Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
bliskich. Oni nie dbają o nikogo i o nic. I w tym tkwi ich przewaga. - Głos Harry'ego
był tak samo zimny jak jego spojrzenie. -Wystarczy, że chociaż pomyślisz o
ratowaniu kogokolwiek, wystarczy, że chociaż na chwilę się zawahasz, a oni od razu
wykorzystają to przeciwko tobie. W czasie, gdy ty będziesz się obawiał o bliskich, oni
zdążą wszystkich ich pozabijać. I ciebie również.
- Zamknij się!
- Ron, uspokój się! - Hermiona nie mogła już tego znieść. - Harry, proszę cię,
przestań... - Jej słowa zostały przerwane przez skrzek czarnej sowy, która
wylądowała nagle pomiędzy nimi. Miała nastroszone pióra, a do jej nóżki
przywiązana była wiadomość.
Hermiona spojrzała na sowę z zaskoczeniem.
Poczta? O tej porze?
Harry błyskawicznie wysunął rękę i odwiązał liścik od nóżki sowy, która natychmiast
wzbiła się w powietrze, skrzecząc przeraźliwie, jakby głośno chciała się na coś
poskarżyć.
Harry rozwinął liścik i szybko przebiegł po nim wzrokiem i chociaż wyraz jego twarzy
się nie zmienił, to pojawiła się na niej dziwna bladość.
- Co to? - zapytała Hermiona, obserwując go z rosnącym zaniepokojeniem. - Co
się...? - Nie dokończyła jednak, gdyż Harry podniósł się i powoli, bez słowa opuścił
Wielką Salę.
Ale niepokój wcale nie chciał opuścić serca Gryfonki, a teraz, po tym dziwnym
wydarzeniu, wzmógł się jeszcze bardziej.
***
Na szczęście Harry pojawił się na kolejnej lekcji.
Kosztowało ją to trochę wysiłku, ale w końcu wymogła na Ronie obietnicę, że będzie
się starał znieść zachowanie Harry'ego. Wytłumaczyła mu, że Harry potrzebuje
czasu, że stało się z nim coś złego i że potrzebuje teraz ich wsparcia, a nie
dolewania oliwy do ognia. I przez resztę dnia Ron naprawdę starał się nie
komentować zachowania przyjaciela, chociaż absolutnie go nie rozumiał i z
pewnością było mu ciężko. Ale na pewno nie tak ciężko, jak jej, kiedy patrzyła na
Harry'ego, wiedząc, że nie potrafi mu pomóc, że nie potrafi zrobić niczego, co
wyrwałoby go z tego otępienia.
Obserwowała go bardzo uważnie, z każdą chwilą coraz uważniej, ponieważ
wiedziała, że ostatnią lekcją dzisiejszego dnia są Eliksiry. A to oznaczało, że Harry
spotka się ze Snape'em. Spotka się z osobą, która najprawdopodobniej była
przyczyną jego stanu. Ale w miarę zbliżania się godziny, w której Eliksiry miały się
rozpocząć, ani wyraz twarzy, ani zachowanie Harry'ego wcale się nie zmieniały. A
powinien przecież okazywać jakieś zdenerwowanie, strach, złość, cokolwiek. Ale to
Hermiona denerwowała się coraz bardziej, podczas gdy Harry... cóż... wyglądał,
jakby go to kompletnie nie obchodziło.
Teraz również, kiedy siedzieli w klasie, czekając na przyjście Snape'a, po prostu
wpatrywał się w przestrzeń, a jego twarz była zupełnie pozbawiona jakichkolwiek
emocji.
W końcu klamka w drzwiach poruszyła się, a serce Hermiony podskoczyło do gardła,
kiedy ciężkie wrota otworzyły się powoli, ukazując... profesor McGonagal .
Po klasie przeszedł szmer pełnych niedowierzania szeptów. Uczniowie spoglądali na
siebie, kompletnie zaskoczeni nagłym pojawieniem się opiekunki Gryfonów.
Nauczycielka podeszła do czarnego biurka Snape'a i uciszyła uczniów ruchem ręki.
- Przykro mi, ale z powodu nieobecności profesora Snape'a dzisiejsza lekcja
Eliksirów się nie odbędzie.
Szum przybrał na sile. Uczniowie zaczęli szeptać pomiędzy sobą, nie potrafiąc
uwierzyć, w to, co usłyszeli. Po raz pierwszy w historii Snape nie pojawił się na lekcji!
