Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Czas żyć czas zabijać
Czas żyć czas zabijać - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czas żyć czas zabijać

Электронная книга - «Czas żyć czas zabijać». Краткое содержание книги:

Czas żyć czas zabijać
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 111
Перейти на страницу:

Zachmurzony Bakly do odpowiedzi się nie rwał, Sierżant też nie wyglądał na chętnego. Koharow nie chciał tego jednak tak zostawić, nie stać ich było na niejasności i niedopowiedzenia, które wpływałyby na osłabienie zaufania w oddziale.

- Czarni Jeźdźcy słyną z tego, że podczas rajdów nie zabierają ze sobą wody na drogę powrotną - wyjaśnił.

Mówił cicho, co oczywiście przykuło uwagę każdego, kto go usłyszał.

- Zabierają ją tym, na których napadną? - Craig nie krył pogardy w głosie.

Ci chłopcy przybyli naprawdę z daleka, westchnął w myślach Koharow. Twarz zachował jednak zupełnie bez wyrazu i chłodno odpowiedział:

- Tak.

- To znaczy w takim razie, że czeka ich zgubny koniec, skoro udało nam się odeprzeć ich atak i nie zdobyli na nas żadnej wody? - domyślił się najemnik.

Myśl ta przyniosła mu widoczną ulgę.

- Niezupełnie. Zdobyli tyle wody, że powinno im wystarczyć - odpowiedział mu Koharow.

W przeszłości, kiedy o tym myślał, często wstrząsał nim dreszcz. Dziś już nie.

- Brakuje nam ciał czterech zabitych. - Naprowadził Craiga na trop.

Zapadła ciężka, nieprzyjemna cisza. Jak za każdym razem, kiedy ktokolwiek zboczył na ten temat.

- To oni piją krew? - spytał zaskoczony Craig.

Bez cienia strachu czy obrzydzenia w głosie, jedynie zaskoczony. Kolejny punkt dla dowódcy najemników. Kto wie, może nawet przeżyje, ocenił Koharow.

- Oczywiście, że nie piją krwi, krwi w człowieku nie ma znowu aż tak dużo. Mają jednak sposoby na to, aby z człowieka wycisnąć całą wodę, choć nikt nie wie, jakie to sposoby. Nie raz widziałem ciała przygotowane do… - przez chwilę szukał w myślach odpowiedniego słowa - prasowania. Najpierw oprawiają człowieka jak zwierzę, może nawet jeszcze dokładniej. Pozbywają się wszystkich organów, które mogłyby… - przełknął głośno ślinę - wpłynąć niekorzystnie na jakość wody. Potem starannie łamią wszystkie większe kości i wkładają resztę do tego swojego urządzenia.

Koharow zamilkł. Przez chwilę wydawało się, że nie powie już nic więcej, jednak odezwał się znowu:

- Nie wiem, czy rozdrabniają to ciało jakimiś tłuczkami na miazgę, czy robią to w jakiś inny sposób, ale wiem, że po tym wszystkim zostają tylko kawałki kości i resztki przypominające suszone łajno.

Kiedy skończył, zapadła głęboka cisza. Nikt się nawet nie poruszył. Jedynie konie od czasu do czasu potrząsały uprzężami.

- Cztery trupy, to im daje jakieś sto, sto pięćdziesiąt litrów wody. A w razie potrzeby postępują tak samo i z końmi - dokończył już całkiem obojętnym tonem. - Nie przypuszczałem jednak, że mogliby się połakomić na nas. Nie ma ich wielu, więc zazwyczaj wybierają sobie znacznie łatwiejsze cele. Oazy, farmy na obrzeżach pustyni, małe grupki kupców, ale nie uzbrojoną po zęby karawanę.

- Rozbijamy tu obóz - powiedział Bakly, jakby zupełnie nie zwrócił uwagi na całą tę przemowę Koharowa. - Straże rozstawi Sierżant, wystawcie ludzi bez zwłoki. Może będą chcieli zaatakować raz jeszcze.

Pod wieczór upał stał się nie do zniesienia. Wystarczyła najmniejsza odrobina wysiłku fizycznego, aby człowiek natychmiast zaczął się pocić. Koharow zdawał sobie z tego sprawę, toteż na obchód posterunków ruszył wolnym tempem. Północną ścianę kiedyś porastały cierniste krzewy, które uschły już lata temu i teraz posłużyły za paliwo do rozpalenia ognisk. Krąg świateł wokół wozów oświetlał płachty rozpięte na długich żerdziach, mające za zadanie chronić zasoby wody przed wystrzelonymi z ciemności strzałami. Obóz został przygotowany solidnie, to musiał przyznać. A nawet gdyby nie, kolejny atak byłby dla Jeźdźców bardzo ryzykowny, bo po paru dniach spędzonych na pustyni również najemnicy zaczynali już rozumieć, jak ważna jest ochrona zasobów drogocennej wody. Ostatni posterunek, tak jak i wszystkie poprzednie, prezentował się bez zarzutu. Dobrze ukryty i ze świetnym widokiem na okolicę.

