Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 360 361 362 363 364 365 366 367 368 ... 508
Перейти на страницу:

kręgu Belstone w Dartmoor. Jeżeli się nie zjawisz, nigdy więcej go nie zobaczysz.

Nigdy.

Oczywiście uwzględniłem twoją prośbę. Nikt się nie dowie. Masz moje słowo. To

będzie nasz mały sekret.

Udało się. Naprawdę się udało!

- Co to...? Co się...? - usłyszał głos Hermiony, ale dobiegł on do niego jakby zza

szyby. Cisza powracała. Ścisnął wiadomość w dłoni i wstał od stołu, nie zwracając

uwagi na zdziwione spojrzenia przyjaciół. Kiedy znalazł się za drzwiami Wielkiej Sali,

wyciągnął z kieszeni mapę Huncwotów i spojrzał na komnaty Snape'a. W sypialni

dostrzegł niewielką kropkę z napisem Severus Snape.

To mu wystarczyło.

***

Harry siedział w klasie, wpatrując się w ścianę. Lekcja powinna zacząć się już jakiś

czas temu, ale Snape'a wciąż nie było.

Co właściwie czuł? Zaraz zobaczy człowieka, który zniszczył w nim wszystko, ale

którego pomimo to uratował... To było dziwne, ale wcale nie był zdenerwowany. Nie

był też przestraszony. Nie odczuwał ani wstrętu, ani nienawiści. Jedynie spokój.

Bezgraniczny spokój, który przychodził zawsze wtedy, kiedy człowiek pogodził się z

tym, co nieuniknione. Bezpieczeństwo. Opanowanie. Był ponad tym wszystkim,

ponad tymi przyziemnymi emocjami. Wiedział, że już nikt nie może go dosięgnąć.

Jeżeli coś zostaje tak mocno zgniecione... nikt nie jest już w stanie zgnieść tego

jeszcze bardziej. Ponieważ nie da się zgnieść kamienia.

Pojawienie się profesor McGonagal przyjął z niezmiennym opanowaniem. Dopiero

jej słowa odrobinę zachwiały tym spokojem:

- Przykro mi, ale z powodu nieobecności profesora Snape'a dzisiejsza lekcja

Eliksirów się nie odbędzie.

Nieobecności? To niemożliwe... Przecież widział go na mapie. Jest w zamku. Mapa

nigdy nie kłamała. Czyżby Voldemort w jakiś sposób go oszukał?

Musiał to sprawdzić!

Zrobił to od razu po wyjściu z klasy. Nie przejmując się wołającą go Hermioną, ruszył

bocznym korytarzem prosto w kierunku komnat Snape'a. Schował się za najbliższym

rogiem, narzucił na siebie pelerynę niewidkę i wyciągnął mapę. W środku zauważył

dwie kolejne kropki. Dumbledore'a i Pomfrey. Musiał poczekać, aż wyjdą. Zrobili to

po dziesięciu minutach.

- I co pan o tym myśli, dyrektorze? Ma bardzo wysoką gorączkę i jest tak osłabiony,

jakby stracił co najmniej dwa litry krwi, ale to niemożliwe. Sprawdzałam i wszystko

jest w normie. Chociaż wątpię, aby w ciągu najbliższych kilku dni był w stanie wrócić

do sił na tyle, aby uczyć.

- Nie znasz go, Poppy. Ja raczej obstawiam, że zjawi się na lekcjach już w

poniedziałek. Severus zawsze był uparty...

Dumbledore i Pomfrey zniknęli za zakrętem korytarza, a ich głosy ucichły.

Wiedział już, że Voldemort go nie oszukał. Spełnił jego warunek. Nie zabił Snape'a.

Zwrócił go żywego. Ale Harry na własne oczy chciał się przekonać, że to prawda.

Odczekał jeszcze chwilę, sięgnął po różdżkę i skierował ją na drzwi.

- Diffindo - wyszeptał. W korytarzu rozległ się huk, jakby coś ciężkiego uderzyło w

drzwi. Harry opuścił różdżkę i zaczął się wpatrywać w ich drewnianą powierzchnię.

Nie wiedział, ile czasu minęło, ale klamka w końcu poruszyła się, a drzwi uchyliły i

wtedy Harry go zobaczył.

Stał boso na kamiennej posadzce w swojej czarnej piżamie, opierając się o framugę

drzwi, jakby potrzebował tego, aby nie upaść. Pozlepiane ze sobą włosy opadały na

trupio bladą twarz. Pomiędzy nimi przebłyskiwały podkrążone oczy. Wyglądał jak

ktoś, kogo zaledwie włos dzielił od śmierci. Bardzo cienki i słaby włos.

