Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 355 356 357 358 359 360 361 362 363 ... 508
Перейти на страницу:

nie zrobił, nie uda mu się to.

***

Przez całą noc nie mogła zasnąć. Jej umysł zasnuwały ciężkie, czarne chmury myśli.

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie martwiła się o Harry'ego tak bardzo, jak teraz.

Zawsze potrafiła zrozumieć jego zachowanie, ale tym razem było zupełnie inaczej.

Zamienił się w kogoś obcego. Kogoś, kogo kompletnie nie znała.

Udało jej się zdrzemnąć dopiero nad ranem. Z tego powodu wstała później niż

zazwyczaj i kiedy zeszła do Pokoju Wspólnego, większość uczniów była już na

nogach. Dlatego też siedzącego na kanapie przed kominkiem Harry'ego zauważyła

dopiero wtedy, kiedy przeczesywała wzrokiem pokój w poszukiwaniu Rona.

Jej serce momentalnie opadło do żołądka. Ostrożnie podeszła do kanapy i okrążyła

ją. Harry siedział bez ruchu, z łokciami opartymi na kolanach, splecionymi dłońmi i

wzrokiem utkwionym w płomieniach. Światło ognia odbijające mu się w okularach

było jedyną oznaką życia na jego twarzy, która teraz, w świetle dnia, wydawała się

być jeszcze bardziej nieruchoma i pozbawiona wyrazu niż wcześniej.

Niepewnie usiadła obok niego, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć i zrobić.

- Nie powinieneś być jeszcze w szpitalu, Harry? - zapytała delikatnie.

- Nie - było jedyną odpowiedzią, jaką uzyskała.

- Pani Pomfrey pozwoliła ci wyjść?

- Nie.

- To jak...?

- Po prostu wstałem i wyszedłem. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić -

powiedział Harry, nie odrywając wzroku od płomieni i nie spoglądając na Hermionę

ani razu. Dopiero teraz zauważyła, jak bardzo podkrążone miał oczy. Wyglądało na

to, że on również nie spał przez całą noc.

- Jak się czujesz? - Wiedziała, że to było karkołomne pytanie, ale musiała je zadać.

- Jak nigdy dotąd.

Co to miała być za odpowiedź?

- Cześć wam!

Hermiona niemal podskoczyła, kiedy tuż obok niej pojawiła się uśmiechnięta twarz

Ginny. Dziewczyna przeskoczyła przez oparcie i usiadła obok niej na kanapie.

- Dlaczego macie takie smętne miny? Dzisiaj piątek, jeszcze tylko kilka godzin tortur i

od jutra weekend, a to oznacza pierwszy trening Quidditcha! Nie mogę już się

doczekać. A ty, Harry?

- Nie będę już grał w drużynie - odparł spokojnie chłopak. Ginny spojrzała na niego z

osłupieniem, ale po chwili roześmiała się.

- To nie był dobry żart.

- To wcale nie jest żart. - Harry odwrócił głowę i wbił w nią chłodne spojrzenie. -

Mamy wojnę, a ja mam zadanie do wykonania. Wszyscy oczekują ode mnie tego, że

pokonam Voldemorta, a nie tego, że wygram Puchar Quidditcha. Fruwanie na

miotłach i gonienie za latającymi piłkami jest teraz najmniej ważne. Raczej nie

pokonam Voldemorta, trafiając go Złotym Zniczem między oczy.

Oczy Ginny rozszerzyły się, a usta otworzyły, jakby usłyszała właśnie najgorsze

bluźnierstwo w swoim życiu.

- Harry źle się dzisiaj czuje - wtrąciła szybko Hermiona, widząc minę Ginny.

Odwróciła do niej głowę i mimiką twarzy zasugerowała, że powinna odejść.

Naprawdę nie chciała, aby wszyscy pomyśleli, że Harry oszalał, a dokładnie tak się

zachowywał.

- Część - burknął Ron, zatrzymując się za nimi.

- Och, Ron. - Hermiona odwróciła się do niego z pełnym rozpaczy uśmiechem. -

Nareszcie jesteś. Chodźmy na śniadanie. - Zerwała się z kanapy, ciągnąc za sobą

wciąż zaszokowaną Ginny, ale Harry nie poruszył się. Po paru krokach Hermiona

odwróciła się do niego. - Chodź, Harry.

Chłopak wstał powoli i zarzucił na ramię torbę.

- Nie idę na śniadanie. Idę na lekcję.

- Ale przecież lekcje zaczynają się dopiero za pół godziny.

