodatku jadać musiały wraz z sul’dam. Tak polecił im Mat. Dzięki temu mogły się przypatrywać sul’dam, które jawnie starały się trzymać z dala od Aes Sedai. Tak czy owak, teraz Cauthon ucieszył się, iż Blaeric wybrał się do wozu sióstr zamiast niego. Od momentu ucieczki z miasta jedna lub druga Aes Sedai wzywała Mata nawet cztery czy pięć razy dziennie. Za każdym razem zjawiał się w ich wozie — rzadko udawało mu się tego uniknąć — spotkań z nimi nie uważał wszakże za mile spędzone chwile.

Tym razem Egeanin go nie objęła. Szła obok niego, sadząc wielkie kroki i wpatrując się prosto przed siebie, co nie przeszkadzało jej raz po raz poprawiać peruki. Domon sunął za nimi, stawiając niedźwiedzie kroki i mrucząc coś pod nosem z ciężkim illiańskim akcentem. Wełniana czapka podkreślała fakt, że zarost mężczyzny kończy się w połowie ucha, powyżej zaś miał jedynie krótkiego jeżyka. Domon wyglądał z tego powodu na nieco... niedokończonego.

— Dwaj kapitanowie na jednym statku bez dwóch zdań doprowadzą statek do katastrofy — wycedziła Egeanin z przesadną powolnością. Wyrozumiały uśmiech wydawał się ranić jej twarz.

— Nie jesteśmy na statku — odparował Mat.

— Wszędzie jest taka sama zasada, Cauthon! Jesteś farmerem. Wiem, że dobry z ciebie człowiek i nieźle sobie radzisz w tych trudnych momentach. — Zerknęła przez ramię na Domona. To on połączył ją z Matem, gdy już zaczęła się obawiać, że będzie musiała kogoś nająć. — Jednak ta sytuacja wymaga rozsądku i wielkiego doświadczenia. Pływamy na niebezpiecznych wodach, a ty nie masz pojęcia o dowodzeniu.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)