Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 359 360 361 362 363 364 365 366 367 ... 508
Перейти на страницу:

Harry pozostawił za sobą. Był jedyną osobą, którą obdarzył uczuciem. I nawet, jeżeli

ten mężczyzna okazał się tym, kim się okazał... to nie mógł pozwolić mu umrzeć.

***

Nie miał ani ochoty, ani zamiaru z nikim rozmawiać. Więc dlaczego wszyscy uparli

się, żeby zadręczać go pytaniami i swoją obecnością? I tak nic nie wiedzieli, nic nie

rozumieli.

Zaraz po wyjściu Rona i Hermiony w szpitalu zjawiła się profesor McGonagal wraz z

Dumbledore'em, ale Harry jedynie odwrócił się do nich tyłem, przykrył po samą brodę

i udawał, że śpi. Nie spodziewał się, że dyrektor w to uwierzy, ale po pierwszym

pytaniu, na które Harry mu nie odpowiedział, zrezygnował z kolejnych, najwyraźniej

wyczuwając, że Harry nie ma najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Odszedł na bok

z profesor McGonagal i przez chwilę rozmawiał z nią półszeptem, po czym opuścił

szpital, pozostawiając Harry'ego pod opieką pani Pomfrey.

Dumbledore... zawsze był kimś, komu Harry bezgranicznie ufał, ale po tym, co

zobaczył w tych nieszczęsnych wspomnieniach, całe zaufanie runęło jak wieża o zbyt

słabych fundamentach, pozwalając mu nareszcie przejrzeć na oczy. Dumbledore

okazał się... takim samym manipulantem jak inni. Wykorzystywał wszystkich wokół,

aby osiągnąć swój cel. Potrzebny był mu szpieg, więc bez cienia wahania wysłał

Snape'a na niemal pewną śmierć. To przez niego Snape musiał wrócić do

Voldemorta, to przez niego stał się takim potworem... To z powodu jego egoistycznej,

małostkowej decyzji Snape zapragnął się uwolnić i wykorzystał do tego Harry'ego.

Obaj byli siebie warci.

Ale to nic. Nie będzie o tym myślał. Teraz to już nieważne. Wszystko jest nieważne.

Pozostawił za sobą tamto życie, tamte uczucia, tamte marzenia... Teraz ma pewien

cel do zrealizowania. Musi tylko poczekać na odpowiedź Voldemorta.

Przez całą noc nie zmrużył oka. Był niespokojny, kręcił się w łóżku, wciąż spoglądał

w okno, wyczekując...

Czy sowa dotarła? Czy zdążyła na czas? Czy podstęp zadziałał? Czy Voldemort

otrzymał list? Czy zgodził się na jego układ, czy też wiadomością zwrotną będzie...

nieruchome ciało leżące u bram zamku?

Mógł tylko wierzyć, że Voldemort nie będzie chciał zmarnować takiej szansy. Harry

podawał mu się praktycznie na srebrnej tacy. Czy nie o to mu chodziło? Czy nie to

chciał osiągnąć?

Kiedy nadszedł ranek, wstał, ubrał się i bez słowa opuścił szpital, ruszając do wieży

Gryffindoru. Było jeszcze zbyt wcześnie, aby mógł kogokolwiek spotkać. Pokój

Wspólny był opustoszały, pogrążony w sennej ciszy oraz mglistym półmroku. Harry

usiadł przed kominkiem i patrzył, jak płomienie liżą rozżarzone drewno. I zastanawiał

się, czy jeszcze kiedykolwiek poczuje w sobie podobne płomienie, ponieważ

wydawało mu się, że żaden ogień nie jest w stanie roztopić takiego lodu...

***

Podczas gdy Hermiona i Ron przebywali na śniadaniu, on poszedł pod salę Historii

Magii. Nie udało mu się jednak do niej dotrzeć, ponieważ po drodze dopadła go

profesor McGonagall. Zbeształa go za opuszczenie szpitala bez pozwolenia i nie

chciała uwierzyć w to, że Harry czuje się już świetnie. Zaciągnęła go do pani Pomfrey

na badania, ale pielęgniarka, po wykonaniu kilku testów, stwierdziła z zaskoczeniem,

że Harry rzeczywiście wydaje się być już niemal całkowicie zdrowy i że najwyraźniej

przesadziła w nocy z oceną jego stanu, a to, co wzięła za niemal agonalne

przemarznięcie było spowodowane dziwnym szokiem, w którym się znajdował.

To stwierdzenie pociągnęło za sobą kolejną serię pytań, którymi zarzuciła go

McGonagal , pragnąc dowiedzieć się, co doprowadziło do tego, że znalazł się na

błoniach w takim stanie.

