Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
kręgu Belstone w Dartmoor. Jeżeli się nie zjawisz, nigdy więcej go nie zobaczysz.
Nigdy.
Oczywiście uwzględniłem twoją prośbę. Nikt się nie dowie. Masz moje słowo. To
będzie nasz mały sekret.
Udało się. Naprawdę się udało!
- Co to...? Co się...? - usłyszał głos Hermiony, ale dobiegł on do niego jakby zza
szyby. Cisza powracała. Ścisnął wiadomość w dłoni i wstał od stołu, nie zwracając
uwagi na zdziwione spojrzenia przyjaciół. Kiedy znalazł się za drzwiami Wielkiej Sali,
wyciągnął z kieszeni mapę Huncwotów i spojrzał na komnaty Snape'a. W sypialni
dostrzegł niewielką kropkę z napisem Severus Snape.
To mu wystarczyło.
***
Harry siedział w klasie, wpatrując się w ścianę. Lekcja powinna zacząć się już jakiś
czas temu, ale Snape'a wciąż nie było.
Co właściwie czuł? Zaraz zobaczy człowieka, który zniszczył w nim wszystko, ale
którego pomimo to uratował... To było dziwne, ale wcale nie był zdenerwowany. Nie
był też przestraszony. Nie odczuwał ani wstrętu, ani nienawiści. Jedynie spokój.
Bezgraniczny spokój, który przychodził zawsze wtedy, kiedy człowiek pogodził się z
tym, co nieuniknione. Bezpieczeństwo. Opanowanie. Był ponad tym wszystkim,
ponad tymi przyziemnymi emocjami. Wiedział, że już nikt nie może go dosięgnąć.
Jeżeli coś zostaje tak mocno zgniecione... nikt nie jest już w stanie zgnieść tego
jeszcze bardziej. Ponieważ nie da się zgnieść kamienia.
Pojawienie się profesor McGonagal przyjął z niezmiennym opanowaniem. Dopiero
jej słowa odrobinę zachwiały tym spokojem:
- Przykro mi, ale z powodu nieobecności profesora Snape'a dzisiejsza lekcja
Eliksirów się nie odbędzie.
Nieobecności? To niemożliwe... Przecież widział go na mapie. Jest w zamku. Mapa
nigdy nie kłamała. Czyżby Voldemort w jakiś sposób go oszukał?
Musiał to sprawdzić!
Zrobił to od razu po wyjściu z klasy. Nie przejmując się wołającą go Hermioną, ruszył
bocznym korytarzem prosto w kierunku komnat Snape'a. Schował się za najbliższym
rogiem, narzucił na siebie pelerynę niewidkę i wyciągnął mapę. W środku zauważył
dwie kolejne kropki. Dumbledore'a i Pomfrey. Musiał poczekać, aż wyjdą. Zrobili to
po dziesięciu minutach.
- I co pan o tym myśli, dyrektorze? Ma bardzo wysoką gorączkę i jest tak osłabiony,
jakby stracił co najmniej dwa litry krwi, ale to niemożliwe. Sprawdzałam i wszystko
jest w normie. Chociaż wątpię, aby w ciągu najbliższych kilku dni był w stanie wrócić
do sił na tyle, aby uczyć.
- Nie znasz go, Poppy. Ja raczej obstawiam, że zjawi się na lekcjach już w
poniedziałek. Severus zawsze był uparty...
Dumbledore i Pomfrey zniknęli za zakrętem korytarza, a ich głosy ucichły.
Wiedział już, że Voldemort go nie oszukał. Spełnił jego warunek. Nie zabił Snape'a.
Zwrócił go żywego. Ale Harry na własne oczy chciał się przekonać, że to prawda.
Odczekał jeszcze chwilę, sięgnął po różdżkę i skierował ją na drzwi.
- Diffindo - wyszeptał. W korytarzu rozległ się huk, jakby coś ciężkiego uderzyło w
drzwi. Harry opuścił różdżkę i zaczął się wpatrywać w ich drewnianą powierzchnię.
Nie wiedział, ile czasu minęło, ale klamka w końcu poruszyła się, a drzwi uchyliły i
wtedy Harry go zobaczył.
Stał boso na kamiennej posadzce w swojej czarnej piżamie, opierając się o framugę
drzwi, jakby potrzebował tego, aby nie upaść. Pozlepiane ze sobą włosy opadały na
trupio bladą twarz. Pomiędzy nimi przebłyskiwały podkrążone oczy. Wyglądał jak
ktoś, kogo zaledwie włos dzielił od śmierci. Bardzo cienki i słaby włos.
