Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 357 358 359 360 361 362 363 364 365 ... 508
Перейти на страницу:

może gdyby zrozumiała, mogłaby mu jakoś pomóc?

- Mam nadzieję, że nic złego - odpowiedziała cicho i westchnęła ciężko. Naprawdę

miała taką nadzieję.

***

Księżyc świecił jeszcze wyjątkowo mocno, pomimo iż na wschodzie niebo zaczynało

już zmieniać barwę, a aksamitna czerń powoli przeistaczała się w atramentowy

granat. Tutaj, daleko na południu, zima była o wiele mniej sroga niż w północnej

Szkocji i pozostawiła po sobie gdzieniegdzie jedynie kilka białych płacht - ostatnie

ślady jej panowania.

Pomiędzy nimi prześlizgiwało się coś niewiarygodnie długiego. Promienie księżyca

odbijały się w tysiącach łusek pokrywających grzbiet sunącej przez wilgotną, martwą

trawę Nagini. Zmierzała w stronę ogromnej posiadłości, rozciągniętej na terenie

zaniedbanego w tej chwili, choć jeszcze do niedawna z pewnością wspaniałego

ogrodu.

Prześliznęła się przez kikuty żywopłotów, ominęła brudny, wypełniony chwastami

staw i skierowała się w stronę niewielkiej szczeliny u podstawy muru. Zanurzyła się w

ciemnym tunelu, kierując się cały czas w dół, i po jakimś czasie wysunęła się z

podobnej szczeliny znajdującej się w obszernej, pogrążonej w ciemności sali.

Zaczęła pełznąć po nierównych, zimnych kamieniach, pozostawiając za sobą

wilgotny ślad i w pewnym momencie w polu jej widzenia pojawiła się czarna,

sięgająca ziemi szata. Zwolniła i otarła się o szatę niczym kot dopominający się o

pieszczoty.

Długa, upiornie blada dłoń dotknęła jej grzbietu, gładząc jej skórę.

- Wróciłaś już z polowania, moja droga? - zapytał wysoki, zimny głos, posługując się

jej własnym językiem.

Wąż zasyczał i owinął się wokół wyciągniętej ręki, wspinając się na ramiona swego

pana.

Voldemort wyprostował się i po raz kolejny pogładził Nagini.

- Niepotrzebnie traciłaś siły. Kiedy z nim skończę, będziesz miała wspaniałą ucztę.

Jego wzrok przeniósł się w kierunku środka sali. Na kamiennej posadzce leżała

odziana w czerń postać. Trudno było rozpoznać jakiś kształt pośród nasączonych

krwią, obszernych szat, pociętych w tak wielu miejscach, że nie nadawałyby się w tej

chwili do niczego. Rozcięcia odsłaniały bladą skórę, na której zaschnięte ślady krwi

mieszały się z nowo otwartymi ranami. W niektórych miejscach skóra była czarna,

jakby coś ją przypaliło. Pomiędzy kamiennymi płytami podłogi, na których leżała

postać, płynęły strugi ciemnej posoki, łącząc się w rozległą kałużę.

Wydawało się, że nie oddycha. Że w tym zmaltretowanym ciele nie pozostało już

niczego, co można by nazwać życiem.

Voldemort uniósł różdżkę, szykując się do rzucenia kolejnej klątwy.

- Musimy go ocucić. Nie możemy pozwolić, aby umierał w nieświadomości, prawda?

W czerwonych oczach Voldemorta zapłonął lód, ale w momencie, kiedy otworzył

usta, aby rzucić zaklęcie, w pomieszczeniu rozległo się głośne pukanie.

Voldemort opuścił różdżkę i z wściekłością spojrzał na drzwi.

- Wyraźnie rozkazałem, aby mi nie przeszkadzano! - wysyczał, kiedy drzwi otworzyły

się ostrożnie i do pomieszczenia wsunął się Lucjusz Malfoy.

- Wybacz mi, mój Panie - wycharczał, zginając się w ukłonie. - Ale to bardzo pilne.

Właśnie przyszła wiadomość. Do ciebie, mój Panie. Nadawca napisał, że ma zostać

dostarczona natychmiast, w przeciwnym razie wpadniesz w nieopisaną furię.

Voldemort opuścił różdżkę i zmrużył oczy.

- Daj mi to. - Wyciągnął rękę.

Lucjusz podszedł szybko i wręczył mu wiadomość, po czym wycofał się tyłem,

zginając się w ukłonach. Przelotnie spojrzał na leżącą na podłodze postać, a w jego

oczach rozbłysnął triumf i satysfakcja.