Hermiona szybko spojrzała na Harry'ego. Miał opuszczoną głowę i wzrok utkwiony w
ciemnym blacie ławki. Wyglądał, jakby intensywnie nad czymś rozmyślał.
- ALE to nie oznacza - McGonagal podniosła głos, aby przedrzeć się przez gwar,
który wybuchł - że stracicie zajęcia. Napiszecie na poniedziałek długi na trzy stopy
esej o Eliksirach Zwalczających Ból, szczegółowe informacje znajdziecie w swoich
podręcznikach, strony od dwieście sześćdziesiątej piątej do dwieście osiemdziesiątej
dziewiątej. A teraz...
- Pani profesor... - Pansy podniosła rękę, przerywając wywód nauczycielki.
- Tak? O co chodzi, panno Parkinson?
- Co się stało z profesorem Snape'em?
Przez twarz McGonagal przesunął się cień.
- Profesor Snape jest w tej chwili... niezdolny do prowadzenia zajęć.
Po tych słowach w klasie rozległ się jeszcze większy szmer. Uczniowie wydawali się
kompletnie zapomnieć o obecności nauczycielki, tak bardzo pochłonęły ich te
rewelacje.
Hermiona ponownie spojrzała na Harry'ego. Chłopak wpatrywał się teraz w profesor
McGonagal . Jego brwi były ściągnięte.
- A TERAZ, jeżeli tylko pozwolicie mi dokończyć... - uczniowie uciszyli się na moment
- ...to chciałabym ogłosić koniec zajęć. Możecie się spakować i opuścić klasę, ale
pod warunkiem, że będziecie zachowywać się cicho i nie przeszkadzać pozostałym
uczniom.
Radość z powodu historycznego uniknięcia Eliksirów wydawała się wyprzeć
wcześniejszy szok. Uczniowie zerwali się z krzeseł od razu, kiedy tylko za
nauczycielką zamknęły się drzwi, i zaczęli pospiesznie się pakować. Do uszu
Hermiony dolatywały strzępy ich rozmów:
- Jak myślicie, co się stało ze Snape'em?
- A kogo to obchodzi?
- Może w końcu zatruł się własnym jadem?
- A może zaplątał się w swoją pelerynę, kiedy schodził po schodach i połamał nogi?
- Haha, dobre! Ja stawiam na to, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i
wywalił go ze szkoły.
- Nie, to by było zbyt piękne...
- Pomarzyć zawsze można.
- Hahaha.
Klasa powoli pustoszała.
Pogrążona we własnych myślach Hermiona kończyła się właśnie pakować, kiedy
zobaczyła, jak Harry zdecydowanym ruchem zarzuca torbę na ramię i kieruje się do
wyjścia. Szybko wrzuciła resztę przyborów do torby i pobiegła za nim, słysząc za
sobą kroki podążającego za nią Rona. Kiedy w końcu się z nim zrównali, Harry
gwałtownie skręcił.
- Gdzie idziesz? - krzyknęła, zatrzymując się.
- Muszę coś sprawdzić - odparł Harry, znikając w jednym z bocznych korytarzy.
Wahała się, czy nie pójść za nim, ale w końcu zrezygnowała. Harry najwyraźniej
sobie tego nie życzył. Zresztą nie znała rozkładu lochów zbyt dobrze. Nie bywała tu
za często. Odwróciła się z westchnieniem i spojrzała na Rona, który wpatrywał się w
plecy oddalającego się przyjaciela.
- Mówię ci, ktoś go podmienił. To nie jest Harry. To nie może być Harry - powiedział,
zagryzając wargę. Hermiona podeszła do niego, objęła go ramionami za szyję i
przytuliła się do niego.
- Najwidoczniej nie znaliśmy go tak dobrze, jak nam się wydawało - wyszeptała,
zaciskając powieki.
- Jak myślisz, co się stało ze Snape'em? Pierwszy raz nie przyszedł na lekcję. Nie,
żebym się nie cieszył, ale to wszystko jest jakieś... dziwne.
Hermiona milczała przez chwilę. Kiedy McGonagal im to powiedziała, oblał ją zimny
pot. W zasadzie to nie miała pojęcia, co o tym myśleć, chociaż nieobecność Snape'a
rzuciła pewne światło na całą sytuację. Może... może Harry zachowuje się w ten
sposób nie przez Snape'a, ale z powodu tego, że... Snape'owi coś się stało. Coś
bardzo złego. Chwilowo nie potrafiła znaleźć lepszego wytłumaczenia.
Och, tak bardzo chciałaby poznać prawdę... może wtedy mogłaby... udałoby się jej...