Tego było już zbyt wiele...

- To nie wasza sprawa - odpowiedział w końcu, wstając z łóżka i zarzucając na ramię

swoją torbę. - Byłbym wdzięczny, gdyby zostawiła mnie pani w spokoju, pani

profesor. To szkoła, a nie więzienie, a wydaje mi się, że przez cały czas jestem pod

pilną obserwacją i nie mogę sobie nawet nabić guza, żeby nie zrobiono z tego

wielkiej afery. Może mi pani odebrać punkty za złamanie szkolnego regulaminu, ale

wszystko inne jest moją osobistą sprawą i chciałbym, aby pani to uszanowała.

Po tych słowach Harry odwrócił się i po prostu wyszedł, pozostawiając zarówno

McGonagal jak i Pomfrey w stanie lekkiego szoku.

McGonagal nie była głupia. Wiedział, że zapewne zaraz pobiegnie do Dumbledore'a,

aby zanieść mu dokładne sprawozdanie z zachowania Harry'ego, ale uszanuje jego

prośbę. A tylko na tym mu zależało. Aby zostawiono go w spokoju.

***

W Wielkiej Sali panował zwyczajowy harmider. Uczniowie Hogwartu nie potrafili jeść

w ciszy. Posiłki odbywały się w kakofonii setek głosów, śmiechów, krzyków, a

czasami nawet wybuchów.

Ale Harry ich nie słyszał. Siedział otulony absolutną ciszą, przyglądając się

roześmianym twarzom, przejętym twarzom, twarzom ludzi, którzy cieszyli się, bawili,

denerwowali i zajmowali wszystkimi tymi cudownie błahymi sprawami, którymi on też

kiedyś się zajmował, ale teraz to wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

Ponieważ wszystko się zmieniło. Wszystko, co było dla niego ważne, każde

mocniejsze uderzenie serca, każda z emocji, które przez tak długi czas wypełniały

jego wnętrze... wszystko pozostawił tam, na śniegu. Pozwolił, aby zamarzło. Aby

zniknęło. Teraz pozostała tylko cisza, która otaczała go niczym mur, nie

przepuszczając do środka żadnych dźwięków.

Nikt, żaden z tych wszystkich otaczających go ludzi nie wiedział tego, co on... żaden

z nich się nie domyślał... żadnego nie czekał taki los... Patrzył na nich wszystkich i po raz pierwszy w życiu widział ich tak wyraźnie. Niczym na zwolnionym filmie.

Pogrążonych w swoich małych problemach, uwikłanych w zwyczajne, może i

zagmatwane, ale w gruncie rzeczy bardzo błahe relacje... myślących, że świat kręci

się tylko wokół nich i nigdzie indziej nie istnieje. A istniał. Bardzo wyraźnie, czasami nawet brutalnie. Tylko że prawie nikt nie zdawał sobie z tego sprawy.

Nawet Ron, śmiesznie wykłócający się z nim o to, że ma jakiekolwiek szanse w

starciu z grupą wyszkolonych zabójców. Harry doskonale poznał metody ich

działania. Znał przecież jednego z nich. Właśnie z tego powodu czuł przed nimi

respekt. Ale Ron tego nie wiedział. Myślał, że jest wszechpotężny... że potrafi

dokonać czegoś, z czym nawet Moody sobie nie poradził. Najlepszy auror, jakiego

Harry kiedykolwiek znał.

Każdego z nich czekał taki sam los. Jedynym sposobem, aby ich przed tym uchronić

było...

- Harry, proszę cię, przestań... - Hermiona próbowała załagodzić napięcie, które

zawisło w powietrzu, ale ucichła, kiedy na stole pomiędzy nimi wylądowała sowa.

Czarna sowa.

Harry spojrzał na nią i zagryzł wargę, odnosząc nagłe wrażenie, że pomieszczenie

zmalało, a sufit zaczął niebezpiecznie trzeszczeć tuż nad jego głową, jakby zaraz

miał się zawalić.

Otrzymał odpowiedź. Od Voldemorta.

Sięgnął i odwiązał wiadomość, po czym, nie tracąc ani chwili dłużej, rozwinął ją i

przeczytał:

Spełniłem twój warunek. Wrócił w jednym kawałku. A nawet zrobiłem wyjątek i

wspaniałomyślnie wyleczyłem go dla ciebie. Potraktuj to jako prezent ode mnie.

Będę czekał na ciebie w piątek za dwa tygodnie o dziewiątej rano przy kamiennym

1 ... 359 360 361 362 363 364 365 366 367 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)