Kiedy drzwi się zatrzasnęły, Voldemort podniósł kopertę i przyjrzał jej się. Była

zaadresowana na Lucjusza Malfoya, Malfoy's Manor, ale ogromnymi, wyróżniającymi

się literami było napisane: Wyłącznie Do Rąk Czarnego Pana. Pod spodem

mniejszymi literami wypisana była groźba, co może stać się z tym, kto nie dostarczy

tej wiadomości natychmiast. Koperta była zalakowana. Voldemort obrócił ją w dłoni.

- Widzisz to, Nagini? Kto miałby na tyle tupetu, aby wysłać do mnie list?

W oczach Voldemorta połyskiwało autentyczne zaciekawienie. Złamał pieczęć, wyjął

z koperty pergamin i rozwinął go. Przez kilka chwil jego oczy przesuwały się po

tekście, a kiedy skończyły... na jego zimnym obliczu pojawił się triumf. Usta

rozciągnęły się w przerażającym uśmiechu radości, a w oczach rozpalił się płomień

zwycięstwa.

Skierował swój wzrok na leżącą na podłodze postać.

- Nie doceniłem cię, Severusie. - Opuścił dłoń z listem i powoli podszedł do

nieprzytomnego mężczyzny. Popchnął go stopą, odwracając go na plecy. Zlepione

krwią włosy przykleiły się do trupio-bladej, zapadniętej twarzy, zastygłej w wyrazie

bólu. Pochylił się nad nim i przesunął końcem różdżki wzdłuż głębokiego rozcięcia na

policzku. - Spisałeś się dossskonale. Dossskonale. Po raz kolejny udowodniłeś, że

jesteś jednym z moich najlepszych sług.

Zatrzymał różdżkę nad jego sercem, przymknął powieki i zaczął inkantować długie,

niezrozumiałe zaklęcia. Z jego różdżki spłynął żółtawy blask, przenikając

zmaltretowane ciało i powoli zasklepiając otwarte wciąż rany. Płynąca po podłodze

krew zaczęła się cofać i wnikać z powrotem w rozcięcia na skórze.

Trwało to długo. Zakończyło się dopiero wraz z pierwszymi promieniami słońca

pukającymi w okna Malfoy's Manor i oznajmiającymi, że oto nadszedł piątkowy

poranek.

--- rozdział 58 ---

58. What a mess we made

For you I was a flame

Love is a losing game

...know you're a gambling man

Love is a losing hand

More than I could stand

Love is a losing game

Oh what a mess we made

Over futile odds

And laughed at by the gods

And now the final frame

Love is a losing game*

Wszystko było rozmazane. Ciemność nie chciała nadciągnąć, a jasność była zbyt

jaskrawa, więc światło zatrzymało się na samej granicy, przyjmując wszelkie odcienie

szarości. Coś się w nim poruszało... chwiejne sylwetki, czyjeś ręce, podnoszące go,

przytrzymujące. Dźwięki miały kształty. Tubalny, unoszący się nisko nad ziemią głos,

który niejasno rozpoznawał. Inny głos, przypominający chropowatą powierzchnię

ściany, który też bardzo dobrze znał, ale nie miał pojęcia, skąd. Był też trzeci głos...

pęknięte struny skrzypiec. I... poszarpany na końcach odgłos szurania. I układający

się w gładkie fale szelest. Dźwięki otaczały go, przywierały do niego niczym rzepy,

nie dając mu spokoju i szarpiąc jego zmysłami. Chciał wrócić do tej ciszy, w której

jedynym rozpraszającym odgłosem był jego własny oddech. W której zimno nie było

już jedynie zimnem, a stało się czymś, co pozwoliło mu nie czuć niczego, za

wyjątkiem rozrastającego się powoli, przenikającego ciepła. Teraz pozbawiono go

tego i odwrócono przeciwko niemu. Ciepło zniknęło zastąpione coraz bardziej

dokuczliwym mrowieniem.

Ktoś przytrzymał mu głowę i poczuł w ustach coś piekącego. Coś, co przypominało

spływającą wzdłuż przełyku lawę. Zakrztusił się, ale nie był w stanie tego wypluć.

Płyn podążał przez jego ciało, bezlitośnie zmuszając pogrążone w agoni nerwy do

funkcjonowania. Wszystko zaczynało go swędzieć. Szarości nabierały kolorów,

1 ... 357 358 359 360 361 362 363 364 365 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)