Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 111
Перейти на страницу:

- Do przesmyku! Do przesmyku! Ruszać z tymi wozami, żwawo! - zakomenderował Sierżant.

- Konie są martwe, mamy rannych i poległych - zaprotestował Craig.

Z ostrza trzymanego przez niego miecza ociekała krew. Widać było, że przyłożył się do swojej roboty solidnie.

- Stracimy wodę! - podniósł się pełen rozpaczy krzyk. - Podziurawili miechy!

- Martwych zostawcie, rannych na wóz, przepchniemy go ręcznie. - Sierżant dalej ogarniał sytuację, przeskakując w biegu ciała ubitych koni.

Craig przyglądał mu się chwilę, po czym podjął decyzję i zaczął wydawać rozkazy swoim ludziom.

Nikt nie protestował. Wsiąkająca w suche podłoże woda uzmysłowiła wszystkim, jak wiele może ich kosztować najdrobniejsza nawet zwłoka.

Koharow rozejrzał się i jego początkowa ulga ze zwycięstwa zaczęła błyskawicznie mijać. Byli tu wszyscy zbrojni, włącznie z jego ludźmi. A co, jeśli Czarni Jeźdźcy zaatakowali też od przodu? Czoło kolumny pozostało bez ochrony, za to z resztą zapasów. Do tego w każdej chwili mógł ich czekać kolejny atak. Niby nie było to w stylu Jeźdźców, ale… Ruszył biegiem, nie zastanawiając się już dłużej. Dopadł pierwszego wozu, nikogo przy nim nie zastał, za to kawałek dalej dostrzegł leżące na ziemi ciało. Podsyciło to najgorsze obawy Koharowa. Tyle dobrego, że okoliczny piasek nie wyglądał na mokry. Padł na kolana i prawie nie zmniejszając prędkości, przeczołgał się pod wozem na drugą stronę. Konie stały nietknięte, na koźle nie było nikogo. Na ziemi zaś leżały kolejne dwa ciała w ciemnych szatach Jeźdźców. Koharowowi język wysechł na wiór, miał wrażenie, jakby krew w żyłach zgęstniała mu na tyle, że zaczęły opuszczać go siły. Wszystkich czekał ten los, jeżeli Jeźdźcom powiódł się ich plan. Dobiegł do następnego wozu. Jeden koń leżał martwy, jednak drugi stał i niespokojnie grzebał kopytem. Dobrze, że stały w wolnym zaprzęgu, inaczej ciężar martwego zwierzęcia i tego zwaliłby z nóg. Koharow zatrzymał się i przyczajony zaczął rozglądać się po okolicy. Dostrzegł jednego ze swoich ludzi. Leżał pokręcony i zakrwawiony, musiał być martwy. Obok niego spoczywały trupy Czarnych Jeźdźców. A nieco dalej kolejni i kolejni. Zaskakująco wielu, biorąc pod uwagę, jak wielką przewagę liczebną musieli mieć przy ataku. Postępował dalej, ostrożnie się rozglądając. Minął martwego nieprzyjaciela ze skręconym karkiem. Następny miał tak zmasakrowaną twarz, że już samo to musiało wystarczyć za przyczynę śmierci. Jeszcze inny zmiażdżoną klatkę piersiową. Połamane żebra wystawały z porozrywanego burnusa niczym zęby z paszczy jakiejś drapieżnej bestii, która od tyłu przegryzła się przez ciało. Koharow uświadomił sobie, że nie dostrzega ciał swoich własnych ludzi. Czwarty z kolei trup też należał do Czarnych Jeźdźców. Zginął od ostrza, od czystego cięcia przez gardło. Za to piąty znów wyglądał, jakby stratował go rozwścieczony byk.

Uciekali, olśniło Koharowa wreszcie. Czarni Jeźdźcy uciekali przed czymś przerażającym i niepokonanym. Sam coraz bardziej zaniepokojony dotarł wreszcie do miejsca, w którym ściany rozszerzały się na około dziesięć metrów i kończył się spadek. Tam na kamieniu przysiadł Bakly. W poprzek kolan trzymał wyczyszczony już do połysku katzbalger i z zamkniętymi oczyma wystawiał twarz do słońca. Wokół niego leżało na ziemi jeszcze kilka ciał.

- Całkiem nieźli z nich wojownicy. Nie bali się umierać. No, przynajmniej z początku - powiedział.

Koharow sam przeszedł niejeden bój i skłonny był powiedzieć, że i on nie bał się śmierci. Jednak sposób, w jaki ten człowiek przeszedł przez swych wrogów, niczym przez gromadę szmacianych lalek, napełnił go grozą.

- Straciliśmy trzy konie, kilku ludzi i trochę wody. Po Czarnych Jeźdźcach ani śladu - oznajmił.