Harry zmarszczył brwi, ponieważ naszła go pewna myśclass="underline" prawdopodobnie jeszcze
wczoraj doznałby szoku, gdyby zobaczył go w takim stanie, ale w tej chwili... w tej
chwili nie odczuwał niczego. Jedynie pewien rodzaj chłodnej satysfakcji z powodu
tego, że ten człowiek stał tu teraz tylko i wyłącznie dzięki niemu.
Żył. I jedynie to się liczyło.
***
Musiał opracować plan nauki. Miał tylko dwa tygodnie na przyswojenie zaklęć, które
pozwoliłyby mu chociaż mieć nadzieję na to, że da radę stawić Voldemortowi
jakikolwiek opór. Ale od czego zacząć? Miał już w głowie pewną wiedzę, którą zdobył
w ciągu wcześniejszych dwóch tygodni, ucząc się całymi dniami w bibliotece i Pokoju
Życzeń. Ale była to raczej wiedza czysto teoretyczna. Jeżeli chciał mieć z niej
jakiekolwiek korzyści, musiał przejść od teorii do praktyki.
Dlatego też spędził niemal cały weekend zamknięty w Pokoju Życzeń, który teraz
wyglądał dla niego jak zwykła sala treningowa - ta sama, na której ćwiczył wraz z
Gwardią Dumbledore'a na piątym roku. Wypróbował wszelkie zaklęcia blokujące,
ukrywające, maskujące i rozbrajające, jakie znał, ale to była tylko rozgrzewka. Z
takimi zaklęciami nie mógłby nawet kichnąć na Voldemorta. Najważniejsze zaklęcia
trzymał zapisane na kawałku pergaminu. Wypisał je jeszcze w Dziale Ksiąg
Zakazanych, do którego teraz, z powodu blokady Snape'a, nie mógł wchodzić. Ale
nie miał zamiaru ich używać, pozostawił je sobie jako ostateczność. Jeżeli wszystko
inne zawiedzie.
Po długim namyśle postanowił, że powróci do nauki Legilimens Evocis. To zaklęcie
było zbyt przydatne, aby mógł je sobie odpuścić. Luna ochoczo zgodziła się mu
pomóc, ale dopiero w tygodniu, gdyż weekend miała zajęty. Harry poprosił ją przy
okazji o to, by zapytała Tonks, czy nadal jest chętna udzielić mu kilku prywatnych
lekcji.
Hermiona i Ron... cóż, chwilowo przestali go nagabywać i zasypywać pytaniami.
Zresztą Ron i tak wydawał się być na niego obrażony z powodu tego, że Harry
opuścił sobotni trening. Co prawda Harry powiedział mu wyraźnie i dobitnie, że
odchodzi z drużyny, ale Ron chyba w to nie uwierzył. Zresztą Ginny chyba również
nie uwierzyła, ponieważ wciąż za nim chodziła i pytała, kiedy minie mu depresja i
zacznie zachowywać się jak "stary Harry". Odeszła obrażona dopiero wtedy, kiedy Harry powiedział jej, że jest "irytującą smarkulą, która nie ma o niczym pojęcia".
Może Harry nie zdawał sobie z tego sprawy, ale właśnie tak wyglądało palenie za
sobą mostów...
***
Hermiona spojrzała na siedzącego w sąsiedniej ławce Harry'ego. Minęły już trzy dni,
a on wciąż zachowywał się jak nieobecny. I prawie nic nie jadł. Czasami chodził z
nimi na posiłki, ale chyba tylko po to, żeby podtrzymać swoje funkcje życiowe,
ponieważ jadł mniej od Krzywołapa. Nie, to było nietrafione porównanie. Każdy jadł
mniej od Krzywołapa, z wyjątkiem Rona oczywiście. Harry nie jadł - on zaledwie
skubał. I miała przeczucie, że jego sen również ograniczał się zaledwie do drzemki,
ponieważ z każdym dniem oczy miał coraz bardziej podkrążone.
Na dzisiejszych lekcjach również wydawał się być całkowicie nieobecny. Jedynie
teraz, kiedy siedzieli razem w klasie Eliksirów, czekając na przybycie nauczyciela,
coś w układzie jego ramion i karku mogło sugerować, że jest... spięty? Nie, raczej
obecny myślami. Chociaż ten jeden raz.
Ani razu od czwartku nie widziała Snape'a na posiłku. Wiele razy zastanawiała się,
co też mogło mu się stać i czy było z nim już lepiej, czy zjawi się na dzisiejszej lekcji, czy Harry był w takim stanie przez niego? Miała tyle pytań... Była tak pochłonięta
martwieniem się o Harry'ego, iż obawiała się, że nie udało jej się zawrzeć w