Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 354 355 356 357 358 359 360 361 362 ... 508
Перейти на страницу:

dostrzec, ponieważ skierowane były w dół, wydawały się całkowicie pozbawione

wyrazu. Martwe.

- Potter - wydusiła w końcu profesor McGonagall, kiedy Harry zrównał się z nimi. -

Nie powinieneś wstawać i szwendać się samotnie po zamku w takim stanie.

Wyraźnie kazaliśmy ci leżeć w łóżku.

- Stary, wszyscy się o ciebie martwiliśmy - burknął Ron, wpatrując się w Harry'ego z

mieszaniną strachu i ulgi.

- Jak mogłeś napędzić nam takiego strachu? - powiedziała oburzona pani Pomfrey. -

Znikać tak bez uprzedzenia! I w dodatku boso! Przecież podłoga jest lodowata!

Prawie tam zamarzłeś, a teraz jeszcze...

- Musiałem coś załatwić. - Harry powiedział to niezwykle cicho, ale takim głosem, że

nawet Hermionę przeszły ciarki. Pani Pomfrey momentalnie ucichła.

Harry przeszedł obok nich, nie zaszczycając ich nawet jednym spojrzeniem, po czym

zniknął za drzwiami szpitala.

Hermiona przełknęła ślinę, chociaż miała wrażenie, że przełyka gwoździe. Wymieniła

spojrzenia z profesor McGonagall i ruszyła za Harrym. Powoli weszła do szpitala,

słysząc za sobą kroki Rona oraz profesor McGonagall i ciche mamrotanie pani

Pomfrey, która wciąż nie potrafiła wyjść ze stanu pełnego niedowierzania oburzenia.

Harry właśnie wchodził na łóżko. Położył się plecami do nich i przykrył kołdrą aż po

samą brodę. Hermiona spojrzała na Rona, który w odpowiedzi wzruszył ramionami.

Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o wsparcie z jego strony.

- Zostańcie z nim - powiedziała szeptem profesor McGonagall - a ja pójdę po

dyrektora. - Po tych słowach odwróciła się i skierowała do wyjścia.

- A ja pójdę dokończyć przygotowywanie lekarstwa - oznajmiła pani Pomfrey,

ruszając w stronę swojego gabinetu. - Tylko pilnujcie go, żeby znowu mi nie zniknął. -

Rzuciła oburzone spojrzenie na leżącą na łóżku szczupłą postać i zniknęła za

drzwiami po drugiej stronie sali.

Hermiona westchnęła i powoli podeszła do łóżka Harry'ego. Przysunęła sobie stojące

pod ścianą krzesło i usiadła, układając ręce na kolanach i nie bardzo wiedząc, co

zrobić. Ron stał za nią niczym żywy pomnik niepokoju i zdezorientowania. Miała tak

wiele pytań, ale nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Coś w Harrym się zmieniło.

Bardzo wyraźnie to wyczuwała i obawiała się tej zmiany.

- Jak się czujesz, stary? - Ron odezwał się pierwszy, wybawiając ją od przerywania

tej ciężkiej, wiszącej w powietrzu ciszy, ponieważ wciąż nie wiedziała, co się w niej

kryje.

- Żyję, jak widzisz - odparł Harry. Jego głos był zimny. Znała go od sześciu lat, ale

jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu. W dodatku miała wrażenie, że on wcale nie

chce ich widzieć, że najchętniej wyrzuciłby stąd ich oboje.

- Porozmawiaj z nami - odezwała się cicho. - Martwiliśmy się o ciebie. Profesor

McGonagal powiedziała, że...

- Nie prosiłem o to, żebyście się martwili. Sam sobie doskonale poradzę.

Hermiona zagryzła wargę.

- Co się z tobą dzieje?

- A co ma się dziać? - zapytał, odwracając się, podpierając na łokciach i spoglądając

na nią.

Hermiona wstrzymała oddech. Oczy. Oczy Harry'ego... były zupełnie zimne. A

twarz... tak pusta, jakby wyssano z niej wszelkie emocje. Jakby tam, na tym mrozie,

na którym prawie zamarzł, jego serce również zamarzło. Wypełniło się lodem aż po

same brzegi.

- Jak to? Przecież widzę, że coś jest nie w porządku - powiedziała niemal płaczliwie.

- Hagrid znalazł cię na błoniach. Prawie tam zamarzłeś i...

- Nie bądź naiwna - przerwał jej Harry. - Nie mógłbym zamarznąć gdzieś na błoniach.