- A więc to byli oni - mruknął Bakly.

- Musimy przeprowadzić wozy jak najszybciej. Wciąż nas czeka daleka droga.

Zanim Koharow całkiem się pozbierał, dzięki wspólnemu wysiłkowi jego ludzi i najemników wozy zostały przeprowadzone na drugą stronę przesmyku. Wszyscy natychmiast pozajmowali pozycje obronne za głazami i w skalnych zaułkach, czekając w gotowości na kolejny atak. Craig się nie ukrył, tylko stanął ramię w ramię z Koharowem i Baklym i z ręką na głowni miecza wspólnie lustrowali okolicę. Wad dowódca najemników miał sporo, ale tchórzostwo do nich nie należało, to Koharow musiał przyznać.

- Oczekiwaliście tego ataku? - najemnik spytał Baklego, nie przestając rozglądać się uważnie.

- Liczyłem się z tym. To bardzo dogodne miejsce na zasadzkę - przyznał Bakly.

- Trzech ludzi nie żyje, dwóch rannych z szansami na przeżycie, Henry jeszcze dycha, ale to już tylko kwestia czasu - zdał Craigowi raport jeden z jego ludzi.

Upał wzmagał się z każdą chwilą. Odkąd wyszli z wąwozu, skały nie chroniły ich już swym głębokim cieniem. Powietrze trwało w takim samym bezruchu jak oni sami. Koharow postanowił również zrobić obchód swoich ludzi i oszacować straty. Wyniki oględzin nie wzbudzały otuchy. Jeden martwy, dwóch w takim stanie, że przez kilka dni nie wezmą miecza do ręki. Do tego grad strzał podziurawił na jednym z trzech wozów większość bukłaków z wodą. Nie wszystko jeszcze wyciekło, jednak i tak stracili prawie jedną trzecią zapasów. Z ciekawością obejrzał jedną ze strzał. Grot wykonany był w taki sposób, aby w miękkiej, skórzanej powłoce przebić jak największą dziurę.

Craig podszedł zaciekawiony, Koharow podał mu strzałę.

- Gdyby strzelali mniej po wozach, a więcej po ludziach, wyglądalibyśmy teraz dużo gorzej - zauważył Koharow.

- Jesteśmy głęboko na pustyni. Półtora razga czy jak to tam nazywacie. Jak to więc możliwe, że tu na nas czekali? - dziwił się Craig.

- Z rana, tuż przed świtaniem, wydawało mi się, że słyszę tętent kopyt - mruknął Sierżant, który właśnie powrócił z rekonesansu wśród pobliskich skał. - Potrafi się czasem nieść na kilometry.

- Trzeba było coś powiedzieć! - wzburzył się Craig.

- Na wpół spałem. - Sierżant wzruszył ramionami. - Myślałem, że mi się tylko przyśniło.

- I tak byliśmy przygotowani - zbył najemnika Bakly. - Poza tym właśnie po to was przecież nająłem, żebyście nas chronili w przypadku podobnych nieprzyjemności.

Koharow rozejrzał się. Czy rzeczywiście tylko po to ich ten wielki mężczyzna najął? Poważnie w to wątpił. Ciekaw był też, jak Bakly chciał na pustyni ukryć artefakt. Z oazy, na którą obrali kurs, nie wiódł dalej żaden szlak. Wszędzie wokół rozciągała się już tylko rozpalona do białości pustynia, która przecież oferowała dość ograniczone możliwości ukrycia klejnotu. A przy tym, gdyby nawet zdołali znaleźć nadające się do tego miejsce, ktoś inny potrafi je znaleźć. Wierzył, że dla czarodzieja nie stanowiłoby to aż tak wielkiego wyzwania. Otarł z czoła pot i wrócił myślami do kwestii bardziej w tej chwili istotnych. Walka nie trwała może długo, ale mimo wszystko poważnie ich opóźniła. Dodatkowo musieli teraz przeładować resztę wody tak, aby te konie, które im pozostały, poradziły sobie z ładunkiem. Było jasne, że dzisiaj już nigdzie dalej nie ruszą.

- Skoro nas objechali łukiem, to znaczy, że musieli przebyć jeszcze większy dystans niż my - zastanawiał się Craig ze wzrokiem utkwionym w mapę. - I to konno, bez wozów, bez solidnych zapasów wody.

- Może przyjechali z innej strony - podsunął Sierżant.

- Z Prochowej Dziury? Według mapy to o dwa razgi dalej niż miejsce, z którego myśmy wyruszyli!

Dowódca najemników wydawał się znać już tę mapę na pamięć. Koharow uświadomił sobie, że początkowo go jednak nie docenił.

- I czym, do cholery, poili konie? - nie dawał za wygraną Craig.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)