Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
bram zamku miała zapukać wojna. I że Harry na pewno znajdzie jakiś sposób, aby
pokonać Voldemorta...
Właśnie, Harry...
Spojrzała na wielki, wiszący na ścianie zegar. Wahadło kołysało się rytmicznie,
porcjując czas na maleńkie, równe kawałeczki. Była prawie północ. Miał wrócić za
chwilę. Ale ta chwila minęła już jakieś trzy godziny temu.
Starała się nie niepokoić, ale nie potrafiła. Widziała, jak zachowywał się przez cały
dzień. Nagle z całkowitego przygnębienia przeszedł w stan absolutnego... no
właśnie, czego? Najpierw uśmiechał się do siebie, by za moment na jego twarzy
pojawił się smutek. Wyglądał tak, jakby sam nie wiedział, gdzie się znajduje i co ma
robić. Obserwowała go uważnie, kiedy podczas lekcji wpatrywał się w ścianę,
uśmiechając się trochę nieprzytomnie i błądząc myślami gdzieś daleko. A najgorsze
było to, że chyba domyślała się, gdzie nimi błądził...
Nie potrafiła przejść do porządku dziennego nad rewelacjami, które odkryła. Po
prostu nie potrafiła. Sama myśl, że Harry, ten Harry, którego znała od dziecka, jest...
boże, nawet trudno jej było o tym pomyśleć... jest zakochany w nauczycielu, którego
nienawidził, odkąd tylko sięgała pamięcią... sama ta myśl przyprawiała ją o gęsią
skórkę i coś ciężkiego osiadało jej na dnie żołądka. To było tak abstrakcyjne, tak
nielogiczne... Jak mógł? Jak mógł się w nim zakochać? Przecież to jest Snape...
Nie, musi przestać. Znowu zaczyna myśleć jak Ron.
To już nawet nie chodziło o to, że Snape jest... Snape'em, że jest ich nauczycielem,
że jest od Harry'ego ponad dwa razy starszy. Chodziło o to, że jest... niebezpieczny.
Że może go skrzywdzić, wykorzystać do jakiegoś celu, może zrobić mu coś, co go
zniszczy, może...
Przymknęła oczy, oparła się łokciami o stół i ukryła twarz w dłoniach, wzdychając
głęboko.
Może, ale nie musi. Być może on również coś do Harry'ego czuje...
Kiedy tylko dowiedziała się prawdy, zaczęła uważnie obserwować Snape'a. Wiele
spojrzeń, dziwnych zachowań, które wcześniej wydawały jej się niezrozumiałe,
nareszcie nabrało sensu. Pamiętała je. I pamiętała, w jaki sposób Snape patrzył na
Harry'ego, jak śledził go wzrokiem w każdej możliwej sytuacji, jakby nie potrafił się
przed tym powstrzymać. Jakby miał w sobie jakąś wewnętrzną potrzebę, a potrzeba
ta obejmowała obecność Harry'ego, jego bliskość. Teraz, kiedy wiedziała na co
patrzeć, dostrzegała to wszystko. A kiedy przypadkowo mijali się na korytarzu...
Snape wyglądał tak, jakby oberwał zaklęciem oszałamiającym. Patrzył tylko na
Harry'ego, nie widział nikogo poza nim. Czasami miała wrażenie, że kiedy
przechodził obok niego, jedynie siłą woli powstrzymywał się, aby go nie dotknąć,
przyciągnąć do siebie, porwać. Ale zawsze tylko zaciskał dłonie w pięści i chował je
w kieszenie swojej obszernej, czarnej szaty.
Tak nie zachowuje się ktoś, kto nienawidzi.
I dokładnie to powiedziała Harry'emu w bibliotece. Nie mogła patrzeć na jego
cierpienie. Nie mogła również patrzeć na jego zaślepienie, ale nie potrafiłaby odebrać
mu nadziei. Ponieważ pamiętała, jaki Harry był szczęśliwy, kiedy wracał wieczorami
do Pokoju Wspólnego. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie widziała takiego blasku
w jego oczach. Wiedziała, że jest zakochany. Było to widoczne na pierwszy rzut oka.
Był zakochany do szaleństwa. Ale nigdy nie spodziewałaby się, że obiektem jego
uczuć i powodem takiego szczęścia... mógł być Snape. To po prostu przeczyło jedno
drugiemu. I pomimo wszystkiego do tej pory nie potrafiła tego pojąć. Ponieważ co ten
nieczuły, zamknięty w sobie człowiek mógł mu dać? Co takiego mógł mu
zaoferować? Co sprawiło, że Harry całkowicie oszalał na jego punkcie? Co w nim
takiego było?
