Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
dostrzec, ponieważ skierowane były w dół, wydawały się całkowicie pozbawione
wyrazu. Martwe.
- Potter - wydusiła w końcu profesor McGonagall, kiedy Harry zrównał się z nimi. -
Nie powinieneś wstawać i szwendać się samotnie po zamku w takim stanie.
Wyraźnie kazaliśmy ci leżeć w łóżku.
- Stary, wszyscy się o ciebie martwiliśmy - burknął Ron, wpatrując się w Harry'ego z
mieszaniną strachu i ulgi.
- Jak mogłeś napędzić nam takiego strachu? - powiedziała oburzona pani Pomfrey. -
Znikać tak bez uprzedzenia! I w dodatku boso! Przecież podłoga jest lodowata!
Prawie tam zamarzłeś, a teraz jeszcze...
- Musiałem coś załatwić. - Harry powiedział to niezwykle cicho, ale takim głosem, że
nawet Hermionę przeszły ciarki. Pani Pomfrey momentalnie ucichła.
Harry przeszedł obok nich, nie zaszczycając ich nawet jednym spojrzeniem, po czym
zniknął za drzwiami szpitala.
Hermiona przełknęła ślinę, chociaż miała wrażenie, że przełyka gwoździe. Wymieniła
spojrzenia z profesor McGonagall i ruszyła za Harrym. Powoli weszła do szpitala,
słysząc za sobą kroki Rona oraz profesor McGonagall i ciche mamrotanie pani
Pomfrey, która wciąż nie potrafiła wyjść ze stanu pełnego niedowierzania oburzenia.
Harry właśnie wchodził na łóżko. Położył się plecami do nich i przykrył kołdrą aż po
samą brodę. Hermiona spojrzała na Rona, który w odpowiedzi wzruszył ramionami.
Cóż, to by było na tyle, jeżeli chodzi o wsparcie z jego strony.
- Zostańcie z nim - powiedziała szeptem profesor McGonagall - a ja pójdę po
dyrektora. - Po tych słowach odwróciła się i skierowała do wyjścia.
- A ja pójdę dokończyć przygotowywanie lekarstwa - oznajmiła pani Pomfrey,
ruszając w stronę swojego gabinetu. - Tylko pilnujcie go, żeby znowu mi nie zniknął. -
Rzuciła oburzone spojrzenie na leżącą na łóżku szczupłą postać i zniknęła za
drzwiami po drugiej stronie sali.
Hermiona westchnęła i powoli podeszła do łóżka Harry'ego. Przysunęła sobie stojące
pod ścianą krzesło i usiadła, układając ręce na kolanach i nie bardzo wiedząc, co
zrobić. Ron stał za nią niczym żywy pomnik niepokoju i zdezorientowania. Miała tak
wiele pytań, ale nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Coś w Harrym się zmieniło.
Bardzo wyraźnie to wyczuwała i obawiała się tej zmiany.
- Jak się czujesz, stary? - Ron odezwał się pierwszy, wybawiając ją od przerywania
tej ciężkiej, wiszącej w powietrzu ciszy, ponieważ wciąż nie wiedziała, co się w niej
kryje.
- Żyję, jak widzisz - odparł Harry. Jego głos był zimny. Znała go od sześciu lat, ale
jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu. W dodatku miała wrażenie, że on wcale nie
chce ich widzieć, że najchętniej wyrzuciłby stąd ich oboje.
- Porozmawiaj z nami - odezwała się cicho. - Martwiliśmy się o ciebie. Profesor
McGonagal powiedziała, że...
- Nie prosiłem o to, żebyście się martwili. Sam sobie doskonale poradzę.
Hermiona zagryzła wargę.
- Co się z tobą dzieje?
- A co ma się dziać? - zapytał, odwracając się, podpierając na łokciach i spoglądając
na nią.
Hermiona wstrzymała oddech. Oczy. Oczy Harry'ego... były zupełnie zimne. A
twarz... tak pusta, jakby wyssano z niej wszelkie emocje. Jakby tam, na tym mrozie,
na którym prawie zamarzł, jego serce również zamarzło. Wypełniło się lodem aż po
same brzegi.
- Jak to? Przecież widzę, że coś jest nie w porządku - powiedziała niemal płaczliwie.
- Hagrid znalazł cię na błoniach. Prawie tam zamarzłeś i...
- Nie bądź naiwna - przerwał jej Harry. - Nie mógłbym zamarznąć gdzieś na błoniach.