Harry zmarszczył brwi, ponieważ naszła go pewna myśclass="underline" prawdopodobnie jeszcze

wczoraj doznałby szoku, gdyby zobaczył go w takim stanie, ale w tej chwili... w tej

chwili nie odczuwał niczego. Jedynie pewien rodzaj chłodnej satysfakcji z powodu

tego, że ten człowiek stał tu teraz tylko i wyłącznie dzięki niemu.

Żył. I jedynie to się liczyło.

***

Musiał opracować plan nauki. Miał tylko dwa tygodnie na przyswojenie zaklęć, które

pozwoliłyby mu chociaż mieć nadzieję na to, że da radę stawić Voldemortowi

jakikolwiek opór. Ale od czego zacząć? Miał już w głowie pewną wiedzę, którą zdobył

w ciągu wcześniejszych dwóch tygodni, ucząc się całymi dniami w bibliotece i Pokoju

Życzeń. Ale była to raczej wiedza czysto teoretyczna. Jeżeli chciał mieć z niej

jakiekolwiek korzyści, musiał przejść od teorii do praktyki.

Dlatego też spędził niemal cały weekend zamknięty w Pokoju Życzeń, który teraz

wyglądał dla niego jak zwykła sala treningowa - ta sama, na której ćwiczył wraz z

Gwardią Dumbledore'a na piątym roku. Wypróbował wszelkie zaklęcia blokujące,

ukrywające, maskujące i rozbrajające, jakie znał, ale to była tylko rozgrzewka. Z

takimi zaklęciami nie mógłby nawet kichnąć na Voldemorta. Najważniejsze zaklęcia

trzymał zapisane na kawałku pergaminu. Wypisał je jeszcze w Dziale Ksiąg

Zakazanych, do którego teraz, z powodu blokady Snape'a, nie mógł wchodzić. Ale

nie miał zamiaru ich używać, pozostawił je sobie jako ostateczność. Jeżeli wszystko

inne zawiedzie.

Po długim namyśle postanowił, że powróci do nauki Legilimens Evocis. To zaklęcie

było zbyt przydatne, aby mógł je sobie odpuścić. Luna ochoczo zgodziła się mu

pomóc, ale dopiero w tygodniu, gdyż weekend miała zajęty. Harry poprosił ją przy

okazji o to, by zapytała Tonks, czy nadal jest chętna udzielić mu kilku prywatnych

lekcji.

Hermiona i Ron... cóż, chwilowo przestali go nagabywać i zasypywać pytaniami.

Zresztą Ron i tak wydawał się być na niego obrażony z powodu tego, że Harry

opuścił sobotni trening. Co prawda Harry powiedział mu wyraźnie i dobitnie, że

odchodzi z drużyny, ale Ron chyba w to nie uwierzył. Zresztą Ginny chyba również

nie uwierzyła, ponieważ wciąż za nim chodziła i pytała, kiedy minie mu depresja i

zacznie zachowywać się jak "stary Harry". Odeszła obrażona dopiero wtedy, kiedy Harry powiedział jej, że jest "irytującą smarkulą, która nie ma o niczym pojęcia".

Może Harry nie zdawał sobie z tego sprawy, ale właśnie tak wyglądało palenie za

sobą mostów...

***

Hermiona spojrzała na siedzącego w sąsiedniej ławce Harry'ego. Minęły już trzy dni,

a on wciąż zachowywał się jak nieobecny. I prawie nic nie jadł. Czasami chodził z

nimi na posiłki, ale chyba tylko po to, żeby podtrzymać swoje funkcje życiowe,

ponieważ jadł mniej od Krzywołapa. Nie, to było nietrafione porównanie. Każdy jadł

mniej od Krzywołapa, z wyjątkiem Rona oczywiście. Harry nie jadł - on zaledwie

skubał. I miała przeczucie, że jego sen również ograniczał się zaledwie do drzemki,

ponieważ z każdym dniem oczy miał coraz bardziej podkrążone.

Na dzisiejszych lekcjach również wydawał się być całkowicie nieobecny. Jedynie

teraz, kiedy siedzieli razem w klasie Eliksirów, czekając na przybycie nauczyciela,

coś w układzie jego ramion i karku mogło sugerować, że jest... spięty? Nie, raczej

obecny myślami. Chociaż ten jeden raz.

Ani razu od czwartku nie widziała Snape'a na posiłku. Wiele razy zastanawiała się,

co też mogło mu się stać i czy było z nim już lepiej, czy zjawi się na dzisiejszej lekcji, czy Harry był w takim stanie przez niego? Miała tyle pytań... Była tak pochłonięta

martwieniem się o Harry'ego, iż obawiała się, że nie udało jej się zawrzeć w

1 ... 360 361 362 363 364 365 366 367 368 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)