Moje przeznaczenie jest zupełnie inne. Jestem przecież Wybrańcem. - Wypowiedział

to słowo z taką pogardą w głosie, że Hermiona aż się skrzywiła. - Wszyscy na mnie

chuchają i dmuchają, żebym mógł dożyć pojedynku z Voldemortem. Nie mogę teraz

umrzeć. Jeszcze nie teraz.

- Przestań wygadywać takie bzdury! - wtrącił się Ron. - Całkowicie ci już odbiło?

Widzę, że na tym mrozie trochę przymroziło ci mózg. Jak możesz mówić takie

rzeczy?

- Mogę, ponieważ taka jest prawda - odpowiedział spokojnie Harry. - Kiedy już

wypełnię tę wielką misję, do której się urodziłem, to może wtedy w końcu dacie mi

wszyscy święty spokój...

- Wiesz, jeżeli tak ci zależy na spokoju, to mogę dać ci go już teraz. - W głosie Rona

pojawił się gniew.

- Przestań, Ron - wtrąciła się Hermiona, próbując zatrzymać ten coraz szybciej

staczający się powóz złości.

- Nie przestanę, dopóki on nie przestanie traktować nas jak wrogów - warknął Gryfon.

- Harry po prostu potrzebuje odpoczynku. - To było jedyne wyjaśnienie, które mogła

mu w tej chwili zaoferować z nadzieją, że połknie haczyk i się uspokoi. Sama już tak

bardzo drżała w środku z niepokoju, iż miała wrażenie, że jeszcze chwilę, a rozsypie

się na kawałeczki.

Spojrzała prosto w zmrużone, zielone oczy, które znała tak dobrze, a które teraz

wydawały jej się kompletnie obce. Przełknęła ślinę.

- Harry, profesor Dumbledore zaraz tu będzie. Może powinieneś z nim porozmawiać

o... pewnych sprawach.

Ku jej zdziwieniu, wpatrzone w nią oczy stały się jeszcze bardziej lodowate.

- Nigdy więcej nie mów o nim w mojej obecności. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego

i jeżeli dowiem się, że do niego poszłaś i coś mu powiedziałaś... to przestaniesz dla

mnie istnieć. Całkowicie.

- Jak możesz tak się do niej odzywać? - wysyczał Ron, zanim ostrze tych słów

zdążyło ugodzić ją w serce. - Zawsze byliśmy po twojej stronie, bez względu na

wszystko, a teraz próbujesz nas szantażować tylko z tego powodu, że się o ciebie

martwimy?

- Już mówiłem, że was o to nie prosiłem - odpowiedział Harry, przenosząc spojrzenie

na czerwonego ze złości Rona.

- Świetnie! W takim razie nie...

- Na bogów, co to za krzyki? - przerwała im pani Pomfrey, pojawiając się niczym

duch z butelką eliksiru w dłoni. Obrzuciła gniewnym wzrokiem Rona i Hermionę. -

Mieliście go tylko przypilnować, a nie zamęczyć. Chłopak potrzebuje wypoczynku.

Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, to już dawno bym was stąd wyrzuciła i

poprosiła profesor McGonagal o posiedzenie przy nim. A teraz wynoście mi się stąd,

ale już, jeżeli nie chcecie, żebym wam odebrała punkty.

Ron odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi, ale Hermiona miała wrażenie, że

nie jest w stanie się poruszyć. Była zbyt wstrząśnięta i przerażona. Powoli jednak,

piorunowana wzrokiem pielęgniarki, podniosła się z krzesła i ruszyła za Ronem.

Harry... nie zachowywał się jak Harry. Coś się z nim stało. Coś bardzo złego. I to była

wina Snape'a. Była tego tak pewna jak tego, w którym roku założono Hogwart. I

miało to również coś wspólnego z Dumbledore'em, ponieważ Harry nagle całkowicie

zmienił stosunek do dyrektora. A ona nie mogła o tym nikomu powiedzieć i czuła się

tak... tak...

Ukradkiem otarła łzy, wlokąc się za Ronem przez pogrążone w ciemności korytarze

zamku.

Harry wymagał niemożliwego, żądając, by się o niego nie martwiła. Był jej

najdroższym przyjacielem. Zawsze razem, nawet w najtrudniejszych chwilach. Nie

może go opuścić, szczególnie teraz, kiedy najwyraźniej postanowił odepchnąć

wszystkich, którym na nim zależało.

Ale jej nie uda mu się odepchnąć. Może sobie próbować do woli, ale cokolwiek by

1 ... 354 355 356 357 358 359 360 361 362 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)