Moje przeznaczenie jest zupełnie inne. Jestem przecież Wybrańcem. - Wypowiedział
to słowo z taką pogardą w głosie, że Hermiona aż się skrzywiła. - Wszyscy na mnie
chuchają i dmuchają, żebym mógł dożyć pojedynku z Voldemortem. Nie mogę teraz
umrzeć. Jeszcze nie teraz.
- Przestań wygadywać takie bzdury! - wtrącił się Ron. - Całkowicie ci już odbiło?
Widzę, że na tym mrozie trochę przymroziło ci mózg. Jak możesz mówić takie
rzeczy?
- Mogę, ponieważ taka jest prawda - odpowiedział spokojnie Harry. - Kiedy już
wypełnię tę wielką misję, do której się urodziłem, to może wtedy w końcu dacie mi
wszyscy święty spokój...
- Wiesz, jeżeli tak ci zależy na spokoju, to mogę dać ci go już teraz. - W głosie Rona
pojawił się gniew.
- Przestań, Ron - wtrąciła się Hermiona, próbując zatrzymać ten coraz szybciej
staczający się powóz złości.
- Nie przestanę, dopóki on nie przestanie traktować nas jak wrogów - warknął Gryfon.
- Harry po prostu potrzebuje odpoczynku. - To było jedyne wyjaśnienie, które mogła
mu w tej chwili zaoferować z nadzieją, że połknie haczyk i się uspokoi. Sama już tak
bardzo drżała w środku z niepokoju, iż miała wrażenie, że jeszcze chwilę, a rozsypie
się na kawałeczki.
Spojrzała prosto w zmrużone, zielone oczy, które znała tak dobrze, a które teraz
wydawały jej się kompletnie obce. Przełknęła ślinę.
- Harry, profesor Dumbledore zaraz tu będzie. Może powinieneś z nim porozmawiać
o... pewnych sprawach.
Ku jej zdziwieniu, wpatrzone w nią oczy stały się jeszcze bardziej lodowate.
- Nigdy więcej nie mów o nim w mojej obecności. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego
i jeżeli dowiem się, że do niego poszłaś i coś mu powiedziałaś... to przestaniesz dla
mnie istnieć. Całkowicie.
- Jak możesz tak się do niej odzywać? - wysyczał Ron, zanim ostrze tych słów
zdążyło ugodzić ją w serce. - Zawsze byliśmy po twojej stronie, bez względu na
wszystko, a teraz próbujesz nas szantażować tylko z tego powodu, że się o ciebie
martwimy?
- Już mówiłem, że was o to nie prosiłem - odpowiedział Harry, przenosząc spojrzenie
na czerwonego ze złości Rona.
- Świetnie! W takim razie nie...
- Na bogów, co to za krzyki? - przerwała im pani Pomfrey, pojawiając się niczym
duch z butelką eliksiru w dłoni. Obrzuciła gniewnym wzrokiem Rona i Hermionę. -
Mieliście go tylko przypilnować, a nie zamęczyć. Chłopak potrzebuje wypoczynku.
Gdybym wiedziała, że tak to się skończy, to już dawno bym was stąd wyrzuciła i
poprosiła profesor McGonagal o posiedzenie przy nim. A teraz wynoście mi się stąd,
ale już, jeżeli nie chcecie, żebym wam odebrała punkty.
Ron odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi, ale Hermiona miała wrażenie, że
nie jest w stanie się poruszyć. Była zbyt wstrząśnięta i przerażona. Powoli jednak,
piorunowana wzrokiem pielęgniarki, podniosła się z krzesła i ruszyła za Ronem.
Harry... nie zachowywał się jak Harry. Coś się z nim stało. Coś bardzo złego. I to była
wina Snape'a. Była tego tak pewna jak tego, w którym roku założono Hogwart. I
miało to również coś wspólnego z Dumbledore'em, ponieważ Harry nagle całkowicie
zmienił stosunek do dyrektora. A ona nie mogła o tym nikomu powiedzieć i czuła się
tak... tak...
Ukradkiem otarła łzy, wlokąc się za Ronem przez pogrążone w ciemności korytarze
zamku.
Harry wymagał niemożliwego, żądając, by się o niego nie martwiła. Był jej
najdroższym przyjacielem. Zawsze razem, nawet w najtrudniejszych chwilach. Nie
może go opuścić, szczególnie teraz, kiedy najwyraźniej postanowił odepchnąć
wszystkich, którym na nim zależało.
Ale jej nie uda mu się odepchnąć. Może sobie próbować do woli, ale cokolwiek by