Jej rozmyślania przerwał szelest odsuwającego się obrazu. Natychmiast spojrzała w
stronę wejścia, ale zamiast Harry'ego ujrzała wchodzącą do Pokoju Wspólnego
profesor McGonagall.
Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz nauczycielki, by Hermionę ogarnęła zimna
fala przerażenia.
*
Podążającej pogrążonym w mroku korytarzem Hermionie wydawało się, że droga do
skrzydła szpitalnego jest o wiele dłuższa niż zazwyczaj. Musiała się bardzo
powstrzymywać, by nie wyprzedzić nauczycielki i po prostu nie puścić się biegiem.
Ron i tak miał już problem z nadążeniem za nimi i ciągle musiał podbiegać, by
dotrzymać im kroku. Żadne z nich się nie odzywało.
Z kilku zdań, które przekazała im McGonagal , wynikało, że Harry kilkanaście minut
temu został znaleziony przez Hagrida na błoniach koło zamku. Był przemarznięty i
wyziębiony niemal do granic wytrzymałości. Prawie nie kontaktował, gdy Hagrid go
stamtąd zabierał, a odkąd znalazł się w szpitalu, nie odezwał się do nikogo ani
słowem. Przyznała się także do tego, iż zaczęła się nawet obawiać, że ktoś mógł
rzucić na niego Imperiusa, ale wykonała test magii i nic takiego nie wykryła.
Serce Hermiony biło coraz szybciej i mocniej w miarę, jak zbliżali się do szpitala, już
widziała jego olbrzymie, stalowe drzwi... i nagle te drzwi otworzyły się i wybiegła z
nich pani Pomfrey.
- Och, Minerwo, jak to dobrze, że już jesteś! - wykrzyknęła spanikowana. - Nie wiem,
co się stało! Wyszłam tylko na chwilę przygotować dla niego kilka lekarstw, a kiedy
wróciłam, łóżko było puste. Potter zniknął!
Hermiona poczuła, jak serce opada jej aż do żołądka. Oczy profesor McGonagall
rozszerzyły się.
- Musimy natychmiast przeszukać zamek! Nie mógł odejść daleko w takim stanie!
Jesteś pewna, że nie ma go w skrzydle?
Pomfrey energicznie pokiwała głową.
- Przeszukałam wszystko, sprawdziłam każdy kąt. Nigdzie go nie ma.
Hermiona nigdy nie widziała jej tak przerażonej. Pielęgniarka znana była z tego, że
potrafiła zachować zimną krew w każdej sytuacji. Złamania, dziwne deformacje,
śmiertelne rany, skutki klątw... nic nie potrafiło wyprowadzić jej z równowagi, ale
znikający nagle pacjent to była zupełnie inna sprawa. Tutaj jej wiedza i
doświadczenie nie mogły się przydać na nic.
- Musimy zawiadomić wszystkich nauczycieli, zwołać duchy i skrzaty. Trzeba go
znaleźć i to jak najszybciej! Na bogów, przecież ledwie przytomny uczeń nie mógł ot
tak zniknąć z zamku. Musi gdzieś być.
- Ja wiem, gdzie jest! - krzyknęła nagle Hermiona. Obie kobiety spojrzały na nią z
zaskoczeniem. - To znaczy... domyślam się. Chodź, Ron. - Złapała kompletnie
zdezorientowanego chłopaka za rękę i zaczęła go ciągnąć. - Poszuk... - Urwała
nagle, słysząc dziwny odgłos. Dochodzące z jednego z bocznych korytarzy
regularne... plaskanie.
Cała czwórka odwróciła się w tamtą stronę. Odgłos przybliżał się i po chwili zza
zakrętu korytarza wyłonił się... Harry. Szedł boso po kamiennej posadzce, ubrany w
szpitalną piżamę ze spuszczoną głową i wzrokiem utkwionym w podłodze.
Hermiona niemal osunęła się na ziemię z ulgi, ale ulga była tylko chwilowa, bo kiedy
podszedł bliżej, a na jego twarz padło światło umieszczonej na ścianie pochodni, jej
żołądek wywrócił się.
Ponieważ to już nie był ten sam Harry, którego widziała zaledwie kilka godzin temu.
Wyglądał tak, jakby w tym krótkim czasie samotnie przewędrował przez piekło. Jego
twarz była blada i zapadnięta. Oczy podkrążone i pomimo tego, że nie mogła ich