Koharow zadowolony z wyników oględzin wrócił do dowódczego ogniska, przy którym siedział on, Bakly i Sierżant. Craig początkowo zamienił z nimi kilka słów, jednak potem poszedł do swoich ludzi.

Bakly leżał na derce w cieniu głazu, zawinięty w swój płaszcz, z rękoma splecionymi na piersi. Wyglądał jak kawał skały, bazaltowy obelisk. Tylko udaje, że jest z mięsa i kości, przyszło Koharowowi do głowy.

Sierżant opiekał słoninę. Światło ognia odbijało się od jaśniejących placków kukurydzianych rozłożonych na kamieniach. Przynajmniej od tych niespalonych.

- Tylko jeden z tych ludzi, którzy stawili wam czoła, zginął od ostrza. Straciliście broń? - spytał Koharow o rzecz, która nie dawała mu spokoju przez cały ten czas od potyczki.

- Nie miałem czasu sięgnąć - odpowiedział spokojnie Bakly. - A nie mogłem im pozwolić, żeby zabili konie. Potem zaś byli już tak przerażeni, że broni nawet nie potrzebowałem.

Koharow zastanawiał się chwilę nad tym, co właśnie usłyszał, ale nie powiedział już nic więcej.

- A ty też żeś ładnie wyskoczył - Sierżant zwrócił się do Koharowa, rozdając przy tym pierwsze kawałki mięsa. - Ryś by ci kroku nie dotrzymał, takie rzeczy widuje się rzadko. A w ogóle to jak żeś wylądował w tym rzemiośle? Tak jak i reszta twoich chłopaków?

Koharow pokręcił głową. Wszystkich jego ludzi na szlak pchnęły wypalone farmy i martwe rodziny. Po prostu nie zostało im już nic innego w życiu.

- Prawdę powiedziawszy, byłem fujarą. Do tego zapieprzać w polu też mi się nie chciało, uganiałem się tylko za spódniczkami. Kawał darmozjada, któremu w niczym nie można zaufać.

Koharow zamilkł i ułamał kawałek placka.

- A potem napadli na naszą oazę. Nie była wielka, ale i nie najmniejsza. Kilka rodzin, do tego garść parobków i dziewek, przyzwoite stado koni. Konie nam zabrali, uprowadzili dwie samotne dziewczyny. Spalili jedną zagrodę. Nikomu na tych dziewkach szczególnie nie zależało, pracy było wiele, każdy wolał się skupić na stratach i zniszczeniach. Zabrałem ze sobą dwóch chłopaków, którzy się mieli ku tym dziewczynom, i ruszyliśmy za bandytami. To byli jacyś desperaci, którzy nie mieli pojęcia o pustyni, odpłaciliśmy im pięknym za nadobne. Podeszliśmy ich dwa razy, noc po nocy. Z końmi i wszystkim, cośmy na nich zdobyli, wróciliśmy do domu.

Koharow przez chwilę przeżuwał w zadumie, wspominając czasy, kiedy był młody i życie wydawało się prostsze.

- Od tego czasu ludzie mnie zaczęli szanować, uważać za bohatera. Traktowali jak brata - opowiadał dalej. - Myślałem, że będę mógł z tej nowej pozycji skorzystać, żeby przygarnąć sobie znów jakąś dziewkę, napić się na cudzy rachunek. Z czasem jednak zaczęło mi się podobać, że inni się ze mną liczyli, przychodzili pytać o zdanie. Zamiast wrócić do wałkonienia się, stopniowo stałem się tym, kim jestem dziś.

Koharow wzruszył ramionami i zabrał się porządnie do jedzenia. Nie miał nic w ustach od rana, głodny był jak diabli.

- A te dziewki? - zainteresował się Sierżant.

- Do oazy już nie wróciły. Miały dość i wcale im się nie dziwię. Razem z tymi swoimi amantami przyłączyły się do karawany idącej na Bauryt.

Koharow rzucił Sierżantowi i Baklemu pobieżne spojrzenie. Słuchali obaj. Sierżantowi na ustach zagościł przelotny uśmieszek. W tych czasach trudno o historie ze szczęśliwym zakończeniem, więc doceniali je nawet zatwardziali wojacy. Twarz Baklego pozostała jednak bez wyrazu.

- Jak daleko pójdą z nami najemnicy? - spytał go Koharow. - Ja i moi ludzie pracujemy dla księcia, pójdziemy tak daleko, jak tylko będzie trzeba, ale oni? Nie możemy im ufać…

W przedłużającej się ciszy rozlegało się jedynie trzaskanie ognia.

- Do Wotty - odezwał się wreszcie Bakly w chwili, kiedy Koharow miał się już pogodzić z faktem, że żadnej odpowiedzi nie dostanie. - Znajduje się o niecałych dziesięć razgów od Hutskiej, idąc w kierunku samego serca pustyni. Taką mam z Craigiem umowę.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)