Harry spojrzał na nią obojętnym wzrokiem i oświadczył:

- W takim razie będę pierwszy. - Po czym wyminął całą trójkę i spokojnym krokiem

ruszył ku portretowi Grubej Damy.

Hermiona i Ron spojrzeli na siebie ponad głową Ginny, zawierając w tym spojrzeniu

wszystko, co chcieli sobie przekazać. Całkowitą bezradność.

***

Harry zachowywał się tak samo przez cały dzień. Milczał albo odpowiadał

półsłówkami. Albo po prostu wpatrywał się w przestrzeń, tak jak teraz.

Pomimo że w Wielkiej Sali panował gwar, Harry zdawał się być z niego całkowicie

wyłączony. Siedział bez ruchu nad pustym talerzem, wodząc wzrokiem po

roześmianych, pogrążonych w rozmowie albo pałaszujących obiad uczniach.

Wyglądał i zachowywał się jak robot. Jakby jego jedyną funkcją życiową było

oddychanie. Jakby nie istniał.

Hermiona przyglądała mu się, czując coraz większy ciężar przygniatający jej serce.

To i tak cud, że w ogóle przyszedł na obiad, chociaż nie tknął absolutnie niczego i w

ogóle nie reagował na jej namowy. Ron siedział obok, jedząc w milczeniu obiad i

przeglądając porannego Proroka, do którego ona nawet nie zajrzała, zbyt

pochłonięta zamartwianiem się o Harry'ego.

- Och, kolejny atak - powiedział pomiędzy jednym a drugim kęsem. - Na Merlina... -

Przerwał jedzenie, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w tekst. - Zabili

dwadzieścia dwie osoby, w tym siedmioro dzieci...

Hermiona przerwała obserwowanie Harry'ego i przysunęła się do Rona, zszokowana

tymi rewelacjami. Ale bardzo szybko pożałowała, że to zrobiła, ponieważ opisy

sposobów, w jakie ci ludzie zostali zamordowani, odebrały jej cały apetyt i ścisnęły

żołądek z obrzydzenia i przerażenia.

- O boże... to okropne... odrażające...

- Nie bądźcie śmieszni - odezwał się Harry. Oboje przerwali czytanie i spojrzeli na

niego z zaskoczeniem. - Mamy wojnę. To normalne, że są ofiary. I będzie ich jeszcze

więcej. - Powiedział to tak obojętnym tonem, jakby mówił o pogodzie i przekonywał

ich do tego, iż nic nie poradzą na to, że pada. A tu przecież chodziło o ludzkie życie!

- Uważasz, że to jest normalne? - W głosie Rona słychać było autentyczne

niedowierzanie. - W takim razie może ci przeczytam, w jaki sposób ci parszywi

Śmierciożercy zabili dwuletnią mugolkę?

- Śmierciożercy to mordercy doskonali - odpowiedział spokojnie Harry. - Tak zostali

wyszkoleni. Aby torturować, zadawać ból, ranić i zabijać bez mrugnięcia okiem. Nie

mają uczuć. Nie wiedzą, co to litość. Voldemort nie zasila swoich szeregów głupcami.

Są piekielnie inteligentni i będą dążyć do celu po trupach. Nie powstrzymasz ich. I

nigdy nie uda ci się ich zmienić. Nigdy nie wzbudzisz w nich nawet iskierki litości.

Ron wydawał się być na granicy wybuchu.

- Kompletnie ci odbiło? Mówisz, jakbyś ich podziwiał! Wcale nie zamierzam

wzbudzać w nich litości! Gdybym mógł, to wszystkich bym pozabijał!

- Zanim w ogóle zdążyłbyś podnieść różdżkę, to oni mieliby już zaplanowanych pięć

ruchów naprzód. To mistrzowie zwodzenia i planowania. Zawsze będą kilka kroków

przed tobą. - W głosie Harry'ego nie było nawet cienia emocji.

- Mam to gdzieś! - Ron już niemal krzyczał. - Przecież nie możemy siedzieć z

założonymi rękami i czekać, aż wymordują wszystkich mugolaków. Musimy znaleźć

jakiś sposób, żeby zrobić im to samo, co robią tym niewinnym ludziom!

- I staniesz się taki sam jak oni. Każde morderstwo niszczy duszę. Pozbawia uczuć.

Wysysa emocje. Oni zabijają bez przerwy, dlatego po pewnym czasie nie pozostaje

w nich już nic. Przestają zauważać różnicę pomiędzy dobrem a złem i dlatego nie

masz z nimi szans. Oni wykorzystają każdą twoją słabość. Ty masz uczucia, masz

1 ... 355 356 357 358 359 360 361 362 363 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)